Jezioro prawie... łabędzie
Raniutko, przed wschodem słońca jezioro wygląda zachwycająco. Idę dróżką okalającą jezioro. Jest cicho i tajemniczo, wczesnojesiennie. Jeszcze słońce nie wzeszło, jeszcze ptaki śpią w swych gniazdach, a liście leniwie kołyszą się na mokrych gałęziach. Nad jeziorem, tuż nad wodą, delikatne kłęby mgiełki łączą się, rozdzielają, by za chwilę rozpłynąć się w powietrzu. Wchodzę na pomost, z którego zwisają pajęczyny otulone kropelkami rosy i nagle przy brzegu widzę... jego, królewskiego ptaka. Nic sobie nie robi z mojej obecności. Być może zauważył w moich rękach aparat, bo zaczyna się wdzięczyć, piórami poruszać, szyją kołysać. Nie wiem, jak długo stoję w bezruchu urzeczona tym widokiem. Dopiero hałaśliwa sroka przerywa magię tej chwili. Łabędź odpływa...




















Kontakt: