Trzy kroki do „wolności”, czyli o rozwodzie słów kilka
Po pierwsze: rozwód.
I tutaj pojawiają się dylematy, z orzeczeniem winy czy bez!? Pierwsza opcja wiąże się zazwyczaj z długim postępowaniem dowodowym podczas którego musimy wykazać wyłączną winę małżonka w rozpadzie pożycia małżeńskiego. Wskazać tutaj należy, iż w polskim systemie prawa nie ma dokładnego ważenia winy. Oznacza to, że jeżeli małżonek A jest winny w 30 % zaś małżonek B w 70 % to i tak sąd orzeknie rozwiązanie małżeństwa przez rozwód z winy obojga. Często gdy przyjmuję sprawę słyszę od klienta/klientki: chcę orzeczenia o jego winie, chcę satysfakcji. Dobrze, tylko z doświadczenia powiem, że satysfakcja umiera z czasem... Po pewnym czasie wciąż musimy spotykać się z drugą stroną w sądzie, wysłuchiwać teorii naszych znajomych na temat przyczyn rozpadu związku, wyciągać najbrzydsze rzeczy jaki się między nami wydarzyły i wciąż... Nie jesteśmy wolni, a to przecież jest celem tego postępowania. A nie satysfakcja i ewentualne alimenty, o które wcale nie tak łatwo nawet po pomyślnym dla nas orzeczeniu...
Po drugie: podział majątku.
Uprawomocnienie się rozwodu powoduje ustanie wspólności majątkowej stron otwierając tym samym drogę do podziału majątku wspólnego. Co prawda sąd może podzielić również majątek w postępowaniu rozwodowym, ale tylko i wyłącznie wtedy gdy taki wniosek złoży jeden z małżonków i przeprowadzenie tego podziału nie spowoduje nadmiernej zwłoki w postępowaniu. W praktyce się to nie zdarzą. Strony już w momencie przygotowywania rozprawy rozwodowej musiałyby bowiem dojść do porozumienia co komu się należy, jaki jest w ogóle skład majątku i jaka wartość poszczególnych składników majątkowych, komu i w jakiej wysokości należy się zatem spłata. Możliwe? Tylko w teorii, a nie gdy przeciw sobie stają dwie rozczarowane dotychczasowym życiem strony, często jeszcze dopingowane przez własne rodziny.
A postępowanie o podział majątku to droga opłata od wniosku (1.000 zł), kolejne miesiące jeśli nie lata rozpraw, zaliczki na opinie biegłych rzeczoznawców, itd... I tu też trzeba uważać (rola w tym również nas, prawników) by całego naszego majątku, majątku klienta nie pochłonął sam proces i osoby zaangażowane w jego rozstrzygnięcie. Bo przecież naszym celem jest uzyskanie tego co się nam słusznie należy, a więc połowy. Połowa z niczego to jednak nadal nic...
Po trzecie: sprzątanie.
Krok, którego w zasadzie można nie zrobić przez resztę życia...
Po zakończeniu powyższych postępowań pojawią się zapewne kolejne problemy... Egzekucja spłaty naszego udziału w majątku wspólnym, egzekucja alimentów czy kontaktów z dziećmi. I nawet gdy już nasz udział w majątku wspólnym został spłacony, alimenty są płacone na bieżąco, kontakty z dziećmi ustalone, to za chwilę okaże się, że... Potrzeby dzieci wzrosły i trzeba alimenty podnieść, kontakty są w dni których wykorzystać ze względu na naszą pracę nie możemy i trzeba ja zmienić, itd., itd., itd.
Wolność? Wolność to dobry wybór na starcie... Potem to już tylko namiastka wolności...
Adwokat Bartosz Wiszewski



























Kontakt:
Gówno prawda!
Demonizujecie!
Napędzacie klientów papugom!
Mój rozwód przebiegł bezboleśnie - jesteśmy z moja byłą zona przyjaciólmi.
Ja mieszkam na drugim końcu kraju - o rozwodzie dowiedziałem się z rozm tel i rachunku w wysokości 200 zł.
Nie byłem na zadnej rozprawie - majatek podzieliła moja zona - ja zabrałem moje rzeczy ... i tyle słyszalem o rozwodzie!
I spotykamy się w realu jak i w sieci...
<>
Zgadzam się w 99% z wypowiedziom p.Bartosza.
Tak się składa że osoba z mojej rodziny przechodziła przez te problemy i była klientem p.Bartosza.
Niby wolność i niezależność, ale teraz dopiero zaczynają się schody.
Nawiasem mówiąc p.Bartosz to młody, inteligentny, przystępny człowiek.
Nie jest sztywniakiem liczącym na łatwą kaskę.
Czy ten tekst jest tekstem marketingowym?
Nie sądzę.
"Czy ten tekst jest tekstem marketingowym?"
Chyba tak. Wmawia rozwodnikom ze adwokat jest niezbędny!
Mój rozwód kosztował - w roku 2001 - 400 zł (200zł zona - 200 zł ja.
Nie bylem na zadnej rozprawie - zona ównież (przynajmniej ja o tym nie wiem) - rozstaliśmy sie bez orzekania winy - majatek podzieliliśmy wedle zasług - przecież my najlepiej wiedzieliśmy co jest czyim wkładem.
I tyle! Żadna papuga na nas nie zarobił!
No ale trzeba umiec wybrac żone - madra takze w trakcie rozwodu!
Jak ktos się zeni z głupim babskiem - wowczas kauzyperdy go zjedzą!
Hmm....
@Roman:A w którym momencie jest niby zachęta do korzystania z naszych usług, w który miejscu niby naciskam na pomoc fachowca czy ją choćby sugeruję!? Zakłada pan, że wszyscy, przynajmniej większość ludzi jest w stanie zachowywać się w każdej sytuacji rozsądnie. Otóż nie... Tam gdzie są silne emocje, poczucie zdrady, żalu tam często rozsądek i chłodne myślenie nie ma racji bytu. I nikt nie zmusza do korzystania z pomocy fachowców. Czasami jest to wygoda, a czasami konieczność bo nawet kauzyperda jest więcej wart w sądzie niż mądrości ludowe...
W tym momencie..
@Bartosz Wiszewski:"...Możliwe? Tylko w teorii, a nie gdy przeciw sobie stają dwie rozczarowane dotychczasowym życiem strony..." Mój rozwód swiadczy ze nie tylko w teorii! Nie napisal Pan ani słowa że rozwód mozna przeprowadzic bez wsparcia kauzype... uppp prawnika! Że jest on dodatkowym beneficjantem rozwodu -" taka jemioła - nic nie dała a "wzioła"..." - to madrośc (prawie) ludowa...
Zaklada Pan najgorsza wersję! Cały artykuł ma wydźwięk jednoznaczny - bez prawnika sprawa sie nie domyka! (tez ludowe). Sugeruje Pan "niezbednośc" zatrudnienia i opłacenia speca czyli papugi w cudzym gnieździe rodzinnym.
Ech...
@Roman:Widzę tu pewne niebezpieczeństwo, więc skończę. To jak z interpretacją biblii, każdy znajdzie tam to co chce znaleźć...
....
....