V - nie zabijaj - zwłaszcza siebie! Ile kosztuje życie?
Mamy XXI wiek. To wiemy wszyscy. Wiemy też, jakie postępy poczyniła nauka i jak bardzo różną się czasy, w których urodziliśmy się i w których żyjemy.
Ale jedno się nie zmienia. Albo może mniej krzywdząco dla niewielkiej liczby kobiet: prawie się nie zmienia. Co takiego? Stosunek kobiety do własnego ciała.
Pracuję w zawodzie położnej 15 lat. Dużo to, czy mało - nie będę tego oceniać. Chciałabym jednak opisać przeciętną kobietę z punktu widzenia położnej.
Najczęściej kobieta pojawia się u ginekologa, kiedy podejrzewa, że jest w ciąży albo wtedy, kiedy nie chce w tej ciąży być. Ile lat ma przeciętna kobieta? Przypuśćmy, że koło 20. Bywają młodsze, ale też i starsze. Co wie o sobie? Niewiele. Najczęściej nie pamięta daty ostatniej miesiączki. Nie pamięta też, czy są regularne cykle. Nie wie też, co to cykl miesięczny i jak się go oblicza. Nie wie, w jakiej fazie cyklu znajduje się obecnie. Nie pamięta w którym roku zaczęła miesiączkować. Czyli jedna wielka niewiadoma. Powiecie, że nie jest to możliwe? Jest, drogie panie, jest to możliwe w XXI wieku.
Czy przeciętna kobieta robi raz w roku cytologię? Odpowiem, że nie. Bo przecież ostatnia była dobra albo nic jej nie dolega. Czy przeciętna kobieta bada sobie piersi? Czy wie, kiedy i jak to robić? Też mogę śmiało napisać, że nie. Dlaczego? Najczęstsza odpowiedź jest taka, że boją się czegoś znaleźć. Czy wobec tego korzystają z mammografii? Nie - i ta sama odpowiedź.
Czy przeciętna kobieta potrafi jasno i wyraźnie opisać swoje dolegliwości? Nie, moje drogie panie, z tym też są problemy. Najczęściej padają stwierdzenia: ,,boli mnie TAM'', ,,mam wypływ'', ,,mam TAM takie coś'' i wiele innych stwierdzeń, przy których człowiek musi zastanawiać się, o co chodzi.
Co wie przeciętna kobieta na temat antykoncepcji? Zazwyczaj to, co powie jej koleżanka. I nie chodzi mi o to, by znała skład każdej pigułki, ale to, na czym dana metoda polega. A propos antykoncepcji - to mogę śmiało powiedzieć, że przeciętna kobieta raczej jej nie stosuje. Na pytanie lekarza, czy planuje ciążę, odpowiada, że nie, ale zabezpieczać też się nie zabezpiecza, czyli co? Jak się uda? W XXI wieku?
Powiecie, że jestem niesprawiedliwa, że się czepiam. A ja to piszę ku przestrodze - kobiety nie zabijajcie siebie! Chodźcie do ginekologa! Wsłuchajcie się w swój organizm, przypomnijcie sobie fakty tak istotne w życiu każdej kobiety. Każda z nas ma kalendarz, to nie problem zaznaczyć pierwszy dzień ostatniej miesiączki i w razie potrzeby sięgnąć, by sprawdzić, czy ten ból to nie jest w czasie owulacji. Owulacji - nie EWOLUCJI, jak nieraz udało mi się usłyszeć.
Kiedy zaczyna coś boleć, zazwyczaj jest już za późno. Czy nie lepiej zapobiegać? Nie rozumiem kobiet, które miesięcznie wydają majątki na fryzjera, kosmetyczkę, manikiurzystkę itp. itd, a nie idą do ginekologa, tłumacząc się, że wizyty są za drogie. To ile kosztuje życie? Taniej od wizyty? Przecież na NFZ też przyjmują ginekolodzy, nie tylko prywatnie, więc jakie są koszty? Dojazdu?
Współczesna kobieta czyta różne pisma i stosuje w życiu to, co zalecają, więc dlaczego nie chodzi do ginekologa? Powie, że się wstydzi. To co ja mam powiedzieć, jak pracuję z ginekologami? To nie jest tłumaczenie. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Nie chodzimy, bo nie chcemy. Nasze matki, babki nie chodziły, bo kiedyś nie było takiej ,,mody''. Kiedyś jak poszło się do ginekologa, to pół ulicy trąbiło, że się jest w ciąży. Kiedyś... To było kiedyś! Kiedyś kobiety rodziły w zbożu, w domu... Czy wobec tego mamy wrócić do tych czasów?
Kolejna sprawa dotyczy kobiet w ciąży. Mamy miesięczniki dostępne w kioskach, książki dostępne w księgarniach i bibliotekach, a w większości z czego korzysta współczesna kobieta w ciąży? Z internetowego forum! A tam - o zgrozo! Nowa medycyna. Po co pytać lekarza, położnej? Koleżanka z forum wie lepiej. A potem jak co, to winien lekarz. Ot i cała prawda. Tylko że coś chyba nie tak...
