drukuj

Szkoła czy pasja, co ważniejsze?

Kategorie: Tagi:
1. (sxc.hu)

Kończy się pierwszy miesiąc nauki. Zapełniły się szkoły, opustoszały podwórka, skwery, domy. Dla milionów uczniów znów wszystko kręci się wokół szkoły.

Gorączka szkolna trwa. Rodzice biegają, czytają, szukają... Czego? Pewnie powiecie, że dobrej szkoły, takiej, która wysoko stoi w rankingu szkół, takiej, w której jest wysoka zdawalność egzaminów, takiej, która liczy się w świecie.

I tu muszę Was rozczarować. Po raz kolejny z rzędu słyszę na zebraniach rodziców z wychowawcami to samo. A że plan nie taki, że za dużo zadane, że nie jest potrzebna czwarta godzina wf-u i co w ogóle sobie nauczyciele wymyślają, zadając jakieś dodatkowe prace.
Tymczasem nauczyciele uświadamiają rodziców, że to, co robią, narzucane jest im z góry, że mają określony program i że muszą go zrealizować. Uświadamiają rodzicom, jak ważna w życiu dziecka jest edukacja, jakby trzeba było tu cokolwiek uświadamiać.

A jednak odnoszę wrażenie, że trzeba. Nie wiem, czy rodzice chcą zaspokoić swoje ambicje, czy spełnić marzenia swojego dzieciństwa, ale coraz częściej słyszę, że dziecko nie ma czasu na naukę, bo ma dodatkowe zajęcia, kółka, bo tańczy, gra, śpiewa, uprawia sport. I to jest piękne, że dziecko ma pasję, tylko, że przede wszystkim jest ono uczniem. Musi zdobywać wiedzę w szkole, poszerzać ją, rozwijać, musi razem z nauczycielem realizować program danej klasy. To MUSI, a resztę może wykonywać w czasie wolnym.

Pamiętajmy, że nasze dzieci potrzebują też czasu dla siebie. Odrobiny spokoju, ciszy, wytchnienia, a nie biegu ze szkoły na zajęcia dodatkowe, z których do domu wracają wraki. Nie dziwię się, że nie mają siły na naukę i mają coraz słabsze oceny.

Pasja jest każdemu potrzebna. Jeden zbiera znaczki, inny pisze artykuły, jeszcze inny kocha historię czy wędrówki po kraju. I to jest super, kiedy wolny czas wypełniamy swoimi zainteresowaniami. Ale nikt z nas nie oddaje się pasji w pracy, o ile nie jest ona z nią powiązana. Nikt z nas nie pojedzie na wycieczkę, wiedząc, że czeka nas 8-godzinny dzień pracy. Dlaczego więc pozwalamy naszym dzieciom na rozwijanie zainteresowań kosztem nauki? Dlaczego wymagamy od nauczycieli, by się nagięli, bo nasze dzieci muszą iść na tańce, na mecz czy na grę na gitarze? Musi iść? Chce? Czy spełnia marzenia rodziców?

Szkoła przede wszystkim, nauka przede wszystkim, a potem jeśli jest czas i oceny są zadowalające - pasja. Można połączyć ze sobą wszystko, ale trzeba pamiętać o jednym, że dzięki tym szkolnym papierkom mogą coś w życiu osiągnąć.

Zdjęcia

  • 1. (sxc.hu)
Jaka jestem- każdy widzi.... jestem katoliczką,córką,synową, żoną, matką 2 wspaniałych dzieci i położną pracująca w naszym gorzowskim szpitalu. Zawsze mam coś do powiedzenia. Niektórzy mówią, że urodziłam się po to by mówić:) resztę zachowam tylko dla siebie. Ci , którzy mnie znają to wiedzą jaka jestem:)
ankabee
Autor:ankabeegg: GG11639385

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
szmydsebastian
szmydsebastian pt., 2011-09-23 11:10

