Szkoda słów, czyli jak nas traktują w szpitalu…
Obrazek pierwszy.
Pod lecznicę podjeżdża taksówka. Wysiadają z niej trzy kobiety. Dwie młodsze – w tym jedna o kuli – prowadzą starszą, drobną kobiecinkę, która ledwie powłóczy nogami. Z pewnym wysiłkiem wdrapują się po płaskich na szczęście schodach. Drzwi otwierają się samoczynnie. Niemal natychmiast pojawia się przy nich młody mężczyzna z plakietką „Ochrona" na piersi. Podstawia najstarszej kobiecie krzesełko:
- Widzę, że ciężko pani iść. Proszę spocząć. Zaraz przyprowadzę wózek.
Po kilku minutach wraca prowadząc przed sobą wózek inwalidzki. Delikatnie i z troską pomaga usadzić w nim chorą. Kobiety oddalają się w kierunku windy
Obrazek drugi.
Pod lecznicę podjeżdża taksówka. Wysiadają z niej trzy kobiety. Dwie młodsze – w tym jedna o kuli – prowadzą starszą, drobną kobiecinkę, która ledwie powłóczy nogami. Z pewnym wysiłkiem wdrapują się po płaskich na szczęście schodach. Drzwi otwierają się samoczynnie. Z trudem pokonują hol, mijając ochroniarza zajętego rozmową z szatniarką. Starszej pani plączą się nogi. Jeszcze chwila i nie jest już w stanie wykonać ani jednego kroku.
Zatrzymują się pośrodku korytarza. Sytuacja jest patowa. Żadna z młodszych kobiet nie może odejść po pomoc w obawie, że ta druga sama nie utrzyma słabnącej. Kilkoro ludzi w białych fartuchach przechodzi obok. Z przeciwka zbliża się inna pacjentka:
- Pomóc w czymś? Może wózka poszukam?
Na dźwięk tych słów obraca się jedna z osób w białym fartuchu:
- Proszę powiedzieć ochroniarzowi. Niech zadzwoni po wózek.
Uprzejma pani udaje się z prośbą do ochroniarza. Splątana grupa Laookona utrzymuje się w pionie z coraz większym trudem. Kobieta z kulą podpiera się na niej z wyraźnym wysiłkiem, starsza pani zwisa coraz bardziej do przodu. Wygląda na to, że niemal cały ciężar spoczywa na trzeciej kobiecie.
Kilkakrotne interwencje uprzejmej pani przynoszą wreszcie skutek. Ochroniarz podchodzi bliżej:
- Na jaki oddział idziecie? Bo trzeba tam pójść i wziąć wózek. Ja nie jestem od tego. Mnie to nie dotyczy.
Gdyby to było możliwe, kobietom opadłyby ręce.
Znów mija je osoba w białym fartuchu:
- Panie doktorze? Mógłby pan pomóc?
- Ja nie jestem stąd. Ja z pogotowia.
Uprzejma pani nadal nie daje za wygraną. Zaczepia dwoje ludzi pchających przed sobą pusty wózek.
- Czy państwo oddajecie już ten pojazd? Możecie go na chwilę pożyczyć?
- To nasz prywatny, ale oczywiście – jak gdzieś blisko, to zawieziemy.
Było blisko. Tylko jedno piętro, jednak dla starszej pani i towarzyszących jej kobiet praktycznie nieosiągalne. Gdyby nie dobra wola i zaangażowanie osób postronnych... lepiej chyba już nie kończyć...



























Kontakt:
Marysiu, tu nawet nie ma co
Marysiu, tu nawet nie ma co komentować... ręce opadają...
<>
Oczywiście że drugi przykład oddaje całą prawdę o NASZYM szpitalu.
Ręce opadają?
Nie!
Cały człowiek opada bezwładnie i już tylko metalowa platforma jest przydatna.
Tylko gdzie ona jest i kto po nią pójdzie?
jeśli już to nie o szpitalu
tylko o pracownikach firmy "Herkules". Choć ja na przykład otrzymałem od ochroniarza pomoc wytłumaczył gdzie kiedy mam się zgłosić z pilnym przypadkiem. Przyszedłem po 18tej, i zostałem sprawnie i szybko obsłużony na ambulatorium i w zabiegowym na oddziale.
Ale z kolei sąsiadka została "miło" przyjęta na wejściu, a już na oddziale nie mogła sobie nawet tabletki zażyć, bo nie było "baniaka z wodą" i nikt nie przyniósł nawet szklanki. Miała do wyboru kranówę, albo skok na dół do sklepiku.
Nie uogólniajmy. Sam pracowałem w ochronie, są tam ludzie i mili, i przyjaźni, są też byli esbecy. Są ludzie i ludziska.
Tak samo wśród pielęgniarek są te z powołania i te nie przykładające się.
W końcu .... "ludzie ludziom zgotowali ten los".
