Ja jestem stąd. Z Gorzowa. Ale moje korzenie sięgają daleko. Jestem z Kielaków. I jestem z tego dumna.

 

20 czerwca zaniosło mnie (i nie tylko mnie) ponad 500 km od Gorzowa. Był to bardzo dla mnie ważny, ciepły weekend w gronie rodziny. Sporej rodziny, ponieważ na dorocznym Zjeździe Rodu zebrało się nas prawie 190 osób. Kiedyś wydawało mi się, że Kielak, to rzadkie nazwisko. Nie zdawałam sobie sprawy, że są w Polsce miejsca, gdzie, „co krzaczek, to Kielaczek” i że są takie wiejskie cmentarze, na których nagrobki z innym nazwiskiem są rzadkością. Wiedziałam, że gdzieś za Warszawą znajduje się mityczne dla mnie Chrzęsne, w którym urodził się i zginął mój Dziadek, ale identyfikowałam się raczej z Kresowiakami, ponieważ oboje moi rodzice są „zza Buga”. Tam też, na Kresach, zaczęła się moja przygoda z genealogią.

 

Potyczki z genealogią stały się ostatnio modne, jednak wiele osób szybko traci dla niej zainteresowanie. Okazuje się, że jest to zajęcie dość żmudne, co nie znaczy, że mało satysfakcjonujące. Zabraliśmy się za nie wspólnie z bratem w 2005 r., ale nie ukrywam, że „podpuściła” nas Mama. Poszukiwania „po kądzieli” mamy utrudnione, ponieważ gros ewentualnych dokumentów znajduje się (a przynajmniej powinno się znajdować) na Białorusi. Poszukiwania „po mieczu” natomiast przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Dużo można by na ten temat mówić, wystarczy jednak stwierdzenie, że na skutek różnych sympatycznych zbiegów okoliczności udało nam się wejść w kontakt z Markiem Kielakiem, właśnie z Chrzęsnego. Od słowa, do słowa…i tak to się zaczęło. Szybko okazało się, że mamy wspólnego prapradziadka!

 

Wymyśliliśmy, że warto byłoby się spotkać, a jeżeli już, to można zrobić to od razu w większym gronie. Tym sposobem, w czerwcu 2006 roku zjechało do Chrzęsnego 150 Kielaków. Było to dla mnie niemal jak cud. W całym swoim życiu nie widziałam tylu Kielaków na raz!

 

W kolejnych latach było nie mniej licznie. Frekwencja zjazdowa oscyluje zawsze w granicach 200 osób. Nie wszyscy mogą być obecni co roku, ale za każdym razem pojawiają się nowe osoby. Fama głosi, że na rodowych piknikach Kielaków nie można się nudzić, a większość dzieciaków nie wyobraża sobie rozpoczęcia wakacji bez uczestnictwa w Zjeździe.

 

Przyjęliśmy formę pikniku, ponieważ, co tu ukrywać, jest ona zdecydowanie najmniej kosztowna dla uczestników. Warunek jest jeden. Każdy z Kielaków i Kielakopochodnych zabiera ze sobą dobry humor i nacotylkomaochotę. Bawimy się zawsze na świeżym powietrzu. Trzy lata z rzędu rozstawialiśmy stoły w przypałacowym parku w Chrzęsnem. W tym roku ustawiliśmy je na terenie przyszkolnym, w niedalekim Kraszewie Starym. Nie tylko nowe było miejsce, ale też nowa formuła. Postanowiliśmy pójść z duchem czasu i wynajęliśmy wodzireja i dmuchane zjeżdżalnie dla dzieciaków. Były też aż dwa batuty (jeden przywieziony przez stałego „zjazdowicza”) i, zamiast tradycyjnej dotychczas harcerskiej grochówki – pysznie pachnąca swojska kiełbasa, kaszanki, twarożki – oczywiście „kielackiej” roboty i świeżo udojone mleko! W dzień atrakcjom nie było końca, a wieczorem…fajerwerki i nocne śpiewy przy ognisku, z często powtarzającym się refrenem „Kielakowie to fantastyczna rodzina! Ród Kielaków. Takiego drugiego nima!” Niektórzy zostali do rana.

 

Na naszej stronie rodowej (http://kielakowie.pl/) można przeczytać:

„Do dnia dzisiejszego udało się nam zebrać dane na temat ponad 4000 osób. Drzewo składa się z kilku odrębnych gałęzi wywodzących się z Wólki Sulejowskiej, Klembowa, Kolna, Kamieńca, Jeruzala, Wodyń i Kuflewa (Kuflowic). Na razie nie udało się nam tych gałęzi połączyć. Mamy jednak nadzieję, że to się wkrótce stanie, ale jeśli nawet się to nie zdarzy, to i tak na pewno pochodzą one z jednego pnia. Kielakowie to jedna wielka rodzina.”

 

Najstarsi, o których wiemy to: Kacper (ur.1720 roku), Leon (ur.1745), Katarzyna (ur.1748), Wojciech (ur.ok.1756), Bartłomiej (zm.1756), Adam (zm.1757), Agata (zm.1766), Maryanna Kielakowa (zmarła na pewno jako mężatka w roku 1768), Adam (zm.1771), Agata (ur.1771) i Jan (ur.1772)”, ale nazwę osobową Kielak odnotowano na terenie Polski po raz pierwszy w 1630 roku (K. Rymut, Nazwiska Polaków, Ł I, s. 394).

 

Cóż mogę powiedzieć jeszcze?

Każdy z naszych Zjazdów rozpoczynamy (lub kończymy następnego dnia) uroczystą mszą świętą. Założyliśmy Stowarzyszenie Rodu Kielaków „Siewba”, wydaliśmy książkę Stanisława Kielaka, przymierzamy się do renowacji nagrobków: w Postoliskach - Jana Kielaka, autora „Siewby”, a w Klembowie - Agnieszki Kielak (bo to najstarszy „nasz” nagrobek na tym cmentarzu i w dodatku trochę nadgryziony zębem czasu). Działamy wspólnie i to jest naszą siłą.

 

Temat odbiega może nieco od dotychczas prezentowanych i wyjeżdża sporo poza granice nie tylko naszego miasta, ale nawet województwa. Korciło mnie jednak, by to opisać. Teraz jestem po trosze i z Kresów, i z Mazowsza, i z Gorzowa.