drukuj

Szkoda słów, czyli jak nas traktują w szpitalu…

A wystarczyło podstawić wózek... (fot. sxc.hu)

Dwa obrazki z lecznicy w mieście wojewódzkim średniej wielkości. Który bardziej wiarygodny - pozostawiam ocenie czytelników.

Obrazek pierwszy.

Pod lecznicę podjeżdża taksówka. Wysiadają z niej trzy kobiety. Dwie młodsze – w tym jedna o kuli – prowadzą starszą, drobną kobiecinkę, która ledwie powłóczy nogami. Z pewnym wysiłkiem wdrapują się po płaskich na szczęście schodach. Drzwi otwierają się samoczynnie. Niemal natychmiast pojawia się przy nich młody mężczyzna z plakietką „Ochrona" na piersi. Podstawia najstarszej kobiecie krzesełko:
- Widzę, że ciężko pani iść. Proszę spocząć. Zaraz przyprowadzę wózek.
Po kilku minutach wraca prowadząc przed sobą wózek inwalidzki. Delikatnie i z troską pomaga usadzić w nim chorą. Kobiety oddalają się w kierunku windy

Obrazek drugi.

Pod lecznicę podjeżdża taksówka. Wysiadają z niej trzy kobiety. Dwie młodsze – w tym jedna o kuli – prowadzą starszą, drobną kobiecinkę, która ledwie powłóczy nogami. Z pewnym wysiłkiem wdrapują się po płaskich na szczęście schodach. Drzwi otwierają się samoczynnie. Z trudem pokonują hol, mijając ochroniarza zajętego rozmową z szatniarką. Starszej pani plączą się nogi. Jeszcze chwila i nie jest już w stanie wykonać ani jednego kroku.

Zatrzymują się pośrodku korytarza. Sytuacja jest patowa. Żadna z młodszych kobiet nie może odejść po pomoc w obawie, że ta druga sama nie utrzyma słabnącej. Kilkoro ludzi w białych fartuchach przechodzi obok. Z przeciwka zbliża się inna pacjentka:
- Pomóc w czymś? Może wózka poszukam?

Na dźwięk tych słów obraca się jedna z osób w białym fartuchu:
- Proszę powiedzieć ochroniarzowi. Niech zadzwoni po wózek.
Uprzejma pani udaje się z prośbą do ochroniarza. Splątana grupa Laookona utrzymuje się w pionie z coraz większym trudem. Kobieta z kulą podpiera się na niej z wyraźnym wysiłkiem, starsza pani zwisa coraz bardziej do przodu. Wygląda na to, że niemal cały ciężar spoczywa na trzeciej kobiecie.

Kilkakrotne interwencje uprzejmej pani przynoszą wreszcie skutek. Ochroniarz podchodzi bliżej:
- Na jaki oddział idziecie? Bo trzeba tam pójść i wziąć wózek. Ja nie jestem od tego. Mnie to nie dotyczy.
Gdyby to było możliwe, kobietom opadłyby ręce.

Znów mija je osoba w białym fartuchu:
- Panie doktorze? Mógłby pan pomóc?
- Ja nie jestem stąd. Ja z pogotowia.

Uprzejma pani nadal nie daje za wygraną. Zaczepia dwoje ludzi pchających przed sobą pusty wózek.
- Czy państwo oddajecie już ten pojazd? Możecie go na chwilę pożyczyć?
- To nasz prywatny, ale oczywiście – jak gdzieś blisko, to zawieziemy.

Było blisko. Tylko jedno piętro, jednak dla starszej pani i towarzyszących jej kobiet praktycznie nieosiągalne. Gdyby nie dobra wola i zaangażowanie osób postronnych... lepiej chyba już nie kończyć...

Zdjęcia

  • A wystarczyło podstawić wózek... (fot. sxc.hu)
Programowa optymistka. Genealog amator hołdujący norwidowskiej zasadzie "Żeby mierzyć drogę przyszłą, trzeba wiedzieć, skąd się wyszło". Włóczykij z urodzenia.
Magmag
Autor:Magmag

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
rodorek
rodorek pt., 2011-10-28 13:28

Marysiu, tu nawet nie ma co

Marysiu, tu nawet nie ma co komentować... ręce opadają...

Nie dopuść, żeby Twoje marzenia zarosły zielskiem:)
camp21
camp21 pt., 2011-10-28 14:45

<>

Oczywiście że drugi przykład oddaje całą prawdę o NASZYM szpitalu.
Ręce opadają?
Nie!
Cały człowiek opada bezwładnie i już tylko metalowa platforma jest przydatna.
Tylko gdzie ona jest i kto po nią pójdzie?

mr_hyde
mr_hyde pt., 2011-10-28 16:44

jeśli już to nie o szpitalu

tylko o pracownikach firmy "Herkules". Choć ja na przykład otrzymałem od ochroniarza pomoc wytłumaczył gdzie kiedy mam się zgłosić z pilnym przypadkiem. Przyszedłem po 18tej, i zostałem sprawnie i szybko obsłużony na ambulatorium i w zabiegowym na oddziale.
Ale z kolei sąsiadka została "miło" przyjęta na wejściu, a już na oddziale nie mogła sobie nawet tabletki zażyć, bo nie było "baniaka z wodą" i nikt nie przyniósł nawet szklanki. Miała do wyboru kranówę, albo skok na dół do sklepiku.
Nie uogólniajmy. Sam pracowałem w ochronie, są tam ludzie i mili, i przyjaźni, są też byli esbecy. Są ludzie i ludziska.
Tak samo wśród pielęgniarek są te z powołania i te nie przykładające się.
W końcu .... "ludzie ludziom zgotowali ten los".

gonia
gonia pt., 2011-10-28 19:55

Magmag,Twój artykuł powinien trafić na biurko

dyrektora szpitala, szczycącego się kolejnymi, przeprowadzanymi remontami. Mentalność pracowników szpitala powinna być poddana remontowi, inaczej odnowione ściany nic nie będą znaczyć...

gonia
Jamajka
Jamajka pt., 2011-10-28 22:02

Zgadzam się z Gonią - ten

Zgadzam się z Gonią - ten tekst powinien otrzymać dyrektor i odnieść się do niego, do całej sytuacji.

