Zdenerwowani rodzice bronią zerówek w przedszkolach
O takich planach rodzice pięciolatków dowiedzieli się w ubiegły piątek przy wypełnianiu rozdawanych przez dyrektorów ankiet. - W jednych placówkach pytano, czy zostawiają dziecko w przedszkolu czy posyłają do szkoły. W innych czy pójdzie do pierwszej klasy czy do zerówki w szkole. A w jeszcze innych nauczyciele i dyrekcja otwarcie przyznali, że miasto ma plany zlikwidowania zerówek w przedszkolach i przeniesienia ich do szkół - denerwuje się mama pięcioletniej Zuzi Magdalena Polańska. Żal do miasta mają także inni rodzice. Bo oficjalnie nikt o planach likwidacji przedszkolnych zerówek ich nie poinformował. Hanna Nowopolska, której dziecko chodzi do przedszkola przy Chmielnej: - Przebywa tu do 16.00, a potem jest przez nas odbierane. W tym czasie ma trzy posiłki i opiekę, a w szkolnej zerówce takiego poczucia bezpieczeństwa już nie będzie.
Dyrektor wydziału edukacji Adam Kozłowski przyznaje, że polecił przeprowadzenie ankiet, ale w sprawie likwidacji przedszkolnych zerówek nie zapadła jeszcze decyzja. - Chcieliśmy tylko wysondować, ilu rodziców sześciolatków zamierza od września posłać dziecko do pierwszej klasy, a ilu chce do szkolnej zerówki - tłumaczy. Przyznaje, że z przygotowaniem szkół do przyjęcia tej grupy dzieci jest różnie, ale braki można jeszcze nadrobić, bo w budżecie zarezerwowano na ten cel 400 tys. zł.
- W niektórych szkołach zajęcia dla sześciolatków odbywają się w piwnicach, świetlicach, a także salach wydzielonych z jadalni. Szkoły nie mają ławek i sanitariatów dla najmłodszych. W niektórych pomieszczenia dla zerówek są w budynkach gimnazjum, a zajęcia odbywają się na dwie zmiany - wyliczają rodzice. W trzynastce już teraz jedna z trzech grup zerówek ma zajęcia na drugą zmianę. A jeśli pomysł wydziału edukacji wejdzie w życie, maluchów z rejonu kończących lekcje po 17.00 będzie jeszcze więcej. - Wtedy będziemy musieli przygotować miejsce w klasach dla 200 dzieci z rejonu. W praktyce daje to co najmniej osiem oddziałów zerówek. Z czego połowa będzie musiała przychodzić na drugą zmianę. W podobnej sytuacji jest też dwudziestka - mówi dyr. Tadeusz Wierzbicki.
Szefowa przedszkola przy ul. Sportowej Małgorzata Iwaszuk uznaje obawy rodziców za przesadzone. Bo jej zdaniem nic jeszcze nie wiadomo. - W naszym przedszkolu co roku rodzice informują, czy zamierzają umieścić dziecko w zerówce bliżej miejsca zamieszkania. Na razie nad taką ewentualnością zastanawia się tylko dwójka rodziców - mówi. - U nas wszyscy rodzice zadeklarowali pozostawienie swych pociech - mówi Wioletta Bonifaciuk, dyrektorka przedszkola przy ul. Kosynierów Gdyńskich. Jej zdaniem dla dzieci to dobre rozwiązanie. Bo szkoły są przeładowane.


























Kontakt: