drukuj

Miałeś chamie złoty róg

złoty róg z Gallehus

czy zainspirował Wyspiańskiego?

Niemal każda z wędrówek po świecie miewa jakieś literackie odniesienia. Nie trzeba się nawet specjalnie starać, bo skojarzenia nasuwają się same.
Miałeś chamie złoty róg – Wyspiański jak nic... chyba, że... niekoniecznie...

Nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą. Słynny cytat, wałkowany niejednokrotnie podczas szkolnych lat, wrył się w pamięć wielu z nas jako swego rodzaju symbol.Nigdy nie przyszło mi do głowy, że na podróżniczym szlaku natknę się na coś, co – być może – zainspirowało Wyspiańskiego. I to gdzie? W... Danii.
Mało tego. Pomostem do tych skojarzeń okazał się mało u nas znany król poezji nordyckiej doby romantyzmu - Adam Gottlob Oehlenschläger. Nie wiedziałam o nim nic ponad to, że jest autorem jednego z duńskich hymnów. Tymczasem Adam o trudnym nazwisku napisał arcyciekawy poemat (wiersz?) o złotych rogach, który – być może - wpadł kiedyś w ręce naszego poety-malarza.
Osnuł go Oehlenschläger na autentycznych wydarzeniach z XVII i XVIII wieku. Historia brzmi jak powieść trochę awanturnicza, trochę kryminalna:

Akcja dzieje się w południowej Jutlandii. Jest rok 1639. W pobliżu Gallehus - jak mówi poeta -
...tańcząc dziewica
przychodzi na pole
fiołki ma na czole
a róże na licach

Nie wiemy dziś, co hoża dziewoja z fiołkami na czole miała w planie, ale do historii przeszedł fakt jej upadku w błotnistą glebę. Potknęła się o wystające z ziemi żelastwo i
... z sercem drżącym w łonie
pełna zadziwienia....
wzniosła z czerni błota
śnieżną bielą dłoni
blask jasnego złota (...)

Oehlenschläger, jak na poetę romantycznego przystało, długo jeszcze rozwodził się nad tajemniczym znaleziskiem. W skrócie fakty były takie:

Żelastwo odnalezione przypadkiem przez Kirsten okazało się być rogiem ze szczerego złota, pokrytym płaskorzeźbami i napisami runicznymi. Było długie na 75 cm, ważyło prawie 3 kg (6,5 funta) i pochodziło z V wieku naszej ery. W 1734 r. bardzo blisko tego miejsca znaleziono kolejny, siedmiofuntowy róg. Oba trafiły na królewskie pokoje, wprost do gabinetu najjaśniej panującego.

W 1802 r. szanowany, ale zadłużony po uszy złotnik i zegarmistrz Niels Heidenreich, sprytnie dorobił sobie klucz do królewskiego gabinetu i ukradł artefakty. Przetopił je na zapinki do butów, kolczyki, pamiątkowe monety. Pazerność i głupota ludzka nie zna jednak granic...
Aresztowany rok później, spędził w więzieniu 40 lat.

Jeszcze w XIX w. rogi zostały pieczołowicie odtworzone. Dokonano tego jedynie na podstawie szkiców, nie ma więc pewności, że są identyczne z oryginałami. Wykonane z pozłacanego mosiądzu repliki wcale nie miały więcej szczęścia – jeden zestaw zatonął razem ze statkiem płynącym do włoskiego kardynała Stefano Borgia, drugi – wysłany do prof. Böttigera w Dreźnie, również zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. W dodatku formy odlewnicze zniszczono, jako bezwartościowe. Trzeba było wykonać je ponownie.

Rogi musiały niegdyś należeć do jakiegoś wędrowca, bo to wcale nie koniec ich przygód. Wygląda na to, że w dalszym ciągu stanowią łakomy kąsek.
W 1993 r. zostały skradzione z muzeum i porzucone w pobliskim lesie. Może złodziej zorientował się, że o wiele większa jest ich wartość dziejowa i kulturowa, niż materialna i – zwyczajnie – przestraszył możliwych konsekwencji?
W 2007 r. – wypożyczone na wystawę do Jelling - zniknęły raz jeszcze. Odnaleziono je po kilkunastu dniach. Teraz spoczywają w pancernej gablocie, w kopenhaskim Muzeum Narodowym. Mimo, że to repliki, uznane zostały skarbem i dziedzictwem narodowym. Można tam również obejrzeć parę kolczyków wykonanych przez Heidenreicha z zezłomowanych oryginałów.

Dziś, zwiedzając (za darmo!) wielki, kilkupiętrowy gmach wypełniony po dach wszelkiego rodzaju bogactwem, nie sposób przejść obok tych rogów obojętnie. Każdemu, kto zna ich historię, a w dodatku czytał kiedyś „Wesele", ciśnie się na usta polski, siermiężny akcent rodem z Wyspiańskiego:
miałeś chamie... ups... przepraszam... miałeś królu złoty róg
ostał ci się jeno sznur... miłościwy panie, jeno sznur...

Czy złote rogi z Gallehus mogły zainspirować mistrza Stanisława?
Dlaczego nie...

Adama o trudnym nazwisku fascynowała poezja Goethego. I vice versa – jakbyśmy dzisiaj powiedzieli.
Obaj panowie znali się osobiście i obaj lubili czytywać utwory kolegi.
Studiując niemiecką literaturę mógł przecież Wyspiański natrafić u Goethego na Oehlenshlägerowskie „zakopane w błoto zadźwięczało złoto"... stąd do weselnego Chochoła już niedaleko... 

Zdjęcia

  • złoty róg z Gallehus
  • złote rogi z Gallehus - repliki z Nationalmuseet w Kopenhadze
  • odnalezienie pierwszego rogu
  • odnalezienie drugiego rogu
Programowa optymistka. Genealog amator hołdujący norwidowskiej zasadzie "Żeby mierzyć drogę przyszłą, trzeba wiedzieć, skąd się wyszło". Włóczykij z urodzenia.
Magmag
Autor:Magmag

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Ferdynand Głodzik
Ferdynand Głodzik ndz., 2011-12-11 13:44

Interesujące :)

Interesująca opowieść. Pomyśleć, że kiedyś chlubą było mieć rogi! ;)

Jest nieźle, a będzie jeszcze nieźlej!
Roman
Roman pon., 2011-12-12 17:38

Hmmm

@Ferdynand Głodzik:


Kiedys odwazni i męzni wojowie
aby u wroga wywołać objawy trwogi
nosili z chluba na rudej głowie
potężne i solidne rogi. 

W wolnych od walki okresach roku
ich zony sadzały mężów wspaniałych
i dumnych, przy ogniskach w okół
a miedzy rogami  pranie wieszały!