Nowiutki chodnik popłynął z deszczem
Nasze miasto szczęśliwym trafem od wielu już lat było omijane przez gwałtowne anomalia pogodowe. Nie licząc bardzo groźnych podtopień, które występują u nas co roku, Gorzów był szczęśliwą wyspą na mapie pogodowych zjawisk.
Jednak szczęście bywa zmienne i ulotne. W niedzielny późny wieczór szczęście na chwilę opuściło nasze miasto.
Nad Gorzowem i jego okolicami rozszalała się gwałtowna burza. Porywisty, momentami huraganowy wiatr, ściana deszczu, poczyniły ogromne spustoszenia w naszym regionie. Ucierpiały starodrzewy, dachy domostw, linie energetyczne i telefoniczne. Nastąpiły przerwy w dostawach prądu. Sygnał telefoniczny i telewizyjny zanikał .
Wielkość strat oszacować będzie można w przeciągu kilku najbliższych dni.
Niedzielna nawałnica bezlitośnie obnażyła kiepską jakość robót przeprowadzonych przy ul. Wyszyńskiego. Chodnik wokół ronda u zbiegu ulic Wyszyńskiego z Górczyńską dosłownie rozpłynął się w strugach deszczu. A prawdę powiedziawszy była to pierwsza po przebudowie tak gwałtowna ulewa.
Patrząc, jakiego spustoszenia dokonała, aż strach pomyśleć jak ul. Wyszyńskiego może wyglądać po kilku następnych.
OD REDAKCJI:
O sprawę zapytaliśmy rzeczniczkę magistratu Annę Zaleską. Odpowiedziała, że przedstawiciele Urzędu Miasta analizują ten wypadek wraz z wykonawcą inwestycji i jej projektantem. - Nie wiemy, czy został popełniony błąd podczas budowy czy na etapie projektowania inwestycji. A może zawiniła ,,jedynie'' gwałtowna nawałnica. W tej chwili trudno powiedzieć - stwierdziła rzeczniczka. Nie wiadomo więc, czy naprawa zostanie wykonana w ramach gwarancji, czy będzie musiało za nią zapłacić miasto, czyli my wszyscy.
Rzeczniczka dodała, że konstrukcja drogi nie została naruszona, więc bezpiecznie można nią jeździć.
Remont ul. Wyszyńskiego kosztował ponad 20 mln zł. To była największa drogowa inwestycja w ostatnich latach. Rozpoczęła się w sierpniu 2009 r., a skończyła rok później w listopadzie. Wykonawcą była firma Polimex-Mostostal (ta sama budowała filharmonię). Mieszkańcy bardzo się z tego cieszyli, bo poza ul. Kostrzyńską - która nadal czeka na remont - była to jedna z najgorszych ważnych dróg w mieście.































Kontakt:
Nooo,
na siły przyrody nie ma mocnych! Mam nadzieję, że firma Polimex - Mostostal w ramach gwarancji naprawi ten chodnik.
Paskudna sprawa! I pewnie
Paskudna sprawa! I pewnie nikt nie będzie z tego powodu robił żadnego halo. Magistrat wytłumaczy, że firma naprawi w ramach umowy pogwarancyjnej i już. Taka nasza gorzowska tradycja...
Burza burzą, huragan
Burza burzą, huragan huraganem, natura naturą, ale jakoś większość chodników nie spływa wraz z deszczem, prawda?
Kreska pewnie ma rację - magistrat powie, że w ramach gwarancji firma, która ten chodnik zrobiła - naprawi go. Tylko co z tego? Minie gwarancja, nadejdzie nawałnica i co będzie, jak chodnik znowu popłynie? Miasto zapłaci?
Jak się bronić przed takimi fuszerkami, swoją drogą? Dla mnie - laika - sposób jest przynajmniej jeden - długi okres gwarancji, a tak przynajmniej z 10 lat. Jak się nie rozleci do tego czasu, to będzie dobrze.
Czy ktoś się orientuje jaki okres gwarancji obowiązywał przy tej inwestycji?
