drukuj
Ulica mojego dzieciństwa
Utworzono: 07-03-2010, godz. 01.40, Ostatnia aktualizacja: 07-03-2010, godz. 09.15
W dni targowe, jechały na rynek do centrum furmanki z okolicznych wiosek.
Ludzie zatrzymywali furmanki i kupowali masło, sery, warzywa itp.
Tak było!
































Kontakt:
SUPER
SUPER
No, pamiętam
ten lokal. Wujek zabierał mnie tam ( acz niechętnie, ciotka jednak nalegała... ) w niedzielę i zamawiał "coś tam - coś tam", a dla mnie ciastko tortowe. Fajnie było... :)
"Jak to się działo, że ludzie
"Jak to się działo, że ludzie znali się na przestrzeni jednego, albo dwóch przystanków tramwajowych, a dzisiaj nie znają się na jednej klatce schodowej?" Normalnie mniej ich wtedy było i bieda jednoczyła. No ale wyznanie Pana Bytka,że wujek go do knajpy zabierał no,no, od wczesnego dzieciństwa krzywić psychikę dziecka. Wstyd wujku i ciociu wstyd.
Pani Krystyno dziekuje za
Pani Krystyno dziekuje za przypomnienie 'Zorzy' niewielu pamieta ale to byl taki sobie lokal. Panie geM ludzie byli biedni ale byli zyczliwi kolezenscy i lubili ze soba spedzac czas z biegiem lat zaniklo to i bardzo szkoda.
...
Sądzisz że było lepiej? Nie wydaje mi sie aby dzisiejsza młodzież z zachwytem przyjęła tamtejsze standardy! Dawniej byliśmy młodzi - i o to chodzi! Pamięć idealizuje... Jak sie zastanowisz to znajdziesz wiele upierdliwości w ówczesnych relacja miedzy ludźmi! Wielu było kapusi i chamów. Nie wszyscy byli tacy mili. Jak to w społeczności...
Coś w tym jednak jest. Ja nie
Coś w tym jednak jest. Ja nie pamiętam, ale słyszałam, że sąsiedzi choćby Dworcowej znali się dobrze, spotykali, razem świętowali urodziny czy imieniny, jakoś przyjaźniej chyba nieco było. Teraz ten pęd za czymś tam, ciągły pośpiech zabija wspólnoty. Chyba... Aczkolwiek swoich sąsiadów znam ;). ------ O Zorzy to nawet nie słyszałam, więc kolejne odkrycie mojego miasta, dziękuję Pani Krystyno :). Ten wózek przed Zorzą to cóż to takiego? Wózek na zakupy, czy co? ;)
sąsiedzi choćby Dworcowej znali się dobrze
@Jamajka:... a teraz sasiedzi z forum znaja sie równiez choc mieszkają tysiace kilometrow od siebie. I tyle - signum temporis - troche wieksza dzielnic... A takie wozki to był standard - u mnie w domu równiez taki był i kilku sasiadów miało rowniez. Standardem rowniez były... szatkownice do kapusty! I jesienne kiszenie kapusty... szatkowanie i ugniatanie w beczkach stojacych w piwnicy... takimi wózkami woziło sie jesienia z rynku kapuste do kiszenia, worki ziemniakow... skrzynki z jabłakmi... czyli zapasy na zime...
Tak, szatkowanie własnej
@Roman:Tak, szatkowanie własnej kapusty na własnej szatkownicy, potem do beczki ( co do ugniatania to była jedna niestosowana u nas metoda, ale długo stosowana u mojej byłej teściowej, fuuu) i do piwnicy....w takich beczkach kisiło się również ogórki...:)
co do ugniatania
@Meg:... to często deptało sie kapuche... u mnie Ojciec zrobił taki ciężki drewnainy tłuczek i się nim ubijalo... a szatkownice i tluczek to pozyczano sobie przez całą jesień...
Ale to nie to samo, Pan Roman
@Roman:Ale to nie to samo, Pan Roman nie przyjedzie do mnie na imieniny, czy urodziny! :P ;))) ------ Haaa! Pamiętam coś jednak!!! Pamiętam kapustę i ogórki z beczek!!! :))
Ale to nie to samo
@Jamajka:... nigdy niebędzie "to samo" - jest inaczej... moi dziadkowie ronież mieli inne relacje z otoczeniem... trudno dociec czy lepiej czy gorzej - po prosyu inaczej. ---"... Pan Roman nie przyjedzie do mnie na imieniny...." --- czesto ten "Pan Roman" przychodził nieproszony schlal sie i trudno go było "wyćpić z chaty"... a teraz - wyłaczasz kompa i masz go z glowy... Jest lepiej? Czesto ciekawszy jest na odległość niz w realu...
