drukuj

"Pogotowie ratunkowe Gorzów, słucham?"

fot. Archiwum

999 to jeden z trzech numerów, pod który dzwonimy w wyjątkowych sytuacjach. Jeden sygnał, drugi… Czas się niemiłosiernie dłuży a pomoc potrzebna już, natychmiast. Nareszcie! "Pogotowie ratunkowe Gorzów, słucham?"

Kto czuwa nad zdrowiem i życiem mieszkańców Gorzowa i okolic? 19 lekarzy, 7 pielęgniarek, 26 ratowników medycznych, 7 dyspozytorów „obsługuje” 4 ambulanse specjalistyczne i 2 podstawowe wyposażone zgodnie z wymogami nałożonymi przez NFZ. Co warte podkreślenia gorzowskie pogotowie, jako jedno z nielicznych w kraju, posiada 2 aparaty do reanimacji  autopulsy – urządzenia zastępującego ręczny masaż serca. W stanach zatrzymania krążenia nie do zastąpienia zwłaszcza w trakcie przenoszenia pacjenta na noszach i transportu.

Praca w pogotowiu nie jest łatwa ani przyjemna. Bez względu na porę roku i dnia, miejsce - trzeba jechać bo ktoś potrzebuje pomocy. Deszcz, śnieg, mróz – nie osłonisz się parasolem, nie założysz ciepłych rękawiczek (co najwyżej lateksowe). Pacjent zakrwawiony, zanieczyszczony, brudny, cuchnący, zawszawiony – wcale nie rzadkie. Zdarza się, że trzeba wzywać policję do ochrony przed agresywnym chorym (albo i nie) czy jego rodziną. Święta z rodziną? Zapomnij. To może chociaż zarobki  rekompensują warunki pracy – gdzie tam.

Dyspozytornia to centrum gorzowskiego pogotowia. To tutaj odbierane są nasze telefony. Dźwięk dzwonka słychać nieomal bez przerwy.

Po drugiej stronie zdenerwowany, łamiący się kobiecy głos: -„Przyjeżdżajcie szybko, moja mama nie odzywa się”. –„Jest przytomna?, oddycha? na co choruje?, leczy się? jakie leki zażywa? jak się nazywa?, ile ma lat? pani nazwisko, gdzie mamy przyjechać, adres”. – „Nie wiem czy się leczy, chyba 60, co panią obchodzi moje nazwisko - proszę nie wypytywać tylko szybko przyjechać”. Dźwięk przerwanego połączenia. Nie podała adresu. - „Zespół specjalistyczny do wyjazdu!”. I jeszcze telefon pod numer zarejestrowany na archiwizerze. Nie odpowiada!. Szybko 997- policja – „zlokalizujcie numer 665…..” Jest! Zespół wyjeżdża na sygnale.

Pora na uzupełnienie dokumentacji. Po chwili następny telefon. – „Na klatce schodowej leży jakiś mężczyzna, nie wiem czy jest przytomny, pijany? – nie wiem, boję się podejść”.

Znowu telefon. -”Proszę przysłać karetkę, wczoraj rano dostałem jakieś wysypki, cholernie swędzi i potrzebuję lekarza”. - „Dlaczego nie poszedł pan wczoraj do lekarza rodzinnego?”. – „A co to panią obchodzi, przyjeżdżajcie bo jesteście od tego jak d..a od s….a”. Albo telefon od dowcipnisia : ”Proszę o lekarza i żeby miał pavulon dla mojej teściowej”. Uff… I tak można w nieskończoność. Dyspozytor jest uodporniony na tego typu sytuacje. Kiedyś zmorą pogotowia były tzw. wezwania fałszywe. Teraz to się rzadko zdarza z uwagi na możliwość identyfikacji numeru i ewentualną weryfikację zgłoszenia.

