Ząbki, zęby, zębiska...
Od pierwszych miesięcy życia są dla nas nieprzyjazne, zadając ból niewinnemu niemowlęciu. Żeby chociaż to dziecię sobie zasłużyło na to cierpienie: nie szczotkowało, nie dbało, pochłaniało kilogramy czekolady, ale ono przecież jeszcze nie ma szans się wykazać. A cierpieć już musi. Nie pomagają chłodzone gryzaki, czy wszystkie inne przedmioty wkładane do buzi, by ulżyło. Jedynie żele chwilową ulgę przynoszą. I tak od miesięcy dziecina obolała...
Potem nadchodzi czas, kiedy mleczaki się psują, wypadają, rosną te "właściwe". I też bolą. I trzeba chodzić do stomatologa na średnioprzyjemne borowanie, lub wyrywanie. A jak kto nie lubi dentysty - kolejne dni cierpienia znosić musi, ratując się tabletkami przeciwbólowymi, by i tak zakończyć ten ból wizytą u stomatologa. Najpewniej prywatnie. A nawet jeśli państwowo, to i tak dopłacić pewnie będzie trzeba.
A nie mogłoby być tak pięknie, że zęby rosną raz, bezboleśnie, i zupełnie się nie psują? Nie przebarwiają? Nie wypadają? Nie bolą?
Jacy ułomni jesteśmy, my - ludzie... ;))
Macie jakieś pomysły, jak ulżyć dziecku w tym trudnym dla niego okresie? Jak wspomóc - nie wiem - przyspieszyć to wydobywanie się na światło dzienne tych małych, białych kiełków? Help :)






Kontakt:
:)^-^
Ja nie wiem :( Bardzo mi żal twojego dziecięcia, ale pomóc nie mogę. Mogę tylko przytulić, ukochać i ucałować te bolące kiełeczki :)
Mnie też żal niuni, wczoraj
@nicole:Mnie też żal niuni, wczoraj dwa się wybiły, dzisiaj trzeci i kolejny próbuje się przedrzeć przez dziąsła. Strasznie musi boleć. Jedyne pocieszające, że nie będzie tego pamiętała ;)
:)^-^
@Jamajka:O to właśnie chciałam napisać, że nie będzie pamiętała :) Ale wiem, że jak więcej niż jeden na raz wyłazi to boli, mojemu bratu kilka naraz wychodziło ząbków i wtedy cały sztywniał i robił sie siny , mama mówiła :(
I gorączkę miał, prawie 40 st.
Nie znam
Ne znam żadnego sposobu na ulżenie maleństwu:( Myślałam, że są już jakieś specyfiki, które przynoszą ulgę przy ząbkowaniu.
Nie ma wyjścia trzeba to jakoś przeżyć.
Pozdrawiam:)
Są żele, ale dzieć się broni
@rodorek:Są żele, ale dzieć się broni rękoma i nogami przed smarowaniem dziąseł. Choć jak już mi się uda, to po chwili zasypia z ulgą. Uparciuch ;)).
Moja mama dawała mi skórkę od chleba podobno. Też daję, aczkolwiek nie wiem, czy coś to pomaga.
Skórkę
@Jamajka:Skórkę od chleba też dawałam, ale chyba nie pomagało:(
Czy była tu Joannadiablo
Czy była tu Joannadiablo może?
Była, była :)
@Jamajka:Komentarz napisała ale się kręciło, kręciło ( to kółeczko) i nie opublikowało :( a więc zacznę od początku. Na ząbkowanie stosowałam Dentinox żel- miał w sobie rumianek i smakował tak, że sama palce po smarowaniu młodych dziąsełek oblizywałam ;) naturalnie odkryłam go dopiero po walce z gryzakami- żadne nie pomagały. Czasem mała "podgryzała" tetrową pieluszkę jak ją swędziały dziąsełka ale Dentinox pomagał przespać noce. Wiadomo, że każde dziecko jest inne- podczas osiedlowych schadzek z młodymi mamami widziałam nawet dziecko jeżdzące po dziąsełkach kością po kurczaku...ale tego Tobie raczej nie polecam. Na gorączki dawałam raz czopek raz zawiesinę bo raz działało to, a raz to.
:))
@joannadiablo:Zaglądam w maila - mam wiadomość, że Joannadiablo skomentowała tekst, zaglądam w tekst - Joanny brak. Zaczęłam się zastanawiać nad jasnością swego umysłu :D
Dzięki, Joanno, z pieluszką jeszcze nie próbowałam, może coś ulży. Dentinox używam na zmianę z Bobodentem, obydwa mają w miarę podobny smak i zapewne działanie, bo mała zasypia od ręki po nich. Jak już pozwoli sobie grzebnąć w tych obolałych dziąsełkach :).
A gorączki, całe szczęście, jeszcze nie miała. Ale jak bidulka cierpi przez te zęby :(. Dzisiaj chciała pić, a smoczek od butli jej drażnił dziąsełka najwyraźniej i próbowała na różne sposoby nim manewrować i w końcu odpuściła :(.
"i w końcu odpuściła "
@Jamajka:I co? Nie pije?
A ja praktycznie nie
A ja praktycznie nie wiedziałem, kiedy moja Gosia ząbkuje. Tydzień kiedy żąbek wychodził był trochę trudniejszy, była nerwowa i bardziej płaczliwa, ale szybko przechodziło i bez temperatury. I całe szczęście, bo jej bardzo szybko zęby wyrosły i wybijały sie najczęściej po kilka na raz. Z maści zrezygnowaliśmy po przeczytaniu możliwych skutków ubocznych - nie było źlę, więc baliśmy się niepotrzebnie sprawę pogorszyć.
No i jakby fajnie było, gdyby się nie psuły... te zębiska.
Szczęściarze, z Gosią na
@Muminek:Szczęściarze, z Gosią na czele :)). Nam tylko dwa pierwsze kiełki wyskoczyły nie wiadomo kiedy i bezboleśnie prawie, pozostałe od miesięcy dziecinę maltretują. A bez żelu nie miałaby ani chwili ulgi. Pomagają, skutków ubocznych brak. Na szczęście :).
Trzymam kciuki
za wytrzymałośc dzieciny i silne nerwy rodziców
... a najgorsze w tym wszystkim, że zębiska z takim trudem zdobyte za parę lat zaczną wypadac i od nowa męczyć przy rośnięciu...