;)))
@Roman:No to siup! Panie Romanie! Pod ten Dzień Kobiet i w niedalekim czasie - Mężczyzn! A co! Skorośmy sąsiadami! :D ;))) -------- Dobra, dobra, częściowo się zgodzę. Ale tylko częściowo! ;)))
siup...
@Jamajka:... mineralna niegazowana - alkoholu nie pijam w zadnej postaci... ... --- a to jest klucz do moich drzwi z dzieciństwa... http://yfrog.com/2mkluczrj
:))
@Roman:U mnie w toaście mineralna z rozpuszczoną tabletą multiwitaminy z minerałami, potraktuję to jako drink ;))). Kluczyk świetny, takiegom nie widziała:). To co? Tylko ja zostawiałam mieszkanie otwarte?! :O ;)
:) ^-^
@Jamajka:O biedna, naiwna Jamajko! Toć przecież Polska to nie Dania :)))
A w Danii to można tak sobie
@nicole:A w Danii to można tak sobie otwarte zostawiać? :) Pamiętam pierwszą rzecz, którą nam ukradziono - maleńkie radyjko Monika, kradzież nastąpiła na na nadmorskiej plaży.
:)
@Jamajka:nie tylko otwarte, ale z kluczami po zewnętrznej stronie drzwi, bo nie było klamki:)
:))
@gonia:Hehehe :))). Ja pamiętam jak kilka (naście może?) lat temu poszłam z lubym i na długaaaaaśny spacer do lasu, czy tam grilla jakiegoś. Wracamy po kilku godzinach, wchodzę po schodach, patrzę i oczom nie wierzę - drzwi otwarte na oścież!!!! Włamanie!!!! Rabunku!!!! ;))) Nic nie zginęło, nawet przeszukania ;) nie było, po prostu nie domknęłam drzwi, ale klucz przekręciłam w zamku... :))
:) ^-^
@Jamajka:No właśnie klucz przekręciłaś, a to się liczy :))))) haha
Na mojej starej ulicy też
Na mojej starej ulicy też było rodzinnie, tak Jamajko, tamte czasy nie wrócą...chociaż w moim bloku mam dobrych sąsiadów, to jednak brakuje im "trochę" do tamtych, z mojego "pierwszego nieba"...A ten wózek ...mój dziadek miał podobny ( ciut większy) i woził nim na targ przy Jerzego owoce i warzywa...:)
Nie wrócą, to kolejne koszty
@Meg:Nie wrócą, to kolejne koszty cywilizacji, niestety. Teraz nie wyobrażam sobie tamtego życia - choćby piesków luzem biegających (czworonogi to mój "konik", musicie się do tego przyzwyczaić;)), teraz jak pies biega luzem, nawet ten nieujadający i nie wyszczerzający garnituru kłów ;), to sąsiedzi, bądź przechodnie zagryźliby szybciej i chętniej człowieka, niż ten zwierz ;)). Było rodzinnie, tego się nie da ukryć. I trochę szkoda, że stajemy się takimi samotnikami? egoistami? Nie wiem jak nazwać to zjawisko, uciekło mi ;). ----- Wózek jak ta lala, zakupów można zapakować na dwa tygodnie :D
" choćby piesków luzem biegających "
... gdzie maja teraz biegać? Widzisz na zdjeciach ile było wowczas samochodow? Jeden na pół godziny przejechal...
;))
@Roman:Nie dość, że jeden na pół godziny to jaki - czarna Wołga!!! Siejąca postrach wśród dzieciaków ;)). W parkach, Panie Romanie, na podwórkach. Piesy to jeden z przykładów. A np. niezamykanie mieszkań? Pamięta kto? Ja chyba jeszcze pamiętam takie czasy, acz nie wiem, kiedy to zamykanie dotarło. Pamiętam, że jak wychodziłam jako brzdąc z mamą, nie zamykałyśmy mieszkania na klucze żadne. Fakt, niespecjalnie było co kraść wówczas... :P ;))) ale mimo wszystko ;).
