Spotkanie z bezdomnym Antkiem, który stał się moim terapeutą
Pociąg odjeżdża za parę godzin. Siedzę na ławce na skwerku obok dworca. Czekam. Myśli jakieś Mroczne, pustka obok, życie bez barw i większego sensu .
Nagle ktoś pyta: - Czy nie będzie pani przeszkadzało, jeśli usiądą na tej ławce? Podnoszę głowę. Szczupły, srebrzysta czupryna, brązowe, bystre oczy, okazały nos, chyba kiedyś złamany. Torebka foliowa w dłoni. Zgadzam się. Po chwili słyszę pytanie: - Czy pani też uważa, że Zielona jest bardzo piękna?
Odrywam się od swoich czarnych myśli. Odpowiadam że tak, Zielona jest piękna. Bo, proszę pani tutaj mieszkają bardzo dobrzy ludzie. Potwierdzam obojętnie. Przedstawia się. - A ja mieszkam w noclegowni - mówi i podaje adres. Milczę, słucham, ale z większym zainteresowaniem. Opowiada dalej.
- Tam jest bardzo miło, to jest mój dom. Rano wychodzę, spaceruję trochę, potem idę do Empiku. Czytam świeżą poranną prasę, potem tygodniki a na końcu Forum. Lubię te godziny spędzane w Empiku. Zawsze dostaję porcję starych gazet do poczytania wieczorem - pokazuje swoją torbę foliową. - Potem wyruszam dalej. Najczęściej na deptak pod teatrem ale lubię też ten skwerek. Spotykam wielu ciekawych ludzi, rozmawiamy - mówi rozmarzony. Ożywia się. - A czy pani wie, że kiedyś pod teatrem na ławce siedziała prawdziwa królowa. –Która? - pytam i uśmiecham się. - Oczywiście Beata, sama Beata Tyszkiewicz. Zapytałem ją, czy nie ma pani nic przeciwko temu, że usiądę na tej ławce? Zgodziła się. Po chwili mówię, ja tyle o pani wiem. Uniosła zmęczoną latami twarz i obdarowała uśmiechem. Jakie piękne były te jej uśmiechnięte oczy. Dostałem uśmiech królowej. Mówię, do niej, zakochałem się w Lalce, długo myślałam, że pani to Lalka. Potem zmieniłem zdanie, bo czytałem o pani trudnym życiu. Długo rozmawialiśmy o jej córkach i życiu aktora. Pytałem, czy nie przeszkadzam. Zapewniała, że nie, że jest jej bardzo dobrze na tej ławce - opowiadał
Pomyślałam, że mnie też jest bardzo dobrze na tej ławce.
Potem opowiadał, że niedawno jego była żona przyznała się, że był jedyną miłością w jej życiu. Bardzo się ucieszył, bo on też tak ma.
Komórki nie chce, bo nie lubi być zniewolony.
Gdy tak sobie siedzimy, obok przechodzą różni ludzie... wielu znajomych nam się kłania. Też odpowiadam dzień dobry. Jestem trochę dumna, że go znam.
- A wie pani, siedziałem w więzieniu. Uratowały mnie moje kolorowe sny. W nich odwiedzałem różne restauracje, tańczyłem z dziewczynami kolorowymi jak motyle. Obejmowałem te bardzo cienkie w pasie, a dookoła wirowały ich modne wówczas marszczone spódnice na sztywnych halkach. Potem były pokoje z otwartymi oknami i wiatrem w firankach. Budziłem się rano, przecierałem oczy - widziałem kraty. To nic, myślałem. Przyjdzie następna noc.
Gdy tak opowiadał widziałam te jego knajpy i dziewczyny lekkie jak motyle.
Potem zaczęłam opowiadać o sobie i swoim smutku. Słuchał uważnie, komentował, zapewniał, że będzie dobrze.
Wierzyłam mu, gdzieś w podświadomości miałam pewność, że mówił prawdę. Chociaż zdawałam sobie sprawę, że mówił tylko to, czego oczekiwałam.
Stale sprawdzaliśmy, która godzina. Żeby nie uciekł mój pociąg. Odprowadził na dworzec. Czekał na odjazd pociągu. Stałam w oknie. Czułam, że jestem spokojna i silna. Widziałam wtapiającą się w tło sylwetkę ze srebrną czupryną i uniesioną ręką na pożegnanie.
Może kiedyś tutaj wrócę, wrócę gdy będzie mi źle. Wiem, że mogę wrócić, że mam gdzie wrócić. Usiądę na ławce na dworcowym skwerku. Przyjdzie Antek. Jeśli nie przyjdzie, pójdę do noclegowni, znam adres. Będę rozmawiała jak z nikim i nigdzie.
