drukuj

Święto Niepodległości ma różne wymiary

11 Listopada 1955

W mojej rodzinie ze Świętem Niepodległości łączy się wątek nie tylko patriotyczny.

60 lat temu – dokładnie 11 listopada 1950 – moi rodzice stanęli przed pracownikiem Urzędu Stanu Cywilnego. Piękne skądinąd wydarzenie miało podtekst nieco sensacyjny. W tatowej kieszeni ciążył już bilet, kierujący go do wojska na drugi kraniec kraju. Wiotka, wielkooka dziewczyna, prawnie poślubiona małżonka, miała tęsknić za nim przez niemal trzy lata. Tata, jako niepoprawny politycznie, otrzymał przydział do Batalionów Budowlanych - formacji bez karabinu, w której wykonywało się najcięższe prace.

Ślub, o którym marzyli młodzi był nie po myśli matki chłopaka (a mojej babci). Miłości rodzinnego beniaminka sprzyjały jednak siostry. Cichaczem wykradły potrzebne dokumenty i małżeństwo stało się faktem. Babci pozostało już tylko pogodzić się z tym, że niedaleko padło jabłko od jabłoni.

Ona pierwsza przeciwstawiła się woli rodziców. Mimo ustalonego terminu ślubu z bogatym ziemianinem (i schowanego w paszporcie biletu do Ameryki), wybrała uczucie do mojego dziadka. Cóż z tego, że pochodził z rodziny z tradycjami? Był w końcu tylko małorolnym chłopem. Rodzice nigdy nie wybaczyli jej mezaliansu, ale ona – syna się nie wyrzekła. Naturalną koleją rzeczy stało się, że dziadkowie wyruszyli z grupą osadników na Kresy.

Święto Niepodległości w Pińsku – rodzinnym mieście mojego Taty - odbywało się z wielką pompą. Ciocie do dziś wspominają uroczyste msze w Kościele Garnizonowym i marynarzy Flotylli Rzecznej, ubranych w galowe mundury. Pięknie prezentował się w mundurze także mój dziadek – konny policjant piński (zginął rozstrzelany pod Warszawą w 1944 r. ).

Patriotyczne nuty przebijały też przez wspomnienia drugiej babci. Matka mojej mamy była w młodości członkinią Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół". Kiedy - zgodnie z wolą rodziców - wyszła za sporo od niej starszego urzędnika Starostwa w Baranowiczach, spotkania „sokolników" były jej odskocznią od niezbyt lubianego i trochę nudnego życia statecznej połowicy.

Od 1927r. uroczyste obchody Święta Niepodległości odbywały się w Baranowiczach przy Pomniku Nieznanego Żołnierza. Był to drugi taki pomnik (po warszawskim) w Rzeczpospolitej. Odsłonięto go na skwerze przy reprezentacyjnej ulicy Szeptyckiego (dziś Sowiecka). Babcia brała udział w specjalnych pokazach gimnastycznych. Była tak zagorzałą „sokolniczką", że – jak głosi rodzinna legenda – do porodu zabrano ją bezpośrednio ze stadionu.

Tak się nam ten 11 Listopada przeplata z rodzinną historią. Jest i podniosły, i zwyczajnie familijny. Wiele dla nas znaczy.

Gdybyśmy wszyscy (albo chociaż niektórzy) zatrzymali się na chwilę w pędzie i posłuchali opowieści najstarszego pokolenia, mogłaby powstać interesująca mozaika wspomnień.

Tylko gwoli przypomnienia:
11Listopada przypada także Święto Orderu Virtuti Militari. Ustanowiono je w okresie Księstwa Warszawskiego dla uczczenia zwycięstwa w bitwie pod Zieleńcami (22.4.1792 r.- w obronie Konstytucji 3 Maja). Jest najwyższym odznaczeniem militarnym w naszym kraju. Przyznaje się je Cnocie wojskowej - dzielności żołnierskiej, czyli nadaje za szczególne zasługi bojowe podczas wojny lub w 5 lat po jej zakończeniu.
Pierwsze Święto Orderu Virtuti Militari ustanowiono sejmową ustawą z 1919 r. – wtedy obchodzone było 3 maja. Kolejna ustawa – z roku 1933 – przeniosła je na 11 listopada i tak jest do dziś.

Współpraca: http://atplatoon.w.interia.pl/medal2.html

Zdjęcia

  • 11 Listopada 1955
  • 11 Listopada 2000
Programowa optymistka. Genealog amator hołdujący norwidowskiej zasadzie "Żeby mierzyć drogę przyszłą, trzeba wiedzieć, skąd się wyszło". Włóczykij z urodzenia.
Magmag
Autor:Magmag

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Meg
Meg czw., 2010-11-11 09:28

...zazdroszczę Ci, ale tak

...zazdroszczę Ci, ale tak pozytywnie tego, że masz tak dużo wiadomości o swoich Przodkach..u mnie wciąż materiały jakieś takie poplątane, niejasne,niepełne, wciąż czegoś" między, a pomiędzy" brak, szczególnie ze strony śp. Taty...a i zapytać nie ma już kogo:(

gonia
gonia czw., 2010-11-11 21:50

Historia Twojej rodziny,

to materiał na doskonały scenariusz filmowy:-)

gonia
nicole
nicole czw., 2010-11-11 23:38

:) ^-^

Bardzo piękni rodzice, Marysia:) I opowiadanko jak zwykle smakowite :) I to samo napiszę co Gonia, film o twojej rodzinie biłby rekordy oglądalności:
Gonia! Czy musisz pisać to co ja myślę? :))))))))))))))))

......................................................................................... W muzyce nie ma tyle harmonii i radości co w śpiewie ptaków. Wiosna! :)
Perelka
Perelka pt., 2010-11-12 09:27

Ciekawa historia --Pozdrawiam

Ciekawa historia --Pozdrawiam

E. Zając
sylwia197225
sylwia197225 pt., 2010-11-12 19:19

Żeby nie było,że się

Żeby nie było,że się podlizuję,ale macie racje dziewczyny,film to dobry pomysł:)

Yeh lamhe judaai ke
Danuta32
Danuta32 sob., 2010-11-13 20:30

Ciekawa historia. Pani

Ciekawa historia. Pani rodzice bardzo do siebie pasowali.

Mieszkam w Gorzowie piąty rok. Pozdrawiam Danuta
Magmag
Magmag pt., 2010-11-19 06:06

:)

Za miłe słowa dziękuję, ale takie scenariusze tworzy samo życie.
Proszę, oto historia pewnego mezaliansu: http://www.kielakowie.pl/tng/histories/mezalians.php

........................................................................................................................................................................ Dla zdrowia dobrego, trzeba serca wesołego...czego i Wam życzę...Maria Gonta