Mój Gorzów, jakiego już nie ma
Minął dwudziesty wiek. Jego i nasze lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte nie wrócą.
A jeszcze tak niedawno biegaliśmy po zboczach wzgórza pod koszarami.
Z obu stron wzgórza rosły piękne brzozy z płonącymi złotem i czerwienią jesiennymi grzybami. Nazwa ich zadziwiała, prowokowała do konsumpcji. Bo to były surojadki. Ale nikt nie miał odwagi spróbować. Na nasze szczęście zresztą.
Już na poziomie ul. Orląt Lwowskich zaczynał się nasz mały las, gdzie spędzałyśmy rajskie chwile.
Drugim poziomem obleganym przez nas, było pierwsze piętro wzgórza, powyżej Boh. Warszawy.
Z reguły docieraliśmy do półki pomiędzy piętrami. Tam odkrywaliśmy zarośnięte jakimiś krzakami dwie betonowe ławki, które nie miały oparcia i niewielki murek okalający jakiś zbiornik. Nie lubiliśmy tego miejsca, bo było tajemnicze. Mieliśmy poczucie, że nie jest nasze.
Nie zapuszczaliśmy się też powyżej, bo niedaleko mieszkali żołnierze i chyba zabraniali nam się zbliżać.
Uwielbialiśmy nasze zabawy w chowanego w krzakach. A te krzewy były niezwykłe. Były tak duże jak my, ale miały poskręcane, elastyczne, sprężynujące pnie. Zastępowały nam huśtawki, bo prawdziwe były inne, a zresztą nie było ich w naszej okolicy.
Wtedy gdzieś widziałam jedną prawdziwą huśtawkę. Była to deska umocowana na dole wielkiej liny przymocowanej do wysokiej drewnianej konstrukcji. Spośród wszystkich koleżanek, tylko jedna, śliczna i uśmiechnięta Marysia, która już dawno umarła, miała odwagę stać na tej desce i huśtała się pod niebo. Patrzyliśmy na nią z podziwem.
Woleliśmy nasze kosodrzewiny. Czasami przydepnięty przez nas pień nagle odbijał w górę i wyfruwałyśmy w powietrze.
Czołgaliśmy się pod plątaniną pni, chowaliśmy się w zakamarkach naszego lasu.
Wiosną te karłowe sosenki kwitły. Miały piękne żółte młode pędy i zasypywały nas złotym pudrem. Igły były dla nas litościwe. Były długie i miękkie i delikatne, czasami tylko, gdy spadałyśmy z podniebnej niby huśtawki bezpośrednio na czubki tych igieł, wtedy kłuły dotkliwie.
Przez wiele lat wracałam myślami do wzgórza mojego dzieciństwa.
Gdy przyjechałam do Gorzowa po 40 latach nieobecności, mojego wzgórza już nie było. Zniknęło to stare, smukłe, jakby ubrane w wiecznie zieloną obcisłą tkaninę. A na szczycie tej „postaci" kiedyś widoczne były jak na dłoni koszary.
Teraz porośnięte wysokimi drzewami, zatopione w ogromnej zieleni wydawało się niższe i było obce.
Szukałam tam śladów mojego lasu kosodrzewinowego i nie znalazłam.
Mój las, a właściwie mini las umarł.
I nikt nie pamiętał, że tam był.
Nawet umarła pamięć.
I zrozumiałam, że jak wszystko w życiu, przemijają lata, krajobrazy, ludzie, pamięć i przychodzi nowe...






























Kontakt:
Klarka piękne napisałaś,
Klarka piękne napisałaś, wspominasz swoje młode lata i na pewno były piękne ale Ty nie zapomniałaś one są w Twojej pamięci . Ja nie daleko tam mieszkałam chodziłam tam również i przez mgłę pamiętam a zwłaszcza te schody , nie można było tam wchodzić . Zdjęcia ładne chociaż czarno białe .
