drukuj

Moja legenda o Marii i Gorzowie

Kategorie: Tagi:
Napisałem "Legendę..." i miałem nadzieję, że stanie się ona kanwą corocznych, multimedialnych spektakli na Rynku. Taką gorzowską przeciwwagą dla zielonogórskiego Święta Winobrania. Miastu się jednak pomysł nie spodobał.... Szkoda?

 

                      Legenda

o dobrej Marii co wodę nosiła i starającym się o jej rękę szpetnym Świnsterze

Czyli o sile miłości, której nie straszny kamień ni żelazo

Dawno, dawno temu (w 1257 r.), w samym środku Europy, na siedmiu wzgórzach, nad brzegiem rzeki zwanej Wartą, ludzie zbudowali miasto, które nazwali Landsberg.

Miasto położone na przecinających się traktach handlowych, wspomagane przez pracowitą rzekę przenoszącą na swoich barkach towary, rozwijało się i piękniało.

Rzeka kochała miasto: poiła jego mieszkańców, pracowała w młynach i spichlerzach, a latem pozwalała kąpać się bezpiecznie w swoich nurtach.

 

 

Mieszkańcy zakładali fabryki, urządzali parki i skwery, zbudowali piękne domy i most łączący oba brzegi przecinającej miasto rzeki. Przyjaźń rzeki z miastem trwała wieki i na cześć rzeki miasto nazwano Landsbergiem nad Wartą. Żyła w tym mieście nad Wartą Maria, skromna dziewczyna, dobra, cicha i pracowita. Maria bardzo kochała swoje miasto. W wolnych chwilach spacerowała po jego ulicach i była dumna z pracowitych sąsiadów. Dzięki zdolnościom, wytrwałości i wspólnej pracy jej ukochane miasto piękniało z roku na rok.

Wracając znad Warty lubiła stanąć na placu koło katedry i patrzeć na mieszkańców. Kiedyś stanęła z niesionymi akurat z Warty wiadrami pełnymi wody, postała trochę za długo... I tak już pozostała na postumencie fontanny.

Nadeszły złe czasy. Przez miasto maszerowały wojska. Maria, jak każda młoda dziewczyna, zauroczona była siłą idącej na wschód wspaniałej armii. W tłumie żołnierzy ujrzała pięknego chłopca o śmiałym, butnym spojrzeniu, świadomego swojej siły i zniewalającego dziewczyny wdzięku. Pomachał do niej ręką, a ona uśmiechnęła się do niego.

   Mijały lata. Wojny toczyły się gdzieś w dalekim świecie, ale Maria i ludzie nad Wartą żyli normalnie, może trochę biedniej, może w bojaźni, co im i miastu przyniesie los. Maria, choć zajęta codziennymi obowiązkami, nie zapomniała twarzy pięknego chłopca. Często o nim myślała.

Aż nadeszły dni, kiedy armia, która tak butnie maszerowała na wschód, wracała w niesławie, uciekając w popłochu. Maria na próżno wypatrywała chłopca, który zapadł jej w serce.

 

Ku swojemu zdziwieniu ujrzała jego twarz wśród żołnierzy armii ścigającej uciekinierów. Zrozumiała, że tacy sami chłopcy są w obu armiach: w tej kroczącej butnie na wschód i w tej idącej zdobyć Berlin, siejącej po drodze pożogę i spustoszenie. Poczuła niepokój i strach. Zrozumiała, że on maszeruje we wszystkich armiach, będąc na usługach siły zniewalającej umysły ludzi i całe narody, wiodącej je na zatracenie, nie pozwalającej żyć sąsiadom w przyjaźni, burząc ustanawiany od wieków porządek i harmonię.

I przyszło najgorsze. Zaczęła się poniewierka ludzi wypędzanych ze swoich miast i wsi, z małych ojczyzn. Maria, wraz z innymi mieszkańcami Landsberga, musiała opuścić swoje miasto.

Na ich miejsce przyjechali inni wypędzeni z innego kraju. Na zgliszczach pięknego kiedyś Landsberga nad Wartą zbudowali miasto, które nazwali Gorzowem.

Maria tęskniła za swoim miastem, za katedrą, rzeką i pięknymi miejskimi parkami. Mijały lata.