klucz
@Jamajka:Mieszkanie bylo zmknięte na klamke - bez klucza. Jednak od zewnetrznej strony klamka była zdjęta - rodzina miała takie "klucze" jak konduktorzy w pociagach - taki kwadratowy - zamiast klamki... Mam do dzisiaj taki klucz - przydaje sie w pociagu...:)
:) ^-^
My mieszkanie zamykaliśmy,mieliśmy taki fajny, duży , poniemiecki klucz. Ale faktycznie było jakoś tak bardziej rodzinnie. A czarną wołgę też pamiętam, oj siała postrach ta wołga! Zwłaszcza, że miałam przygodę nieciekawą, jak miałam cztery latka. Teraz dzieci są w szkole uczone, żeby nie odzywać się do obcych i wiać gdzie pieprz rośnie. Te wołgi to chyba nie była żadna przesada!
Dokładnie nie pamiętam o co
@nicole:Dokładnie nie pamiętam o co chodziło z tą czarną wołgą, ale wiem, że na wszelki wypadek patrzyłyśmy zawsze z koleżankami w inną stronę :D ;))
czarna Wołga...
@nicole:u nas na MM to chyba trochę jak w Radio Erewań ;) Nie w Gorzowie tylko w Moskwie. I nie Wołga tylko ZIS z tow.Berią. I nie na dzieci tylko na młode...... Chyba że dotarł w swoich "łowach" aż do Landsberga, ale gdyby tak było to zapewne Meg coś by o tym wiedziała i napisała ;))
:DDD
@Lord:To nie u nas ta czarna Wołga??? Nie może być! :D To co to jeździło i czemu dzieci się tego czegoś bały? ;)))
:) ^-^
@Jamajka:My też baliśmy się czarnej wołgi, a o Beri nikt n ie słyszał :0
;))))
@Lord:http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,7655811,Czarna_wolga__czyli_jak_tworz...
Na ulicy z mojego dzieciństwa
Wszyscy się znali; Jak jedna rodzina. Teraz już takich zażyłości między sąsiadami nie ma, choć bywają wyjątki.
Ja nie pamiętam tej
Ja nie pamiętam tej restauracji. Przyznaję, ze może nie ma aż takich zażyłości między sąsiadami, ale czasy się zmieniły. Ludzie mają o wiele mniej czasu, chociaż tu gdzie teraz mieszkam znamy się prawie wszyscy.
...
Też nie pamiętam "Zorzy" Więc albo jestem młoda, albo tak stara, że zapomniałam...:)
:) ^-^
:)))
Racja! Było kiedyś inaczej.
Racja! Było kiedyś inaczej. Interesujący materiał. Zdjęcia fajne. Szkoda, że autor(ka?) nie napisał(a?) czegoś więcej na tak interesujący temat. Ludzie oddalają się od siebie, żyją coraz bardziej w izolacji od otoczenia. Nie tylko sąsiadów, znajomych, ale nawet rodziny i to często najbliższej.
świetne zdjęcia
naprawdę niezły klimat.
Co do sporów czy było inaczej, czy tak samo, nostalgii za tym, ze kieyds wszyszcy znali sie jak łyse konie, a teraz ludzie z jednej klatki się nie znają, kiedyś sobie ludzie wszytko pożyczali, odwiedzali itd, to myślę, ze jestem bardzo blisko opinnii Romana, że dawniej też było mnóstwo chamstwa i złośliwości, tylko pamięć idealizuje. Kiedyś w przekroju z okazji Świąt Bożego Narodzenia był taki zabawny rysunek, kreskówka, z podpisem coś na kształt: nie kupujmy dużych choinek, po latach to i tak będą nasze największe choinki w życiu! bo tak jest - potem nam sie zawsze wydaje, ze pare lat temu to byly choinki! a teraz? teraz tylko takie marne pizdryki! i jeszcze co do tego, że ludzie się nie znają - bo jest nas wiecej i jest wieksza rotacja, keidys w kamienicy przez cale zycie, albo jego wiekszosc mieszkala cala rodzina, teraz ludzie wynajmuja, zmieniaja mieszkania, ida dalej, nie przywiazujemy sie do tego, poza tym nie musimy juz pozyczac dwoch jajek czy pol szklanki mąki, mamy żabkę dwa kroki dalej i za pare zlotych mozemy to mieć ;-) więc ograniczamy się do niezbędnych relacji z sąsiadami.
Olek, Gauguin rulez!
nowy avatar? ;-) Podoba mnie się.