Klarka
Urodziłam się 1980 i nie znam takich fajnych zdjęć z przeszłości . Opowiadanie mi się bardzo podoba mimo ze nie żyłam w tamtych czasie to wzrusza mnie.
acha i chciałam dodać , że
acha i chciałam dodać , że zdjęcia są suuuuper!!!
Piękna pamiątka Klarko. Te
Piękna pamiątka Klarko. Te zdjęcia przywołują i moje wspomnienia. Będąc młodym chłopcem też tu spędzałem czas. ( 1965-1972 ). Serdecznie pozdrawiam.
edy, jak mi miło , że
edy, jak mi miło , że pamiętasz tamte wzgórza , wprawdzie trochę przesunęliśmy się w czasie :) . Tak bardzo kochałam tę kosodrzewinę ( może też dlatego że jestem półkrwi góralką ), że w swoim ogrodzie posadziłam ją przed domem , także lipę- bo przypomina gorzowskie lipy . Melduję też , że mała lipka i kasztanowiec przywieziony z G. czują się u mnie znakomicie. Pozdrawiam Wszystkich
edy , zapomniałam zapytać,
edy , zapomniałam zapytać, czy pamiętasz te metalowe kozły ( czy jak to nazwać ) przy ul. Boh Warszawy u podnóża wzgórza? Widać to na pierwszym zdjęciu, gdy się go rozwinie . Ale chyba jednak zniknęły na początku lat 60 albo wcześniej
Klarko, niestety nie
@Klarka:Klarko, niestety nie pamiętam...Na wzgórzach często bawiliśmy się z kolegami. "Nasz teren" rozciągał się od ulicy Chopina aż po schody. Pamiętam, że od strony Chopina rosły drzewa morwowe. Tam gdzie był targ budowano późniejszy bar "Stop". Po drugiej stronie było kino "Kolejarz" gdzie co niedzielę chodziłem na poranki. Mieszkałem przy ul. Asnyka. Były tam 3 bloki oddane do użytku w latach chyba 64-65. Jeden przy ul. Armii Czerwonej, drugi Grottgera i trzeci Asnyka. Było tam wielkie wspólne podwórko. uczęszczałem do SP nr 5. Bawiliśmy się wówczas też na tak zwanych "górkach gazowych". Miło wspominam tamte czasy. Serdecznie pozdrawiam.
Dwa pytania....
Czy Pani mieszkała w tym domu ? Czy Pani pamięta armatę stojącą na " pierwszym " piętrze schodów ?
Czy na ogródku za domem rosła pigwa i były dwa ule ?
Za dużo tych pytań . Chodziłem z kolegami do szkoły przez * górki saperskie * - tak nazywaliśmy Pani
tren dziecinnych zabaw . Szkoła TPD po wojnie , była dla dzieci z tej części miasta , szkołą jedyną .
Z ulic : Długosza , Matejki, Grottgra , Osiedla p. Stadionie , Armii Czerwonej , Tkackiej ,Żelaznej itd .
Najczęściej wracaliśmy przez *górki* , a nie przez Armii Czerwonej , bo - w tej kosodrzewinie , albo
pod płotem " saperskim* paliliśmy pierwsze papierosy " wyżebrane od wojaków .
W piątki - był targ koński na targowisku w miejscu , gdzie dziś jest stacja paliw BP . Tam się działo !!!
Sprzedawano konie , świnie , owce i chyba drób . W te dni , to musowo chodziliśmy przez Targowisko!
Było niebezpiecznie , raz to nawet kopnął mnie młody koń . Oj , działo się , działo !!!
Pozdrawiam serdecznie .
!!!
Ja też Klarko pamiętam te czasy.
@kaja1305:Na "górki saperskie ( też tak je nazywaliśmy ) też chodziliśmy się bawić, ale rzadko bo było to trochę za daleko ( wg naszej mamy ) od domu.
