Ola woli węże i ptaszniki
Węże zbożowe jedzą myszy i szczury. Osiągnęły już swój ostateczny rozmiar, czyli ok. 1,5 m. Oba są dorosłe. Jeden już był tatusiem.
24-letnia gorzowianka jest studentką Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. To tam trzyma teraz całą menażerię. Mama nadal nie przekonała się do hobby córki.
Szczur czy ptasznik – jeden pies?
Ola na początku chciała mieć szczura. - Mama oczywiście była przeciwna, ale gdy pojechałam na studia, znalazł się chłopak, który dla mnie gotów był zrobić wszystko. Powiedziałam, że marzę o szczurze. On powiedział, że nie ma sprawy. Dzwoni następnego dnia i mówi: „słuchaj, Ola, a może być chciała ptasznika?". No, dobra, może być i ptasznik. Tak to się zaczęło – śmieje się Ola.
Dziś ma już 7 pająków, jaszczurkę i 13 węży. Marzy o otwarciu sklepu terrarystycznego w Gorzowie.
O swojej pasji mówiła w TVN w programie Ewy Drzyzgi. Chętnie słuchają też znajomi. - Wszyscy myślą, że pająki luzem sobie biegają po podłodze, węże pełzają. A kiedy już przyjdą i widzą, że wszystko jest zamknięte, to proszą, by wyciągnąć i pokazać – mówi Ola. W hodowli pomaga jej siostra Małgosia. - Trzyma węże w pokoju, a w łazience hoduje myszy. Możemy być pewne, że mama nie wejdzie na piętro – podkreśla Ola.
Zwierzęta czasami uciekają ze swych „mieszkań": – One nie są na tyle groźne, by coś się stało. Bardziej martwię się, że ktoś je skrzywdzi – mówi.
Miała węża w... torbie
Doskonale wie, że hodowla takich zwierząt to wielka odpowiedzialność: - Niedawno widziałam w necie 16-letniego chłopaka, który chwalił się pytonem tygrysim. Taki wąż rośnie w Polsce do 5 metrów. A przy takiej wielkości potrzebne są już dwie osoby. Duży wąż może człowieka zadusić, zrobić krzywdę. Obwód jego ciała może być większy niż udo dorosłego mężczyzny.
Ona sama ma różne doświadczenia. - Kiedyś miałam boa tęczowego. Strasznie był nerwowy, atakował, ale nie owijał się, jak to robi przy jedzeniu. Lubił kąsać wszystko i wszystkich – wspomina.
Nie wszyscy dobrze znoszą takie towarzystwo. W Poznaniu Ola mieszka ze współlokatorką. Kolejną już, bo poprzednia nie wytrzymała. - Wyprowadziła się, bo kiedyś w lodówce znalazła szczura w pudełku. Zazwyczaj trzymam je w zamrażarce, ale wtedy zostawiłam niżej – wspomina Ola.
Z obecną jest już lepiej. - Ja akceptuję jej zmiany poczucia humoru, a ona akceptuje moje zainteresowania – śmieje się Ola. - Niedawno na imprezie zwiały mi trzy węże i tylko dwa udało się znaleźć – jeden był w pokoju, drugi w łazience. Współlokatorka nazajutrz rano jechała do siebie za Warszawę. Dzwoni do mnie z domu i mówi „zgadnij, co znalazłam w torbie". Po prostu wąż schował się w jej torbie podróżnej. Mama koleżanki otworzyła i prawie zeszła, gdy go zobaczyła.
To dopiero był pyton!
Pewnego razu po domu chłopaka Oli biegały małe koty. Aż chciało się je głaskać. Przed wyjściem z domu przypomniała sobie, że miała coś włożyć do pudełka pytona tygrysiego. Mierzył wówczas 2 metry. – Dla węża kot czy króli oznacza to samo: jedzenie. Włożyłam rękę do terrarium i długo nie trzeba było czekać. Nie mogłam wyciągnąć szybko ręki, bo w pokoju byli rodzice chłopaka, a byli przeciwni mojemu hobby. Nie chciałam ich straszyć jeszcze bardziej. Zanim przyszedł chłopak, wąż połknął już cały palec, prawie trawił. Przestraszyłam się – przyznaje. Zdradza, że jest kilka sposobów na uwolnienie się z paszczy węża. Można mu polać pysk wodą, a najlepiej wódką – wtedy otwiera się. Puszcza też, gdy zawinie mu się ogon. Zostało dużo małych dziur w palcu i sporo strachu.
Ostatecznie pytona tygrysiego sprzedała poznańskiej... policji. Nie wiadomo, do czego służy mundurowym.


























Kontakt:
Widziałam Olę w "Rozmowach w
Widziałam Olę w "Rozmowach w toku" -:)