Tak się bawią gorzowianie za granicą!
Na szczęście jesteśmy już coraz bardziej samodzielni, znamy języki (albo tak nam się zdaje) i pilot nie musi już z każdym chodzić do sklepu. No i ponoć nie jesteśmy już rozpoznawani po skarpetach zakładanych do sandałów… (fot. Michał Bielejewski)
„Niedzielnych" turystów piloci rozpoznają od razu – po stroju i wielkości bagażu podręcznego. Mamy bowiem w zwyczaju zabierać w podróż niemal cały dobytek. – Gdybyśmy mogli, to wzięlibyśmy zapewne i sprzęt AGD – śmieje się pilot.
Płacę, to się bawię
Na wycieczce czujemy się władcami świata. Zwłaszcza poza granicami kraju zapominamy o wszelkich... granicach. Niekiedy zdaje nam się, że wykupienie wycieczki uprawnia nas do zdemolowania hotelu podczas np. imprezy integracyjnej. Integrować się zaczynamy jednak już w Polsce. Autokar nie przejedzie jeszcze 50 km, a z tyłu impreza trwa w najlepsze. Nieważne, że jest zakaz spożywania alkoholu, palenia papierosów czy środków odurzających. Przepisy są po to, by je łamać. Nasz rozmówca wspomina, iż jednemu z podróżnych trzeba było zagrozić użyciem gaśnicy, by zgasił papierosa. Zdarza się, że awanturującego się niesłusznie pasażera trzeba zostawić na najbliższym postoju. Najczęściej problemem jest alkohol. – Turyści lubią sobie w ten sposób skrócić podróż, wręcz wymazać z pamięci – zauważa pilot. – Górują tu typowo męskie zawody. Przejechaliśmy kiedyś z leśnikami 30 km, autokar gwałtownie zahamował i z końca przyturlało się 8 litrowych, pustych butelek.
„Przyjemność" jednych daje się we znaki pozostałym wycieczkowiczom – wiadomo, że wlewany trunek musi znaleźć swoje ujście, co oznacza konieczność częstych postojów. Owszem, w autokarze jest toaleta, jednak pozostałości po naszej obecności w takim ustronnym miejscu nie znikają na torach kolejowych, jak to jest w przypadku pociągów. Po prostu wieziemy wszystko ze sobą. Przy dłuższych trasach staje się to bardzo uciążliwe, bo przy każdym otwieraniu drzwi toalety niekoniecznie miły zapach raczy nozdrza podróżnych...
Uczciwy jak Polak
Bukiet zapachów uzupełniają mniej lub bardziej wonne posiłki spożywane w autokarze. Na szczęście ta moda chyba już mija, choć nadal czuć w autobusach puszki rybne, smażone kurczaki czy jajka na twardo. – Picie czy jedzenie w autokarze jest niewskazane nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale też z myślą o komforcie podróżnych. Okruchy przecież same się nie utylizują. Owszem, są śmietniki, ale i tak wszystko ląduje pod siedzeniem. I mamy pretensje, że podróżujemy brudnym autokarem – mówi pilot.
Tymczasem postoje organizowane są nawet co dwie godziny, by palacze mogli zaspokoić pragnienie palenia, a głodni przegryźć małe co nieco. Autokary zatrzymują się najczęściej na stacjach benzynowych z barami czy restauracjami, tak więc okazji do zjedzenia nie brakuje.
Tu też mamy swoje zwyczaje. - W Polsce zdarza się, że na widok podjeżdżającego autokaru obsługa stacji benzynowej na drzwiach toalety zawiesza kartkę „nieczynne" - wówczas „panowie na prawo, panie na lewo". Za granicą już się ucywilizowaliśmy i płacimy 30 czy 50 centów, choć niekiedy jakoś tak mylimy euro ze złotówkami. Osoby pracujące w toaletach nie sprawdzają, co im zabrzęczało w puszce – zauważa pilot. Inna charakterystyczna rzecz to kolejka do damskiej toalety. – Niestety, panie nie mogą się przekonać, by skorzystać z części męskiej – nawet, jeśli miałoby to przyspieszyć odjazd z parkingu – mówi pilot.
