Wózki dziecięce w komunikacj miejskiej
Na dworze robi się cieplej, matki (i nie tylko matki) coraz częściej wychodzą na spacery ze swoimi pociechami korzystając przy tym z pojazdów komunikacji miejskiej. Jednak nie zawsze potrafią się uporać z wózkiem w pojeździe.
Już na wstępie pragnę poruszyć temat samego wsiadania. Mamy niemalże 100% niskopodłogowy tabor autobusowy i 100% tabor tramwajowy wysokopodłogowy. Jak wsiąść do pojazdu nie wyrządzając krzywdy dziecku oraz nie utrudniając sobie (i ewentualnie pomagającym nam osobom) życia? Do autobusów niskopodłogowych wsiada się przodem, dzięki czemu i dziecko nie jest narażane na wypadnięcie z wózka, i manewrowanie wózkiem jest łatwiejsze, wysiada się natomiast z takiego pojazdu tyłem (najpierw opiekun, później wózek). W przypadku autobusów wysokopodłogowych (w naszym przypadku to trzy Jelcze), a także gdy chcemy wsiąść do tramwaju manewr ten powinniśmy wykonywać w sposób odwrotny, czyli wsiadamy tyłem, wysiadamy z pojazdu przodem. Zazwyczaj w takich przypadkach korzystamy z pomocy osób trzecich, które pomagają nam wnieść/wynieść wózek. Dla nich jest to też o wiele wygodniejsze, gdyż chwytając i podnosząc wózek nie muszą się tak bardzo starać o utrzymanie go w pozycji poziomej, aby nie zagrozić dziecku wypadnięciem z niego, a my, trzymając wózek za rączkę spokojnie go wnosimy.
Innym aspektem, który poruszę jest umiejscowienie wózka dziecięcego w pojeździe. Przy drzwiach od pojazdu znajdziemy piktogramy mówiące nam o tym, czy danymi drzwiami możemy wprowadzić wózek dziecięcy, czy też nie. Obecnie wszystkie autobusy niskopodłogowe miejsce na wózki mają wyznaczone przy środkowych drzwiach. W przypadku Solarisów i Neoplanów jest to naprzeciw drogich drzwi, natomiast MANy miejsce to mają w zależności od rodzaju wyznaczone albo naprzeciw środkowych drzwi, albo przy prawej burcie pojazdu kierując się od wejścia do przodu pojazdu. Jelcze mają wyznaczone podwójne stanowiska na wózki dziecięce, naprzeciw zarówno drugich, jak i ostatnich drzwi pojazdu. Wózki powinny być ustawione tylko i wyłącznie w miejscach dla nich przeznaczonych, a dość częstym widokiem jest umiejscowienie ich albo przy siedzeniach w przejściu (mowa o MANach), albo przy prawej burcie w przypadku Solarisów. Manewry te są podyktowane wygodą osób prowadzących wózki, które to osoby chcą wygodnie usiąść sobie, niestety w razie zagrożenia wózki blokują przejścia, a jednocześnie drogi ewakuacyjne. Mniejszym problemem są natomiast wózki w „Promykach Nadziei", gdzie szerokość przejść uniemożliwia ustawienie wózka w innym miejscu niż do tego przeznaczone. Tramwaje miejsce na wózki dziecięce mają wyznaczone albo na przodzie wagonu (w tzw. Helmutach), albo przy drzwiach środkowych, jeśli podróżujemy polskimi tramwajami produkcji Konstalu. I też w niemieckich jednowagonowych tramwajach możemy spotkać wózki dziecięce stojące nie na przednim pomoście, przeznaczonym dla nich, a w przejściu w wagonie, co nie dość, że utrudnia rotację pasażerów, to też dodatkowo stwarza niebezpieczeństwo w razie potrzeby ewakuacji pasażerów.
Miejmy nadzieję, że opiekunowie niemowląt i tych trochę większych pociech nie będą sami się zachowywać jak dzieci, a swoim postępowaniem, przewidywaniem i logicznym myśleniem nie tylko nie będą utrudniać życia innym pasażerom, ale i sami odnajdą się w sytuacjach przewożenia wózka w pojazdach komunikacji miejskiej tak, aby wszystko odbywało się mile, bezpiecznie i z wzajemnym szacunkiem. W końcu w tych wózkach są nasi przyszli następcy i reprezentanci na świecie.

























Kontakt:
mały apel uzupełniający ;-)
zawsze ustępujemy miejsca ciężarnym! zawsze. nawet gdy w dalszej części pojazdu jest miejsce - nie zmuszajmy młodych matek do chodzenia po całym autobusie/tramwaju a tym bardziej do stania!
Ten "mały apel uzupełniający"
Ten "mały apel uzupełniający" , bardzo ważny....pamiętam moje dawne studenckie lata w Poznaniu- tam nie można było sobie nawet wyobrazić, by nie ustąpić miejsca osobom starszym lub kobietom w ciąży . Potem zamieszkałam w stolicy i.... A ten art o wózkach dziecięcych , chyba też dotyczy wózków inwalidzkich....
