Życie rodzinne w międzywojennej Polsce
"- Jak się przedstawia problem wychowania dzieci w nowoczesnej, powojennej rodzinie? - zwracam się z zapytaniem do jednej z matek.
- Bardzo źle, przeważnie fatalnie. Z chwilą, gdy matka staje na równi z mężem do zarobkowej pracy, gdy przeważną część dnia spędza poza domem, a potem wraca zmęczona i zdenerwowana - sprawa wychowania dzieci cierpieć musi bardzo poważnie. Odnosi się to zarówno do najmłodszych dzieci, jak i do starszych. Te maleństwa, które dawniej były zawsze oczkiem w głowie matki, dzisiaj zostają zdane na opiekę piastunki,a częściej jeszcze służącej do wszystkiego, które w nawale innych zajęć (...) nie mają wprost czasu myśleć o dziecku.
Biedny dzieciak chowa się - że tak powiem, własnym przemysłem - przeważnie rośnie jak dziczka. Może być, że rozwija to w dziecku (...) samodzielność, umacnia je i hartuje do przyszłej walki o byt, ale... ale dzieje się tak kosztem zatraty bardzo cennych wartości. (...)
- A dzieci starsze?
- Te przeważnie czas, kiedy matka pracuje poza domem, spędzają w szkole, więc braku matki w tych godzinach nie odczuwają. Im natomiast daje się we znaki jej przemęczenie, zdenerwowanie. Dawniej tylko ojciec rodziny był tą osobą, której wypoczynek i spokój musiał być uszanowany (...)
Matka była tą dobrą duszą, u której znajdowało się współczucie, skarżąc się na niesprawiedliwość profesorów, która łagodnie i wyrozumiale karciła najcięższe przestępstwa. (...) Czy ta dobra dusza może dzisiaj po siedmiu czy ośmiu godzinach ciężkiej, zarobkowej pracy dać dzieciom to samo, co im dawała wówczas, kiedy cały swój czas i trud poświęcała tylko rodzinnemu ognisku? (...)
Wychowanie dzieci szwankuje i inaczej być nie może w obecnych warunkach życiowych.
- Dzisiejsza młodzież - mówi mi jeden z wybitnych wychowawców i pedagogów - ulega bardzo radykalnej ewolucji. (...) W pierwszym rzędzie współczesnem życiem rodziny. Troska życiowa, walka o byt codzienny pochłania niemal całkowicie siły i uwagę tak ojca rodziny jak i matki. Wpływ domu na dzieci zmniejsza się z każdym dniem. Dawniej dziecko zdobywało w domu podłoże etyczno-moralne. (...) Dzisiaj, mimo najlepszej woli, mimo najczulszej ku dziecku miłości, zmuszeni twardą koniecznością życia, pozwalają mu rozwijać się samopas. Dodajmy jeszcze do tego pewne nieuniknione następstwa epoki wojennej. Przyniosła ona niewątpliwie zdziczenie obyczajów, wzrost okrucieństwa, bezwzględność, wybujałość egoizmu. (...)
To co dziecko widzi w domu, te zmienione stosunki rodzinnego życia, czyż to może dopomagać do ukształtowania duszy młodego pokolenia? (...)
Niegdyś rodzina, solidna, pracowita, oszczędna, dążyła konsekwentnie do tego , by zapewnić przyszłość sobie i dzieciom. Obecnie znalazła się na rozdrożu. O oszczędzaniu nie ma mowy, myśl o przyszłości staje się absurdem. Pracuje się w pocie czoła tylko na to, by przeżyć dzień dzisiejszy.
Na tem podłożu wyrasta groźne niebezpieczeństwo, na które, niestety, nie zwraca się jeszcze uwagi. Przedwojenną tragedią Francji stał się system dwojga dzieci. U nas dzisiaj jest jeszcze gorzej i mąż, i żona uważają nie dwoje, ale jedno dziecko, za tragedię, za przeszkodę w życiu. Wolą nie mieć dzieci.
I to może stać się dla narodu strasznem następstwem obecnej ciężkiej walki o byt."
Uff, koniec cytatu. Nikt nigdy nie mówił, że życie w wolnym kraju jest łatwe, ale uwierzcie mi, gdybym nie wiedziała z którego roku jest ten artykuł, to na 100 % powiedziałabym, że opisuje współczesność.
Jak to mówią: historia lubi się powtarzać!



























Kontakt:
Ciekawy artykuł
Pani nickole ma pani rację. Jabym nie przeczytała, że ankieta jest z 1924 roku pomyślałabym że jest aktualna.
Pozdrawiam cieplutko
:) ^-^
Prawda? A mówią, że czasy się zmieniają :))))) A może czasy tak, tylko nie obyczaje.