I słowo do matek - rozmawiajmy z naszymi córkami. Pokażmy, dajmy przykład, że korzystamy z usług lekarza ginekologa. Niech od nas nasze córki usłyszą, co się z nimi dzieje w okresie dojrzewania, jakie zachodzą zmiany. Rozmawiajmy z naszymi córkami o ich płciowości. Jak bardzo cieszy mnie widok kobiety z córką u ginekologa. To jest przykład odpowiedzialnego macierzyństwa. Bo za nasze córki odpowiadamy my - rodzice. Kiedyś nie rozmawiało się tak otwarcie w domach na temat zachowań damsko - męskich, na temat płciowości. Teraz, kiedy czasy się zmieniły, my nadal nabieramy wodę w usta i czekamy, aż szkoła uświadomi nasze córki. Czy każda matka wie, kiedy zaczęła miesiączkować jej córka? Czy poszła z nią do lekarza? Czy rozmawiała na temat wizyt?
Żyjemy w XXI wieku. I dalej uważamy, że kobieta bez partnera nie musi się badać. Dziewczęta w wieku 16 lat twierdzą, że cola jako irygacja jest jedną z metod antykoncepcji. 18-latka miała już kilku partnerów, ale nie ,,zdążyła'' pójść w międzyczasie do ginekologa. Takich przykładów mogłabym napisać sporo, ale nie o to mi chodzi.
Żal mi ludzi, którzy przez swoje lenistwo i lekkie podejście do tematu, zmarnowali sobie życie. Zdrowia nic im nie wróci. A wystarczy tak niewiele. Czasami tylko chęci.
Drogie Panie, przypomnijcie sobie, kiedy ostatni raz byłyście u swojego ginekologa? Czy macie swojego, który Was zna i zna Wasze problemy? Czy macie aktualną cytologię? Czy macie zrobione usg, mammografię? Kiedy badałyście sobie same piersi po raz ostatni?
W dobie internetu dr google udzieli każdej odpowiedzi, niestety nie potrafi on jeszcze badać i dlatego warto wybrać się do ginekologa. Zdrowie i życie ma się jedno!



























Kontakt:
:) ^-^
A ciekawe czy w ogóle wie jak się nazywa :D Jestem zdumiona. Z tego co Anka piszesz, to jakieś totalne średniowiecze! :p
W moim otoczeniu koleżanki i
W moim otoczeniu koleżanki i ja chodzimy do gina raz w roku , jedna co pół roku na cytologię. Samobadanie także robimy co miesiąc. Znamy swój cykl itp. Jeżeli pani nie genereralizuje to jestem przerażona nieuświadomieniem kobiet.
Pozdrawiam cieplutko
mam swojego gina
i mam SWOJA położna.Z cytologia pod górkę ale ogólnie wizyty min 2 razy do roku.Antykoncepcję stosuję , składu pigułki nie znam.Dr google jest gorszy od mojej "doktorki" więc go nie odwiedzam.Gdy mam problem pytam Ciebie, gdy wydasz polecenie-pójdę na dodatkowa wizytę. Masz rację, w kwestii lekarsko-ginekologicznej panuje u nas totalne średniowiecze."Najfajniejsze" sa pannice które leca do szpitala z bólem brzucha który okazuje się bólem porodowym.............
Rok temu była u mnie koleżanka z 5 cio letnia córka.Mała spytała co to znaczy ze suka ma cieczkę (pogoniłam psiaka z jasnego koca) na co Dominika odpowiedziała "wiesz kochanie, to podobnie jak u kobiety kiedy ma miesiaczkę, suczka krwawi i pobrudzi cioci koc." dziewuszka miała 5 lat a już doskonale wiedziała o co chodzi. Tylko ze u nich w domu się rozmawia.nie m tematów tabu :-)
Aniu:) Takie przypominanie,
Aniu:) Takie przypominanie, pisanie o tych niby oczywistych oczywistościach, to kawał dobrej roboty. Gdyby tylko choć jedna osoba wzięła sobie to do serca, to już byłby duży sukces.
Pozdrawiam:)
To przerażające Aniu,
ale Ty rzeczywiście masz rację. Wiele kobiet uważa, że jakoś to będzie, choroba dotyczy innych, im się nie przytrafi, bo niby dlaczego właśnie im?
Są wśród moich znajomych takie, które systematycznie odwiedzają swojego ginekologa i regularnie wykonują badania, ale są też takie, które „chwalą się”, że ostatni raz u ginekologa były … po porodzie. Nieważne, że od tego czasu minęło 10-30 (albo i więcej) lat (tak! naprawdę!). Nie docierają do nich żadne argumenty. Profilaktyka? To nie dla nich - „Po co szukać u siebie choroby?”, „Lepiej nie wiedzieć”, itd., itp.
Zgroza.
Chodzimy do ginekologa,
okazuje się, że mamy nowotwór piersi. I tu zaczynają się schody. Od stycznia zlikwidowano w Gorzowie Poradnię Sutka. NFZ nie widzi potrzeby istnienia w naszym mieście takiej poradni. Mamy leczyć się u onkologa lub ginekologa. Więcej:
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110227/ZDROWIE/...