Żeby pogotowie przyjechało na czas i w odpowiednim składzie zależy w znacznej mierze od wzywającego. Odpowiadajmy więc na wszystkie pytania zadawane przez dyspozytora. On nie pyta powodowany niezdrową ciekawością. Na podstawie uzyskanych informacji musi podjąć ważne decyzje. Wiadomo… w sytuacji zagrożenia każda minuta ciągnie się jak pół godziny… ale zaufajmy fachowcowi - on wie co robi. I jeszcze apel do kierowców -  ustępujcie z drogi karetce na sygnale… ktoś czeka na pomoc.

Współpraca: Na podstawie rozmów przeprowadzonych z pracownikami gorzowskiego pogotowia.

Zdjęcia

  • fot. Archiwum
MIKADO
Autor:MIKADO

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Tom H
Tom H czw., 2009-12-17 09:49

Bardzo trudna praca i za psie

Bardzo trudna praca i za psie pieniądze. Przecież jak się coś poważnego przytrafi to nie potrafimy racjonalnie myśleć, a co dopiero wyjaśnić rzeczowo jaki jest problem. Dyspozytor na pogotowiu to bardzo odpowiedzialna praca. Przyglądałem się tej całej dyskusji o taksówkarzach co siedzą i czekają na klienta, a ile krzyku, że ich praca odpowiedzialna jest. Może niech przeczytają ten artykuł to zobaczą co to znaczy odpowiedzialność. Świetny artykuł, poruszający bardzo ważną sprawę, a zarazem przybliżający pracę pogotowia. Proszę przyjąć moje gratulacje za podjęcie tego tematu.

F-t
Elkaz
Elkaz pt., 2009-12-18 21:12

Tom H pije pan jak rozumien

@Tom H:

Tom H pije pan jak rozumien do taksówkarzy. Odpowiem panu nasza praca jest również odpowiedzialna. Odpowiadamy za bezpieczeństwo swoich pasażerów żeby dowieść ich cało na miejsce. Oprócz tego zdarzylo się mi się i moim kolegom udzielać pierwszej pomocy ofiarom wypadków drogowych / często nasz tellefon był tym pierwszym na pogotowie/ oraz ja osbiście udzielałem pomocy swoim pasażerom, którzy w mojej taksówce poczuli się źle . Ocenia pan zbyt szybko i z widoczną w pana wypowiedzi nienawiścią do nas. Jeżeli pan uważa że nic nie robimy tylko siedzimy to proponuję panu aby usiadł pan za kółkiem. Wtedy możemy pogadać. Na zakończenie - nie ma pracy nieodpowiedzialnej. Każda jest w pewien sposób odpowiedzialna a ta gdzie się ma doczynienia bezpośrednio z bezpieczeństwem czy zdrowiem ludzi jest pracą o najwyższym poczuciu odpowiedzialności.

Tom H
Tom H pt., 2009-12-18 21:50

Za bardzo się pani czuła w

@Elkaz:

Za bardzo się pani czuła w rolę obrońcy uciśnionych. Skąd ten wniosek o mojej rzekomej nienawiści do taksówkarzy? Chyba że...jesteś stałym bywalcem mm-ki, i pod innym loginem w każdym moim komentarzu doszukujesz się nienawiści. To już obsesja. Sztucznie nakręcasz koniunkturę przebrzmiałemu tematowi.

F-t
Elkaz
Elkaz pt., 2009-12-18 21:58

Jestem pan nie pani.

@Tom H:

Jestem pan nie pani. Sztucznie nabrzmiały temat sączy się w Gazecie lubuskiej przez tydzień. My z korporacji X mamy dość lekceważenai i deprecjonowania naszego zawodu. jestem starym wilkiem mam 17 lat stażu jako zawodowy kierowca i nie pozwolę na publiczne lekceważenie naszej grupy. Prezydent nas zrozumiał, pan Romecki oraz większość radnych. Kiedy do móżdżków podobnych panu dojdzie że nas należy szanować tak samo jak innych. Redaktor Rusek posprawdzał dokładnie dane z wywiadu zajął się sprawą bardzo wnikliwie / za co dziękuję w imieniu kiolegów po fachu/ wiemy że nic to nie zmieni bo wśród życzliwych i rozumiejących naszą sytuację znajdzie się jeden mąciwoda. Żegnam pana Hanks. Żuj pan pszczoły.Ja na nockę. Może podejdzie pan pod poczte główną. Pogadamy. Wystarczy hasełko Elkaz.

