drukuj

Z pamiętnika kibica

Tak kibicowało się w latach 90-tych na meczach o utrzymanie w lidze

Fotka z połowy lat 90-tych, mecze piłkarskie ogląda się z reguły "na stojąco".

Krótki opis jednego sobotniego popołudnia, które miało być "tym ostatnim"...

Sobota, godzina 14:00. Oczekiwanie na autobus linii 126, którym dojeżdżam na stadion. Na przystanku spotykam znajomego, z którym rozmawiamy o meczu, przyszłości Stilonu. Dojeżdżam na przystanek koło dawnego "Pewexu". Jest 14.20, jeszcze sporo czasu do meczu. Pół godziny przed rozpoczęciem spotkania "melduję" się na stadionie. Ludzi mało, tyle co kot napłakał. Spotykam kolegę, drugiego kolegę, kolegów-kibiców. Gadamy o sytuacji w gorzowskim sporcie, o piłce, mija 25 minut.

Zaczyna się mecz. Rywal: Kolejarz, ale nie "Kolejorz" poznański, nie ma więc 10 tys. ludzi na stadionie. To tylko Kolejarz Stróże, dziwny piłkarski twór z Podkarpacia (senator "zbudował" sobie drużynę na miarę pierwszej ligi), toteż na trybunach 1500, może 1800 osób. "Młyn" pełny, a nawet więcej niż pełny. Transparenty, doping non stop.

Mecz z gatunku tych, które nazywa się meczami "o życie", "meczami śmierci", a najczęściej meczami "o sześć punktów". Grają sąsiedzi w tabeli - Stilon Gorzów (21 punktów) oraz Kolejarz Stróże (20 punktów). Kto przegra, pogrąży się na dnie tabeli. Kto wygra, dostanie na chwilę oddech (na najbliższe dwie kolejki spotkań).

Pierwsze minuty, sytuacja nawet bramkowa Stilonu, potem przysłowiowa pierwszoligowa "kopanina". Gra głównie w środku pola, sporo fauli, przerywanie gry przez sędziego (w najsilniejszej chyba w Europie lidze angielskiej, gdyby zobaczono te "gwizdki", kibiców ogarnąłby śmiech). Co chwilę odgwizdywane spalone, przerwy w grze. Uciekają minuty, nadal 0:0, które satysfakcjonuje co najwyżej gości.

Wieje troszkę, jest zimno, w końcu przerwa, kolejne dywagacje, kto, jak, ile punktów.

Druga połowa, zespoły ruszają ponownie do boju. Goście chyba bardziej zmotywowani, gospodarze - grający za darmo od kilku miesięcy - jednak "podejmują rękawicę". Michał Ilków-Gołąb - napastnik przekwalifikowany na... obrońcę jest wszędzie. Broni dostępu do bramki, ale i atakuje. Walczy jak lew Adrian Łuszkiewicz, fantastycznie w bramce Stilonu spisuje się Kamil Ulman. Inni "gryzą trawę".

Mijają kolejne minuty, a wynik się nie zmienia. Coraz większe zagrożenie pod jedną, jak i drugą bramką, zawodnicy opadają z sił.

Nadchodzi 80 minuta meczu. Jeden z zawodników Stilonu pędzi na bramkę, zatrzymany zostaje faulem w okolicach linii pola karnego. Rzut karny? Nie, tylko rzut wolny.

Piłkę uderza Adam Banasiak, wpada ona w okolice bramki gości, "kotłuje" się niesamowicie, ktoś dotyka piłki nogą, ktoś wybija, w końcu Michał Ilków-Gołąb znajduje drogę do bramki. "Jest!" wybucha okrzyk na trybunach. 1:0! Cenne trzy punkty coraz bliżej, ale... do zakończenia meczu około 12-14 minut. Goście nacierają z furią. Atakują. Co rusz mają rzut rożny. Gorzowianie bronią się ostatkami sił, co jakiś czas przejmują piłkę i wyprowadzają kontrę. Więcej jednak w tych atakach, zamiast próby "dobicia" rywala, kunktatorstwa i "szanowania" i piłki oraz bezcennych trzech ligowych "oczek".

W końcu mija po wielkich nerwach (kilka "wrzutek" gości w okolice bramki i pewnych chwytów bramkarza Kamila Ulmana) 94 minuta spotkania. Są trzy punkty. Zespół Stilonu zrobił mały kroczek ku utrzymaniu w pierwszej lidze.

