O tym, jak interesujące mogą być ruiny, czyli drugie życie bierzwnickiego opactwa
Unikalna, średniowieczna płyta fryzowa z wizerunkiem trzech ryb i jej odwzorowanie we współczesnym witrażu. Trzy ryby są dziś symbolem Bierzwnika i umieszczono je w herbie miejscowości.
Już sama nazwa nas zaciekawiła, a wziąwszy jeszcze pod uwagę miejsce – pozostałości cysterskiego klasztoru – nie można jej było odpuścić. Bywaliśmy w Bierzwniku już przedtem, teraz jednak naszą (a szczególnie moją) wyobraźnię pobudziły opowieści archeologów.
Miła pani o imieniu Monika oprowadziła nas po ruinach i wykopaliskach, odpowiadając przy tym na wszystkie pytania. Dowiedzieliśmy się, że klasztor bierzwnicki był ze wszech miar nowoczesny – dysponował nawet swego rodzaju centralnym ogrzewaniem. System o nazwie hypocaustum zapożyczono od starożytnych Greków i pod posadzkami znajdowały się specjalne kanały grzewcze, którymi rozprowadzano gorące powietrze. Wśród eksponatów z wykopalisk znajduje się m.in. prostokątny kamień ze sporym otworem pośrodku. To właśnie fragment hypocaustum.
Jeden z najnowszych wykopów archeologicznych odkrył ujście kanału, którym cystersi odprowadzali do jeziora (!) m.in. odpadki spożywcze. Znaleziono w nim sporo resztek kości zwierzęcych i całe mnóstwo rybich łusek. Na ich podstawie będzie można opracować mnisie menu sprzed wieków, ale już widać, że braciszkowie żywili się głównie zasobami jeziora.
Cystersi, choć ich reguła była dość surowa (a może właśnie dlatego), znani byli w Europie z gospodarności. Zakładali ogrody, uprawiali ziemię, budowali karczmy i gospody. W Bierzwniku zachował się zagadkowy XIV-wieczny budynek. Jeszcze do niedawna mówiono o nim „browar", ale dziś – przez analogię do klasztoru w niemieckim Chorin - historycy skłaniają się ku stwierdzeniu, że mógł się tu znajdować szpital lub dom gościnny.
Biali bracia przybyli do „Lasu Maryi" z Kołbacza w 1294 r (chociaż akt fundacyjny pochodzi z roku 1286) i podobno wiele święconej wody zużyli, by najpierw wypędzić stąd przeróżne gady i płazy. Razem z mnichami przyjechali świeccy konwersi (prawdopodobnie przedstawiciele niższych warstw społecznych tylko w taki sposób mogli dostać się do klasztoru). Do ich zadań należała przede wszystkim budowa kompleksu budynków i praca na roli. Nie wolno im było stykać się bezpośrednio z braciszkami, mieszkali w osobnych pomieszczeniach i nawet wejście do kościoła mieli osobne.
Mimo iż bierzwnicki klasztor był filią opactwa kołbackiego, nie zastosowano w nim duńskiego sposobu budowy, a wzorowano się na niemieckim Chorin. Cegłę formatowaną produkowano na miejscu. Jednym z pierwszych znalezisk archeologicznych był odkryty w 1997 r. piec do jej wypalania. Dziś możemy oglądać czerwone gliniane fragmenty z odciśniętymi w nich łapami zwierząt, dłońmi, a nawet stopą dziecka. Obok leży charakterystyczna „palcówka" z równoległymi rowkami, czyli po prostu śladem pociągnięcia rozczapierzonymi palcami po świeżej, jeszcze mokrej cegle.
Z klasztornych ścian spoglądają na nas przeróżne stwory – ni to diabły, ni zwierzęta. Ozdabiano nimi kiedyś wsporniki sklepień. Jest wśród nich trójgłowy czart, jest też wyłupiastooki portret jednego z fundatorów, margrabiego Ottona.
Spacerując po krużgankach, mimowolnie nadstawiałam ucha, czy aby nie dochodzą od strony kościoła jakieś chóralne śpiewy. Wydawało się to być naturalnym dopełnieniem akustycznych wnętrz klasztornych. No i mieliśmy szczęście. Melodyjne dźwięki usłyszeliśmy dwukrotnie – najpierw był to porywający (i trochę zaskakujący w tym miejscu) gospel, potem – przepiękny, odbijający się od łukowatego sklepienia gregoriański chorał. To dwaj braciszkowie z opactwa w Winnikach (filia klasztoru w Wąchocku) oddalili się od swego stoiska w poszukiwaniu chwili modlitewnego skupienia. Misericordia w wykonaniu jednego z nich sprawiła, że zwiedzający w tym czasie kościół zasiedli w ławkach, zasłuchali się... prawdziwa odskocznia od galopującej rzeczywistości.
Tymczasem na zewnątrz kompleksu trwały targi wyrobów klasztornych. Można było nabyć słynny balsam kapucyński, mieszanki ziół, klasztorne miody, nalewki, konfitury. Były też ciasteczka leśniowskie, czekolady anielskie, paulińskie, opackie i całe mnóstwo innych specjałów. Braciszkowie z Winnik prezentowali misterne szydełkowe cuda, a przedstawiciel kościoła koptyjskiego oferował przyprawy, o których nawet nie słyszałam.