Pamiętam też konie ale na terenie obecnego Biowetu ( przy ul. Moniuszki ) w miejscu gdzie obecnie jest parking.
Często też spędzaliśmy czas w ogrodzie Szkoły Ćwiczeń, ( tak ją nazywaliśmy )( obecnie AWF )
było to miejsce bardzo blisko naszego domu, były tam bardzo ładne kwiaty i drzewka.
Pamiętam jak uciekaliśmy często przechodząc przez płot ( który stoi do dzisiaj ), jak woźny ze szkoły nas przeganiał. ( Potem w miejscu ogrodu wybudowali " Gajówki " )
Na boisku szkolnym graliśmy w piłkę. Na tym boisku ( zimą ) pierwszy raz jeździłem ( uczyłem się jeździć ) na łyżwach. Łyżwy miałem przykręcane do butów . Lodowisko było co roku zimą.
Naprzeciw ogrodu przy ul. Moniuszki był Komitet Partii, a powyżej ogródki.
Ulicą ( Moniuszki ) zjeżdżało się na własnej produkcji "wózkach" na łożyskach.
To były czasy.
Teraz jak odwiedzam mamę to jeżdżę dookoła AWF-u kombinując gdzie by można auto zaparkować.
Ja też mam kosodrzewiną posadzoną na działce. Już mnie przerosła.
Serdecznie Pozdrawiam.
Fajny artykuł i zdjencia. To
Fajny artykuł i zdjencia. To rze som czarno białe zupełnie mi nie przeszkadza. Jak byłam młoda to tylko takie były i było dobże. Dzienki artykułowi i zdjenciom powruciły dawne mlodziencze wspomnienia. Nie wiele ih, bo pamiendź w tym wieku jusz płata figle. Ale co nieco jeszcze pamjentam. Chodź wolałąbym nie pisadź co my robiliśmy na górkach, w kosodzewinie i jakie to cuda na targowisku moszna było nabydź. Potem zrobili tam bar i ten chłopy rzłopały tam na umur. A dzjeci miały dobre mjejsce do zjezdzania na sankach. I takie tam inne jeszcze bardzo osobiste żeczy.
Pozdrafiam aułtorke.
Tak bardzo czekałam, że Ktoś
Tak bardzo czekałam, że Ktoś się odezwie, który ma podobne wspomnienia:) Dziękuję Wszystkim. Odpowiadając na pytania- po urodzeniu mieszkałam w kamienicy przy ul. Kos. Gdyńskich 106, po kilku latach przenieśliśmy się na ul. Orląt Lwowskich, wtedy zwaną ul. Nowotki. Mieszkaliśmy w pierwszej kamienicy od koszar, po prawej stronie. Zresztą wtedy nie było bloków po lewej stronie tej ulicy:) . Z okien od strony podwórka widziałam rzeźnię. To było okropne , gdy tam nieustająco płakały zwierzęta . Targowisko było cudne- ileż tam się działo :) A konie widywałam idąc na działki , Tato nie mógł mnie oderwać od ogrodzenia. Były piękne. Wówczas nie zdawałam sobie sprawy, że mogą cierpieć. Przez kilka lat uczyłam się w szkole Ćwiczeń- potem tam stworzono szkołę tzw świecką( bez nauki religii) i przeniosłam się do szkoły na rozdrożu Estkowskiego ( czy Kos Gdyńskich ) i Łokietka. W szkole Ćwiczeń (podstawówce) mieli praktyki uczniowie obecnego tam Liceum Pedagogicznego a potem Studium Nauczycielskiego....Rozpisałam się, ale opowiadać można by długo....Miło , że znalazłam kosodrzewinowe i saperskie ślady :) Pozdrawiam
Droga Pani Klarko ....
Mało już zostało tych , co po wojnie przyjechali z rodzicami na te "Ziemie Odzyskane " ?