Jeśli ktoś spotka człowieka bez domu o ciepłych, brązowych oczach, niech mu powie ,że pamiętam, pozdrawiam i że życzę Wesołych Swiąt

























Kontakt:
Ciekawa...
...historia jak z filmu pt.: "Komedia małżeńska"...:)
Ratunku , Meg- nie znam tego
Ratunku , Meg- nie znam tego filmu( może wstyd się przyznać).........a ta historia jest całkowicie moja i prawdziwa.......jest też dowodem, że czasem najzwyklejsza rozmowa z przypadkowo spotkanym człowiekiem może być lekiem na smutek.......tak rzadko rozmawiamy z innymi , to nas odróżnia w tłumach spotykanych za granicą--tam pogawędki w tramwaju czy pociągu są najzwyklejszą normą..............w tym spotkaniu zachwyciło mnie bardzo bogate życie wewnętrzne Tego Człowieka , sposób spędzania czasu i wielka sympatia do ludzi.. ......takich ludzi dookoła nas jest wielu, wystarczy się rozejrzeć i pogadać z Bezdomnym......jeszcze raz Wesołych Swiąt życzę wszystkim
...przecież wiem, ze Twoja
...przecież wiem, ze Twoja ale wczoraj oglądałam sobie na DVD tamten film, szybkie skojarzenie bezdomnego ( gra go Z. Wardejn) oraz znudzonej filmowej żony Jana Englerta ( E. Kasprzyk) , która ma dość bycia żoną i wyjeżdża aby zrobić karierę ( co w końcu się jej udaje) Oni to spotykają się na dworcu w Warszawie, odbywają ciekawą rozmowę, bezdomny jest doktorem filozofii, wysłuchuje narzekań kobiety, dodaje jej sił....potem zostają przyjaciółmi...wierzę, że i Ty spotkałaś takiego Słuchacza...ot, zwykłe skojarzenie, nic więcej...
Pani Łuka nie znam człowieka,
Pani Łuka nie znam człowieka, który choć raz nie miałby myśli z kategorii "mroczna pustka obok, życie bez barw i większego sensu". Na szczęście to mija. Ciepło opisana historia ze spotkania z ciekawym człowiekiem. A nie myślała Pani o tym, że do dobrych ludzi lgną inni dobrzy ludzie? Pewnie takich spotkań przydarzyło się Pani więcej. Odnośnie filmu wspomnianego przez Meg to mój ulubiony. Nie zgodzę się jednak na określenie "znudzonej filmowej żony". Bardziej odpowiedzie jest chyba określenie zapracowanej i zaniedbywanej żony, która nie ma czasu na nudę. Podsumowując bardzo mi się podoba ta historia i zyczę każdemu, by miał szansę spotać na swojej drodzę Panią Łuka...
...znudzonej codziennymi tymi
...znudzonej codziennymi tymi samymi problemami i obowiązkami...jak w przysłowiu "Dookoła Wojtek". ..
...
@Meg:...może nie tyle znudzonej, co znużonej...
Coraz trudniej spotykać dziś
Coraz trudniej spotykać dziś kogoś, kto posiada dar słuchania...Zagonieni, przemykamy gdzieś dalej nie zwracając uwagi na nic…kloszard grany przez Wardejna i mnie zapadł w pamięć. Pani Łuko – proszę obejrzeć ten film. Może jego scenarzysta (scenarzystka?) również spotkał na swojej drodze bezdomnego Antka…a historia ciekawa bardzo, niby smutna, ale w gruncie rzeczy…
...
@Magmag:...i scenarzysta - jednocześnie reżyser filmu Roman Załuski i scenarzystka - Ilona Łepkowska(!)...
...
sami słuchać nie potrafimy, albo nie chcemy, ale chcielibyśmy by ktoś właśnie nas, tylko nas wysłuchał....
...
...życie pisze różne scenariusze...nie zawsze potrafi zaskoczyć-czasami nam przytrafiają się historie innych a innym nasze...Z jednym muszę się zgodzić-do dobrych ludzi inni lgną-coś takiego jest, że się spojrzy na człowieka i chce się z nim byc-rozmawiać, poznawać...