Zaszły wielkie zmiany. Znikła Żelazna Kurtyna, runęły mury oddzielające Wschód od Zachodu. Maria mogła już powrócić do swojego, choć zamieszkałego  przez innych, ale zawsze jej ukochanego miasta nad Wartą. Zajęła dawne miejsce na postumencie przy katedrze. Znów przygląda się miastu i jego nowym mieszkańcom. A gdy wszyscy zasypiają, Maria – jak dawniej - wymyka się na spacery po mieście.

 

Z każdego spaceru wraca jednak coraz smutniejsza. Miasto odwróciło się od rzeki, a jej ukochana Warta, obrażona na miasto, nie pozwalała wodzie tryskać w fontannie. Warta toczy swoje brudne, teraz leniwe wody i nie pracuje już dla miasta. W mieście zburzono dawny,   runął budowany   latami   porządek,   pozmieniano bieg ulic, zlikwidowano parki i skwery. Zapanował nowy, chaotycznie i pośpiesznie stanowiony porządek. Maria nie poznaje swojego miasta. Czuje, że to, co się stało z jej miastem, nie jest wynikiem przemyślanego trudu jego nowych mieszkańców i ich pragnienia życia w pięknym mieście, lecz ulegania przez nich podszeptom rozmyślnie mieszającego im w umysłach, ciągle odradzającego się w innych postaciach Złego. Tego samego, który chłopców o pięknych twarzach zniewala i wysyła na wojny, by z jego rozkazu siali pożogę i spustoszenie, by burzyli zastany, budowany wiekami ład i porządek. By przesuwali granice, wyganiali ludzi z ich domów i kazali im ciągle od nowa budować pozornie lepszy świat, w którym jest coraz mniej miejsca dla ludzi takich jak Maria: prostych, skromnych i pracowitych. Ludzi pragnących żyć godnie i spokojnie w swoich wiekami budowanych małych ojczyznach, z dala od wojen, bezduszności i brutalnej siły współczesnego świata, pragnących zapomnieć o istniejących i dzielących ludzi granicach.

Którejś nocy, podczas wędrówki po mieście odkryła, że na deptaku, arogancko, w poprzek dawnej pięknej ulicy, na dawnych torach tramwajowych przy arsenale, pojawił się On - znak czasu: arogancki, mocny, prowokujący swą bezwstydnie na widok publiczny wystawioną męskością. Mieszkańcy nazwali go Świnterem.

Maria dotąd nie znała go, bo stał do niej tyłem, skrywając twarz. Gdy teraz na niego spojrzała, rozpoznała chłopca, który kiedyś tak zapadł jej w serce.

On wyznał Marii, że przybył do Gorzowa, bo nie mógł jej zapomnieć, bo ją pokochał, kiedy ją ujrzał maszerując z armiami przez Landsberg nad Wartą. Zapragnął pozostać blisko niej zauroczony jej dobrocią, pracowitością i prostodusznością.

Kolejnej nocy, podczas wspólnej przechadzki po mieście opowiedział jej, jak to się stało, że jest wystawiony na pośmiewisko.

Daleko stąd, za siedmioma galaktykami, jest kraina Złego zwanego Totalitarusem. Trafiają tam od początku świata wszyscy młodzi chłopcy, którzy czynili na Ziemi zło, wcielając się w młodych żołnierzy walczących w armiach opętanych ideami Totalitarusa -  siejących strach, śmierć i pożogę.

I czekają tam na czas, gdy na Ziemi pojawi się kolejny Opętany, ten, którego Totalitarus zdoła natchnąć chęcią podboju, mordu i bezprawia. Wtedy wszyscy młodzi, piękni żołnierze pozostający w

 

 

krainie Totalitarusa odradzą się na nowo w ciałach i duszach młodych mieszkańców Ziemi, idąc na kolejną wojnę. Totalitarus niecierpliwie wyczekuje kolejnego Opętanego.

Na Ziemi ludzie zapragnęli jednak żyć w pokoju i przyjaźni. Europa, będąca zawsze zarzewiem konfliktów, jednoczy się, Zachód nie oddziela się już Żelazną Kurtyną od Wschodu.

Totalitarus dowiedział się o tęsknocie Świnstera do Marii i chęci zamieszkania z nią z mieście nad Wartą. Aby Maria nie mogła nigdy pokochać Świnstera, rozkazał mu, aby zamieszał w umysłach gospodarzy i budowniczych Gorzowa,  aby miasto pod ich rządami odwróciło się od rzeki. Świnster posłusznie wykonywał rozkazy Totalitarusa.