Zwykła fuszera
Jeżeli się nie mylę, to okres gwarancji na te roboty wynosi 3 lata. A co potem? Ano, będzie tak jak z nawierzchnią na Starym Rynku. W ramach gwarancji była łatana co jakiś czas a po upływie okresu gwarancyjnego, wymieniona została z naszych podatków. I tak to lekką ręką szasta się naszymi pieniędzmi, zamiast wydawać je na rzeczy bardziej potrzebne.
No bo mnie trafi zaraz!
"Nie wiemy, czy został popełniony błąd podczas budowy czy na etapie projektowania inwestycji. A może zawiniła ,,jedynie'' gwałtowna nawałnica. W tej chwili trudno powiedzieć - stwierdziła rzeczniczka."
Jak można w ogóle zakładać, że nawałnica jest winna temu, że chodnik popłynął w siną dal?! Jak można budować buble, które nie wytrzymują pierwszej, silniejszej burzy? A magistrat na dodatek bierze pod uwagę winę burzy właśnie. Normalnie szok! Gdzie tu dbałość o finanse miasta?
Nie rozumiem, naprawdę. Gdybym ja była odpowiedzialna za inwestycje i taki koszmarek by mi się rozleciał, to w ogóle przez myśl by mi nie przeszło, by winą obarczać matkę naturę!
Ale to już chyba nie pierwszy przypadek w naszym kochanym mieście, gdzie winna jest właśnie ona - natura, innych winowajców brak. Cóż, takie miasto widać...
Zaj*biście. Ciekawe czy gdyby
@Jamajka:Zaj*biście. Ciekawe czy gdyby chodniczek należał do prywatnej posesji kogoś z magistratu, też by machnął łapką i stwierdził "spoko, trudno, najwyżej sobie zrobię nowy" zamiast wykłócać się o jakość przeprowadzonych prac.
O właśnie, ciekawe czy u pani
@Vira:O właśnie, ciekawe czy u pani rzecznik np., w takiej samej sytuacji też przyczyna nawałnicy byłaby brana pod uwagę jako winny...
Dobrze, że droga nie
Dobrze, że droga nie spłynęła, ale to chyba przy następnym deszczu.
http://www.mmgorzow.pl/artykul/ulica-wyszynskiego-bubel-305918.h
8 marca 2011r. opisywałem stan chodników wzdłuż ul. Wyszyńskiego http://www.mmgorzow.pl/artykul/ulica-wyszynskiego-bubel-305918.html
Jak widać - urzędnicy zupełnie olali sprawę.
Całkowity upadek jakości
Całkowity upadek jakości wykonawstwa . Ciekawe , że starym landsberskim ulicom nawałnica nie zaszkodziła.
A ja chciałabym zobaczyć jak
A ja chciałabym zobaczyć jak wygląda odbiór tego rodzaju inwestycji przez urzędników… Nie wystarczy przejechać się po nowej ulicy służbowym samochodem. Wypadałoby wysiąść i przyjrzeć się dokładniej. Ktoś się podpisał z imienia i nazwiska pod protokołem z odbioru inwestycji. I ten ktoś powinien zapłacić. Znowelizowana ustawa dopuszcza taką możliwość, że urzędnik za popełnione błędy płaci z własnej kieszeni. A czy podpisanie się pod odbiorem felernej inwestycji nie jest przypadkiem błędem? Moim zdaniem jest.
O ! Już myślałem, że nie
O ! Już myślałem, że nie doczekam się porządnego artykułu w wykonaniu "starej szkoły". Czyta się jak zawsze przyjemnie, szkoda że dokonane zniszczenia już nie są tak przyjemne dla oka.
Co do najgorszych dróg w
Co do najgorszych dróg w mieście chciałbym dodać do rankingu ul. Matejki, po wybudowaniu Kauflandu została tak rozjeżdżona przez ciężarówki z piachem, że w miejscu skrzyżowania z ul. Curie Skłodowskiej (chodzi o łuk gdzie auta regularnie wypadają z drogi na chodnik), powstały tam normalnie fale Dunaju i widać, że kostka się rozchodzi miejscami, wkrótce zacznie wypadać. Sama Curie Skłodowskiej to już fenomen, droga z kamieni iść nie idzie co dopiero jechać, na górskie schroniska lepsze drogi prowadzą.
