Spotkanie z Grzegorzem Kasdepke
Urodził się w Białymstoku w 1972 roku, ale od wielu lat mieszka w Warszawie. Ukończył studia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Jak sam szczerze przyznaje, były to „fajne studia, choć – a może właśnie dlatego – niczego nie uczą." Dużo wolnego czasu pozwalało za to na „rozwijanie talentów towarzyskich, a od biedy i na pracę".
Student Grzegorz Kasdepke wolny czas wykorzystał bardzo pożytecznie. Już na pierwszym roku nawiązał współpracę z „Polityką". Nadrabiał również zaległości w czytaniu lektur szkolnych. Chłonął z zafascynowaniem „Kubusia Puchatka", „Piotrusia Pana", „Niekończącą się historię". Wkrótce sam zaczął pisać. Pierwsze swoje teksty zaniósł do magazynu dla dzieci „Świerszczyk". Po roku został redaktorem naczelnym tego pisma. Od tamtej pory cały czas tworzy dla dzieci. Publikował m.in. w „Ciuchci", w „Komiksowie", w „Wesołych literkach" oraz w wielu antologiach twórczości dziecięcej. Wydał kilkanaście książek dla dzieci młodszych jak i starszych. Jest laureatem wielu nagród, ale jak sam mówi, jedyna, o której marzy, to Order Uśmiechu. Jego książki „rosną" wraz z jego synem Kacprem. Grzegorz Kasdepke żartuje, że być może gdy Kacper znajdzie się już na emeryturze, to on zacznie pisać książki właśnie dla emerytów. Zajmuje się również pisaniem scenariuszy do seriali („Klan") i programów telewizyjnych („Ciuchcia", „Budzik", „Podwieczorek u Mini i Maxa"), ale pytany o zawód zawsze odpowiada: „bajkopisarz".
To, że zostanie pisarzem, postanowił dawno temu, jeszcze w szkole podstawowej. Wyobrażał sobie wówczas, że jak dorośnie, to poprawi wszystkie smutne zakończenia książek. Kiedy zwierzył się ze swoich planów rodzicom, nie potraktowali go serio. Powiedzieli: „Dobrze Grzesiu", a potem kazali mu umyć ręce, bo to było przed obiadem.
Kiedyś myślał, że pisarz zawsze ma wakacje i byczy się w łóżku co najmniej do trzynastej popołudniu. Teraz wie, że pisanie to przyjemna, ale jednak praca. Czasami pisze w ciągu dnia dwie godziny, ale niekiedy kilkanaście godzin. Zdarza się, że poprawia własny tekst czterdzieści razy. Podkreśla jednak, że bardzo lubi swój zawód i pisząc dobrze się bawi. Uważa, że książki powinny sprawiać dzieciom radość i poprawiać nastrój. Dlatego nawet o sprawach poważnych stara się pisać pozornie niepoważnie, choć to jest bardzo trudne. Taką książką był na przykład zbiór śmiesznych opowiadań o bardzo poważnej problematyce, tj. o prawach dziecka („Mam prawo").
Kiedy był małym chłopcem, chciał zostać Indianinem, potem piłkarzem i podróżnikiem. Mówi, że to ostatnie marzenie częściowo się spełniło, bo dużo podróżuje, jeżdżąc na spotkania ze swoimi czytelnikami, ciągle jest w drodze.
We wrześniu Grzegorz Kasdepke na zaproszenie biblioteki przyjedzie do Gorzowa. 8 września spotka się z dziećmi trzykrotnie: najpierw w gorzowskiej bibliotece o 9.00, później w bibliotekach na terenie województwa : w Kłodawie (11.00) i w Trzcielu (14.00). Następnego dnia, tj. 9 września, odbędą się spotkania w Górzycy (9.00) i w Słubicach (11.00).
Wszystkie spotkania są organizowane w ramach programu „Dyskusyjne Kluby Książki" realizowanego we współpracy z Instytutem Książki.
Oprac. Anna Królewicz – Spętany, koordynator wojewódzki DKK



























Kontakt:
Szkoda, że moja mała jeszcze
Szkoda, że moja mała jeszcze niewiele rozumie ;-). Mam nadzieję, że wizyta w gorzowskiej bibliotece nie będzie ostatnią, bo chętnie wybiorę się z córą na takie spotkanie, jak podrośnie nieco :).
A te smutne zakończenia książek udało się poprawić? ;)
Znalazłam na rmg newsa z
Znalazłam na rmg newsa z fotkami z tego spotkania - sami spójrzcie, czy to nie kapitalny widok, tyle maluchów w takich fotelach? ;))
http://rmg.fm/2011/09/spotkanie-z-grzegorzem-kasdepke/