Puzzle barbarzyńców albo…felieton o bezradności
Jak naprawdę wyglądałoby dzisiaj nasze miasto, gdyby nie wysłano zbrodniarzy z piłami na klony? Gdyby zadbano o kilka zabytków, a nie zostawiono je samym sobie czy też biznesowi, który od gruszek na wierzbie woli kokosy? Gdyby przy sprzedaży miejskich gruntów pomyślano, czym to zaowocuje w przyszłości? Gdyby od samego początku do remontu fontanny wynajęto fachowców, a nie kamieniarzy od nagrobków? Gdyby napisano (porządnie!) parę wniosków o unijną kasę? Gdyby, gdyby...
Od lat, impulsywnie i trochę nieporadnie, składamy Gorzów z puzzli, które wyjmujemy jak leci z coraz to nowych, modnych pudełek. Każde rondo, chodnik czy przystanek – jak z innej bajki! Zero kompleksowej wizji! Tak posklejane miasto dyszy, kaszle i grozi mu długotrwała infekcja. Wyglądamy niczym zakatarzona brzydula, która podziwia się przed lustrem. A spod taniego makijażu wyłażą zrujnowane kamienice, poszczerbione krawężniki chodników, zapuszczone parki czy też wielkie kałuże na koślawym deptaku. Ważniejsza promocja pokaleczonego miasta niż powierzenie kuracji fachowym doktorom. Recepty niedawno nam wypisali (nawet ja dostałem taki ładny kolorowy egzemplarz), ale my ciągle jeszcze wolimy zaklinać szary real w pomarańczowy raj. Jeśli zaś fakty czemuś przeczą, to tym gorzej dla nich? Mniejszy chyba wstyd przyznać, że dało się ciała, niż trwać w uporze i usilnie naginać rzeczywistość do własnych wyobrażeń.
Znika miasto szpalerów drzew ze starych pocztówek. W zamian kłaniają się nam krzywe słupy latarni i smutne drogowe znaki. Miasto ginącego stylu... To nie ciepłolubne palmy czy skośnookie wiśnie stają się jego symbolem. Raczej już wierzby łkające nad naszą dolą. Gdyby tak w miejscu molocha NovaParku wyobrazić sobie efektowną, a wstydliwie dziś ukrytą przed turystami Filharmonię? Zaprzepaszczenie dziejowej szansy, by „kulturalnie'' owinąć Śródmieście wokół Warty... A w quasi-referendum przed ośmiu laty mieszkańcy Gorzowa wybrali lokalizację CEA właśnie na terenach poursusowych, tylko kto, pytam – kto dziś o tym jeszcze pamięta?
Tradycyjnie naszą specjalnością jest dziurawstwo. Drogowe, chodnikowe, a ostatnio nawet... schodowe, żeby wspomnieć opisane niedawno przeze mnie wejście na most żelazny. To, że jest to specjalność nie tylko gorzowska, to zaiste marna pociecha... W pewnej niedużej gminie wiosną zdeterminowani mieszkańcy sami wzięli się za remont jezdni. W innej w dziurach sadzą... pelargonie albo piszą sprayem „Uwaga dziura!". Czy to nie przez nasze drogi niektórzy radni nabyli sobie terenowe fury? Jedna z ulic Gorzowa zwać się ma... Podmokła, i to na dodatek na dotkniętym podtopieniami Zakanalu. Czemuż to od razu nie Bagienna?! A przy katedrze bruk wciąż wypada, ale na mniejszą skalę, więc po cóż zawracać tym sobie głowę? Czy więc dziwić się mamy, że południowa stolica naszego niebrzydkiego przecież województwa wyprzedza nas coraz bardziej?! A my tylko przyglądamy się temu, podobnie jak podziałowi unijnych środków czy degradacji poszpitalnych budynków, „z taką dziwną bezradnością"...
Bo nawet mniejsze miasta zdają się dawać sobie czasem radę lepiej. Zelektryzowała niedawno wiadomość, iż otwarto... amfiteatr! Okazało się tylko, że to nie u nas, a... w Kostrzynie. Nasze miasto ominął szerokim łukiem nawet Soyka, na którego koncert trzeba się było telepać w mroźny wieczór do tegoż samego Kostrzyna. Zaś słubickie juwenalia rozmachem i klimatem przyćmiły gorzowską ofertę, a na teren tamtejszego kampusu mógł swobodnie wejść każdy, kto chciał uczestniczyć w corocznym studenckim święcie.