Tylko czy do następnego meczu przystąpi? Czy zostaną zawodnicy, którzy z czegoś muszą żyć? Żołnierze Westerplatte bronili się przez siedem dni. Zawodnicy Stilonu zapowiedzieli. że jeśli im nikt nie pomoże, sił starczy na maksymalnie dwa tygodnie.

Zdjęcia

  • Tak kibicowało się w latach 90-tych na meczach o utrzymanie w lidze
urodzony: w dekadzie kiedy Polska była 10 potęgą :D zawód: miłosny :D
mr_hyde
Autor:mr_hyde

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Troll_MM
Troll_MM sob., 2011-03-19 19:24

Czuć duszę kibica. Brawo

Czuć duszę kibica. Brawo

Corve
Corve sob., 2011-03-19 20:11

Szacun

Szacun Mr_Hyde. Piękna i jakże prawdziwa relacja. Miejmy nadzieję, że ktoś kogo podejrzewam o całkowity brak, jednak jakieś resztki przyzwoitości ma i piłka ostanie się w Gorzowie... Na Stilon chodzę od lat 70-tych ubiegłego wieku i teraz co? Mam ubrać kapcie, kupić piwo w żabce i usiąść przed telewizorem, by oglądać jakiś pajaców z Ligi Mistrzów?
Ech.. Kto nie zmarzł i nie zmókł na niezadasznej trybunie, kto nie upierdzielił się po kolana w osirowskim błocie ten tego nie kuma... i wpierdziela słonecznik na Śląskiej.

mow_mi_janek
mow_mi_janek sob., 2011-03-19 22:10

z całym szacunkiem

@Corve:

ale dzięki takim debilnym komentarzom mamy to co mamy w Gorzowie. jesteśmy ewenementem na skalę światową, gdzie dwie różne dyscypliny, w dwóch różnych ligach toczą zacięte boje rękoma i słowami kibiców. brakuje mi czegoś takiego jak w Poznaniu, gdzie są dwa kluby piłkarskie, które mogą grać na jednym stadionie a poznaniacy kibicują i jednym i drugim bez żadnych animozji, dodatkowo wspierają i żużel, i siatkarzy i koszykarzy i hokeistów na trawie. a u nas co ? póki my kibice nie zaczniemy szanować siebie na wzajem dalej będziemy siedzieć w takim bagnie po uszy.

mi szkoda Stilonu mimo, że fanem piłki nożnej nie jestem. szkoda kawałka historii, emocji i ludzi (zarówno kibiców jak i samych piłkarzy) dla których każdy mecz jest świętem. liczę, że sytuacja jakoś się wyklaruje i chociaż Stilon zostanie na zapleczy ekstraklasy i będzie miał kilka lat na ogarnięcie swojej sytuacji.

Corve
Corve sob., 2011-03-19 23:13

No sorry, ale autor debilnego

@mow_mi_janek:

No sorry, ale autor debilnego komentarza popełni recydywę. Bredząc o kibicowaniu w Poznaniu dowodzisz, własnej ignorancji w temacie więc wyjaśnię.

Chore rywalizacje zaczęły się wtedy gdy w nijaki Tadeusz J. ( oby sędzia Hendler wydał jak najsurowszy wyrok) zaczął ,,sympatyzować’’ z jedną dyscypliną. Nie mówię tu o jakiś spinkach dzieciaków które zawsze znajdą sposób aby spuścić sobie odrobinę buzującej krwi np. z nosa tylko o rywalizacji klubów jako firm. Akurat w Poznaniu jest dokładnie identycznie. Politycy od jakiegoś czasu nad wyraz pomagają Lechowi ( wiadomo większy elektorat), a Wartę mają w głębokim poważaniu ( ciekawe jak najpiękniejszej pani prezes powiedzie się misja ? oby!) Sytuacja niemal identyczna jak w Gorzowie. Tu tłumy, tam pustki… Z tym, że w Gorzowie na Stali 60% to okoliczna wieś, i na Kolejorzu 60% to szeroko pojęta Wielkopolska( od Piły po Leszno). Na Warcie sami twardziele z Poznania, na Stilonie - Gorzów, sekcja Lubniewice i najbliższa okolica.
A pomyśleć, że w latach 70-tych zdarzało się, że mecz i żużel były w niedzielę... to ludziska buntowali się, że nie zdążą z Myśliborskiej (wtedy) na Śląską...:))) Zgrzyty zaczęły się jak na trybunach żule od polityki zauważyli swój potencjalny elektorat…
PS.
A żeby było jasne to dodam, że uważam za patologię uważam dofinansowywanie prywatnych klubów z publicznych pieniędzy. No, ale skoro ciągle mamy socjalizm więc trzeba się dostosować do kołchozowych reguł…

mow_mi_janek
mow_mi_janek ndz., 2011-03-20 12:13

co do Warty się pomyliłeś.

