Cóż z tego, że noszę przy sobie kartkę ze starego dowodu z pieczątką informującą o mojej grupie krwi. Dla nikogo nie jest to informacja wiążąca.

W ciągu ostatnich kilku lat tak się jakoś złożyło, że częściej musiałam odwiedzać szpitale i to bynajmniej nie jako osoba odwiedzająca. Za każdym razem od nowa należało poddac się badaniom serologicznym. Mamy teraz takie czasy, że pacjent, przed udaniem się na tzw. planowy zabieg, musi wykonać pełen zakres badań. Grupa krwi, to podstawa i  nikogo nie interesuje fakt, że oznaczano mi ją kilka miesięcy wcześniej.

Tym razem postanowiłam wyrobić sobie tzw. Kartę Krewniaka. Pełna nazwa brzmi Karta Identyfikacyjna Grupy Krwi. Otrzymuje się ją w formie plastikowego, dwustronnego dokumentu wielkości dowodu osobistego, na którym w sposób trwały naniesione są dane osobowe i grupa krwi. Są na niej także aż trzy pola ICE, służące do wskazania szybkiego kontaktu z najbliższymi osobami i- co najważniejsze- jest to dokument w pełni zgodny z przepisami i zastępuje dawny wpis w dowodzie osobistym.

Większości z nas znane jest pojęcie „złotej godziny”, która często decyduje o życiu lub śmierci ofiary wypadku. Dzięki Karcie Krewniaka można zaoszczędzić z niej aż połowę, ponieważ procedura związana z ewentualną transfuzją krwi ogranicza się jedynie do sprowadzenia konkretnej, znanej już grupy krwi i wykonania „krzyżówki”.  

„Wyrobienie” takiej karty nie jest bezpłatne. Kosztuje - bagatela- 75 zł, ale czasami naprawdę warto odżałować trochę gotówki. Potraktujmy te pieniądze, jako inwestycję w siebie i swoje zdrowie. Zwłaszcza, jeżeli sporo czasu spędzamy za kierownicą, lub jako pasażer(ka) samochodu albo motoru.

Wystarczy zgłosić się do laboratorium (listę można znaleźć na http://www.kartakrwi.pl/o_karcie,21.html), wykonać tam dwa niezależne badania serologiczne, wypełnić odpowiedni formularz i…poczekać ok. 3 tygodni. Wynik badania otrzymuje się już po kilku dniach, ale na samą kartę trzeba, podobnie jak na nowy dowód, trochę poczekać. No i trzeba ją potem zawsze nosić przy sobie.