Totalitarus liczył, że Maria, która tak kocha swoje miasto i Wartę, nigdy Świnsterowi tego nie wybaczy. Zgodził się, aby Świnster powrócił do Mani, ale już nie jako dziarski, piękny młodzieniec, lecz w takiej zohydzonej postaci. I ma przyznać się, że kolejni gospodarze miasta, ulegając jego podszeptom, doprowadzili, by miasto odwróciło się od tak przez Marię ukochanej Warty. Totalitarus obiecał wyzwolić Świnstera spod swojej mocy i zwolnić ze służby, jeżeli Maria mimo wszystko odda mu swoją rękę. Wtedy będzie mógł znów przybrać postać pięknego, młodego chłopca i będą mogli razem zamieszkać i pracować dla dobra miasta.

Maria ze łzami w oczach wysłuchała jego historii. Żal jej go było ogromnie. Gotowa była zrobić wszystko dla kochającego ją chłopca i oddać mu rękę. Postawiła jednak warunek:

Musi raz do roku, w dzień powrotu Marii nad Wartę (lub w pierwszą po nim sobotę),  prosić ją oficjalnie o rękę na Starym Rynku,  wobec  zaproszonych na    okoliczność mieszkańców miasta i przyznać się do wszystkich swoich grzechów. Do tego, że nieświadomi niczego rajcy miejscy, ulegając jego podszeptom, zamiast działać dla dobra miasta, działali na jego szkodę. I ma publicznie ich za to przeprosić, wyliczając wszem i wobec wszystkie swoje przewiny. Zaproszeni do jego świty komedianci mają zabawiać zebranych.

A Rajcy Miejscy żałując, że ulegli namowom Świnstera, podejmą mieszkańców poczęstunkiem, śpiewem, tańcem i muzyką.

Coroczny odpust niech trwa tak długo, aż Świnster nie będzie miał za co rajców przepraszać. Wtedy dopiero Maria odda rękę Świnsterowi, a on sam przybierze postać zacnego obywatela i zostanie Honorowym Rajcą Miasta Gorzowa. Musi także  spowodować, aby miasto zwróciło się znów twarzą do rzeki, żeby wypiękniało wspólnym staraniem jej starych i nowych mieszkańców, we wspólnej już Europie bez Granic. 

Koniec...

bytek
Autor:bytek

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Meg
Meg ndz., 2010-01-31 17:24

Miło, że autor tej ( mi

Miło, że autor tej ( mi znanej od siedmiu lat ) legendy jest wśród nas...:) i mała prośba, czy mógłby Pan napisać do mnie na mail widoczny w podpisie? Pana nazwisko coś mi "mówi" ...to ważne

Roman
Roman ndz., 2010-01-31 17:10

Andrzeju...

... czy przedstawiłes swoja legendę tej firmie od Marki?

bytek
bytek ndz., 2010-01-31 19:07

E, tam...

@Roman:

Po co? Przecież to zawodowcy na usługach... Ja nie z tej bajki. :) Pozdrowionka.

Łuka
Łuka ndz., 2010-01-31 17:35

Panie bytku--gratuluję

Panie bytku--gratuluję wyobraźni...ładna ta historia z prawdziwą historią w tle....kiedy ekranizacja?---mam nadzieję ,że się odpowiednio wcześniej dowiem, by zorganizować przyjazd do G........pozdrawiam serdecznie

Łuka
edy
edy ndz., 2010-01-31 17:43

I ja gratuluję. muszę

I ja gratuluję. muszę przyznać, że nie znałem tej legendy. Ciekawie napisana, przeczytałem "jednym tchem".

rodorek
rodorek ndz., 2010-01-31 17:52

Nie wiem co napisać. Może

Nie wiem co napisać. Może tylko to, ze jestem pod wrażeniem. Legendę znałam, autora - nie. Jak to dobrze, ze jest ta MM-ka. Pięknie napisana legenda. Czy ma Pan jeszcze coś "na stanie"? Chętnie bym poczytała.

Nie dopuść, żeby Twoje marzenia zarosły zielskiem:)
Jamajka
Jamajka ndz., 2010-01-31 18:02

Ciekawy tekst, legendy nie

Ciekawy tekst, legendy nie znałam. Szkoda, że Miastu pomysł go gustu nie przypadł.

marcelina
marcelina ndz., 2010-01-31 19:11

Fajna legenda . Zaczytałam

Fajna legenda . Zaczytałam się.

