Osobiste pretensje do miasta Gorzowa
Po pierwsze...
Kilka lat temu zaczęłam interesować się pewną, starochińską grą strategiczną, nazywaną Go. Oczywiście istnieje bardzo nikłe prawdopodobieństwo, że w ponad stutysięcznej społeczności będzie tylko jedna osoba, która gra w tę grę. Przecież nie raz się zdarzało, że w wiochach po dwie, trzy a nawet i pięć osób grało w nią.
Tak więc myślałam sobie, że w Gorzowie Wielkopolskim nietrudno będzie znaleźć typy, które będą podzielać moje zainteresowanie. I oczywiście miałam rację, wystąpił jednak pewien problem. Te osobowości pochodzą z mojego rodzinnego miasta, ale... studiują czy też żyją poza nim - na przykład w Poznaniu, Wrocławiu czy w Warszawie. Wobec tego, zamiast radości znalezienia podobnych sobie osób miałam w czystej postaci zniechęcenie do gorzowskiego otoczenia. Że niby mogę zachęcić znajomych do grania? A i owszem - problem w tym, że żadna z tych osób nie chce się wkręcić w Go. A ja w sumie nie mogę się temu dziwić, bo przecież jest to dość specyficzna rozrywka i nie każdemu przypada do gustu.
Jednak nie traciłam nadziei. Może w końcu uda mi się znaleźć ludzi o podobnych do mnie zainteresowaniach!
I tak oto, pewnego pięknego dnia, dowiedziałam się, że jest taka osoba. Ba - posiadłam nawet jej namiary i napisałam do niej. Tylko, że do dziś nie odpisała, a z tego, co pamiętam, to to wydarzenie miało miejsce około rok temu, jak nie dawniej.
Ponadto zasłyszałam plotki od mojej znajomej, że w Gorzowie istnieje klub Go. Ale gdzie on jest, na jakich zasadach funkcjonuje i kiedy są spotkania już się nie dowiedziałam. I do dziś nie wiem, mimo, iż wszelkie możliwe ślady w Internecie zostały przeze mnie przebadane.
Tak więc, dzięki swojemu zainteresowaniu mam wrażenie, że Gorzów to miasto, w którym nic nie ma.
Po drugie...
Ze względu na powyżej ukazaną sytuację, nie cieszę się z przebywania w Gorzowie w dłuższej perspektywie. Moim pocieszeniem jest tylko fakt, że nie jestem jedyną osobą o podobnych problemach.
Do dzisiaj pamiętam, jak w Gazecie Lubuskiej ukazał się artykuł o osobach, które grywają w RPG - role play games.
A to oznacza, że w moim rodzinnym mieście są osobistości, które interesują się fantastyką, jeżdżą na konwenty i grają...
Oczywiście, że grają, lecz w małych grupkach. I z tego, co zdążyłam zauważyć, są to osoby w wieku licealnym i bywają świetnymi kandydatami na studentów spoza Gorzowa.
Świadoma, że jednak parę osób w Gorzowie Wielkopolskim jest w stanie się ze mną spotkać i zagrać chociażby w Warhammera, dalej kontynuowałam poszukiwania osób o podobnych zainteresowaniach. I w ten sposób dotarłam w końcu do pewnej, podzielających moje fantastyczne hobby, osoby.
I gdy próbowaliśmy zorganizować jakąś sesję RPG, okazało się, że... Że nie mamy osób. Trzeba solówkę zrobić. A na PWSZu ze świecą szukać fanów fantastyki.
Widać tutaj doskonały brak organizacji. I mnie - jako gorzowiankę - to boli, bo widzę, że Zielona Góra jest w stanie zebrać wszystkie osoby związane ze światem RPGowym i fantastyką, przez co w zeszłym roku w tym oto mieście miał miejsce jeden z największych, obok Pyrkonu, konwentów fantastyki - POLCON.
A u nas w Gorzowie Wielkopolskim? Bida, panie, bida...
Po trzecie?
Nie wiem, czy chodniki w opłakanym stanie widziane prawie na każdym kroku są dowodem na to, że w Gorzowie Wielkopolskim dzieje się źle. Natomiast zdaję sobie sprawę, że zawsze może być lepiej - tylko trzeba mieć nie tylko chęć, ale również sposobność do zorganizowania się. Bo co z tego, że znam wspaniałych licealistów czy potencjalnych techników, skoro oni i tak wyjadą na studia do innego miasta.
Chociaż staram się nie być osobą ograniczoną, to jednak wiadomo - własne zainteresowania mają ogromny wpływ na życie, a przecież hobby różne ludzie mają. Przez moje pasje i doświadczenia jestem w stanie stwierdzić, że tutaj, w Gorzowie Wielkopolskim nic się nie dzieje. To dlatego albo nie umiem się tu odnaleźć - czyli wejść w jakieś fanowskie środowisko, albo po prostu... Trzeba zmienić miasto, bo faktycznie i realnie nic się tu nie da zrobić, bo ludzie zbierają się w zbyt małe, odosobnione i ograniczone grupki, aby mogły powstać z tego jakieś kluby, o których wszyscy w mieście wiedzą.
I na tym zakończę mój lament.

























Kontakt:
Wujek Albert często powtarzał
Wujek Albert często powtarzał - Jedyne lekarstwo dla znużonych życiem w gromadzie: życie w wielkim mieście. To jedyna pustynia, jaka jest dziś dostępna.
Pretensje
aleandro po przeczytaniu twojego artykułu można odnieść wrażenie,że masz pretensje do garbatego,że dzieci jego są proste.A może musisz poszukać w samej sobie przyczyny stanu faktycznego.Może to ty nie potrafisz zarazić nikogo swoją pasją.A nie oskarżać mieszkańców o brak takich samych zainteresowań.Poszukaj w samej sobie siły i dary przekonywania bo jeśli go nie masz to nic nie zdziałasz Pozdrawiam i życzę tobie abyś znalazła wreszcie pokrewną duszę.I jeszcze jedna rada nie poprzestawaj w swoich poszukiwaniach to może jest ważniejsze niż sama gra
Droga aleandro
Doskonale Ciebie rozumiem, ponieważ sama mam doś nietypowe - jak na Gorzów - zainteresowania. Od 11 lat interesuję się tańcem irlandzkim, a także kulturą irlandzką ogólnie i muszę sama realizować swoje zainteresowania. Od dłuższego czasu próbuję znaleźć miłośników Irlandii z Gorzowa. Napisałam także artykuł na MMGorzów, ale chyba coś zrobiłam nie tak, bo nie został dołączony. ;] A Tobie, aleandro, życzę powodzenia! Może jeszcze kogoś znajdziesz.
My z Pinokiem mamy podobne kłopoty
Ja interesuję się rzeźbieniem w pierzu, a młody wyścigami żuków gnojowników. Nigdzie, podkrleślam NIGDZIE nie możemy znaleźć jakiegoś klubu czy coś. Podobno w pierzu rzeźbi jakiś kolo w Bielsku - Białej, ale on zmarł czy się ożenił, czy coś. Doszły nas słuchy że wyścigi żuków organizuje jeden facet z Olsztyna, ale nie udało nam się go namierzyć.