Inni muszą jechać wiele kilometrów, by spędzić w zielonym królestwie parę chwil, nam…wystarczy „żabi skok”, aby przytulić czoło do chropowatej kory i wsłuchać się w szemrzące opowieści Puszczy Noteckiej.
Puszcza zawsze mnie fascynowała. Ja byłam mała, ona – zagadkowa, niepojęta, niezgłębiona… Swoje tajemnice odsłaniała niespiesznie i do dziś trwa między nami dziwna więź. Co jakiś czas Puszcza wzywa mnie do siebie, bo jest to chyba jedyne logiczne wytłumaczenie nagłego impulsu, zmuszającego mnie do odwiedzin. Włóczę się wtedy wśród drzew, szukając śladów własnego dzieciństwa. Zapach rydzów pieczonych na blasze w leśniczówce Żmijowiec nie ma sobie równych do dziś. A smak? – Tak musiała smakować boska ambrozja.
Puszcza Notecka ciągnie się od Santoka aż po Oborniki i kryje w sobie wiele tajemnic. W szumie drzew dosłuchać się można opowieści z czasów napoleońskich, międzywojennych, wojennych… Nie wiadomo do końca ile w nich prawdy, a ile fantazji.
Niektóre wspominają niemieckiego konstruktora, który ponoć upodobał sobie śródleśne Jezierce, jako odskocznię od spraw związanych z pracami nad pociskiem V2. Zaznaczam, że nie jest to informacja sprawdzona, chociaż bardzo prawdopodobna. Z Penemünde nie jest tu w końcu daleko. Lekki samolot mógł lądować na lotnisku w Lipkach, a stąd już zupełnie blisko do (ślicznej skądinąd) leśniczówki w Jeziercach. Po wojnie von Braun uwił sobie ciepłe gniazdko w Stanach, konstruując dla Amerykanów rakiety kosmiczne.
Spotkać tu można Wielką Sowę. Może nie tyle spotkać, ile wdrapać się na nią, bo jest to najwyższa z puszczańskich wydm, wznosząca się na wysokość 93 m n.p.m. Wydmowych pagórów jest tu o wiele więcej. Jeżeli dobrze wsłuchamy się w leśne opowieści, wyłoni się z nich armia Napoleona, zastopowana na piaszczystych wniesieniach ponad 200 lat temu. Grzęzły tu ciężkie armaty, zatrudniono więc miejscową ludność do przekopania grzęd i zbudowania z drewnianych belek specjalnej drogi. Ślady po niej dawno zatarł czas, pozostała wiele mówiąca nazwa– Francuskie Góry.
Niemało widziała też zagubiona wśród lasów osada Żmijowiec. Kiedyś była tu polska strażnica graniczna. Dziś, jej budynki tak wtopiły się w otoczenie, że długo można krążyć dookoła i wcale ich nie znaleźć.
O wiele łatwiej trafić w miejsce, w którym człowiekowi z bezsilności zaciskają się pięści. Kiedy staje się przed ukrytym w lesie głazem, można tylko pochylić głowę nad losem tych, których życie właśnie tu się skończyło. Nie wiadomo, kim byli, ani skąd ich przywieziono. Hitlerowcy wybrali to miejsce, bo znajdowało się z dala od ludzkich siedzib. W 1941 r. zamordowali tu 600 osób. Dwa lata później, przez niemal 2 tygodnie wykopywali i palili zwłoki, a popioły wysypywali do Warty. Skromny głaz-pomnik nie jest w stanie wykrzyczeć ogromu ludzkiej tragedii.
Puszcza jest obszarem, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Pośród wydm, niczym rodzynki w piaskowej babce, pojawiają się mniejsze i większe jeziora. Szlaki potrafią wspinać się ostro, by nagle otworzyć przed nami krajobraz niemal tundrowy. Komu znudzi się wędrowanie po lasach, może odwiedzić eklektyczny pałac w Wiejcach. Miejsce chyba zaczarowane, bo przebywający tu goście zachowują się czasami bardzo dziwnie. Zupełnie, jakby najedli się szaleju. Chodzą słuchy, że niektórzy z nich tak dalece tracą orientację, iż po nocy spędzonej w pałacu szukają przed nim…przystanku tramwajowego. Pewnie gorzowiacy.
-
Magmag
Miasto:
Gorzów Wlkp.Strona domowa:
http://kielakowie.pl/