MPK Poznań
@Łuka:właśnie jest w trakcie realizacji programu "Mamy miejsce" - http://www.mpk.poznan.pl/downloads/przewodnik-po-komunikacji-miejskiej-d...
cdn
Zamierzam do tego dopisać kolejne artykuły, które trochę wejdą na temat kultury podróżujących komunikacją zbiorową, ale proszę o chwilę czasu na namazganie czegoś i porobienie zdjęć :)
I co z tego że MZK posiada
I co z tego że MZK posiada autobusy niskopodłogowe,skoro większośc kierowców nie ułatwia rodzicom z wózkami wejścia do pojazdu,gdyz przeważnie nie wykorzystują funkcji "przyklęku". Również w tramwajach (tzw.helmutach) motorniczowie nie zawsze wysuwają najniższy stopień schodów.
Ma się to nijak do kreowanej misji zakładu,jaką jest m.in. ''...bezpieczna komunikacja miejska"
Kultura podróżujących matek z wózkami to jedno...
Niestety kultura innych pasażerów, to drugie. Ja sama jeszcze 3, góra 4 lata temu miałam tą (nie)przyjemność podróżowania z dzieckiem wózkiem. Po pierwsze - wielokrotnie nie udało mi się wsiąść do autobusu z powodu nagłej samoistnie atakującej chwilowej ślepoty ludzkiej - kiedy tylko zbliżałam się do wejścia do autobusu z wózkiem, osoby stojące przy mnie nagle przestawały mnie zauważać, albo tak skutecznie mnie "zauważały", że chyba nie chcąc mi przeszkadzać w samotnym wchodzeniu do autobusu, czmychały na boki do innych wejść... Efekt - z powodu moich niewielkich rozmiarów i niewystarczającego ogromu sił - zostawałam sama z wózkiem na przystanku, gdyż NIKT z tak szanownych, kulturalnych pasażerów nawet nie pomógł mi wejść z wózkiem do autobusu. Inna sytuacja, aczkolwiek podobna, pod szpitalem też nikt łaskawie nie raczył mi pomóc, nie wsiadłabym w ogóle, ale jakiś życzliwy pan O KULACH (!) postawił jedną kulę na bok i na drugiej się podtrzymując, pomógł mi wnieść wózek (zaznaczam, że nie byliśmy sami na przystanku)... Po drugie - wcisnąć się z wózkiem do autobusu w godzinach szczytu to była istna magia i niemożliwość. W taki sposób jednego dnia przykładowo przeczekałam 3 autobusy z kolei, bo nie dałam rady wsiąść. Po trzecie - co zaś się tyczy miejsc wyznaczonych na wózki, to dostać się na to miejsce także graniczy z cudem - wszak egzaltowane, wypacykowane małolaty muszą mieć wygodne miejsce na pogaduchy wracając ze szkoły i nie w głowach im przesunąć się choć , by zrobić miejsce dla wózka... Kilkakrotnie miałam nawet małe spięcie z owymi pasażerami, kiedy prosiłam o ustąpienie miejsca dla wózka... Ech, żeby im Bozia w przyszłości bliźniaki dała... ;)
Reasumując, z kulturą u innych pasażerów niestety różnie. Ja sama, nie chcąc być zdana na czyjąś łaskę lub niełaskę, wielokrotnie brałam malucha w nosidełko na szelkach i nosiłam, a jak tylko szkrab podrósł i nauczył się chodzić - zabierałam na spacery. Przynajmniej zawsze wsiadłam do autobusu, do którego chciałam wsiąść, przynajmniej zawsze się zmieściłam... A, że plecy bolały? Chyba wolę bolące plecy, niż nadszarpniętą dumę...
LUDZISKA, APEL - POMAGAJCIE!
Pozdrawiam serdecznie MM-kowiczów!
Ze strony pasażera z wózkiem
Co z tego, że wiadomo, gdzie są jakie miejsca na wózki, jak wsiadać i wysiadać, jak współpraca innych pasażerów i samego kierowcy w tej kwestii jest naprawdę rażąca. Niestety jako młoda matka podróżująca komunikacją z dzieckiem, wiele razy miałam okazję się o tym przekonać.
Kierowcy nie często nie chciało się obniżać autobusu, lub podjeżdżać bliżej krawężnika, by osoba z wózkiem mogła swobodnie wejść do autobusu. Pasażerowie blokujący miejsce na wózek z łaską się przesuwali, by można było jakoś stanąć nie przeszkadzając innym. A chciałam zauważyć, że miałam stosunkowo mały wózek - spacerówkę... I o nie tylko młodzież tak się zachowywała, a przede wszytskim panie, które dawno temu same miały wózki.
Kiedyś miałam okazję jechać z tłumem panów - młodych i starszych udających się autobusem na żużel. Przez kawałek drogi zastanawiałam się jak ja wysiądę z wózkiem, jak jest ciasno w autobusie. Ale o dziwo sami mnie zapytali kiedy wysiadam i starszy pan już wołał by mi zrobiono miejsce, bo chcę wyjechać z wózkiem. W dodatku na przystanku stał kolejny rodzic z dzieckiem i już wołano, że i o n musi się zmieścić. Za taką pomoc z uśmiechem podziękowałam. Ale niestety to rzadkość...