Filmu też nie oglądałam ( a może nie pamiętam?) nie oglądam tak często-wolę książkę bo tę moge czytać kiedy chcę (np w pociągu)
Czasami w ludziach jest tak mało człowieka...Niejednokrotnie bezdomny to człowiek po przejściach od którego możemy się nauczyć jak nie dać się życiu, jak brać je za łeb. Tacy ludzie chcą sobie też pomóc-może nie mają jak-nie mają domu, pracy ale chcą na swój sposób zbawaić świat..Tak po ludzku, tak po swojemu...
Tak , Ankabee, odnalazłaś
Tak , Ankabee, odnalazłaś ukryte w moim tekście najważniejsze pytanie.......nie przyczyna mojego chwilowego smutku ale ............ dlaczego Tak Wspaniały Człowiek nie dał sobie rady ze swoim życiem i pozostał bez domu?............ Ankabee napisała w komentarzu " tacy ludzie chcą sobie też pomóc- może nie mają jak......- ale chcą na swój sposób zbawiać świat. Tak po ludzku, tak po swojemu"...........dziękuję wszystkim za miłe dla mnie słowa a Ankabee szczególnie
Ja nie będę delikatna jak
Ja nie będę delikatna jak poprzedniczki. Nie wirzę że to prawdziwa historia - prawdziwa z filmu
Pani Magdo,
@Magda:Pani to jakoś w ogóle jest mało pozytywnie nastawiona i nie wierzy w historie z życia wzięte. Pozostaje liczyć na to, że znajdzie Pani w swoim życiu więcej wiary w ludzi, więcej ludzi prawdomównych (bo skądś to niedowiarstwo się chyba wzięło?) i generalnie, że spełni się zwłaszcza w Pani przypadku przepowiednia astrolożki Rodorus... ;))) Wesołych Świąt, Pani Magdo! Dużo radości, szczęścia i uśmiechu. :)
Myślę,ze Ci bezdomni (moze
Myślę,ze Ci bezdomni (moze nie wszyscy),ale są szczęśliwsi,są wolni...
Zgadzam się z P.Gonią,sami słuchac nie potrafimy,ale chcielibysmy by ktos nas wysłuchał.Jednak czasem zdarza się,ze własnie takiej napotkanej osobie jestesmy w stanie opowiedziec wiele,wszystko o sobie...I ta wlasnie osoba,której nie znamy doda nam tej siły i wiary,ze bedzie dobrze...Pozdrawiam
Pani Magdo--zostałam
Pani Magdo--zostałam wywołana"do tablicy" Pani komentarzem... filmy oglądam rzadko, raczej wolę teatr...wszystko można sprawdzić--w mieście Z.G.( pełna nazwa na moim zdj) jest noclegownia przy ul.B...może Pani tam zapytać o Antka, na zdj widać połowę jego twarzy ( nie mogłam pokazać całej--mam kilka zdjęć w prywatnym folderze..)....może tam jeszcze jest albo ktoś go pamięta...moja cała rodzina i przyjaciele wysłuchują tej opowieści od roku...tak więc samo życie....życzę Pani spotkania takiego Człowieka...ale może nie wszystkim jest to dane...ja miałam szczęście.....pozdrawiam serdecznie
"...może tam jeszcze jest ..."
@Łuka:"...życzę Pani spotkania takiego Człowieka..." --- heheeee juz widze ten tłumek pod noclegownią! FotoDay zorganizować - w "poszukiwaniu bezdomnego medrca" ... Tylko prosze uwazac - nie wszyscy starcy to medrcy! - Bywaja starzy głupcy... i jest ich tyle samo co w normalnej populacji - "ludzi domnych"! Wesolych swiat i spotkania Sokratesa - zamiast Mikołaja!
Wesołych świąt!
Wesołych świąt!
Tak jest Panie Romanie- będę
Tak jest Panie Romanie- będę uważała...a doświadczenia zbieram od 1971 roku...kiedy to w niezwykle barwnym osiedlu pod Hutą Warszawa miałam tzw swój rejon....Wesołych Świąt...o...ktoś się zbliża...może Sokrates
Redakcja zmieniła tytuł .
Redakcja zmieniła tytuł . Proponowałam -" Kiedyś Antek Bez Domu był moim terapeutą"..... a trochę na żarty--propozycja Pana Romana warta zastanowienia , wszyscy z MM-ki z czujnikami do pomiaru stopnia mądrości--najpierw testy na sobie--i raczej "fotonoc"--bo w dzień mieszkańcy gdzieś wybywają...pozdrawiam
Rozmawiałam dziś z bezdomnym,
Rozmawiałam dziś z bezdomnym, opowiedział o swoim życiu i potrafił mi powiedzieć dobre słowo. Dziękuję mu za chwilę, której nie spędziłam w samotności.