Problem z edukacją w tym

Problem z edukacją w tym kraju polega na tym, że młodzież w szkołach kształci się we wszystkich kierunkach, aż do końca gimnazjum (chyba, że uczeń wybiera liceum - to do końca liceum). Wówczas po 12-stu latach edukacji uczeń wie wszystko ... i nic. Uczy się przez ten czas o pantofelkach, układzie pokarmowym żaby, aminach i aldehydach, całkowaniu i logarytmach, Sonetach Krymskich i przemianie Gustawa w "Dziadach", o podbojach Aleksandra Wielkiego ... uczy się malować, stukać młotkiem na lekcjach techniki, grać na flecie, biegać na 200 metrów sprintem ... i wielu innych niepotrzebnych, mniej lub bardziej, rzeczy.
Więc osobiście gdybym musiał zadbać o edukację swojej pociechy, wyciągając wnioski z własnej edukacji, starałbym się, by w szkole radził sobie przyzwoicie, nie mając zaległości, przy jednoczesnym zdawaniu sobie sprawy, że są rzeczy mniej potrzebne, które mógłby sobie delikatnie odpuścić (np. 3 na świadectwie wystarczy). Postawiłbym z kolei na dodatkowe kształcenie w jednym, wybranym przez niego zakresie, tak by rozwijał się w danym kierunku, był coraz lepszy w jednej rzeczy, a nie we wszystkim.
Tak wygląda podstawowa edukacja za granicą, już na poziomie późnej podstawówki lub gimnazjum dzieci muszą dokonać wyboru jakich przedmiotów kierunkowych się uczyć, po to by w przyszłości rozwijać się w określonym kierunku oraz iść na konkretne studia. Po kilkunastu latach edukacji w takim systemie "rodzą się" specjaliści w swojej branży, którzy są na prawdę dobrzy w tym, co robią.
A w Polsce jeszcze taka głęboka mentalnie komuna. Uczeń po 12 latach edukacji nic nie umie i nadaje się do wszystkiego i do niczego. Dopiero na studiach wyższych technicznych wychodzą braki z wcześniejszych lat i ujawnia się jak wielka jest dziura w systemie edukacji. Później młodzi się dziwią, że po studiach nie mają pracy, jak nadal nadają się do wszystkiego i do niczego jednocześnie. Takich "specjalistów" nam nie potrzeba - takich już Polska widziała w czasach PRL'u, co to nadawali się na hydraulików, kierowców, budowlańców, spawaczy, tokarzy, i sprzedawców jednocześnie.

Muminek
Muminek pt., 2011-09-23 11:51

Ostatnio nie często się

@szmydsebastian:

Ostatnio nie często się kolegą zgadzam, ale tym razem tak. Uważam, że jeśli jakieś dziecko ma konkretne zainteresowania to powinno mieć możliwość edukowania się w tym kierunku. Edukowanie we wszystkich równolegle, mało, że nie możliwe, to jeszcze unieszczęśliwia dzieciaka - kucie z historii, geografii czy polskiego lub muzyki.... gdy interesuje nas matematyka, fizyka, czy informatyka to zwyczajna strata czasu i potencjału ludzkiego i narażanie na ciągły stres jak ktoś nie ma do tego drygu . Wiadomo, że człowiekowi łatwiej coś przychodzi i więcej ma satysfakcji jak robi coś co lubi. Na studiach okazuje się najczęściej, że to co najbardziej potrzebne to niestety na niskim poziomie człowiek opanował, za to zmarnował gigantyczne ilości czasu na opanowywanie jakiś niepotrzebnej wiedzy, która szybciej ulatuje niż przychodziła. Zainteresowania po za szkolne są ważne, nie należy zmuszać, ale trzeba coś zaszczepić, bo chyba mało które dziecko samo sobie coś znajdzie. Myślę, że stwierdzenie najważniejsza jest szkoła nie niesie za sobą nic dobrego, najważniejszy jest rozwój dziecka i dążenie do jakiegoś celu. W-f...? Wydaje mi się, że dla dzieci, które lubią ruch to każda ilość będzie za mało, dla tych co nie lubią każda za duża, 2 godz. w tygodniu zupełnie wystarczy, dla zainteresowanych powinna być możliwość dodatkowe korzystania z sali gimnastycznej czy boiska - nie ograniczajmy sztucznie tego.

KatarzynaR
KatarzynaR pt., 2011-09-23 13:30

NAUKA...?

Nie przesadzajmy, w tym roku skończyłam Technikum. (przedmioty i zawodowe i ogólne od 18 do 21 przedmiotów w 1 roku) i potrafiłam mieć czas na pasję. Nie oszukujmy się większość dzieci mówi, że nie ma czasu na swoją pasję... Tylko dlaczego? Z swojego doświadczenia wiem, że tego czasu brakuje przez szkołę również, ale głównie dlatego, że dzieci zamiast z większą chęcią zająć się pasją przy chodzą ze szkoły i... siadają do komputera/tv.