Nieudacznicy
' Nie wiemy, czy został popełniony błąd podczas budowy czy na etapie projektowania inwestycji'.
Błędy są widoczne od samego początku budowy i tuz po jej zakończeniu . Chodniki zaczęły "płynąć" z powodu braku muru oporowego .
To było do przewidzenia widząc jak duzy spad ma skarpa .
Tylko należało ruszyć urzędnicze tyłki, zabrać ze sobą fachowca -myśllącego -nad Kłodawkę i dokonac oględzin skarpy.
To jest dopiero poczatek "płynięcia" chodników na sztucznie usypanej skarpie.
Prosze nie mówić "Nie wiemy..." !
Jezeli Urzednik Urzędu Miejskiego mówi ,że nie wie to jedynym wyjściem jest się zwolinic i nie pobierac pensji z 5 z przodu .
...
Czytelnicy, radni i my powtarzaliśmy wielokrotnie, że zatrważająca liczba usterek i opóźnień na gorzowskich inwestycjach nie może być przypadkowa. Wymieńmy te ostatnie. Pomijając już ul. Wyszyńskiego, na pewno jest to filharmonia (magistrat domaga się od wykonawcy w sumie 5 mln zł za podmianę materiałów droższych na tańsze, poza tym były liczne usterki), ulice: Sybiraków (przez opóźnienie miasto musi zwrócić dofinansowanie; trzeba było poprawiać studzienki) i Głowackiego (naprawa studzienek). Most Staromiejski oddano z półrocznym poślizgiem, a potem i tak było mnóstwo poprawek...
Wyliczać można by jeszcze długo. Pytanie jednak, dlaczego tak się dzieje. Częściową winą można obarczyć ustawę o zamówieniach publicznych nakazującą wybierać tanie, co nie zawsze znaczy - najlepsze oferty. Jednak przepisy przepisami, a jest jeszcze coś takiego jak nadzór inwestycji i później ich odbiór. To w mieście kuleje od lat. Ze stratą dla nas wszystkich.
„Częściową winą można
@Tomasz Nieciecki:„Częściową winą można obarczyć ustawę o zamówieniach publicznych nakazującą wybierać tanie, co nie zawsze znaczy - najlepsze oferty.”
To nie jest tak do końca. Wszystko zależy od tego jak przygotowana jest specyfikacja. Jeśli jedynym, podstawowym kryterium jest cena – to mamy, to co mamy. Ustawa o zamówieniach nie narzuca kryterium jakim kieruje się zamawiający:) To on sam decyduje czym się będzie kierować przy wyborze wykonawcy. Jak widać tanio - nie zawsze równa się dobrze.
Otóż to właśnie! :)
@Kreska:Otóż to właśnie! :)
Mam wątpliwości do jednego
@Tomasz Nieciecki:Mam wątpliwości do jednego stwierdzenia Pana Tomasza - otóż wydaje mi się, że ustawa o zamówieniach publicznych nie nakazuje zamawiającym kupować najtaniej. Dostali oni możliwość wyboru kryterium oceny ofert przetargowych i chyba tylko kompletnym pójściem na łatwiznę jest wpisywanie w specyfikacjach przetargowych kryterium - 100% cena. Spotykam się z przetargami, w których zamawiający określa, że np. ważna dla niego cena stanowi 70%, a jakość - liczona np. poprzez długość gwarancji - 30%.
Gwarancje trzyletnie na inwestycje drogowe to dla mnie jakiś żart. Niektóre gminy dobrze zabezpieczające swoje mienie żądają pięcioletnich gwarancji na zwykłe meble. A trzy lata na ulice i chodniki? No śmieszne. Na ulice, chodniki powinna być przynajmniej dziesięcioletnia gwarancja, wówczas mielibyśmy jakąs pewnośc, że wykonawca zrobi robotę na tyle dobrze, by przynajmniej tyle to wytrzymało. I co roku przeglądy gwarancyjne. I już byłoby trochę lepiej.
