Tanecznym krokiem do szkoły
Miejsc, gdzie pobrzmiewają dźwięki rumby, samby czy tanga jest w Gorzowie niewiele. Od wielu lat cieszą się one niesłabnącym zainteresowaniem.
Szkoły tańca w naszym mieście policzyć można na palcach jednej ręki. Działają jednak prężnie i na brak klientów nie narzekają. Najstarszą na naszym rynku jest Fan Dance założona przez Grzegorza Deptę, który wraz z żoną Anną prowadzi ją ćwierć wieku. Grzegorz Depta jest jednym z ostatnich uczniów profesora Mariana Wieczystego, twórcy polskiego ruchu tanecznego, założyciela pierwszego w Polsce amatorskiego klubu tańca, a także działającego do dziś Polskiego Towarzystwa Tanecznego.
Początki tanecznej edukacji gorzowian sięgają lat 70. Wówczas to w nieistniejących już klubach osiedlowych – Kukuła (ul. Czereśniowa) i Jaskółka (ul. 9. Maja) Grzegorz Depta zaczął prowadzić wieczorki taneczne. Nowość, jaką był dla gorzowian taniec towarzyski, przyciągała wtedy dużą, bo liczącą 200-300 osób, grupę. Dziś zainteresowanie tańcem towarzyskim w Gorzowie nie jest mniejsze, choć zdaniem założyciela Fan Dance nie wynika ono z popularności telewizyjnych programów w rodzaju „Taniec z Gwiazdami" czy „You Can Dance". – To pewnie ma swe odbicie w większych miastach – mówi G. Depta. – W mieście wielkości Gorzowa frekwencja jest raczej stała.
Powody zapisywania się na kursy są różne. W przypadku wykazujących taneczny dryg kilkuletnich dzieci o zapisie do szkoły decydują rodzice, chcący poszerzyć horyzonty swych pociech. Nieco starsza dziatwa do szkół tańca garnie się już sama i to właśnie ona prosi rodziców o pieniądze na miesięczny kurs. Młodzi natomiast często zapisują się z powodów ambicjonalnych – chcą lepiej tańczyć na dyskotekach czy też zaimponować swej sympatii. W przypadku osób starszych impulsem do uczestnictwa w kursie jest chęć aktywnego spędzenia wolnego czasu. Często kursantami są ludzie prowadzący własne biznesy, a także osoby na wysokich stanowiskach. Na decyzję o uczestnictwie w kursie ma wpływ również chęć późniejszego zabłyśnięcia na różnego rodzaju imprezach, chociażby weselach czy balach sylwestrowych. – Chodzimy na imprezy taneczne – powiedziała nam pani Alicja, którą wraz z mężem Adamem spotkaliśmy w Szkole Tańca Marka Rokity. – Na nich ludzie potrafią tańczyć jedynie przy muzyce disco polo. Najwyższy czas nauczyć się czegoś ambitniejszego. Namówiłam więc męża, byśmy znowu, po dziesięciu latach przerwy, zaczęli tańczyć.
Szkoła, do której raz w tygodniu przychodzi pani Alicja z małżonkiem, podobnie jak Fan Dance, założona została przez osobę, dla której taniec towarzyski jest miłością życia. Jej właściciel Marek Rokita był zawodnikiem. Gdy przez przypadek musiał zastąpić swą instruktorkę na kursie tańca, odkrył w sobie smykałkę do prowadzenia zajęć i już jako 18-latek, uzupełniwszy wiedzę metodyczną, postanowił założyć własną szkołę.
Twierdzi on, że na naukę tańca nigdy nie jest za późno. Po kilkunastu latach prowadzenia swej działalności zauważa jednak ciekawą rzecz: - W grupach młodszych mniej problemów z tańcem mają dziewczęta, u ludzi starszych nauka tańca szybciej przychodzi mężczyznom.
Kryterium wiekowe nie jest jedynym przy podziale kursantów na grupy. Nadrzędnym jest podział ze względu na style taneczne. A tych jest niemało. Gorzowianie mogą nauczyć się nie tylko tańców standardowych (do tych zalicza się walce: angielski i wiedeński, fokstrot, quickstep'a oraz tango), nie tylko tańców latynoamerykańskich (rumba, samba, cha-cha, pasodoble i jive), ale także nowoczesnych (np. hip-hopu – w tej materii specjalizuje się Dance Mix, szkoła Karoliny Bieńkowskiej). Sporym zainteresowaniem cieszą się też grupy form paratanecznych. Chociażby zumby – aerobiku z elementami tańców latino. Przebojem są też prowadzone przez byłą solistkę Cygańskiego Teatru Terno, Annę Dębicką, zajęcia z tańca bollywoodzkiego.
Nauka tańca nie jest zbyt droga. Za 90-minutowe zajęcia raz w tygodniu (w przypadku małych dzieci – dwa razy po 45 min.) zapłacić trzeba od 40 do 80 zł.



























Kontakt: