Miasto nieprzyjazne dla mam z dziećmi w wózkach?
Wędrując czasami z dzieciną w wózku po Gorzowie zastanawiam się, czy inne miasta też są tak nieprzyjazne rodzicom z dziećmi w wózkach? Począwszy od koszmarnych krawężników, na sklepach, do których nijak z wózkiem wejść skończywszy. Krawężniki - no o pomstę do nieba wołają. Te nowsze, w miejscach, gdzie ulica była już remontowana, mają fajne, niziutkie krawężniki, natomiast całkiem spora część ich jest koszmarna. Weźmy Sikorskiego - przejście dla pieszych koło wodospadu w Parku Róż - przejść tam bezboleśnie to cud. Najpierw przesmyknąć się między dziurami i fałdami w asfalcie, potem wdrapać się na krawężnik. Spacerówka to poważne wyzwanie, jeszcze ciężkim wóżkiem z dużymi kołami da się jakoś radę. Inny z gorszych jaki mam okazję spotykać jest na pasach przy Enei - w połączeniu z potarganym torowiskiem jest to wyższa szkoła jazdy, kolokwialnie mówiąc.
A sklepy? Oprócz tych większych Biedronek, Tesco, Netto - te małe w większości są dla nas niedostępne. Księgarnia przy Sikorskiego - ostatnio wracając z parku zobaczyłam ciekawą książkę dla Majki. I pozostało na patrzeniu przez szybkę, bo z wózkiem się tam nie wtarabanię, na ulicy też go nie zostawię. A sama bez wózka bywam rzadko na spacerach.
Biedronka na rogu Dworcowej/Sikorskiego - to samo, niby tylko dwa schodki do pokonania, ale z wózkiem mam jakiś problem tam wejść. No i wielkość sklepu też raczej nie pozwala na to. Czyli pozostaje czekać, aż szkrab zacznie chodzić. Do tego czasu nie da się połączyć przyjemnego z pożytecznym, czyli zakupów i spaceru z małą.
A może to ja nie potrafię się wózkiem posługiwać? ;))






Kontakt:
:)^-^
Są nieprzyjazne. Jak opiekowałam się
Niunią i jeździłam wózkiem po tych strasznych chodnikach to klęłam na czym świat stoi. Dopiero jak pchasz wózek zauważasz, jakie te chodniki i zjazdy z nich ( i podjazdy) są koszmarne.
No właśnie, dopóki nie
@nicole:No właśnie, dopóki nie doświadczy się na własnej skórze, nie dostrzega się problemu. A ten jest.
Zapomniałam też dopisać o niektórych przychodniach. Mieszkam na szczęście bardzo blisko, więc mogę wziąć małą pod pachę i iść do lekarza, ale jeśli ktoś musi dojechać tu z brzdącem w wózku, albo nie daj Boże inwalida na wózku, to ma pecha - dwa potężne schody i zero dzwonka. Trzeba liczyć na to, że obcy ludzie się ulitują i pomogą...
:)^-^
No właśnie, zero wyobraźni albo szukanie oszczędności.
Dobry temat poruszyłaś Jamajko
Podobnie jak Ty na każdym kroku doświadczałam barier architektonicznych uniemożliwiających poruszanie się z maleństwem w wózku. Trafiałam na sklepy przy których wejściu widniały napisy zabraniające wchodzenia z wózkami i urzędy z niekończącymi się schodami . Na naszych chodnikach najlepiej sprawdzały się toporniejsze wózki z dużymi kołami te najcięższe z możliwych- ile ja się tego nadźwigałam, ile napsioczyłam pod nosem,z niecierpliwością czekałam na moment kiedy córka zacznie pewniej chodzić i na wyprawy do sklepu nie będę musiała zabierać wózka. Pamiętacie ten "podjazd" dla wózków na moście kolejowym? Nie wiem czy jeszcze istnieje, może go zmodyfikowano i przystosowano do rozstawu osi w wózkach ale wolałam wózek wnosić po schodach niż ryzykować zdrowiem dziecka wypróbowując go. Pozostaje tylko życzyć Tobie cierpliwości i sił Jamajko bo skoro po tylu latach problem z poruszaniem się z wózkami nadal istnieje to szybciej Majeczka zacznie wiwijać piruety na łyżwach niż miasto laskawie zerknie przyjaźniej na nasze pociechy w wózkach.
Czekam niecierpliwie na
@joannadiablo:Czekam niecierpliwie na samodzielne stąpanie małej po ziemi, będzie łatwiej. Chyba... bo jeśli popatrzeć na jakość chodników... ;))
Największy problem to miałam, jak musiałam oddać swój ciężki wózek do reklamacji i pożyczono mi w sklepie lekką spacerówkę. Myślałam, że się złamie w pół, przy podjeżdżaniu pod krawężniki. Nikt z władnych nie ma małych dzieci? Wnuków? Nie chodzi po mieście z wózkiem? Chyba nie...