drukuj

Niedziela na Głównym, czyli fantasmagorie peronowe w mieście G.

Peron gorzowskiego dworca, 2008

Właśnie przeczytałam artykuł Meg o gorzowskim dworcu. Piękny , historyczny. Już wiem, że wreszcie muszę wyjąć z szuflady napisany przed dwoma laty tekst...

Niedziela i noc na gorzowskim peronie. Właśnie wyjeżdżam. Jestem sama. Ogłaszają ,że pociąg będzie opóźniony o 30 minut. Mam czas, dłużej pobędę w Gorzowie. Rozglądam się
i robię zdjęcia. Peron jest oświetlony, może mało przytulny i przypomina perony dworcowe winnych miastach. Na jego końcu lśni tajemniczy drzewokrzew.

Siadam na ławce. Rozmyślam sobie. To jest mój dworzec i mój peron. Główny w życiu. Nie wiem, ile razy stąd wyjeżdżałam (z Domu) i wracałam (do Domu).
Peron jest chropowaty, zdeptany nogami podróżnych.
Poniżej proste, gładkie, idealnie równoległe tory prowadzące gdzieś w świat. Za nimi następny peron.
Niedługo przyjedzie pociąg. Rozmyślam i widzę jak te perony zamykają fragmenty mojego życia. Są jak nawiasy. Muszą być w parze. Każdy się otwiera, a jego lustrzane odbicie zamyka treść, zdarzenia.

Chcę opowiadać o swoim życiu, ale zamiast zdań podrzędnych umieszczam te peronowe nawiasy.

Urodziłam się w Gorzowie (bo tutaj rodzice próbowali odbudować swoje życie po wojnie).
Gdy miałam 5 lat, razem z przyjaciółką uciekłyśmy z domu na działki (bo chciałyśmy być dorosłe).
Często wyjeżdżałam nad morze (było bezkresne, piękne i bardzo szumiało - teraz każdy szum lasu wydaje mi się szumem morza).
W pierwszej szkole zobaczyłam zadziwiające muszelki w podłodze (bo często się dziwiłam, jak widziałam coś niezwykłego).
Miałam krzywe zęby (bo oddziedziczyłam po przodkach).
W Gorzowie w latach 50. nie było ortodonty (bo w Polsce ta specjalność dopiero raczkowała).
Dlatego jeździłam z ojcem do Poznania (bardzo lubiłam tam jeździć, bo smakowała mi masa plastyczna, z której wyrabiano aparat).
W Poznaniu zawsze chodziliśmy do baru mlecznego (bo lubiłam jeść leniwe w prawdziwym barze) oraz do sklepu z ołówkami (ołówki miały napisy Kooh-I-Noor i przyjemnie pachniały).
Zgryz mam nadal trochę nieprawidłowy ( bo nie lubiłam aparatu, aż sam się w końcu zgubił).
Potem chodziłam do LO za Wartę (bo kusiły mnie most i wielka rzeka w dole).
Studiowałam w Poznaniu (bo tam była wonna Palmiarnia z ławkami i można było sobie czytać).
Często przyjeżdżałam do Gorzowa (bo tu jeszcze był mój Dom).
Wyszłam za mąż (wcześnie, bo tak było najlepiej).
Urodziłam dużo dzieci (bo chciałam mieć dużą, radosną rodzinę).
Potem tylko pracowałam (bo to była moja pasja).
Teraz jestem na emeryturze (bo zawsze bardzo tęskniłam za luzem w życiu).
Jeszcze pracuję, a ponadto gadam sobie w MM-Gorzów (bo jednak bardzo lubię ludzi).
Czasami się modlę (bo muszę dziękować za to, co dobre i proszę o siłę).
Nie przyjeżdżam do mojego miasta rodzinnego (bo czuję, że tam nie mam już Domu).
Rozmowy na MM G wystarczają mi zupełnie (więc nie muszę tak naprawdę podróżować).
Stale myślę, że jeszcze coś zobaczę i zrobię (bo podobno jestem optymistką - mówią, że noszę różowe okulary).
Umiem się cieszyć i oglądać to, co bardzo duże i to, co bardzo małe (bo w środku chyba jestem jeszcze dzieckiem).
Lubię tańczyć (ale nie mam z kim).
Mam już zmarszczki (głównie na twarzy, ale raczej nie na duszy).
To odziedziczyłam po przodkach (chyba po to, żeby zachwycać się genetyką).
Teraz mam coraz bliżej końca wędrowania (ale jestem pogodzona, bo każdy tak ma).
Potem przyjdą młodzi i piękni (widzę ich dookoła i są naprawdę ładni).
Przede mną ostatni peron (bo muszę w końcu zamknąć ten największy nawias) .
Cieszę się (bo w tym innym świecie podobno jest też ciekawie i mówią, że tam grają trąby anielskie).
Kończę tę opowieść (bo właśnie ktoś zachrapał).
Wypiłabym jeszcze piwo (ale podobno na peronie nie można).
Zaraz będzie pociąg (i sobie gdzieś pojadę).
Nikt mnie nie żegna (bo i nikt nie witał).
Ta opowieść jest trochę dziwna (ale można czytać tylko to, co bez nawiasów - albo nie czytać w ogóle).