"Fotografia nie jest związana z patrzeniem, lecz z czuciem. jeśli nie czujesz nic w tym na co patrzysz, nigdy nie uda Ci się sprawić, aby ludzie patrząc na Twoje zdjęcia cokolwiek odczuwali."
rodorek
rodorek pt., 2011-09-23 13:50

Może jestem niedzisiejsza,

Może jestem niedzisiejsza, ale myślę, że można połączyć naukę z pasją i mieć jeszcze czas na wypoczynek i zabawę. Pod warunkiem, że to prawdziwa pasja, a nie narzucone przez rodziców własne niezrealizowane marzenia.
Inną sprawą jest system szkolnictwa. Dzieciaki wychodzą ze szkoły z zerową wiedzą na temat otaczającego nas życia. Piszesz o narzuconych programach, które nauczyciele muszą zrealizować. Trzeba byłoby zacząć od zmiany tych programów...

Nie dopuść, żeby Twoje marzenia zarosły zielskiem:)
joannadiablo
joannadiablo pt., 2011-09-23 14:40

Według mnie najważniejsza jest organizacja czasu

i wpojenie dziecku od pierwszych klas szkoły podstawowej zasady- najpierw nauka, później przyjemności. Byłam tak wychowywana i miałam czas na naukę, rozwijanie pasji oraz na zabawę z kolegami z podwórka. Nie wiedziałam co oznaczał brak czasu na cokolwiek, wszystko było bardzo dobrze zorganizowane.Szkoła-dom-odrobienie lekcji-trening-nauka.... nie było powodów do marudzenia. Dziś tłumaczę swojemu dziecku jak ważna jest dobra organizacja czasu i trzymanie się planu dnia .Jeżeli dziecko wie, że MUSI odrobić lekcje i nauczyć się wiersza w ciągu 2 godzin żeby zdążyć na zajęcia dodatkowe to zrobi to i będzie to lepszy efekt niż godzinne bezmyślne gapienie się na zeszyty po to tylko żeby się na nie gapić :) Co do programu to jako humanistka zawsze będę narzekała na godziny które spędzałam nad fizyką i chemią zamiast nad doskonaleniem języków obcych- taki był program i trzeba było dany materiał opanować- ale dzięki temu mam podstawową wiedzę i ogólne pojęcie o co w tym chodzi. A największym "kujonem" byłam z plastyki- wymagania nauczycielki sięgały do poziomu ASP :)

----------------------------------------------------------------------------
szmydsebastian
szmydsebastian pt., 2011-09-23 15:00

Warto nadmienić, że

Warto nadmienić, że zdecydowana większość uważa, że wykształcenie zapewnia dostatni byt w życiu i koniecznością jest ukończenie co najmniej jednego kierunku studiów. Praktyka jednocześnie pokazuje, że właścicielami prężnie rozwijających się firm są osoby ... ze średnim wykształceniem. Potwierdzenie tego można znaleźć bez większego problemu. Kilka takich przypadków znam (i sądzę, że każdy z nas zna) i są czystym potwierdzeniem, że nie wystarczy głowa napakowana wiedzą, a chęć działania, pasja. Ale to jakby na marginesie, lekko wykraczając poza temat dyskusji.
P.S. Zbieranie znaczków to raczej hobby, nie pasja. Pasja wymaga czynnego działania, podejmowania wyzwań - a o to ciężko w zbieractwie.

mr_hyde
mr_hyde pt., 2011-09-23 19:20

masz rację, ale.

Przed wojną np. matematyk znał łacinę, grekę i filozofię, co nie przeszkadzało mu być świetnym matematykiem. Była to (XV - XIX wiek) era ludzi prawdziwie wykształconych. Np. pierwsze skojarzenie Isaac Newton - fizyk.

