Pamiętacie? To dopiero była pasta! Uniwersalna
Doszłam do takiego wniosku przy regale z pastami do zębów. Od kilku lat używałam jednej i tej samej pasty, więc w sklepie nie rozglądałam się jakoś szczególnie za innymi. Jednak ostatnio dentystka powiedziała, że powinnam zmienić pastę, podała również, jakie składniki powinna zawierać. Wrzuciłam do torebki okularki i poszłam na zakupy. Stoję przed tym regałem, a tam rodzajów past bez liku. No cóż, zabrałam się do dzieła. Brałam w ręce kolejne pasty w poszukiwaniu składników, o których mówiła dentystka. Okazało się, że owe składniki zawiera praktycznie każda pasta. Żeby jeszcze ceny były mocno zróżnicowane – wtedy wiedziałabym przynajmniej, czym się kierować. Ale nie, ceny poszczególnych past nie odbiegały zbytnio od siebie. No zgłupiałam...
I wtedy przypomniały mi się czasy, w których królowała jedynie słuszna pasta nivea. Pamiętacie? To dopiero była pasta! Uniwersalna, ponadczasowa i wielofunkcyjna. Śmiem nawet twierdzić, że żadne porządne gospodarstwo domowe nie mogło się bez niej obyć. Oczywiście, głównie służyła do mycia zębów, ale jej przeznaczenie sięgało znacznie dalej. :) Pastą nivea czyściło się szyby, lustra, srebra, a nawet białe tenisówki, które po takim czyszczeniu wyglądały jak nowe. Służyła również jako lekarstwo na opryszczkę, wystarczyło posmarować kilka razy i opryszczka znikała jak za przyłożeniem czarodziejskiej różdżki.
Jedyną jej wadą był obrzydliwy smak oraz zero pienienia się. Jeśli idzie o skład, to był bardzo nieskomplikowany, na tubce nie było za dużo do czytania. Głównie kreda i jakieś wypełniacze czy uzupełniacze. Fluoru w niej nie było ani tyci. Tylko nie pamiętam, czy nie było, bo wtedy jeszcze nie odkryto, że fluor zębom służy, czy dlatego, że w ogóle fluoru nie znano. Mniejsza z tym, w każdym razie daleko jej było do właściwości pielęgnacyjnych i leczniczych. Czego skutki moje pokolenie ponosi do dziś...
Ale wtedy była jedna jedyna i kłopotu z wyborem nie miał nikt. To znaczy niezupełnie, bo wybór był... można było myć zęby albo nie myć. No w tej kwestii nie zmieniło się nic:)



























Kontakt:
Pamiętamy, pamiętamy:)
eee, smak nie był taki obrzydliwy:), doskonała była do czyszczenia pierścionków. Po takim pucowaniu wyglądały jak nowe, świeżo zakupione u Jubilera:)
Oj te białe tenisówki
Oj te białe tenisówki .....wspomnienia ożyły :) A teraz mi się jedynie marzy taka pasta, gdy czyszczę srebrne łyżeczki od mojej babci jakimś cuchnącym płynem .
Pasta do zebow!
Pamietam ta paste kosztowala 3.05 zl a pozniej 3,50 zl to czulo sie miete ale zeby sie bielily bo jadlem duzo jablek!Pozdrawiam, dzisiaj mam zeby wstawione przez hindusow,ktorzy robia dosc tanio za gore i dol wkrecane porcelanowe z pobytem i podroza,ponizej $ 20 tys.
:)
Pastę Nivea pamiętam jak przez mgłę ;)
Pamiętam natomiast pastę "Biały ząbek" o smaku pomarańczowym. To dopiero było coś. Smakowała pierwszorzędnie. I zamiast myć żeby wszyscy, jak jeden mąż, zajadali się pastą do zębów. Teraz już takich nie robią....a szkoda ;)
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Moja mama wspomina pastę
Moja mama wspomina pastę Nivea w dość oryginalny sposób. Czyściła nią własne tenisówki... do ślubu. Bialuchne były później, aż w oczy kłuło. No i nie "odcinały się" od sukienki.