Straciliśmy chyba więcej , niż zyskali ! I tych , co urodzili się już po wojnie . Pamiętam , że
na naszej ulicy , ( nie dosłownie ) - urodziła się pierwsza gorzowianka . , Krystyna .Przykro mi ,że nie mam zdjęć z czasów powojennych . Mało kto miał w domu aparat fotograficzny . Powojenna bieda .
Nie wiem , czy widziała Pani zdjęcia Pana Kurta Mazura ? Zdjęcia powojennego Gorzowa ! Ciekawe nie tylko dla nas , ale także dla młodych gorzowiaków np. Olenka .
Ciekawi mnie w dalszym ciągu , co się stało z armatą stojącą na tych schodach "saperskich" . Może
Pan Piotrowski , historyk dziejów Landsberga i Gorzowa Wlkp. będzie coś wiedział ?
Może , ktoś ma zdjęcie ? Ta armata tak utkwiła w mej pamięci , bo - jak to chłopaki , pewnego dnia po szkole , ktoś rzucił hasło * spuścimy ją na dół * - NO iiiiii - UDAŁO SIĘ !!!!
Ale uciekaliśmy górkami tak ,że nikt nas nie złapał ( i chyba nikt nie gonił) . Póżniej armata stała
ponownie ( chyba ) , na swoim miejscu !
Pamiętam też , te " metalowe kozły " - to były zapory P. czołgowe . Kilka ich chyba było ł Nic ciekawego dla chłopaków .
Ale już kiedyś wspominałem na mm-ce ,że zapamiętałem Bardzo Uroczysty Apel w 1953 roku.
Zmarł Wielki Człowiek - J . STALIN . Apel odbył się na boisku szkolnjm Szkoły Ćwiczeń TPD
na tym samym , gdzie uczył się jazdy na łyżwach , QUWERTY . Myślę ,że tych z " Naszej Szkoły"
jest jeszcze sporo , ale rozproszeni po świecie i nie interesują się internetem - a szkoda !
Pozdrawiam .
wspomnienia mlodych lat
Od lipca 46r mieszkalem na ul. Boh W-wy 14 , bawilismy sie z chlopakami na gorkach wojskowych na schodach stala armata , ponizej zapory przeciwczolgowe a na placu urzadzalismy zawody w biegach z fajerką a potem z felgą rowerową na drucie, gralismy tez w pilke szmacianke (bo zadnej innej nie mielismy- takie czasy) na gorkach wojskowych rozly krzaki plozace z jablkami dzikimi nie bylo wtedy prawie zadnych drzewek brzozowych (wyrosly pozniej), biegalismy tez na boisko szkoly(teraz awf) przez mor za co gonil nas wozny, na gorkach wojskowych budowalismy z desek "budy" w ktorych bawilismy sie jak w domkach, w zimie zjezdrzalismy z gorek na sankach albo nawet ze schodow gdy bylo wiecej sniegu.Niektore okna z domu wychodzily na podworko i na rzeznie skad slychac bylo pisk zarzynanych swinek i krowek. W budynku remontowanego obecnie akademika AWF miescila sie Powiatowa Rada Narodowa a naprzeciwko w miejscu schodow do Askany byl betonowy zbiornik p pozarowy z woda i byly wypadki utoniecia. Oj duzo by mozna bylo wspominac a czas ten tak szybko leci ze dzisiaj juz jest 2012 rok. Pozdrawiam wszystkich z tamtych czasow.
<>
Świetnie napisane.
Ja pamiętam ten rejon tylko z lat 80-tych, chodziłem pod płot do żołnierzy i za najczęściej wino własnej roboty nabywałem mundury polowe (wino oczywiście podkradane ojcu).
Mój teren zabaw w latach 70-tych to tzw.górki, teren leżący między oś. Widok a Pl.Staromiejskim.
Wojny pomiędzy osiedlami, szaleńcze jazdy na sankach, wypalanie trawy i inne "zabawy".
Kiedyś my umieliśmy się bawić, niestety nasze dzieci i wnuki przeważnie komputer.
Pozdrawiam.