A przecież w autokarze nie jesteśmy sami i pozostałe osoby nie muszą być zadowolone, gdy spóźniamy się na zbiórkę i przez nas odjazd jest opóźniony. – Autokar ma ograniczoną prędkość i nie może „nadrobić na trasie", potem są pretensje, że gdzieś nie zdążyliśmy – zauważa pilot.
Bo piasek był za gorący
Okazuje się, że nie zawsze zdajemy sobie sprawę, jakie dokumenty należy zabrać. Gorzowianie chcieliby przekraczać granicę, okazując np. legitymację szkolną, dowód mamy, unieważniony już paszport, licencję strzelecką, prawo jazdy czy... legitymację partyjną. Nie zawsze też sprawdzamy, dokąd jedziemy. Wydaje nam się, że wszędzie pogoda jest taka sama. Zdarzają się osoby, które skarżą się na biuro podróży z powodu wysokiej temperatury powietrza we Włoszech czy gorącego piasku na plaży w Hiszpanii. – Jeden z turystów domagał się zwrotu pieniędzy nawet za klapki, które musiał kupić, by móc spacerować po hiszpańskiej plaży – podkreśla nasz rozmówca.
Powodów do niezadowolenia gorzowianie mogą mieć sporo. Np. podczas rozmieszczania turystów w autokarze. Niektóre biura sadzają klientów według kolejności wykupu wycieczki, inne zaczynają od umieszczania razem członków rodziny czy par, a są i takie, które dają turystom wolną rękę – w każdym z tych przypadków pewne jest, że do drzwi ustawi się kolejka i tłum będzie szturmował drzwi. Taki nasz zwyczaj. Nieważne, że każdy usiądzie, liczy się walka.
Nagi tors przyciąga... mandaty
Podczas podróży najbardziej marudnym okazuje się... pilot. Wymyśla jakieś dziwne zakazy, nie pozwala np. chodzić po autokarze podczas jazdy. – Jeśli będzie ostre hamowanie, osobę spacerującą czeka lot koszący w kierunku przedniej szyby – tłumaczy pilot. Trudno też zaspokoić gusta wszystkich pasażerów, wybierając film do obejrzenia. - Pilot to osoba winna wszystkiemu, zbiera za każdą niedogodność. Nie może też pozwolić sobie na komentowanie wybryków podróżnych. Są jednak i oznaki sympatii – panie np. obdarowują uśmiechem czy komplementami – śmieje się nasz rozmówca.
„Ulubioną" grupą zawodową pilotów są... nauczyciele historii. – Kiedyś taki turysta robił codziennie notatki z tego, co opowiadam, a potem – przy kolacji, przy całej grupie – „wyprowadzał mnie z błędu". Pozwoliłem sobie zapytać, skąd posiada takie informacje. On wówczas wyciągnął przewodnik po Włoszech z 1978 roku, a tam przecież dane statystyczne – które kwestionował – były już od 30 lat nieaktualne – wspomina nasz rozmówca.
Nie przyjmujemy do wiadomości, że pilot może wiedzieć lepiej. – Jeden z turystów nie dał sobie wytłumaczyć, że w Wenecji nie można paradować z nagim torsem. Zrozumiał dopiero, gdy musiał zapłacić mandat – wspomina nasz rozmówca. Podróże przecież kształcą.


























Kontakt:
Ciekawe, ciekawe
Ja najmocniejsze wspomnienia mam po grupie geodetów ze "ściany wschodniej", na drugim miejscu plasują się nasi lokalni samorządowcy, a leśników spod Katowic bardzo miło pamiętam. Osobną kategorią są wycieczki szkolne, a raczej "panie nauczycielki"... koszmar!