Tom H
Tom H pt., 2009-12-18 22:05

Ktoś was nie szanuje???? Nic

@Elkaz:

Ktoś was nie szanuje???? Nic o tym nie wiem!!!!

F-t
Meg
Meg czw., 2009-12-17 10:25

Moi śp. Rodzice w latach

Moi śp. Rodzice w latach 60-tych oboje pracowali w pogotowiu ( tam się poznali). Zawsze była to praca za "psie pieniądze", w świątki, piątki i niedziele...wiele razy bez sprzętu...Kiedyś pogotowie ratunkowe pełniło funkcję tzw. przychodni na kółkach. Jeżdżono do każdego wezwania, nikomu nie odmawiając...dziś przynajmniej wzywane jest tylko wtedy, gdy naprawdę jest pomoc potrzebna.Pozdrawiam pracowników pogotowia.

Jamajka
Jamajka czw., 2009-12-17 10:32

Trudna, odpowiedzialna praca,

Trudna, odpowiedzialna praca, ale nie dla wszystkich. Dyspozytor powinien umieć obiektywnie ocenić, czy ma wysyłać karetkę, czy nie. Niejednokrotnie się zdarzało w kraju, że gdzieś karetka nie pojechała i pacjent zmarł. Byłoby chyba lepiej, gdyby pogotowie jeździło na wezwania, nawet jeśli nie zawsze słusznie, przynajmniej nie byłoby "niepotrzebnych", o ile mogę się tak wyrazić, śmierci...

Meg
Meg czw., 2009-12-17 10:35

Jak napisałam powyżej...

...tak było kiedyś Jamajka, kto wie ile żyć uratowano...dzięki "przychodni na kółkach"

alexandra
alexandra czw., 2009-12-17 10:48

ciezka robota za psie pieniądze

to fakt ale też praca dla ludzi rozsądnych.Takich którzy potrafią trafnie ocenić sytuację.Jakies 10 lat temu gdy zasłabła moja teściowa zadzwoniłam na 999 prosząc o pomoc.Pani która odebrała zwyzywała mnie od smarkaczy i straszyła policją po czym-rozłączyła się. Zadzwoniłam znowu i znów było to samo.Dopiero po interwencji sąsiadki-starszej - pani pogotowie przyjechało. Zupełnie inna sytuacja miała miejsce gdy dziecko bawiące się telefonem "wybawiło" trzy dziewiątki.Oddzwoniono z pogotowia i najpierw zebrałam to co mi się należało a potem pani wysłuchała wyjaśnienia i przyjęła przeprosiny.Tego dnia dowiedziałam się ze moje dziecko umie już użyć telefonu :)..........od pracy tych ludzi których nie widzimy bardzo często zależy życie ludzkie. Oby nigdy nie podejmowali złych decyzji.....

alexandra------ http://www.sosbokserom.com.pl/
Janina K
Janina K czw., 2009-12-17 10:55

Może faktycznie kiedyś było

Może faktycznie kiedyś było lepiej? Jeżdzili do wszystkich i fatycznie może wielu ludzi dzieki takim wizytom uniknęło śmierci. Praca na pewno ciężka w sumie jak każda służąca ludziom ale i bardzo odpowiedzialna w tych czasach gdy trzeba decydować czy wysłać R czy nie.

Janina
MIKADO
MIKADO czw., 2009-12-17 11:07

Wraz ze zmianą systemu ochrony zdrowia

zmieniła się funkcja pogotowia , teraz ( i tu fragment przepisu) "pogotowie ratunkowe udziela świadczeń zdrowotnych w razie wypadku, urazu, porodu, nagłego zachorowania lub nagłego pogorszenia stanu zdrowia, powodujących zagrożenie życia". Podkreślić "nagłego". Trudno ocenić czy lepiej było kiedyś, kiedy pogotowie było "przychodnią na kółkach" ale teraz jest jak jest.