Ciekawy temat nickole,
Ciekawy temat nickole, "przerobię" go jutro...za dużo informacji, a ja padnięta jestem po całym popołudniu i wieczorze obcowania z kulturą :) Także czekaj na moją analizę do jutra...:)
W jaki sposób dotarła Pani do
W jaki sposób dotarła Pani do wyników owej ankiety? Biblioteka?
Podlinkuję :)))))))))
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20101116/KRAJ/261...
.......
" Okres międzywojenny cechował się poprawą warunków w rodzinie. Na pierwszym miejscu stawiano dziecko, jego potrzeby oraz podkreślano fakt, że rodzina jest najwyższą wartością. Rodziło się coraz więcej dzieci. Schemat rodziny okresu międzywojennego to 2 plus 2 lub 2 plus 3, czasami 2 plus więcej niż 3."
( tu brak informacji o pracy zarobkowej rodziców oraz sytuacji rodziny na tle polityczno - społecznym)
Adam Szary
Tutaj trochę się cofnę, jako przykład...myślę, że ciekawy
"Przełom XIX i XX wieku. Poprawa warunków bytowych, rozwój szkolnictwa i wiedzy ogólnej w zasadniczy sposób wpływa na ogólną poprawę sytuacji dzieci w polskiej rodzinie. Rodzice zaczynają też coraz częściej dostrzegać, obok potrzeb materialnych swoich dzieci, ich potrzeby duchowe. Rozwijający się przemysł dostarcza na rynek coraz więcej wyrobów przeznaczonych dla dzieci. Pojawiają się przeróżne wózki, łóżeczka, wanienki, nocniczki oraz cała moc przeróżnych zabawek. Ale z tym co oferuje rynek konkuruje inwencja rodziców, która sprawia, że świat dziecięcych zabaw staje się coraz bardziej barwny, w którym dziecko stało się wartością samą w sobie i zajęło właściwą pozycję w rodzinie. Jego potrzeby związane z rozwojem fizycznym i intelektualnym zostały zauważone i były zaspakajane w miarę możliwości rodziców. "
Elżbieta Lewandowska "Dziecko w rodzinie", recenzja wystawy
Więcej o sytuacji dzieci na przestrzeni wieków :
http://www.sni.edu.pl/proj/adam/abraham/dziecko_pl.htm
Od siebie...na pewno okres międzywojenny był trudny, zdziwiły mnie jednak wyniki ankiety, może dlatego, że moi Dziadkowie z obu stron, nie mieszkali w dużym mieście. Tato mojego Ojca pracował na kolei, mieszkał 60 od Lidy 3 dzieci - wszystkie urodziły się w okresie międzywojennym, Babcia nie pracowała, zajmowała się domem i dziećmi. Ze strony Mamy, w okresie międzywojennym na świat przyszła 3 ich dzieci, przed I wojną światową również 3. Dziadkowie pracowali "na swoim", mieli gospodarstwo ogrodnicze. Ze wspomnień mojej Mamy jak również jednej z Cioć pamiętam, że rodzina była rodziną, nie było mowy o zaniedbywaniu dzieci kosztem np. pracy...Moje wspomnienie - moja opinia, ma się tak samo jak opinia jednej respondentki i może wzbudzić sprzeciw.
Ad. ankiety.
Nie kwestionuję prawdziwości przytoczonej ankiety w sensie jej "odbycia się" , ale jednak wydaje mi się naciagana, przede wszystkim nierzetelna, gdyż respondentką była jedna matka...Ad. jej wypowiedzi... może faktycznie w dużym mieście jakim była Warszawa ( zakładam, że została ona przeprowadzona w Warszawie) , tak to ogólnie wyglądało, chociaż mam wątpliwości, każda społeczność składała się przecież z różnych warstw społecznych, tu mamy uogólnienie, jedna matka - jedna opinia, cóż trzeba byłoby zasięgnąć języka u znawcy tematu i poprosić o rozwinięcie tezy ad. życia rodzinnego w Polsce międzywojennej, akurat ja takiej osoby nie znam...Ktoś pomoże?
"jeden z wybitnych
"jeden z wybitnych wychowawców i pedagogów " może pani podać nazwisko? W ogóle to 1 ankietowana, 1 facet specjalista bez nazwiska, nie podała pani nazwiska autora tekstu z czasopisma. W sumie grubymi nićmi szyte to wszystko i nie ma okładki czasopisma "Świat"tylko foto z netu. Coś tu nie hallo
:) ^-^
Wyjaśniam:
Nie podano imienia ani nazwiska owego wybitnego pedagoga, przepisałam, tak jak było w oryginalnym tekście. Autor ankiety podał tylko swoje inicjały: St.I. czyli i tak nikomu to nic nie mówi, więc po co podawać. A co do okładki czasopisma, proszę bardzo, zrobię zdjęcie i umieszczę na MMce.
Nikomu nie każę wierzyć w prawdziwość artykułu. Interesowały mnie podobieństwa między międzywojniem a współczesnością, znalazłam oryginalny tekst i się nim podzieliłam.