Magmag,Twój artykuł powinien trafić na biurko
dyrektora szpitala, szczycącego się kolejnymi, przeprowadzanymi remontami. Mentalność pracowników szpitala powinna być poddana remontowi, inaczej odnowione ściany nic nie będą znaczyć...
Zgadzam się z Gonią - ten
Zgadzam się z Gonią - ten tekst powinien otrzymać dyrektor i odnieść się do niego, do całej sytuacji.
Przerażające jest to, jak to w szpitalu wszyscy są od wszystkiego innego, tylko nie od tego, by pomóc choremu. Ochroniarz od ochrony (szatniarki zapewne), medyk z pogotowia, więc tutaj pomoc pacjentowi nie obowiązuje, inni w białych fartuchach kierują do ochroniarza (bo oni pewnie też z jakiegoś tam oddziału, a nie z hollu wszak). Koszmar jakiś.
Czytałam gdzieś, że ktoś zarzuca dyrekcji nadetaty w osobach jakichś pełnomocników, czy innych kierowników (nie pamiętam dokładnie, niech ktoś rzuci linką, jak ma) - może czas przejrzeć szeregi personelu? Przeszkolić? A kogo się nie da dostosować do tego, jak powinien funkcjonować w lecznicy - pożegnać bez żalu? No na litość boską, niech ktoś wytłumaczy tym ludziom, że tam się nie przychodzi odbębnić swoje ileś godzin, to jest miejsce, gdzie się powinno (!) pomagać chorym! Czy chory dopiero w sali szpitalnej jest pacjentem? W hollu jest nikim? Na to przynajmniej wygląda. Straszne. Straszne i przygnębiające.
Pozostaje nam życzyć sobie szpitala z obrazka pierwszego, no przynajmniej zbliżonego, bo to co jest na drugim to inna planeta. A póki co - zdrowia.
---
I nie na temat, ale ciągle aktualne - ilu jest konserwatorów w szpitalu? Ktoś wie?
tam można znależć wyniki kontroli
@Jamajka:http://www.bip.lubuskie.pl/uploads/kontrole/2011/protokol_kontroli_doraz...
dużo czytania...
Dzięki Goniu, poczytam. Już
@gonia:Dzięki Goniu, poczytam. Już na początek widzę, czemu pracownicy popierają dyrektora - skoro liczba pracowników (ogólna, w raz z umowami przeróżnymi) wzrasta... Skoro mamy na etatach murarza, glazurnika, murarza - malarza, stolarza... Po co?
Pewnie będę miała więcej pytań i wątpliwości po przeczytaniu całości. Ale o ilości konserwatorów raczej się nie dowiem. A pamiętam czasy, jak pisano w mediach, że było ich na etatach pięćdziesięciu bodajże. 50 konserwatorów! Dlatego bardzo mnie interesuje ich liczba na dzień dzisiejszy.
i jeszcze
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20111020/POWIAT04...
:)^-^
Czytam i mi smutno :( Bo tak mało teraz ludzi jest z powołania lekarzami, pielęgniarkami. Empatia i dostrzeganie drugiego człowieka gdzieś się zapodziały. Pamiętam takie przysłowie: nie mój koń, nie mój wóz niech się toczy gdzie chce!
Lekarz z pogotowia nie pomoże bo nie jego wóz, ochroniarz nie pomoże, bo nie jego koń. Ludzie otwórzcie się wreszcie na drugiego człowieka, bo kiedyś i wam pomoc będzie potrzebna!
Tak , ten artykuł powinien
Tak , ten artykuł powinien być przedstawiony dyrekcji tego szpitala. Bo może jest jakaś szansa , że coś się zmieniać zacznie. W końcu tego nie zmienią jakieś centralne zarządzenia , ale miejscowi ludzie . I to wszyscy . ..
:)^-^
@Klarka:Klarka,żadne zarządzenia tego nie zmienią, każdy musi zacząć od siebie. Chodzi m o pomoc drugiemu człowiekowi w potrzebie.
nicole , masz rację .
@nicole:nicole , masz rację . Znieczulica , to najcięższa z chorób . Czy w tym szpitalu w holu jest jakaś informacja ? Mam nadzieję , że też jest jakaś osoba odpowiedzialna za udzielenie pomocy w opisanej sytuacji . Albo tak jak wszędzie , ogólny chaos .
:)^-^
@Klarka:Nie wiem jak tam u was w szpitalu jest, tyle co poczytam czasem. Ale zauważyłam, że nie tylko w Gorzowie. Ludzie są różni, wydaje mi się, że to też zależy od tego czy taka osoba ma dobry humor czy ma muchy w nosie. Ale o tym już pisała Rodorek w art. o kopaniu kota :(
Ten szpital nigdy się nie
Ten szpital nigdy się nie zmieni, mamy jeszcze październik a już od jakiegoś czasu limity na usg ze skierowaniem z ich poradni niewykonalne. Zapisy po nowym roku. Dwa szpitale, a jeden gabinet usg - to paranoja naszej lecznicy.