Z jednej strony widok pozostał niezwykły, ale z drugiej…czuję się czasami jak na niekończącym się pokazie fajerwerków.
Przy odpowiedniej przejrzystości powietrza z moich okien rozpościerał się widok szeroooki, jak mazowiecka równina z wierszy Broniewskiego.
Można było oglądać rozlewiska Warty hen, aż w rejonie Santoka. Jak na dłoni pyszniła się Góra Szubienicza – kulminacja podskwierzyńskiej moreny, nazywana czasami - z racji swego położenia - Chełmską Górą (107 m n.p.m.)
Jak okiem sięgnąć, u moich stóp błyszczały w promieniach wschodzącego słońca dachy gorzowskich kamienic, a ponad nimi pyszniła się Katedra. Tak było.
Jak jest? Od pewnego czasu jeden z moich ulubionych porannych rytuałów (fotografowanie wschodów słońca) zaczął tracić sens. Harmonię psuje bardzo wyrazisty element – wielki, świecący billboard nad dawnym barem Agata. Czasami to połączenie nowoczesności z dostojeństwem Katedry daje nieoczekiwany efekt (co widać na zdjęciu), ale dużo częściej… fotografie są po prostu do kitu. Zwłaszcza te, na których chciałoby się uwiecznić wieczorny widok na miasto. Billboard przytłacza swoją jasnością nawet katedralną iluminację.
Wiem, że świat pędzi do przodu i nowoczesności nie da się zostawić na poboczu, ale zwyczajnie mi żal…W którymś ze swoich pierwszych artykułów pokazałam różne oblicza mojego Gorzowa zatrzymane w kadrze na wysokości własnego balkonu. Teraz to już tylko zdjęcia historyczne. Nowych…zwyczajnie nie będzie.
-
Magmag
Miasto:
Gorzów Wlkp.Strona domowa:
http://kielakowie.pl/