Ale jak przejrzymy biografię a choćby z wiki to mamy: fizyk, matematyk, astronom, filozof, historyk, badacz Biblii i alchemik. Przedstawił prawo powszechnego ciążenia, prawa ruchu leżące u podstaw mechaniki klasycznej. Przyczynił się do rozwoju rachunku różniczkowego i całkowego. Wykazał, że te same prawa rządzą ruchem ciał na Ziemi jak i ruchem ciał niebieskich. Podał matematyczne uzasadnienie dla praw Keplera i rozszerzył je udowadniając, że orbity (w większości komety) są nie tylko eliptyczne, ale mogą być też hiperboliczne i paraboliczne. Głosił, że światło składa się z cząstek. Rozwinął prawo stygnięcia. Zajmował się pomiarami prędkości dźwięku w powietrzu i ogłosił teorię pochodzenia gwiazd. Jako pierwszy opisał matematycznie zjawisko pływów morskich. Pobierał nauki w Grantham Grammar School, gdzie uczono głównie łaciny, a także nieco w mniejszym stopniu greki i hebrajskiego. W tamtych czasach programy nauczania w College'u oparte były na dziełach Arystotelesa, ale Newton wolał poznawać dzieła współczesnych uczonych takich jak Kartezjusz, Galileusz, Kopernik i Kepler. Wkrótce po tym jak Newton uzyskał stopień naukowy w 1665 r., uniwersytet został zamknięty z powodu zarazy. Przez następne dwa lata Newton pracował w zaciszu domowym nad rachunkiem różniczkowym i całkowym, a także optyką i grawitacją.

Teraz w erze komputerów, oraz podobno powszechnego (łatwiejszego niż w XVII czy XIX wieku) dostępu do wiedzy przede wszystkim, nie ma już miejsca na naukę, wiedzę, lecz jedynie na "produkcję" rzemieślników do wykorzystywania tej wiedzy.

Jeśli chodzi o to co wymieniłeś, to rzeczywiście pantofelki i inne cytoplazmy są w programach, ale logarytmy wątpię żeby były jeszcze w szkole średniej (program jest degradowany dramatycznie), całek już dawno nie ma w liceum czy technikum, ja pamiętam że niektóre technika wprowadzały poważny aparat matematyczny tak żeby co lepsi sobie radzili na studiach już.

Z historią podałeś trafnie, bo uczy się a w zasadzie "tłucze" o starożytności i średniowieczu, i tak się dziwnie składa, że lata 1939-"wzwyż" przypadają na ostatnie tygodnie ostatnich klas, i się to "olewa". Komu to służy? ...

Lekcje techniki były absurdem za PRL. Miałem "przyjemność" jako czwartoklasista uczestniczyć w eksperymencie rodem z NRD chyba. Chłopcy gotowali zupy, piekli pizzę, a dziewczynki budowały obwody elektryczne i konstruowały karmniki. Oczywiście wyjść z tego niewiele mogło, ale zajęcia się odbywały i było sporo śmiechu, w końcu PRL był najweselszym barakiem socjalizmu.

Bieg na 200 metrów mimo iż nie byłem asem na WF, akurat w życiu się też przydaje, często tak pokonuję dystans na autobus. :-D

Ale zgadzam się, że nie ma ukierunkowania, już w podstawówce (ale tak 4-6 klasa w numeracji dawnej 1-8) nauczyciele powinni tworzyć coś w rodzaju kart ucznia, w czym jest zdolny, czym się interesuje, i potem dalsza ścieżka specjalizacja.

Podam na swoim przykładzie, a też marzyłem o skończeniu elitarnej jak wtedy myślałem polibudy, choć życie mi troszkę przeszkodziło zostać "inżynierem".

Do 1-3-4 klasy lekcje były fajne, kwiatki, fajna pani. Luz blues. Potem od 5 klasy mój plan dnia wyglądał tak: 10-12 kółko matematyczne i informatyczne (ZX Spectrum), 12-18 lekcje, potem jakaś bajka :-D

Kolejne lata to już samoloty do sklejania, programy Kwant, pierwsze gazety i książki techniczne, potem próby z petardami, potem rozpuszczalniki, na podwórku zawsze było "czym się zająć" (nikt nie miał IBM PC :-D).

Potem piwnica, rower, kultowy Młody Technik (jeszcze ten "zeszyt"). Fascynacja militariami.

Zadania domowe robiło się po przyjściu ze szkoły niemal na ławce pod blokiem, oczywiście tylko z matmy, lektury z polskiego "olane". Geografia fajna, ale mapy, państwa, regiony, zasoby naturalne. Jakieś skały, geologia, chmury już mniej. Chemia fajna jak doświadczenia ale sucha teoria już nie.

Nawet historię dało się polubić, ale nie tą suchą z podręcznika, ale tą czytaną "poza szkołą". Druga wojna, druga RP, konstrukcje, samoloty, tankietki, formacje, pułki.

WF tu znowuż piłka od 15 do 23 na podwórku, potem też siatka czasem kosz, a w szkole jakieś gimnastyki, różne stania na rękach. Bieg na 1 km z kolei lubiłem, ale już ćwiczeń na salce gimnastycznej nienawidziłem.