Marcelina
bytek
bytek ndz., 2010-01-31 19:37

Przepraszam,

"z tych nerw" wkleiłem wersję jeszcze przed poprawkami interpunkcyjnymi, literówką itp..
Nawiasem: byla i jest cała koncepcja multimedialnego widowiska, świetne tłumaczenie na j. niemiecki autorstwa Karin Wolf, piękne ilustracje i scenografia autorstwa Ani Pawlenia - słowem kupa dobrej (?) nikomu już niepotrzebnej roboty :):):). A opublikowałem ją tutaj bo chciałem mieć swój mały wkład w dzisiejszy Dzień Pojednania...

Meg
Meg ndz., 2010-01-31 21:14

...może ktoś zechce wrócić do

@bytek:

...może ktoś zechce wrócić do projektu...?

Kika
Kika ndz., 2010-01-31 20:33

Bardzo mi się podoba.

Bardzo mi się podoba. Pozdrawiam zdolnego mm'kowicza:)))

AnnaM
AnnaM ndz., 2010-01-31 23:05

bytek...

znamy się tyle lat nie myślałabym że z Ciebie taka zdolna bestia legenda w dobrym smaku podobała mi się. Pozdrawiam Andrzejku legenda super.

Pozdrawiam
Patryk
Patryk ndz., 2010-01-31 23:12

Miastu pomysł się nie

Miastu pomysł się nie spodobał. To chyba nie miastu, a konkretnym urzędnikom, a szkoda, bo to świetny pomysł na promocję miasta. A co do samej legendy to czytałem jakiś czas temu, a teraz mam okazję pogratulować autorowi.

Patryk
Jurek
Jurek ndz., 2010-01-31 23:14

"Cudze chwalicie..."

"Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie". Czy trzeba lepszego dowodu na to, że miejscowych, zdolnych ludzi się ignoruje a "geniuszy" z zewnątrz gloryfikuje się, dając im zarabiać krocie.

bytek
bytek ndz., 2010-01-31 23:54

Dzięki

wszystkim za dobre słowa. To miłe, naprawdę. Pozdrawiam serdecznie. Andrzej.

Tomek P.
Tomek P. pon., 2010-02-01 12:20

Mnie też się podoba.

Widać, miasto nie docenia tego, co naprawdę dobre (patrz: nowy logotyp miasta). Ich strata:)

Magmag
Magmag czw., 2010-02-04 09:20

Lubię legendy, ale sama nigdy

Lubię legendy, ale sama nigdy jeszcze nie próbowałam ich układać. Ta - jest szczególnie fajna, bo... nasza. Gratuluję Autorowi. Rzeczywiście świetnie nadaje się do wykorzystania w dorocznych uroczystościach (np.podczas Dni Gorzowa).-----A gdyby tak wspólnymi MM-kowymi siłami spróbować jednak coś przeforsować? Z wystawą Kurta Mazura przecież się udało!

........................................................................................................................................................................ Dla zdrowia dobrego, trzeba serca wesołego...czego i Wam życzę...Maria Gonta
bytek
bytek czw., 2010-02-04 12:13

A ja mam inny pomysł...

@Magmag:

Na najbliższe wybory po Rady Miasta powołajmy komitet "Moje Miasto" i wstawmy na jego listę dobrze nam znanych, nie uwikłanych w żadne koterie, porządnych, spolegliwych, kochajacych Nasze Miasto, twórczych ludzi. A moją "Legendę..." wykorzystajmy do zorganizowania festynu miejskiego/kampanii na rzecz naszych kandydatów. Już to widzę: ożywiony uczuciem Świnter kroczy z hałaśliwą świtą na Rynek, a tam Nasi Kandydaci - jako Opiekunowie Panny Marii ( z też na tą uroczystość ożywioną Marią) - podejmują go i przyjmują od niego oświadczyny. Jest okazja do przedstawienia Naszych kandydatów, składania obietnic, świętowania... Na koniec festyn, poczęstunki, tańce, śpiewy i swawole. Słowem: fajny miejski festyn dla zaproszonych na tą okoliczność starych i nowych mieszkańców miasta. Jakby to fajnie przygotować to sukces murowany... Co wy na to?

Jamajka
Jamajka czw., 2010-02-04 12:16

Panie Bytku

@bytek:

a może by zaproponować taką sztukę wykorzystując Pańską Legendę podczas kolejnych Dni Gorzowa? Kto to będzie organizatorem? MCK chyba?

bytek
bytek czw., 2010-02-04 12:44

Proponowałem przed laty...