Dopełnieniem całości były potyczki rycerskie i pokazy konne. Podsumować można jednym, a właściwie trzema słowami – bardzo ciekawy weekend.
„Trzy dni na szlaku cysterskim" to impreza cykliczna. Z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić. Pojedźcie do Bierzwnika za rok. Przekonajcie się sami.















































Kontakt:
Przeczytałam, pięknie
Przeczytałam, pięknie obrazowo piszesz...właściwie to nawet te chorały gregoriańskie słyszę... klasztor z wyobraźnią budowany- ogrzewanie, kanalizacja....świetne to o o zajęciach i sposobie odżywiana braciszków- stąd smukła sylwetka tego na zdjęciu:)....w Teleexpressie pokazywano fragment tej imprezy. Ale całość zdominowała prezentacja wyrobów klasztornych:)...
Interesujący artykuł. Dawno
Interesujący artykuł. Dawno byłem w Bierzwniku służbowo jednak klasztor widziałem z daleka.Zachęciła mnie Pani dlatego wpisuję go na listę ciekawych miejsc do zobaczenia.
Pozdrawiam
Kilka uzupełnień
w zespole klasztornym zachowało się XIV - XV wieczne prezbiterium siedmioboczne odbudowane bodajże 1960, obok niego dzwonnica murowana z przełomu XVIII i XIX wieku. Riuny z 1400 spichlerza
Park - rośnie w nim wieloowocowa odmiana dębu czerwonego
Zasadniczo ciekawie opowiedziane
Pozdrawiam
?
@Ben:Prezbiterium widziałam, dzwonnicę też - a ta ruina spichlerza gdzie się znajduje?
Nie są to przypadkiem pozostałości po budynku zwanym browar, o którym pisze Magmag?
Tak! Pozdrawiam
@gonia:Tak!
Pozdrawiam
czyli
@Ben:to uzupełnienie było niepotrzebne.
Jest też ciekawy kapitularz z
@Ben:Jest też ciekawy kapitularz z biforalnymi drzwiami, w którym zachowało się 30% oryginalnej posadzki, wirydarz ze średniowieczną studnią i dawna ogrzewalnia, w której funkcjonuje biuro parafialne. Poza tym cały czas trwa odbudowa kościoła. Teraz może nie wygląda to zbyt szczęśliwie, bo betonowe słupy psują obraz całości, ale kiedyś-tam, w przyszłości, mają być podobno obłożone cegłą imitująca tę średniowieczną.
Cały obszar okołoklasztorny pokryty jest dość gęstą siecią tablic informacyjnych. Poprowadzono tędy ścieżkę historyczno-przyrodniczą.
Ciekawy artykuł --Pozdrawiam
Ciekawy artykuł --Pozdrawiam
...a ja w Bierzwniku nigdy
...a ja w Bierzwniku nigdy nie byłam...za Panem Wiktorem popapuguję , zapisane do zwiedzenia w czarnym notesie planów wycieczkowych :)
Ciekawe zaproszenie ładne
Ciekawe zaproszenie ładne zdjęcia i ciekawy tekst.
Ładnie opisane i
Ładnie opisane i przedstawione w sposób, który zachęca do odwiedzenia również i tego miejsca.
Pozdrawiam serdecznie
Pozdrawiam serdecznie Magmag:),:),:)
:) ^-^
Super! Uwielbiam twoje art. Magmag:D Są romantyczne i z nutą historyczną, do tego niesamowite zdjęcia. Już bym chciała tam być! :D
Jak zwykle ujawniła pani swój
Jak zwykle ujawniła pani swój talent w opowiadaniu.Ciekawy tekścik
Pozdrawiam
:-)
www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100804/POWIAT04/929821393
a
zdjęcie 19 - cudne!!!
Na zdjęciu 13 pokazane są
Na zdjęciu 13 pokazane są butelki. Chciałbym zapytać - ponieważ domyślam się że są to nalewki lecznicze - na co skutkują?
Pozdrawiam
Może ja odpowiem .......
Panie Wiktorze drogi -- na pewno skutkują , jak każda nalewka pita z umiarem -
najpierw na żołądek , póżniej na głowę a następnie na nogi . Czasami tyłek robi się tak ciężki ,że nie idzie się podnieść z miejsca .
Kaja 1305
."Najbardziej mnie WKURZA -
@kaja1305:."Najbardziej mnie WKURZA - już skończyły się czekoladki !! ."
Tyle razy byłam w
Tyle razy byłam w Bierzwniku,ale nigdy wcześniej nie słyszałam o tych targach:))Dlatego z przyjemnością pojechałam:))
Daro,
już nie cieszysz się, że jesteś sławny?
Daro obrażony???
Daro obrażony???