MIKADO
Lord
Lord czw., 2009-12-17 11:17

lepiej wyjechać 1x za dużo niż 1x za mało

moim zdaniem pogotowie nie powinno nigdy odmawiać wyjazdu bo na podstawie "wywiadu z nieprofesjonalistą" trudno całkowicie wykluczyć stan zagrożenia życia, ponadto w przypadkach niejednoznacznych zawsze lepiej zawieść na SOR celem przeprowadzenia BADAŃ niż zostawić w domu z receptą "na witaminkę C i pyralginę". Minimalizm w przypadku zdrowia/życia nie jest dobrą metodą. Na ludzi wzywających zespół do zachorowań na pograniczu "hipochondrii i przychodni" jest metoda, np przy drugim bezzasadnym wezwaniu obciążyć kosztami wyjazdu. Trochę czasu spędziłem "za oceanem" i tutaj do każdego zdarzenia wyjeżdża zespół ratunkowy ze strażą włącznie. Te służby od tego przecież są. Myślę że tak jest lepiej bo przynajmniej jest pewność że nikt nie zostanie bez pomocy. A pracownikom pogotowia życzę spokojnych dyżurów, więcej cierpliwość i zrozumienia dla tych którym służą pomocą.

_____________________________________________________________________ (R.T.) motto: "Masz tylko jedno życie, nie trać go na spełnianie oczekiwań innych"
ankabee
ankabee czw., 2009-12-17 13:52

...

@Lord:

Niestety nie dysponujemy takim zapleczem medycznym by byc wszędzie...Jeśli pogotowie miałoby do wszystkich wyjeżdzać to w końcu doszłoby do sytuacji, że komuś nie udzieli się na czas pomocy bo wszystkie wozy są w trasie. Co do odpłatności. . . już dawno powinna ona byc pobierana w sytuacjach kiedy pacjent np. wezwie karetkę i odmawia hospitalizacji. Ale długo jeszcze w naszym kraju tego nie wprowadzą.

anucha
MIKADO
MIKADO czw., 2009-12-17 14:22

U nas nie ma możliwości obciążania pacjenta

@Lord:

za pomoc medyczną. Kiedyś płaciło się za tzw. bezzasadne wezwanie pogotowia. Teraz teoretycznie nie ma takich wyjazdów - zgłoszenia są weryfikowane przez dyspozytora a w razie wątpliwości lekarza. Płacić muszą osoby " w stanie wskazującym" a i to tylko wówczas gdy "jedyną i bezpośrednią przyczyną udzielonego świadczenia było zdarzenie spowodowane stanem nietrzeźwości tej osoby".

MIKADO
gonia
gonia pt., 2009-12-18 20:56

Pani MIKADO,

@MIKADO:

"U nas nie ma możliwości obciążania pacjenta..." Proszę mi wytłumaczyć: 5 lat temu moja siostra została przeniesiona z OIOM-u na Warszawskiej na neurologię na Walczaka. Tam, w ciągu paru godzin stan jej się pogorszył. Lekarz dyżurny z neurologii nie potrafił udzielić pomocy, wezwał więc pogotowie ratunkowe. Do działań obsługi karetki nie mam zastrzeżeń. Robili, co mogli, siostrę zawieziono z powrotem OIOM, na Warszawską. Niestety, w samą wigilię zmarła.
2-3 miesiące później na jej adres domowy, ku naszemu zdumieniu przyszedł rachunek z pogotowia ratunkowego za udzielenie pomocy...Ani zgłoszenie nie było bezzasadne, ani siostra nie była "w stanie wskazującym"...Skąd więc ten rachunek?

gonia
Meg
Meg czw., 2009-12-17 11:14

Tak, tylko jeszcze jedno

Tak, tylko jeszcze jedno dodam , kiedyś karetek i obsługi ( przepraszam za słowo) było więcej i wyjeżdżali na każde wezwanie...dziś naprawdę do nagłych przypadków...czasem dzwoniąc , gdy dyspozytorka odmawia lub waha się wystarczy poprosić lekarza dyżurnego do telefonu. Z tym nie ma problemu. Lekarz lepiej rozezna się w sytuacji i czasem wystarczy jego porada...Przykład - moja córka dostała ataku duszności...lekarz poradził co zrobić i dopiero , gdy przekazane przez niego porady nie pomogą prosił o ponowny telefon. Na szczęście pomogło...