Ale to wina tych peronów i Wojtka Młynarskiego (bo on jeszcze mi śpiewa w głowie ,,Na wszystkie smutki niedziela na Głównym...'')

Współpraca: nie ma

Zdjęcia

  • Peron gorzowskiego dworca, 2008
Łuka
Autor:Łuka

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
AndrzejJ
AndrzejJ pon., 2010-08-30 11:25

Perfekcyjne pióro.

Perfekcyjne pióro. Sentymentalna pięknie napisana opowieść - pani ma talent! Gratuluję publikacji

Pozdrawiam

Andrzej
Lord
Lord pon., 2010-08-30 11:31

pięknie to Pani ujęła

podróż przez życie...
każdy ma taki tor jaki sam wybrał, układając własną drogę przebiegu decyzjami-zwrotnicami...

_____________________________________________________________________ (R.T.) motto: "Masz tylko jedno życie, nie trać go na spełnianie oczekiwań innych"
AnnaMaria
AnnaMaria pon., 2010-08-30 11:39

Piękne!

Piękne!

Meg
Meg pon., 2010-08-30 12:02

To Szlak Twoich

To Szlak Twoich Semaforów....Łuka:)Ze światłem czerwonym, zielonym i światłem - czekaj ...

Grażka
Grażka pon., 2010-08-30 12:06

Wzruszyłam się

Wzruszyłam się

--Pozdrawiam --
Perelka
Perelka pon., 2010-08-30 15:46

Piękny sentymentalny

Piękny sentymentalny tekst--Pozdrawiam

E. Zając
Danuta32
Danuta32 pon., 2010-08-30 16:59

Ladnie napisane

Ladnie napisane

Mieszkam w Gorzowie piąty rok. Pozdrawiam Danuta
Kasia76
Kasia76 pon., 2010-08-30 20:34

Pięknie opowiedziane. Trafne

Pięknie opowiedziane. Trafne komentarze dodał Lord i Meg o zwrotnicch na torach i semaforach ze światłami. Ładne porównanie a zdjęcie jest takie nierzeczywiste - takie jak gdyby peron był duchem.

Kasia
nicole
nicole pon., 2010-08-30 21:11

:) ^-^

Łuka! Bardzo piękny, bardzo melancholijny, bardzo refleksyjny tekst, bardzo poetycki. Wiele w nim smutku, ale też nadziei.Ty nie odchodzisz Łuka jeszcze! I nie tak szybko przyjdą po tobie inni, bo nie tak szybko ustąpisz im miejsca. A poza tym...nie wiem czy pamiętasz, ale czeka nas jeszcze wycieczka trasą rowerową Złocieniec - Połczyn Zdrój albo odwrotnie, jak tylko chcesz!!! :)

......................................................................................... W muzyce nie ma tyle harmonii i radości co w śpiewie ptaków. Wiosna! :)
kaja1305
kaja1305 pon., 2010-08-30 22:50

Droga Pani Łuko......

Dziękuję .
Kaja 1305

gonia
gonia wt., 2010-08-31 11:59

:-)

Podziwiam - za te wszystkie nawiasy, za spokój dobrze przeżytego życia, za to pogodzenie z nieuchronnością losu ( nie każdy to ma ), za chęć poznawania rzeczy małych i dużych, za nieustającą ciekawość świata, za otwarte serce. Życzę, by ten największy nawias jak najdłużej pozostawał nie zamknięty...

gonia
Magmag
Magmag wt., 2010-08-31 17:08

Ech...Łuko - tak jakoś

Ech...Łuko - tak jakoś nostalgicznie się zrobiło, rzewnie, ale i bardzo... budująco.
A najlepiej czytać z nawiasami właśnie.
Proszę o więcej takich "dziwnych opowieści" :)

........................................................................................................................................................................ Dla zdrowia dobrego, trzeba serca wesołego...czego i Wam życzę...Maria Gonta