@Jamajka:

"Wysoka komisja" odrzuciła, " nie widziała" tego... Ja to widzę. Może za dużo wokól tego myślenia, może patrzymy przez inne okulary? ;) Nie będę się napraszał. Pozdrawiam serdecznie.

Jamajka
Jamajka czw., 2010-02-04 12:50

Ja bym się nie poddawała...

@bytek:

Ja bym się nie poddawała... :)) Tym bardziej, że skoro to przed laty było, to może i skład "komisji", i "widzenie" pewnych spraw uległo metamorfozie? :)) Ja tam liczę, że kiedyś to zobaczę nie tylko oczami wyobraźni... :))) Pozdrawiam serdecznie :))

Jurek
Jurek czw., 2010-02-04 16:22

Próbować do skutku.

Jamajka jak zwykle ma rację. Należy próbować ponownie, nie poddawać się, do skutku. Tym bardziej, że zbliżają się wybory a nasi politycy, słuchają wyborców tylko w tym okresie. Po wyborach wszystko wróci do "normy". A zatem trzeba kuć żelazo ... .
Pana pomysł, na powołanie komitetu wyborczego "Nasze Miasto", popieram. Uważam, że wśród MM-kowiczów jest wielu energicznych, oddanych naszemu miastu ludzi, którzy ten projekt mogliby zrealizować. Dowodem na to jest wystawa Kurta Mazura.

bytek
bytek ndz., 2010-02-14 06:11

Walentynkowy prezent!

Dla wszystkich Pań mam prezent na Walentynki - "Legendę o Marii", z ilustracjami gorzowianki Anny Pawlenia, pięknie poskładaną i przygotowaną do druku przez naszego Romana. Jeżeli któraś z Pań zechce przyjąć taki skromny ( ale z serca ofiarowany ) prezent, to wystarczy na MM-ce podać Meg swój adres e-mailowy. Meg prześle dalej :). Ale proszę pamiętać: to osobisty prezent - "wszelkie prawa zastrzeżone" :).

Magmag
Magmag ndz., 2010-02-14 07:23

Bytku - dziekuję :)))

@bytek:

Właśnie obejrzałam sobie przesyłkę od Meg. Jest piękna!

........................................................................................................................................................................ Dla zdrowia dobrego, trzeba serca wesołego...czego i Wam życzę...Maria Gonta
gonia
gonia ndz., 2010-02-14 08:26

:)

I ja również bardzo dziękuję, bytku! I Meg również za rolę listonosza:)

gonia
Meg
Meg ndz., 2010-02-14 19:02

"Legenda" i malutka prośba,

"Legenda" i malutka prośba, proszę o potwierdzanie jej odbioru na moje GG lub pocztę...tu prośba do Pani Marceliny. Proszę spojrzeć na pocztę.

Roman
Roman ndz., 2010-02-14 20:21

Wysylam

@Meg:

lżejsza wersje - do publikowania w sieci - tamta jest do druku - dlatego wiecej wazy... i trudniej ja wysyłac... poszla wersja sieciowa...

Jack McGreary
Jack McGreary ndz., 2010-02-14 22:04

Mam nadzieję, że nie popełnię

Mam nadzieję, że nie popełnię grzechu jeśli poproszę o tę legendę???

Nie zgadzam się z matematyką. Uważam, że suma zer daje groźną liczbę.
bytek
bytek czw., 2012-01-05 05:05

Znów rozgorzała dyskusja nad formułą Dni Gorzowa...

We wczorajszej GL znów zaczątek dyskusji nad tym czy, w jakiej formule ( pod jaką nazwą nawet! ) zorganizować tegoroczne Dni Gorzowa. Wypowiadają się etatowe "mądre głowy" od miejskiej kultury.
I żadnego nośnego pomysłu. Ale za to zachwyty nad ideą Nocnego Szlaku Kulturalnego - pomysłem Ewy Hornik, byłej już dyrektorki MCK , którą to ( w podzięce i w uznaniu zasług ) wymieniono na dłuuuugoletnią urzędniczkę: kulturalną, cichą, posłuszną władzy, nie wychylającą się... Obecna dyrektor MCK ( wspomagana przez specjalistów na "kreatywnych" etatach ) wie tylko tyle, że ... coś trzeba zmienić. To co? Może znów zatrudnić - za parę setek tysięcy z miejskiej kasy - jakąś zewnętrzną agencję po to, aby nam, gorzowianom, podpowiedziała jak, kiedy i w co mamy się bawić? :)