Roman
Roman czw., 2009-12-17 12:42

kiedyś ...

@Meg:

... było był ograniczony dostęp do telefonu... nie każdy miał telefon w domu.

kaja1305
kaja1305 czw., 2009-12-17 11:39

Nie daj Boże ........

Ja z moją żoną , mamy najgorsze wspomnienia na temat naszego gorzowskiego
pogotowia ratunkowego , jakich nie rzyczymy nawet wrogowi . Prawie 18 - lat
temu , dyrektorerm był jeszcze Pan Szmit czy jakoś tak . Mam do dziś całą dokumentację na ten temat . Nie chcę opisywać ze szczegółami ,szkoda czasu.
Dzięki Bogu syn przeżył . Ale do dziś nie wiemy który lekarz , będący na dyżurze
odmówił przyjazdu. Przez ponad tydzień czasu lekarze nie rozpoznali zapalenia wyrostka . W dniu w którym dzwonłem i prosiłem o przyjazd była już perforacja .
Po operacji , Pan ordynator oddziału powiedział , że gdyby to przytrafiło się jego dziecku , to by wiedział komu zrobić koło - dosłownie D.....y .
W prokuratórze , pan prokurator powiedział , żyje - to idzcie do kościoła się pomodlić
Bo ja tu nic nie poradzę .
Niech się nikt nie dziwi , że mam takie zdanie o pogotowiu gorzowskim .
Kaja 1305

ankabee
ankabee czw., 2009-12-17 13:47

...

@kaja1305:

przepraszam, Panie Kaja ale krzywdzi Pan osoby dobrze wykonujące swoją pracę w gorzowskim pogotowiu...nie można tak uogólniać...to przykre, że musiał Pan i Pańska rodzina przechodzić przez to wszystko ale zawinila wtedy konkretna osoba-lub kilka osob a nie gorzowskie pogotowie. Może się czepaim ale tak wlasnie rodza się opinie a potem od słowa do słowa...Winna zawsze jest jakaś osoba-to jest jasne -a nie caly sztab ludzi. Przepraszam, nie piszę tego złośliwie.

anucha
Łuka
Łuka czw., 2009-12-17 13:26

Bardzo ważny temat...ciekawa

Bardzo ważny temat...ciekawa jestem w jaki sposób są szkolone dyspozytorki...przecież to szczególnie ważne osoby w Pogotowiu, od nich tak wiele zależy....pozdrawiam serdecznie

Łuka
MIKADO
MIKADO czw., 2009-12-17 15:00

W Gorzowie dyspozytorami są

@Łuka:

pielęgniarki systemu (ratownictwa) i ratownicy medyczni. Ponadto wszyscy mają obowiązek uczestniczyć w kursach doskonalących i seminariach raz na trzy lata. Tam doskonalą się m.in.
w zasadach zbierania wywiadu medycznego i kwalifikacji wezwań, podstaw odpowiedzialności karnej i cywilnej dyspozytora medycznego, zasad komunikacji i postępowania z osobami z zaburzeniami psychosomatycznymi, dziećmi, z osobami o utrudnionym kontakcie. Bez tego nie mogą być zatrudnieni. Pozdrawiam serdecznie.

