Świetnie się stało, że Scarlett z Portland jest taką modnisią i w dodatku uwielbia pozować do fotografii. Jonathan nie musiał jej nawet specjalnie namawiać, aby się przebrała. Skoro nadszedł taki czas, że psy najlepiej czują się w skórze renifera, to wytłumaczenie może być tylko jedno –  wielkimi krokami nadchodzą Święta.

 

Przedświąteczny czas to jednak nie tylko okres wzmożonej krzątaniny. Właśnie teraz warto wygospodarować choć jedno popołudnie na zastanowienie się, komu z rodziny możemy sprawić frajdę wysłaniem tradycyjnej kartki z życzeniami. Mała rzecz, a cieszy. Zwłaszcza nasze babcie, dziadków, pradziadków i wszystkie starsze ciocie oraz wujków.

 

Kartki, kartki, karteczki….Uwielbiam je otrzymywać i skrupulatnie chowam, niczym skarby „dla potomnych”. Są coraz piękniejsze, ale kto wie, czy w ogóle mogłabym je dziś zbierać, gdyby nie dyrektor londyńskiego Muzeum Wiktorii i Alberta, który wpadł na pewien pomysł…

Sir Henry Cole, przerażony koniecznością pisania niezliczonej ilości listów z życzeniami świątecznymi, (od czego, jako „osoba publiczna” nie mógł się wymigać) – zlecił znajomemu malarzowi wykonanie niewielkiego rysunku opatrzonego stosowną sentencją. Kartka przedstawiająca rodzinę wznoszącą toast została później wydrukowana w nakładzie 1000 egzemplarzy i nasz przemiły dyrektor nie musiał się już martwić przez dobrych parę lat.

 

Być może sir Henry Cole otrzymał dwa lata wcześniej ozdobny kartonik z życzeniami wykonany przez pewnego Szkota, albo rok później - przez innego londyńskiego artystę, ale pomysł masowego wykonania takich kartek pochodził właśnie od niego.

 

Było, nie było – świąteczna kartka jest panią mocno już leciwą. Liczy sobie bez mała 170 lat!

Natomiast nazwa jej „przyjęła się” w naszym kraju nieco później. W 1900 r. ogłoszono w Warszawie konkurs, w którym spośród propozycji liścik, listówka, otwartka, pisanka i pocztówka wybrano tę ostatnią (notabene zgłoszoną przez Henryka Sienkiewicza)

 

Świateczne pocztówki. Co roku wypisuję i wysyłam ich kilkanaście. Niestety, z każdym rokiem mniej… Odchodzą ci, dla których taki dowód pamięci jest ważniejszy od maila, smsa, czy telefonu. Przenoszą się tam, gdzie kartki już nie dochodzą, a ja z sentymentem i uparcie wracam do swego kolorowego pudełka.

 

Dawno, dawno temu, jeszcze przed wojną, mój prawuj do (także mojej) praciotki napisał te słowa:

Wiele zdrowia, szczęśliwości

Z serca swego Wam brat życzy

W Waszym domu niech zagości

Mnóstwo też rajskich słodyczy…

 

Dziś wielu z nas, jeżeli w ogóle wysyła kartki świąteczne, najczęściej ogranicza się jedynie do podpisu na rewersie ślicznego zdjęcia, pod wymyślonymi już przez kogoś życzeniami. To nic. Niech i tak będzie. Święta w końcu tuż tuż, a my żyjemy szybko, coraz szybciej, więc jakie czasy, takie życzenia…

 

Przypominam Wszystkim, że nadchodzący poniedziałek - 14 grudnia - jest Dniem Pisania Życzeń Świątecznych. To ostatni dzwonek, jeżeli chcemy żeby dotarły na czas…

 

Coraz częściej bywa i tak, że rodzina, przyjaciele, znajomi rozpierzchli się nam po świecie. Zagonieni, a czasami po prostu zbyt leniwi, dopiero w ostatniej chwili przypominamy sobie o życzeniach. Bajecznie kolorowe e-kartki pomogą nam wysłać nieco polskiej, bożonarodzeniowej magii nawet za ocean. Jedyne, co trzeba zrobić, to poszukać we własnym sercu odpowiednich słów. Nawet jedno życzenie, ale osobiste jest więcej warte od tuzina wierszyków ściągniętych z internetu.

 

 

 

 

 

 

Na umieszczenie tytułowej fotki otrzymałam osobistą zgodę od Ani i Jonathana P. Poza tym jednym odstępstwem - wszelkie prawa do zdjęcia pozostają zastrzeżone.