No i pozostaje pytanie co z tym nadzorem inwestorskim w mieście się dzieje? Nie znam nazwisk, ale może ktoś wie - czy tam od lat ci sami ludzie pracują? Czy może się zmieniają?
Myślę, że ważna jest ta
@Jamajka:Myślę, że ważna jest ta gwarancja o ile później skutecznie się daje ją egzekwować. Np. na pewni producenci elementów toru sygnału sieci, które wykonywane są pod ich nadzorem potrafią dać 25 lat gwarancji - jak widać wszystko zależy od branży. Specyfikacja bardzo ważna rzecz i późniejszy nadzór, ale czy nadzorując, jesteśmy w stanie sprawdzić, czy wszędzie wykonawca dał wszystko zgodnie z specyfikacją, tzn. np. dał taki cement jak oferował, w takich proporcjach jak w projekcie itd. Praktycznie aby mieć pewność, to nad każdym robotnikiem powinien ktoś stać nadzorujący i znający się na rzeczy i pilnować. Czy to jest możliwe? Prawda jest taka, że gwarancją dobrze wykonanej umowy, oprócz specyfikacji, umowy i nadzoru, jest wykonawca, który jest uczciwy i już wiele razy wykonał coś dobrze. Ten niestety często w przetargu przegrywa, z tym sprytniejszym, mającym mniej do stracenia, liczącym, że gdzieś sobie potem odbije zaniżoną cenę w celu wygrania przetargu, gotowym pójść po bandzie. Nie chce bronic urzędników, ale wiem, że same przetargi to trudny temat, poruszanie się na tej płaszczyźnie nie jest łatwe, system wydaje się skuteczny i prosty chyba tylko w oczach tych, co układają prawo zamówień publicznych lub zarabiają na szkoleniach (bo częste zmiany tego prawa głownie chyba temu służą).
Dopiero dzisiaj odpisuję, bo
@Muminek:Dopiero dzisiaj odpisuję, bo na kilka dni mnie wywiało z miasta i odrabiam zaległości, póki dziecina odsypia ;))
Da się egzekwować gwarancję, o ile robi się przeglądy gwarancyjne - solidne, i ma się zabezpieczenie w postępowaniu przetargowym w postaci zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Zabezpieczenie to oferent wnosi w pieniądzu lub ubezpieczeniu i po wykonaniu roboty (i odbiorze) część kasy (najczęściej 30% wartości całej sumy zabezpieczenia) pozostaje u zamawiającego do końca gwarancji. Jest jakieś rozwiązanie? Wydaje mi się, że jest, o ile tylko ktoś rzeczywiście sprawdza prawidłowość wykonanej pracy.
Dodam jeszcze, że spotykam się z przetargami w okolicach Gorzowa, w których na porządku dziennym, że tak powiem, są coroczne przeglądy gwarancyjne. I spotykam w takich przetargach gorzowskie firmy budowlane. Czyli co - można? Można. Tak mi się przynajmniej wydaje...
Cuda nad Wartą
Jak to się dzieje , że w szacownym grodzie nad Wartą , inwestycje są przeszacowane i na końcu "skopane"? Filharmonia - za mało betonu (może cementu) , biorąc pod uwagę , że chodzi o tę samą firmę podejrzewam że przyczyna ta sama , nie trzeba być ekspertem by stwierdzić , że w podsypce pod polbrukiem brak spoiwa. Podejrzewam , że wykonawca mocno oszczędzał na materiałach . A gdy już jesteśmy przy oszczędzaniu to niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego w Mielnie (nie jeden z Was był tam na wakacjach) k. Koszalina wybrukowano (wraz z całą infrastrukturą :instalacja burzowa,ściekowa,wodno-kanalizacyjna , kable energetyczne i komunikacyjne,oświetlenie ) ponad 8 km ulic za niewiele ponad 6mln , gdy w Gorzowie na odcinek o ponad połowę mniejszy wydano jak wynika z artykułu powyżej 20mln ?