Pani Małgorzata ma na swoim koncie ok. 200 artykułów, ponad 300 zdjęć i 2 tys. komentarzy. Pisze głównie o historii Gorzowa, albo o samym mieście. O tym za co je lubi, co jej się w nim podoba. Z zawodu jest sekretarką. Ale teraz nie pracuje. Mieszka z 21-letnią córką.

 

Na portalu MM Gorzów zaczęła pisać przez przypadek. - Wróciłam zdenerwowana z urzędu pracy. Zaczęłam opowiadać o tym, jak tam się pracuje, jak traktuje ludzi. I przyjaciel mówi: to weź to opisz na „mmce”. Nawet nie wiedziałam co to takiego. Ale usiadłam i napisałam - opowiada Meg. Bo tak na początku się zarejestrowała na portalu. Później do podpisu dołączyła imię i nazwisko. - I wtedy zaczęły się domysły, że może jestem żoną sędziego z Poznania, albo naszego lokalnego polityka. Nie mam nic wspólnego z żadnym z tych znanych nazwisk - śmieje się M. Kaczanowska.

 

Przyznaje, że szybko MM-ka ją wciągnęła. Czasem tekst pisze chwilę, czasem poświęca mu kilka godzin. - Zależy o czym to jest. Felietony są przeważnie od serca. Same się piszą. Inaczej z tekstami o historii. Tu trzeba trochę poszperać w źródłach, poszukać informacji - opowiada Meg. Przyznaje, że kiedy przygotowuje tekst związany z historią, to najpierw ręcznie spisuje konspekt - punkt po punkcie - co sprawdzić, gdzie zajrzeć. A dopiero później siada przed komputerem. Ma w domu ogromną teczkę z wycinkami ze starych gazet, sięga po encyklopedie, książki o Gorzowie. - I staram się to tak spisać, żeby było w miarę ciekawe i łatwo się czytało - tłumaczy MM-kowiczka.

 

A dlaczego historia? - Bo na polityce się nie znam. Nie lubię jej. A dzieje miejsca, w którym się żyje, warto znać - mówi krótko.

Przyznaje, że kiedyś, gdy była bardzo młoda nie interesowała się historią. Bakcyla złapała później, dzięki przyjacielowi, który ją wciągnął w odkrywanie starego Gorzowa. - Moja córka też teraz nie interesuje się tym, co kiedyś było w naszym mieście. Nawet, gdy czyta MM Gorzów, to raczej do moich tekstów nie zagląda - mówi M. Kaczanowska.

 

Jej córka Natalia uczy się i pracuje. Jest więc zaganiana. Na MM-kę nie ma czasu. A pisać tam chyba raczej nie będzie, bo zwyczajnie nie lubi. Czuje się bardziej umysłem ścisłym. - Nawet nie jest recenzentką moich tekstów. Zresztą, nikt z moich bliskich ich nie czyta przed wpuszczeniem do portalu. Dlatego czasem pojawiają się błędy - tłumaczy pani Małgorzata.

 

Żartuje, że jest trochę uzależniona od MM-ki. Nawet, jak nie pisze, to chociaż czyta. Nie ma dnia, żeby tam nie zajrzała. - Nie raz proszę, żeby już zostawiła ten komputer. Ale ona dalej swoje - mówi przyjaciel Meg. - Siadam, jak wszystko mam w domu zrobione, obiad przygotowany, sprawy w mieście pozałatwiane - obrusza się Meg. Ale zaraz przypomina sobie, jak raz spaliła garnek. Tak się „zapisała”, że ziemniaki się spaliły razem z nim. - I jeszcze w trakcie pisania tak myślałam: oho, sąsiadka coś przypala. No, a potem na obiad był ryż - śmieje się M. Kaczanowska.

 

Meg przyznaje, że przez MM-kę też i płakała. - Bardziej przez MM-kowiczów. Ludzie bywają okrutni. Nie boję się konstruktywnej krytyki. Jeśli ktoś zwraca mi na coś uwagę, to przyjmuję te uwagi, wyciągam wnioski. Ale gdy zarzuca mi się coś, czego nie zrobiłam... Czasem jest ciężko - wzdycha pani Małgorzata. Ale w takich chwilach może liczyć na bliskich. Natalia mówi jej przeważnie: - Nie przejmuj się. To jakieś trole piszą.

 

ps.

Dwa tygodnie temu rozpoczęliśmy przedstawianie na łamach "Głosu Gorzowa" najaktywniejszych MM-kowiczów. Na pierwszy ogień poszła Meg, tydzień temu przedstawiliśmy Bronisława Mierzwę, a już w tę sobotę poznamy bliżej Rodorek (w kolejności był co prawda Andrzej Sibera, ale jego sylwetkę poznamy dopiero za tydzień).

Postanowiliśmy sylwetki naszych MM-kowiczów przedstawiać również na portalu.