drukuj

W groźnym siodle kierowcy jadą na śmierć

W poniedziałek w wypadku na ul. Łukasińskiego zginął 25-latek

Poniedziałkowa tragedia na ul. Łukasińskiego nie była pierwszą w tym miejscu. Wypadków było tu co najmniej kilka, już wcześniej były też ofiary śmiertelne. - Kierowcy jeżdżą tędy bardzo agresywnie - mówi Czytelnik.

Przypomnijmy: 25-letni kierowca hondy civic jadący w drugi dzień świąt na ul. Łukasińskiego zaczął wyprzedać mercedesa. Z naprzeciwka nadjechał volkswagen sharan. Doszło do czołowego zderzenia. Kierowca hondy zginął na miejscu. Auto zostało doszczętnie zniszczone. Osoby podróżujące mercedesem i volkswagenem były w szoku. Tragedia wydarzyła się w święta, teoretycznie nikomu nigdzie się nie spieszyło. Jaki więc był jej powód? Zdaniem policji „niedostosowanie się do warunków panujących na drodze". - Padał deszcz, widoczność była ograniczona, a asfalt śliski. W takich warunkach należy zachować szczególną ostrożność - mówił nam na miejscu Marcin Maludy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie.

Wczoraj do naszej redakcji zadzwonił jednak Jan Kuchowicz, instruktor nauki jazdy z Drezdenka. - To, co się dzieje na ulicach Bierzarina i Łukasińskiego, czasem aż mrozi krew w żyłach. Kierowcy wyprzedzają bezczelnie i agresywnie, często są o włos od zderzenia - mówi instruktor. Wspomina, że gdy był kierowcą ciężarówki, niemal dokładnie w miejscu, gdzie w poniedziałek doszło do tragedii. Pod jego naczepę wbiło się osobowe auto. Scenariusz był taki sam jak w poniedziałek: rozpoczęty manewr wyprzedzania, auto jadące z naprzeciwka i „ucieczka" pod naczepę. - Nic nie poczułem, w lusterkach było tylko widać dym z opon. Na szczęście wtedy nikt nie ucierpiał, choć autem jechały trzy młode osoby - mówi J. Kuchowicz. Również Andrzej Szyjkowski, który feralną ulicą jeździ codziennie, przyznaje, że to szczególnie niebezpieczny odcinek. - W pewnym momencie jest tu zagłębienie terenu, droga opada, jest tzw. siodło. Przez to widoczność z przodu jest ograniczona. Nie brakuje jednak kaskaderów, którzy pomimo słabej widoczności rozpoczynają wyprzedzanie - mówi były kierowca rajdowy, dziś diler Opla.

Do wypadków na Łukasińskiego dochodzi najczęściej przy najgroźniejszym z manewrów - wyprzedzaniu. To wtedy kierowca dodaje gazu, a auto gwałtownie przyspiesza. Jeśli już dochodzi do zderzenia, to czołowego. Jego skutki często są tragiczne. W styczniu 2008 r. niemal w tym samym miejscu, ale po drugiej stronie zagłębienia w jezdni, zginął 48-letni gorzowianin. Prowadzony przez niego citroen zderzył się czołowo z busem.

Co na to policja? - Zdajemy sobie sprawę, że jest tu niebezpiecznie, dlatego na miejsce wysyłamy nasze patrole. Kilka lat temu, po tragicznym wypadku, składaliśmy wniosek o wymalowanie pod wiaduktem, w zagłębieniu jezdni, podwójnej linii ciągłej. Linie namalowano. Niestety wielu kierowców wciąż chce zyskać dosłownie kilka sekund i wyprzedza w tym miejscu - mówi Wiesław Widecki, naczelnik lubuskiej drogówki. Dodaje, że przy każdym wypadku winna jest nie droga, a człowiek. - Jeśli nie mamy absolutnej pewności, że z naprzeciwka nic nie nadjeżdża, nie wyprzedzamy - mówi naczelnik.

Dlaczego więc w takich miejscach wciąż dochodzi do tragedii? Wystarczy powiedzieć, że kilka lat temu policyjny fotoradar zarejestrował na ul. Łukasińskiego motocyklistę, który pędził ponad 150 km/h! - Wydarzyła się tragedia, cierpi rodzina młodego mężczyzny, więc będę ważył słowa. Część kierowców po prostu zachowuje się nie-roz-są-dnie! Coś w tym jest, że zazwyczaj w takich wypadkach giną ludzie młodzi - mówi nam pan Krzysztof, gorzowianin, który prawo jazdy ma od 32 lat. 

Zdjęcia

  • W poniedziałek w wypadku na ul. Łukasińskiego zginął 25-latek
Kontakt do mnie: jpikulik@gazetalubuska.pl
Jakub Pikulik
Autor:Jakub Pikulik

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
QUWERTY
QUWERTY pt., 2011-12-30 01:30

tragedia na ul. Łukasińskiego

>
Proponuję w tym miejscu postawić znak zakazu wyprzedzania.
( może poskutkuje ).

Pozdrawiam.