Sama nadzieja, że „jakoś to wszystko będzie'', jest jak słynna wiara bankrutującego biznesmena pt. „Jeśli toniemy, to nie chcę nawet o tym słyszeć!''. Długo zajmuje nam uświadomienie sobie, że wskutek wieloletnich zaniedbań i patrzenia przez palce nasza ręka wraz z tymi palcami zbliża się do krawędzi przysłowiowego nocnika. I nie zmienią tego – nawet jeśli nas naprawdę cieszą – nowe dumne inwestycje. Na takim tle wypadają trochę blado... Należy zacząć poważnie dbać o to, co już dawno mamy, a nie ciągle ekscytować się tylko tym, co nowe i pachnące. Bo ważne jest całe miasto, a nie pojedyncze jego puzzle.



























Kontakt:
Nie dadzą popracować, co i rusz to nowy tekst... ;))
Otóż to właśnie! Nic dodać nic ująć w tym artykule! Polecam uwadze szczególnie tym, którzy tak ślepo popierają dotychczasowe rządy w Gorzowie!
O tym wszystkim trąbi się od lat, a wizjoner miasta dalej nowe puzzle układa. Szkoda. Szkoda miasta i nas wszystkich, bo to my jesteśmy najbardziej poszkodowani w tym całym zaniechaniu o dbanie o to, co mamy.
Pominę wiele wątków z artykułu, a właściwie pozostawię na później, jak czasu będzie więcej, teraz tylko podtrzymam temat wyboru miejsca CEA. To najbardziej powinno dać do myślenia tym, którzy tak mocno popierają TJ. Tu widać gołym okiem, gdzie się ma zdanie nas - mieszkańców. Dobrze, że temat został przypomniany, bo faktycznie można zauważyć u części mieszkańców Gorzowa dziwne przytępienie pamięci...
Świetnie napisane. Mam nadzieję, że ten tekst skłoni przynajmniej część z nas do przemyśleń...
Jak dla mnie przykładem na
Jak dla mnie przykładem na barbarzyństwo jest bezpowrotne zniszczenie dzieł naszych gorzowskich artystów. Za takie uważam wystrój dawnej Słowiańskiej, Marago i Nowej... To było dzieło NASZYCH gorzowskich artystów i ślad po przeszlości, złej lub dobrej ale naszej polskiej. Ciągle pamiętam zadymioną Słowańską, pełną ludzi i Kazimierza Furmana czy Strebejków na tle rycerzy z gwoździ kowalskich. Jakby tego było mało barbarzyńcom to ostatnio znikneły panny ze ściany w Nowej... a panienka z grzywką na pół twarzy, co to niby jest w UM od sztuki nie wiedziała, że one tam były... Dobrze, że Letnia jeszcze jest... Bo cała nasza własna historia wyląduje w kontenerach Zarabskiego, podobnie jak klony z ul. Chrobrego.
opał
@Corve:Klonami z Chrobrego, podobnie jak czerwonymi kasztanowcami ze Starego Rynku, nie wspomnę o cmentarnych drzewach z Parku Kopernika palono w kominkach. To tak tylko a propos. Zresztą Zarabski nie istnieje aż tak długo...
Hmmm
"...Kazimierza Furmana czy Strebejków na tle rycerzy z gwoździ kowalskich..." - raczej Kowalski ( Bolek zreszta) - siedział z nimi a w tle widniało dzieło Miecia Rzeszewskiego zrobione z hufnali!
Prawda cała prawda!
Pozdrawiam sedecznie Grzechotnik :),:),:)
Prawda , nie cała prawda!
@Oles:niestety, a o braku instytucji architekta miejskiego i dominujących następstwach , lub o wyczynach byłego plastyka także miejskiego między innymi na bulwarze, i tysiącach innych zaniechań z przedwojennym magistratem na czele...aż szkoda czasu na pisanie- "barbarzyńskie" to zbyt szlachetnie i nobilitująco brzmi, mi się to kojarzy jak coś pomiędzy bolszewizmem a buractwem i nuworyszostwem :)