W Pucharze Polski zagramy ze Skrą!
Czwartkowy mecz to dla naszych kibiców wielka gratka. Tym bardziej, że gorzowianie są jedynymi pierwszoligowcami w gronie ośmiu finalistów. Głównym kandydatem do zdobycia trofeum jest PGE Skra Bełchatów, która już cztery razy wygrywała Puchar Polski. Jeśli dodać do tego sześć z rzędu tytułów mistrza Polski (a to tylko sukcesy na krajowym podwórku!), to nic dziwnego, że nikt przy zdrowych zmysłach nie daje Dawidowi, czyli naszym, żadnych szans w starciu z Goliatem. Tyle, że podobna historia już raz wydarzyłasię z naszym udziałem.
Jest styczeń 1997 r. Ówczesny Stilon, którego spadkobiercą jest Rajbud GTPS, to lider pierwszej ligi serii B. Wysoka pozycja nikogo nie dziwiła, bo przed sezonem do ekipy spadkowicza dołączył Tomasz Borczyński, po kilkumiesięcznej przerwie treningi wznowił Karol Hachuła, a ze Szczecina wrócili Roman Bartuzi i Jarosław Wojczuk. Fachowcy twierdzili, że kwarantanna na zapleczu ekstraklasy potrwa tylko rok (tak też się stało). Mało tego, wielu mówiło, że gdyby tak wzmocniona ekipa grała w elicie, to nasi mogliby pokusić się o któryś z medali mistrzostw Polski.
O tym, że nie były to przepowiednie na wyrost, pokazały już eliminacje Pucharu Polski. Zanim Stilon dotarł do decydującej rozgrywki w Radomiu, wyeliminował kolejno: Politechnikę Poznań, Skrę Bełchatów, Morze Szczecin (3:2) i mistrza kraju Kazimierz Płomień Sosnowiec (3:2). Jeszcze większą furorę sprawił w finałowym turnieju. W półfinale, także po tie breaku, nasi pokonali najlepszy wówczas w ekstraklasie, naszpikowany reprezentantami Polski AZSCzęstochowa. Dobę później nie mieli litości dla Mostostalu Kędzierzyn-Koźle, pokonując go 3:0. W drugim secie drużyna z Opolszczyzny wygrywała 12:6 i od tego stanu nie zdobyła do końca spotkania nawet jednego punktu! Najlepszym graczem finału okazał się... rozpoczynający go na ławce rezerwowych Marcin Kobiałko. Po meczu radomska publiczność, która trzymała kciuki za gorzowian, zgotowała im wielką owację. Dla siatkarzy Stilonu był to największy sukces w historii.
W nagrodę za zdobycie Pucharu Polski (i dodatkowo awans do ekstraklasy) Gorzów otrzymał organizację meczu eliminacji mistrzostw Europy Polska - Izrael. Biało-czerwoni gładko wygrali 3:0, a w składzie wystąpili m.in. Bartuzi i młody Sebastian Świderski ze Stilonu oraz związani z Ziemią Lubuską Witold Roman i Dawid Murek.
Teraz, mimo wysokiej pozycji na zapleczu Plus Ligi, gorzowianie musieliby dokonać cudu, by powtórzyć osiągnięcie sprzed 14 lat. Kadrowo znacznie ustępują nie tylko Skrze, ale także sześciu pozostałym uczestnikom. W naszej ekipie tylko Paweł Maciejewicz, który przez osiem lat występował w Skrze oraz Maciej Kordysz poczuli smak krajowej siatkówki na najwyższym poziomie. Czy podopiecznym Andrzeja Stanulewicza starczy animuszu, by urwać utytułowanym rywalom przynajmniej jednego seta?
- Zdajemy sobie sprawę, że Skra nas nie zlekceważy, bo zbyt poważnie podchodzi do tych rozgrywek - tłumaczy trener Rajbudu GTPS. - Ostatnio mieliśmy huśtawkę formy, ale liczę, że do spotkania z bełchatowianami podejdziemy odpowiednio skoncentrowani. Dla moich chłopaków to wspaniała sprawai okazja do konfrontacji z prawdziwym gigantem. Wierzę, że tanio skóry nie sprzedamy, ale sukcesem będzie już uniknięcie blamażu w każdym z setów.



























Kontakt:
:) ^-^
Szkoda, że mecz w czwartek, to będzie siatkarski karnawał :)))
Przciwnik
dobry będzie ciężko z nim wygrać , nie mamy szansy wygrania meczu.