@Corve:

Warta dostaje adekwatnie mniejsze wsparcie do adekwatnie mniejszych zasług (po prostu nie wpisuje się w kampanię promocyjną miasta, natomiast Lech wyjazdami tak) ale samym wielkim wsparciem jest już dopuszczenie do gry na stadionie miejskim (co do pani prezes - wpadła na coś, na co nikt w Stilonie nie wpadł - rozdawała bilety za darmo, wraz z szalikami i gadżetami i przewidziano na dzisiaj 20tys kibiców) po prostu trzeba wiedzieć za co się zabrać i mieć czym się za to zabrać.

rodorek
rodorek sob., 2011-03-19 20:41

W latach 90-tych chodziłam na

W latach 90-tych chodziłam na mecze. Nie na wszystkie, ale często był to niedzielny gwóźdź dnia:) Twoja relacja jest bardzo refleksyjna... Przykre, że piłka nożna w Gorzowie tak cienko przędzie.

Nie dopuść, żeby Twoje marzenia zarosły zielskiem:)
edy
edy sob., 2011-03-19 22:22

Ciekawy tekst dający wiele do

Ciekawy tekst dający wiele do myślenia. Mam nadzieję, że Stilon pozostanie w grze i nadal będzie cieszył gorzowskich kibiców. Choć jestem przede wszystkim kibicem speedwaya, trzymam mocno kciuki za gorzowskich piłkarzy.

mr_hyde
mr_hyde ndz., 2011-03-20 14:51

Piękno sportu

Piękno sportu polega na jego nieprzewidywalności, i na tym że "Dawid może wygrać z Goliatem" .... Przecież zawodnicy Stilonu, którym cudem dzięki wsparciu kibiców udaje się uzbierać 7.000 zł na wyjazd na mecz, mają o 4 pkt. w tabeli więcej niż dysponująca 10 milionami zł szczecińska Pogoń.

Piękno sportu polega na tym, że piłkarze gorzowscy mogą wygrać przy dzielnej postawie z czołową drużyną ligi, a bywało że wygrywali i z ekstraklasowcami (ale i przegrywali ze słabszymi od siebie teoretycznie), że siatkarze mogą awansować do finału Pucharu Polski, co udaje się "drugoligowcom" raz "na ruski rok", że ... Piotr Paluch mógł pokonać Tony Rickardssona czy Hansa Nielsena, że młodziutki Krzysiu Cegielski na silniku złożonym dzięki zbiórce kibiców mógł wygrywać z tuzami światowego speedwaya. O Taki sport mi chodzi, i taki sport popieram. Sport, w którym wynik oraz dopuszczenie do rozgrywek zależy tylko od kasy i "licencji" (czyt. kasy) dla mnie już sportem nie jest. Nie jest dla mnie nim NBA, Champions League, gdzie mistrz "słabego" kraju ma pod górkę, a czwarta drużyna z ligi "możnych" ma miejsce przyznane z urzędu. Czy pamięta ktoś że 22 lata temu Górnik Zabrze, mistrz ligi polskiej, przeciętnej już wtedy, potrafił toczyć wyrównany bój w Pucharze Europy z ... Realem Madryt, że Lech Poznań walczył w fantastycznym boju z dogrywką i karnymi z Barceloną..... To właśnie jest sport, idziesz na mecz, i nie wiesz jaki będzie wynik, wiesz że ten silniejszy powinien wygrać, ale może jednak "nasi" biedni bo biedni, znajdą w sobie siłę, i zwyciężą. Taka wygrana smakuje bardziej niż wygrana tego który "kasy ma jak lodu".

andżelika
andżelika pon., 2011-03-21 13:32

Ja podobnie jak Edy, jestem

Ja podobnie jak Edy, jestem fanką żużla, ale z całego serca dobrze życzę gorzowskiej piłce nożnej i jej kibicom.