Ogólnie kupa rzeczy niepotrzebnych, ale kupa potrzebnych. W czasach socjalizmu szkoła to parodia (poziom ma się zgadzać w swej "masie"). Prawdziwe szkoły to co czego się sam dowiesz, nauczysz, przeczytasz, dociekniesz, oraz oczywiście szkoła życia.

szmydsebastian
szmydsebastian pt., 2011-09-23 20:22

Się rozpisałeś, ale fajnie

@mr_hyde:

Się rozpisałeś, ale fajnie poznać "skrócony życiorys", bo to najlepiej przedstawia obraz edukacji. W liceum miałem logarytmowanie, ale być może tylko dlatego, że była to klasa matematyczna - tak celem sprostowania. Miło, że przytoczyłeś po krótce informacje o Newtonie, ale nie ukrywajmy, że była to jednostka wybitna, a sławę zawdzięcza odkryciu i sformułowaniu podstawowych praw rządzących światem - współcześnie nie mniejszych geniuszy świat widział, ale zajmują się oni już bardzo wąskimi tematycznie zagadnieniami, bo ogół został już wymyślony i sprecyzowany, więc jedyne co można, to zająć się szczegółami (nieistotnymi dla przeciętniaków).
A to, że wiedza zdobyta poza szkołą (czyli de facto wynikająca z zainteresowania daną tematyką) jest ciekawsza i łatwiej przyswajana to kolejny, moim zdaniem, dowód na to, by edukować się w danym kierunku, związanym z zainteresowaniami.
Czyli reforma, reforma i jeszcze raz reforma edukacji.

mr_hyde
mr_hyde pt., 2011-09-23 20:33

zreformują nie bój się

wprowadzą naukę o nieplanowanych ciążach, pogadanki o funduszach europejskich, podstawy statystyki, oraz propagandę edukacji bankowej, bo na razie w tym kierunku idą. Tymczasem w ... Armenii: http://www.sfora.pl/Szachy-przedmiotem-obowiazkowym-Tu-go-wprowadzili-a3...

krzyśku
krzyśku pon., 2011-10-03 18:56

Szkoła, pasja...

...na wszystko jest czas. Trzeba tylko go dobrze zorganizować.
Po szkole można śmiało rozwijać swoje pasje, nic nie stoi na przeszkodzie. Kwestia chęci. Ale jeśli te pasje mają być wymówką żeby nie chodzić do szkoły to coś tu jest nie halo. Najpierw szkoła, potem pasje i hobby. I nie zgodzę się z twierdzeniem, że część przedmiotów czy też wiedzy do niczego się nie przydaje. Ostatnio prowadziłem na ten temat rozmowę. Ja skończyłem szkołę średnią o profilu technicznym, szkoła wyższa również techniczna i wiedzę którą nabyłem podczas swojej edukacji wykorzystuję niemal codziennie. Nie wiem, może na "gównianych" uczelniach gdzie kształcą ekonomistów, logistyków, ludzi od zarządzania, filologów i innej maści ludzi niemal od wszystkiego, roi się od wszelkiego rodzaju bzdurnych przedmiotów. I wiedzy tej potem się nie wykorzystuje. Ale i tu mam wątpliwość. Nawet z takiej socjologii, psychologii, ekonomii czy fonetyki, słowotwórstwa wiedzę z pewnością się wykorzystuje. Tylko po prostu po jej zdobyciu pewne rzeczy wydają się oczywiste i stąd wrażenie że przedmiot był nie potrzebny w trakcie studiowania. Tak sobie myślę, że nawet z takiego na pozór nie potrzebnego przedmiotu można coś wynieść, czegoś się nauczyć. Ja dziwiłem się kiedy miał w planie studiów podstawy ekonomii czy też socjologii...i z perspektywy czasu wiedza ta okazała się pomocna. Trzeba tylko wiedzieć kiedy i jak ją wykorzystać....ale o tym też była mowa na wykładach.
Przyjemnej i owocnej nauki życzę.

P.S. Aaa już sobie przypomniałem, jedyną rzeczą z której nie korzystam na co dzień to wszelkiego rodzaju całki, macierze i inne takie. Nie korzystam z tego na co dzień, ale raz na jakiś czas, więc w sumie dobrze że było to w programie.

Pozdrawiam.
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD

mail do krzyśku kliknij TU