Przerażające jest to, jak to w szpitalu wszyscy są od wszystkiego innego, tylko nie od tego, by pomóc choremu. Ochroniarz od ochrony (szatniarki zapewne), medyk z pogotowia, więc tutaj pomoc pacjentowi nie obowiązuje, inni w białych fartuchach kierują do ochroniarza (bo oni pewnie też z jakiegoś tam oddziału, a nie z hollu wszak). Koszmar jakiś.

Czytałam gdzieś, że ktoś zarzuca dyrekcji nadetaty w osobach jakichś pełnomocników, czy innych kierowników (nie pamiętam dokładnie, niech ktoś rzuci linką, jak ma) - może czas przejrzeć szeregi personelu? Przeszkolić? A kogo się nie da dostosować do tego, jak powinien funkcjonować w lecznicy - pożegnać bez żalu? No na litość boską, niech ktoś wytłumaczy tym ludziom, że tam się nie przychodzi odbębnić swoje ileś godzin, to jest miejsce, gdzie się powinno (!) pomagać chorym! Czy chory dopiero w sali szpitalnej jest pacjentem? W hollu jest nikim? Na to przynajmniej wygląda. Straszne. Straszne i przygnębiające.

Pozostaje nam życzyć sobie szpitala z obrazka pierwszego, no przynajmniej zbliżonego, bo to co jest na drugim to inna planeta. A póki co - zdrowia.

---
I nie na temat, ale ciągle aktualne - ilu jest konserwatorów w szpitalu? Ktoś wie?

Jamajka
Jamajka ndz., 2011-10-30 07:37

Dzięki Goniu, poczytam. Już

@gonia:

Dzięki Goniu, poczytam. Już na początek widzę, czemu pracownicy popierają dyrektora - skoro liczba pracowników (ogólna, w raz z umowami przeróżnymi) wzrasta... Skoro mamy na etatach murarza, glazurnika, murarza - malarza, stolarza... Po co?

Pewnie będę miała więcej pytań i wątpliwości po przeczytaniu całości. Ale o ilości konserwatorów raczej się nie dowiem. A pamiętam czasy, jak pisano w mediach, że było ich na etatach pięćdziesięciu bodajże. 50 konserwatorów! Dlatego bardzo mnie interesuje ich liczba na dzień dzisiejszy.

nicole
nicole pt., 2011-10-28 23:48

:)^-^

Czytam i mi smutno :( Bo tak mało teraz ludzi jest z powołania lekarzami, pielęgniarkami. Empatia i dostrzeganie drugiego człowieka gdzieś się zapodziały. Pamiętam takie przysłowie: nie mój koń, nie mój wóz niech się toczy gdzie chce!
Lekarz z pogotowia nie pomoże bo nie jego wóz, ochroniarz nie pomoże, bo nie jego koń. Ludzie otwórzcie się wreszcie na drugiego człowieka, bo kiedyś i wam pomoc będzie potrzebna!

......................................................................................... W muzyce nie ma tyle harmonii i radości co w śpiewie ptaków. Wiosna! :)
Klarka
Klarka sob., 2011-10-29 10:24

Tak , ten artykuł powinien

Tak , ten artykuł powinien być przedstawiony dyrekcji tego szpitala. Bo może jest jakaś szansa , że coś się zmieniać zacznie. W końcu tego nie zmienią jakieś centralne zarządzenia , ale miejscowi ludzie . I to wszyscy . ..

nicole
nicole sob., 2011-10-29 16:24

:)^-^

@Klarka:

Klarka,żadne zarządzenia tego nie zmienią, każdy musi zacząć od siebie. Chodzi m o pomoc drugiemu człowiekowi w potrzebie.

......................................................................................... W muzyce nie ma tyle harmonii i radości co w śpiewie ptaków. Wiosna! :)
Klarka
Klarka sob., 2011-10-29 17:39

nicole , masz rację .

@nicole:

nicole , masz rację . Znieczulica , to najcięższa z chorób . Czy w tym szpitalu w holu jest jakaś informacja ? Mam nadzieję , że też jest jakaś osoba odpowiedzialna za udzielenie pomocy w opisanej sytuacji . Albo tak jak wszędzie , ogólny chaos .

nicole
nicole sob., 2011-10-29 21:13

:)^-^

@Klarka:

Nie wiem jak tam u was w szpitalu jest, tyle co poczytam czasem. Ale zauważyłam, że nie tylko w Gorzowie. Ludzie są różni, wydaje mi się, że to też zależy od tego czy taka osoba ma dobry humor czy ma muchy w nosie. Ale o tym już pisała Rodorek w art. o kopaniu kota :(

......................................................................................... W muzyce nie ma tyle harmonii i radości co w śpiewie ptaków. Wiosna! :)
bajkab
bajkab sob., 2011-10-29 15:35

Ten szpital nigdy się nie

Ten szpital nigdy się nie zmieni, mamy jeszcze październik a już od jakiegoś czasu limity na usg ze skierowaniem z ich poradni niewykonalne. Zapisy po nowym roku. Dwa szpitale, a jeden gabinet usg - to paranoja naszej lecznicy.