MIKADO
sylm
sylm czw., 2009-12-17 21:40

Te kursy uczą głównie tego

@MIKADO:

Te kursy uczą głównie tego jak ochraniać tyłek własny i pryncypała w tym przypadku osobnika o skłonnościach megalomańskich i narcystycznych.
Kiedyś Pogotowie Ratunkowe było Oddziałem Pomocy Doraźnej i znajdowało się w strukturach szpitala.Administracja ,pion techniczny,zaopatrzenie, to wszystko było wspólne.W Pogotowiu pracowały dwie osoby zajmujące się statystyką i to była cała administracja.Kierownik pogotowia ,odpowiednik ordynatora oddziału, był codziennie na miejscu .Brał też dyżury. Obecnie jest to Samodzielna Publiczna Stacja Pogotowia Ratunkowego.Z dyrektorem i rozbuchaną administracją doskonale jak na realia gorzowskie opłacaną.Nie wspomnę o bonach na każde święta .Wielu chciało by mieć takie miesięczne pobory. W tym samym czasie NFZ tnie koszty utrzymania szpitali ,emerytów i rencistów nie stać na wykupywanie leków.Dyrektor pogotowia urzęduje w Szpitalu Wojewódzkim ,bo jednocześnie jest też dyrektorem szpitala.W pogotowiu pojawia się po to ,żeby podpisać papierki.O personelu medycznym nie będę pisał.Są to doskonali fachowcy ofiarnie pracujący. Oczywiście każdy urzędnik stwierdzi ,że jest tak zapracowany ,że nie ma czasu zjeść śniadania.Pewnie tak jest ,wystarczy zobaczyć w jakich godzinach jest wysyłana większość korespondencji do MM .Prawda MIKADO.Pozdrawiam.DAKO też.

ankabee
ankabee czw., 2009-12-17 22:35

...

@sylm:

nie rozumiem co Pan ma na myśli pisząc o godzinach wysyłania artykułow-przecież nikt nie pracuje 24 godziny na dobę a w czasie wolnym od pracy można robić co się chce nie tlumacząc się nikomu z tego. To, że ja wstawiam artykuły grubo po północy nie oznacza, że piszę w pracy! Lekka przesada i czepianie się. Co do zapracowania-rozumiem, że Pan ma taką pracę, że na wszystko znajduje Pan czas-gratuluję posady wobec tego.

anucha
sylm
sylm czw., 2009-12-17 22:49

Straszliwie zapracowana

@ankabee:

Straszliwie zapracowana administracja pogotowia pracuje od godz.7 do 14.30.Niektórzy od 7.30 do 14.30.Większość korespondencji do MM.wychodzi w tych godzinach.Można sprawdzić.Ja jestem emerytem i mogę pisać kiedy mi się zechce.Pozdrawiam.

ankabee
ankabee czw., 2009-12-17 22:57

...

@sylm:

i dlatego, że jest pan emerytem to wie kto jest kim i kiedy wstawia artykuły? a może to zawiść? Emeryt..to dużo tłumaczy-Pan pracował w innych czasach-teraz już rozumiem, Pan sądzi innych wedle siebie.

anucha
sylm
sylm czw., 2009-12-17 23:09

Kto jest kim w tym przypadku

@ankabee:

Kto jest kim w tym przypadku wiem doskonale.A kiedy te artykuły są wstawiane można w prosty sposób sprawdzić.W innych czasach pracownicy administracyjni też mieli różne rozrywki w godzinach pracy.Teraz doszły komputery i MM.Z szacunkiem pozdrawiam.

Jamajka
Jamajka czw., 2009-12-17 22:58

Ja chyba nie do końca

@sylm:

Ja chyba nie do końca rozumiem, Panie Sylm. Które wpisy uważa Pan za wpisy pochodzące z administracji pogotowia?

Meg
Meg czw., 2009-12-17 13:44

Łuko, teraz nie wiem w jaki

Łuko, teraz nie wiem w jaki sposób szkolone są dyspozytorki...Moja śp.Mama nią była ale z wykształcenia była pielęgniarką - położną z odbytym wcześniej stażem w szpitalu i to paroletnim...

