Sesja rady miasta… czyli jak pracują radni
Nie będę skupiał się na wyglądzie sali... Chociaż nie. Skomentuję tylko, że do najczystszych nie należy. To, co dzieje się pod kloszami od lamp, zdziwiło mnie bardzo. Brud i nie wiem, co tam jeszcze, widać gołym okiem z odległości kilku metrów. No, ale wygląd i czystość nie są tutaj najważniejsze. Sala ta służy przecież do czegoś innego.
Może zacznę od tego, że sesja miała się rozpocząć o godzinie 12:00. Miała... a rozpoczęła z 10-minutowym poślizgiem. Mało tego, przewodniczący musiał uspokajać zgromadzonych radnych, bo ci jakoś nie przyjęli do wiadomości, że już czas zakończyć pogaduchy. Nie skomentuję również tego, że przez dobre pół godziny mikrofon przy mównicy był niesprawny i każdy, kto chciał zabrać głos, musiał korzystać z mikrofonu przewodniczącego, powodując niemałe zamieszanie. Pominę również fakt, że przewodniczący często mylił uchwały z ustawami... choć może nie mylił, przyzwyczajał się może po prostu.
Najpierw ustalono porządek obrad, a następnie - punkt po punkcie - go realizowano. Projekty, interpelacje, dyskusje, głosowania - to ta ciekawsza część sesji. Ciekawsza, jednak nie dla radnych. Sprawa wyglądała dość dziwnie, kiedy na pierwszym głosowaniu było 21 radnych, a w środku sesji... aż 15. Pod koniec obrad liczba radnych ponownie zwiększyła się do 21. A co z pozostałymi? Pozostali mieli problem z wytrzymaniem 2 godzin w jednym miejscu. Toż to wyczyn nie lada. Ile w miejscu można siedzieć, kiedy w „międzyczasie" można załatwić kilka innych spraw. Nie kto inny, jak sama wiceprzewodnicząca dawała „dobry" przykład. Zamiast zająć się sesją, miała pilniejsze sprawy związane z fundacją z którą współpracuje . Czy jest to odpowiedni czas na załatwiania takich spraw? Szczerze wątpię. Na tej sesji obecny był również sam prezydent. Choć określenie „obecny" jest takie nieco na wyrost. Przez pierwszych kilka chwil siedział na wyznaczonym dla niego miejscu. A kiedy już fotoreporterzy cyknęli kilka zdjęć, wstał i przechadzał się po sali. Rozmawiał między innymi z zaproszonymi gośćmi. Jakie to miłe, tylko czy powinien to robić w czasie sesji? Przecież w ten sposób przeszkadzał zarówno radnym, jak i zaproszonym gościom. No, ale widać, były to sprawy nie cierpiące zwłoki. Po czym zniknął i tyle się nabył na sesji. Pozostali radni, ta brakująca szóstka, również mieli ważniejsze sprawy niż branie udziału w dyskusji czy nawet głosowaniu. Śladem wiceprzewodniczącej i prezydenta załatwiali inne sprawy czy też udali się na korytarze w celu rozprostowania kości. Inni – ci, którzy nie przepadają za wodą mineralną, bo tylko to do picia znajduje się na stołach radnych - udali się do bufetu po gorącą, pachnącą, świeżutką kawę. Tylko ile czasu trwa przygotowanie kawy... w bufecie obok nie pobija się rekordów szybkości w tej czynności. A to, że w tym czasie traci się możliwość głosowania, jest chyba najmniej ważne w tym wszystkim. I o ile puste krzesła wyglądają ciekawie, to chyba nie powinny być takie podczas sesji.
Żeby być jednak względnie obiektywnym, muszę wspomnieć o tych dzielnych radnych, którzy wytrwali bite 2 godziny na swoich miejscach. No, może nie do końca na swoich, bo często byli również przy mównicy. Brali czynny udział w sesji, nie tylko poprzez głosowania, ale również poprzez udział w dyskusjach. Szkoda tylko, że były to nieliczne przypadki.
Swoją osobą zaszczyciła również nowa pani poseł. Po oficjalnym powitaniu zainteresowanej, ta ukradkiem, po cichutku, opuściła mury sali i ślad po niej zaginął. Ciekawe, czy będąc w Sejmie robi podobnie... a może to właśnie tam się tak śpieszyła.
Podsumowując, mam mieszane odczucia do co prac naszych radnych. O ile sama sesja podobała mi się, bo mogłem zobaczyć, jak pewne sprawy wyglądają od podszewki, o tyle sama praca radnych już takiego wrażenia na mnie nie zrobiła. Przy okazji kolejnych wyborów długo będę się zastanawiał, na kogo oddać swój głos...



































Kontakt:
...
Dawno na sesji nie byłem, kiedyś jednak przesiadywałem tam jako reporter regularnie. I jak widzę, niestety, nic się nie zmieniło. Cyrk na kółkach, brak szacunku dla wyborców, marnotrawienie naszych pieniędzy...
Zacytuję siebie:)
"Miałam wątpliwą przyjemność uczestniczyć w sesji Rady Miasta, tej na której
przedstawiciele Stowarzyszenia Miłośników Komunikacji Miejskiej, przekazali petycję ze sprzeciwem wobec likwidacji tramwajów. Radni zachowywali się jak niesforni uczniowie z podstawówki. Rozmawiali między sobą, prowadzili rozmowy przez telefon, wychodzili z sali. Podczas wystąpienia rektor WSB pani M. Kiba - Janiak gwar był taki, że pani rektor musiała uciszać radnych. Wytrzymałam trzy godziny w tym harmiderze i wyszłam mocno zdegustowana naszymi wybrańcami."
Dodam jeszcze, że drzwi wahadłowe prowadzące do sali obrad skrzypią tak przeraźliwie, że nowa pani poseł choćby chciała, nie mogła wyjść po cichutku:)
Chyba się kiedyś wybiorę
Chyba się kiedyś wybiorę na jakąś sesję i nie wiem, czy będę potrafiła milczeć.
Niektórym zdjęciom przydałaby się większa czułość ISO,
może wówczas byłyby nieporuszone i czytelniejsze. Szkoda też, że autor nie podał nazwisk niesfornych radnych i nie zilustrował ich "zaangażowania" w sprawy miasta zdjęciami. Obraz znacznie lepiej przemawia do wyobraźni i pamięci potencjalnego wyborcy. Poza tym ok.
Ludzie byli dawniej bliżsi sobie. Musieli. Broń nie niosła daleko.
byłem także na tej sesji,
byłem także na tej sesji, dodam że Synowic czytał gazetę a Surmacz z Marcinkiewiczem surfowali w internecie, najpierw niby na kolanach potem juz bez ogródek na stole, o sali nie będę się wypowiadał bo szkoda słów.
proponuję robić częstsze naloty na sesję i wiecej o tym pisać, przecież oni biorą nasze pieniądze, za co ? za czytanie gazety ? za surfowanie po necie ? Takich radnych należy piętnować, żałuję że nie miałem aparatu bo zdjęcie synowca z gazetą byłoby nieocenione.
Pewnie MM-kę przeglądali :)
@letron:Pewnie MM-kę przeglądali :)