Kiedyś motorniczy w tramwaju nie zechcial zaczekać aż wejdę z wózkiem, tylko sobie już ruszył. Pasażer, który chciał mi pomóc szybko poszedł za jadącym tramwajem by go zatrzymać. Ja przepraszałam pana, że przez to, iż chciał mi pomóc sam by nie wsiadł do tramwaju, a motorniczy miał to w d...e
Innym razem dwie już prawie dorosłe dziewczyny, z zadowoleniem na twarzy nie ustąpiły mi miejsca, kedy stałam w tłumie z dzieckiem na rękach, mimo, że zwróciły im uwagę inne panie stojące obok mnie. Całą drogę zadowolone jechały siedząc sobie wygodnie, i udając, że nie słyszą co się do nich mówi... Mam nadzieję, że kiedy same będą w potrzebie, inni się od nich odwrócą.
I tyle na temat...
Po co nam wiadomości z artykułu, skoro nijak ich nie można wprowadzić w życie - nawet przy najlepszych chęciach
Pięknie i ładnie
Podsumowuja chamstwo i kultura jest wprost rażąca. Wiem z doświadczenia , że same mamy jak nie miały dzieci wcale nie ustwepowały miejsc nikomu tylko odwracały głowe w drugą strone. Teraz role sie odwróciły i już płacza. Kolejna sprawa tramwaje zawsze wysuwaja stopień jezdrze codziennie i widze wiec prosze nie kłamac, że tak sie nie dzieje i prosze sie przyjzec czy wóz posiada taki stopień wogle bo czesc wozów nie jest nawet w niego wyposarzona wiec nie pretesje do motorniczego.... W sprawie wózka , że motornicczy nie zaczekał a jakimmi pani drzwiami chciała wejsc bo coraz czesciej zaczyna sie chamstwo, że wpychaja sie ludzie z wozkiem nawet przez srodkowe drzwi i potem nie ma nawet jak wyjsc z tramwaju.. Zwracam uwage młodych mam , że tylko pierwszymi drzwiami mozna wchodzic z wozkie o tym zreszta swiadcza umieszczone nalepki.. Do GTV pierwszymi a do 105NA srodkowymi i tylko do pierwszego wagonu....
Poza tym czesto widze jak osoby już po ruszeniu wozu dobiegaja i maja pretesje ze na nich sie nie zaczekało a niestety jak by kierowcy czekali na kazdego to nigdy by nie byli punktualni . Mojim zdanie to pasażer powinien czekac na autobus a nie na odwrót kiedys przez takie czekanie na biegaczy prawie 20 osob nie zdarzyło na autobus ruszajacy z Wieprzyc kiedy nastepny był dopiero za 2 godziny.
Osobiście zawsze pomagam wniesc wozek do tramwaji , to nie kosztuje nic a daje sporo satysfakcji.
A teraz dla żartu mała ironia " Było komu robić nie ma komu nosić"
musze przyznac że kiedyś usłyszalem to w tramwaju o miłych pań na przodzie wozu kiedy nie chciało im sie podnieść pomodz kobiecie... i Tym mało optymistycznym zdaniem zakoncze moja wypowiedz...
Przykro mi to czytać
@renegat21:Tym bardziej, że podsumowanie jest jak najbardziej krzywdzące dla mnie... Sytuacja z tramwajem. Czekałam grzecznie na przystanku z wózkiem przy rondzie santockim w stronę Manhattanu. Na przystanek podszedł również mężczyzna, którego zawczasu zapytałam, czy jak podjedzie tramwaj, czy pomoże mi wsiąść. Nie było innych osób, tylko my, więc jak tramwaj podjeżdżał - wiadomo było, że będę chciała do niego wejść z wózkiem, tym bardziej, że nie było inne opcji, droga jest tylko w jedną stronę na Manhattan. Tramwaj zajechał bardzo daleko na sam skraj wysepki dla pasażerów, a ja niestety w prażącym słońcu stałam pod wiatą, by nie narażać na gorąco malutkiego dziecka. Gdy już się zatrzymywał, skierowałam się do pierwszych drzwi ze wspomnianym panem, który miał mi pomóc przy wózku. I co wtedy? Tramwajarz zamiast poczekać dosłownie kilka sekund, byśmy doszli do przednich drzwi, zaczął sobie ruszać w dalszą drogę. Sądząc chyba, że czekałam na tramwaj by sobie na niego popatrzeć i popodziwiać, a nie wsiadać do niego!
Więc proszę mi nie pouczać, którymi mam wchodzić drzwiami by się dostać do tramwaju z wózkiem, lub jak z niego wychodzić. Bo nawet jak miałam mniejszą spacerówkę ciężko było się wydostać z tramwaju z obniżonym stopniem. A jakbym chciała sama podnieść wózek i się wydostać jest za wąsko by się zmieścić.
Proszę więc samemu poćwiczyć manewry a potem mówić, że: "role sie odwróciły i już płacza" Zawsze ustępowałam miejsca, jak była taka potrzeba i gdy ja byłam nastolatką to była norma. Teraz trzeba o tym pisać...