kaja1305
kaja1305 czw., 2009-12-17 14:32

Kochana położno,,,,,,,

Nie krzywdzę tych co pracują sumiennie napewno są i tacy . Minęło sporo lat
od tamtych dni . To i latwiej o tym wspominać . Nie życzę żadnemu rodzicowi
takich przeżyć Trudno - było , mineło Ale do końca życia będziemy pamiętać.
Pani ankabee droga , gdyby znała Pani szczegóły , to by Pani zmieniła nie tylko
zdanie ale i kraj w którym przeszło nam żyć .
Nie Pani powinna się wstydzić za tą służbę zdrowia w naszym kraju i tłumaczyć ,
że ja krzywdzę osoby dobrze wykonujące swą pracę w tej placówce .
Czy te osoby dobrze wykonują swoją pracę , oceniamy MY , a nie te osoby które
w swym mniemaniu myślą ,że dobrze ja wykonują .
Prawda ,czasy się zmieniają , ludzie tez . Mojej córki koleżanka jest pielęgniarką .
Była dwa lata w niemczech . Pracowała w szpitalu gdzieś koło Dortmundu , w swoim wyuczonym fachu . Na pytanie mojej córki jak tam jest odpowiedziała krótko -
piekło . Nie ma czasu nawet na kawkę czy papierosa . Nie wspominając o TV czy
drzemce w nocy . Ale najważniejsze ,że za konkretne pieniądze Ale nie żałuje .
Nic dodać , nic ująć .
Pozdrawia Kaja 1305

ankabee
ankabee czw., 2009-12-17 14:44

...

@kaja1305:

Panie Kaja...ja i moja rodzina też jesteśmy pacjentami-za bąłd lekarza, mój syn przez 12 lat swojego życia zwiedził całe CZD w Warszawie...wiem jacy nieodpowiedzialni są lekarze, pielęgniarki, inny personel medyczny. To boli-ma Pan rację i nie warto dzielić się szczególami bo wlos się jeży na głowie. Co do kawki i papierosa -niech mi pan wierzy, lub nie ale u nas też na to nie ma czasu bo pacjentek coraz więcej a personelu mniej. Poza tym tam, gdzie ja pracuję jest inna specyfika-nam pracę dyktują pacjentki, nie możemy zaplanowć , że Iksińska urodzi o 12.25 a Ygrekowska dostanie krwotoku. Każdy oddzial ma swoją specyfikę. Może gdzieś jest czas na wszystko- bo kawę to trzeba wypić tak jak i zjeść posiłek-ja takiego czasu nie posiadam-jak nie ma pacjentek to też jest co do roboty-zawsze jest praca.

anucha
ewamar
ewamar czw., 2009-12-17 14:52

A ja......

im podziękuję ,nigdy nas nie zawiedli (miałam ich okazje wzywać kilka razy do chorej córeczki) ,nigdy nie czekałam dłużej niż 5-10 min. Lekarze mili ,chętni do pomocy (to lekarz z pogotowia nauczył nas obsługiwać ssak) .Panie na dyspozytorni ,konkretne.
Nauczyłam się już zgłaszać krótko i odpowiadać na pytania (ale wiem jak to jest w panice ,pierwszy raz zapomniałam numeru na pogotowie i zadzwoniłam na policję ,było mi potem wstyd ale oni nam pomogli) , wg. mnie pogotowie w Gorzowie na wielki +.

"Przyjaciel to człowiek, który wie o Tobie wszystko i mimo to Cię lubi,,,
Karoli_na
Karoli_na czw., 2009-12-17 15:05

Jeśli przepisy określają w

Jeśli przepisy określają w jakich przypadkach przyjeżdża pogotowie do pacjenta, to pozostaje tylko, albo zmienić przepisy, albo się podporządkować. Prawdą jest to, że czasami na dyspozytorni trudno tak przez telefon ocenić stan sytuacji, czy zagrożenia. Bardzo potrzebny artykuł skłaniający do refleksji i zrozumienia też człowieka po drugiej stronie telefonu.

kaja1305
kaja1305 czw., 2009-12-17 15:37

Nie chcem a muszem .....

