Muzyka może nie jest lekiem na całe zło, ale w wielu sprawach pomaga! Choćby na grypę!
Dlatego słuchajmy jej i to nie tylko wtedy, kiedy mamy dobry nastrój. Wprost przeciwnie, słuchajmy jej wówczas, kiedy mamy zły nastrój, mamy chandrę, jesteśmy chorzy.
Sam często i chętnie słucham muzyki, piosenek. Raz jest to Niemen, innym razem Szczepanik, Czerwone Gitary czy No To Co. Często sięgam po Chopina, Beethovena czy Czajkowskiego. Z chęcią też słucham koncertu organowego, z płytki kupionej ostatnio w Świętej Lipce.
W ostatnim okresie, potrzebowałem bardzo wsparcia duchowego. W stosunkowo krótkim czasie dwukrotnie dopadało mnie jakieś dokuczliwe grypsko. O ile w pierwszym przypadku wystarczył rutinoscorbin i herbata z cytryną i miodem, to w drugim potrzebny już był antybiotyk. Nietrudno sobie wyobrazić samopoczucie, jakie mną zawładnęło.
Pomimo swoich latek nie należę do ludzi, których łatwo przykuć do łóżka. Telewizja w przypadku choroby też jest ciężkostrawna. I wtedy wpadłem na pomysł godny polecenia.
Opatuliłem się w ciepły koc, usiadłem w fotelu, włączyłem sobie Chopina, przymknąłem oczy i... rozpocząłem spacer po alejkach parku w Żelazowej Woli. Jest początek maja, park się zazielenił, zakwitły pierwsze kwiaty, ptaszki rozpoczęły wiosenne trele. Doszliśmy z żoną do mostku. Oparci o balustradę słuchamy śpiewu ptaków, a pod mostkiem cicho szemrze Utrata.
Zauroczeni budzącą się do życia przyrodą, idziemy do dworku Fryderyka i oddajemy się urokowi tego wspaniałego obiektu. Po przekroczeniu progu, wchodzimy w zupełnie inny świat, świat skupienia i muzyki. Czujemy się jak w świątyni. Nawet młodzież, na zewnątrz wesoła, wprost hałaśliwa, tutaj w całkowitej ciszy przechadza się po pokojach, śladami bliskiego nam kompozytora. Oglądamy wystrój wnętrz, portrety, nuty. W saloniku stoi fortepian. Z głośników płyną do nas dźwięki znanych nam mazurków, polonezów, nokturnów. Po prostu - uczta duchowa.
Płytka się skończyła, ocknąłem się. Z żalem rozstałem się z Chopinem, z Żelazową Wolą, z romantycznym mostkiem nad Utratą i wróciłem do swego choróbska. Wziąłem kolejną porcję "prochów" i poszedłem do łóżka. Ale już w zupełnie innym nastroju, "czarne chmury" wiszące dotychczas nade mną gdzieś znikły, rozwiały się.
Grypa powoli mija, wracam do zdrowia. Państwu zaś życzę, żeby choroby wszelakie, omijały Was na kilometr. Muzykoterapię polecam, naprawdę skutkuje.

























Kontakt:
Tak, coraz bardziej tęsknimy
Tak, coraz bardziej tęsknimy do wiosny, zima mimo, że ładna w tym roku, to już się nam przejadła, i śniegu i mrozu mamy dość. Trzeba przetrwać jakoś do wiosny, bo wtedy dostaniemy ten wytęskniony zastrzyk energii - w międzyczasie musimy ładować akumulatorki tu się sprawdza Pana recepta, wygodny fotel, herbatka z miodem i cytrynką oraz muzyka, która pozwoli nam na relaks. Przeziębiony o dziwo tej zimy jeszcze nie byłem, może dla tego, że sumie nie wyleczyłem się do dziś z tego złapałem na wiosnę zeszłego roku, albo może organizm wie, że nie może sobie obecnie pozwolić na chorowanie.
Jurek --jak ładnie to
Jurek --jak ładnie to napisałeś.....od razu się rozmarzyłam , rozleniwiłam i chyba nawet po zakupy nie pójdę---będę się odżywiała "strawą duchową " od Ciebie......
Jak miło...
Jak miło spotkać na naszym forum bratnie dusze. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam.
Beethoven na smutki, Bach na
Beethoven na smutki, Bach na uspokojenie, Mozart na regenerację szarych komórek, Bajor na przemyślenia i refleksję a muzyka popularna na każdy dzień....:)
Panie Jurku – dziękuję :).
Panie Jurku – dziękuję :). Właśnie potrzebuję jakiejś skutecznej kuracji na dłuższe unieruchomienie. Ta podoba mi się wyjątkowo. Wyobraźnię chyba posiadam, a pod powiekami mogę znaleźć sporo zapamiętanych obrazów…zaraz nurkuję w płytach…
Świetnie napisane i
Świetnie napisane i prawdziwie. Chyba nie ma człowieka, który by nie lubił muzyki. Fajnie, że w tej różnorodności każdy może znaleźć coś dla siebie. Ja w zależności od nastoju, najczęściej słucham Janis Joplin i Blackout.