To mnie tak gryzie ,że nie chcem a muszę . Mialem juz nie zabierac głosu , ale co kom.
to nie wytrzymuję . Przepraszam . Dobrze ,ze są ludzie którzy od pogotowia otrzymali w porę pomoc . Dzięki im za to . Ale są tacy co tej pomocy nie otrzymali , BO -
i tu zaczynają historie jak niekiedy w filmach . Powiedzmy o pogotowiu w Łodzi.
Lepiej przemilczeć ten odcinek horroru o tych co handlowali " skórami " .
Tu nawet nie oczekuję komentarza . Są ludzie i LUDZISKA .
Kaja 1305
"

UM30
UM30 czw., 2009-12-17 17:17

Dobry temat=opinii na temat

Dobry temat=opinii na temat pogotowia tyle ile ludzi=każdy ma jakieś doświadczenie=ja osobiście nie mam powodów do złego zdania na temat pogotowia.

kres3
kres3 czw., 2009-12-17 18:24

bład

polega na tym że w polsce brak jest prywatnej konkurencji.Widzałem wypadek na zachodze- co przwda nie grożny ale naraz zjechało sie kilka karetek jedna lepsza od drugiej a poszkodowani sami sobie wybrali jaka pojadą - pomarzyc mozna zeby i unas tak było.Co wiecej po rozmowie z pracownikami ów karetek okazało sie ze wszystkie maja kontrakty z panstwowymi władzami Anglii co oznacza ze tam bija sie o pacjenta nie pacjent o karetke

kres3
camp21
camp21 pt., 2009-12-18 10:24

Biją się.

U nas też się biją, ale doktory o przywileje.
Kiedyś jeden znajomy powiedział że 90% domów i mieszkań lekarzy powinna być na zewnątrz pomalowana na kolor czerwony symbolizujący krew i krzywdy.
Ile w tym prawdy to tylko każdy z nas indywidualnie może ocenić.
Co do pracy naszego pogotowia to jak na razie nie musiałem z niego korzystać i niech tak zostanie jak najdłużej.

alexandra
alexandra pt., 2009-12-18 17:01

mam nadzieję

że osoby które teraz w komentarzach wieszają psy na pogotowie nie będą musieli po nich dzwonić.a gdy jednak zadzwonią to przypomną sobie ze kiedyś w komentarzach nie widzieli nic dobrego w pracy tych ludzi .Lekarze rodzinni w natłoku pacjentów często mówiąc brzydko "olewają nas", na wizytę u lekarza czeka sie po 3-4 dni a wizyta trwa moment- ciekawe czemu nikt nie marudzi ? Pominę milczeniem podejście do pacjenta pań z rejstracji -o ile raczą odebrać telefon zawsze są obrażone.........................osoba odbierająca telefon musi podjąc ważną decyzję-musi uspokoić dzwoniacego, zebrac potrzebne informacje i wysłac -lub nie -ekipę.To od tej osoby zalezy w pewnym stopniu ludzkie zycie. Sprzedawanie skór w Łodzi? stało się i już sie tego nie naprawi.Może lepiej zając się tym co jest teraz a nie roztrząsać coś na co wpływu już nie mamy??

alexandra------ http://www.sosbokserom.com.pl/
Jamajka
Jamajka czw., 2010-01-07 08:26

Dzisiaj w GL jest artykuł o

Dzisiaj w GL jest artykuł o naliczanej opłacie za przejazdy karetką. http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100107/POWIAT04... "Jeśli pacjent nie może ruszać się samodzielnie, to jedzie za darmo (chyba, że karetka musi jechać ponad 15 km, wtedy pobierana jest opłata 2,9 zł za każdy kolejny kilometr). Jeśli pacjent jest sprawny, to płaci 2,9 zł za każdy kilometr od szpitala. A jak lekarz stwierdzi, że pacjent jest częściowo sprawny, a częściowo nie, płaci 60 proc. z 2,9 zł za km. - W każdym wypadku pacjent płaci tylko za przejazd ze szpitala do domu!" Proszę o wyjaśnienie kwestii, bo chyba się jeszcze nie obudziłam i nie pojmuję. Jeśli pacjent nie może się samodzielnie ruszać, jest chory, czyli karetka MUSI jechać po niego, a ten mieszka w Baczynie, Bogdańcu czy podobnej miejscowości oddalonej powyżej 15 km od szpitala - musi płacić?! I co to znaczy: częściowo sprawny, a częściowo nie?