A mnie jest żal zim z mojego dzieciństwa
Dzieciaki promienieją, a my otulamy się szalikami, wciskamy czapki głęboko na uszy i marudzimy pod nosem. Brrr…nie lubię zimy!
Ejże! Naprawdę??? Jak już dopadnie człowieka „siąd” albo „sks”, to nie ma dla niego ratunku? Ależ skąd! Przecież każdy z nas lubił zimę, trzeba to sobie tylko przypomnieć.
Może warto spojrzeć w głąb siebie? Może za mało w nas dziecka? Proponuję terapię.
Usiądźmy wieczorkiem przed kominkiem lub oprzyjmy plecy o cieplutki piec, zamknijmy oczy i dajmy się ponieść wspomnieniom. Pomału pod powiekami pojawiają się niegdysiejsze śniegi, a dech w piersiach zapiera radość w kolorze białym. (Zaznaczam, że opieranie się lub wpatrywanie w kaloryfer nie daje tego efektu. Żeberka kaloryfera są bezduszne. Posiadacze wymienionych wyżej wynalazków to szczęściarze).
Pamiętacie sanki ciągane po białym puchu? Na Towarowej mieliśmy taką prywatną górkę, z ulicy na podwórko. To co, że nieduża, była za to bezpieczna, a dla nas – małych – niczym Czomolungma. Najlepiej jednak jeździło się po górkach w Parku Słowiańskim. Później, naszym dzieciom utworzono tam nawet tory saneczkowe.
Pamiętacie piruety na „Lodostilu”? Tchórz ze mnie wielki – nigdy sama ich nie wykonywałam. Dostałam w dzieciństwie łyżwy dwuszynowe i…koncertowo nauczyłam się na nich (w nich?) spacerować. W trosce o własną „pewną część ciała” nie dałam się namówić na dalszy etap wtajemniczenia.
Właściwie to szkoda, że taka byłam akuratna i ostrożna. „Królowo moja”- mawiał do mnie ukochany wujek Artur. I tak pewnie (jako szkrab) się czułam, skoro nawet Starszy Brat – moja Wyrocznia, moja Alfa i Omega nie miał wpływu na moje zimowe umiejętności. Nie nauczę się i basta! Przecież mogę się przewrócić! Stłuc królewski tyłeczek, albo – co gorsza – pobrudzić futerko ze sztucznego misia! („Mamusiu, a czy sztuczne misie zabijają?” – na ten dylemat otrzymał odpowiedź już Starszy Brat. Mogłam więc dumnie nosić swoją kurteczkę podbitą tymże misiem).
Pamiętam jedyny zjazd na nartach, na który dałam się namówić. Starszy Brat zapiął mi na butach śliczne, dopasowane do wieku i wzrostu „deski”, do ręki, zamiast kijków, podał linkę (przywiązaną „dla bezpieczeństwa” do sanek, na których sam usiadł) i…hajda w dół. Nie dane mi było doświadczyć świstu w uszach podczas szusowania po stoku Czomolungmy z Towarowej. Najpierw zjechały sanki, za nimi ja…na brzuchu, a bokiem minęły mnie narty, które złośliwie wypięły się podczas szarpnięcia. I to był koniec „oślej łączki”. Postanowiłam sobie – nigdy więcej nart! I – o dziwo – wytrwałam w tym postanowieniu, (czego dzisiaj szczerze żałuję).
Pamiętam też kuligi w podgorzowskich lasach. Wielkie sanie ciągnione przez konie, a za nimi sznurek pomniejszych sanek. Wszystko kończyło się w dodatku wielkim ogniskiem z pieczeniem kiełbasek i grzańcem (przepraszam za wyrażenie) „łamidupą” dla dorosłych. Miałam to szczęście, że tatowy duch wędrowniczy podpowiadał mu, by organizował także zimowe atrakcje.
Wspominać tak można w nieskończoność. Spróbujcie zresztą sami.





























Kontakt:
Mi zal jest dziecinstwa
Mi zal jest dziecinstwa szkoda ze nie wroci nigdy. Zimy pamietam mniej zimowe jak pani. Jezdzilo sie na sankach. Jestem za mlody zeby miec wspomnienia jak pani ale jak pisalem szkoda dziecinstwa.
Oj się rozmarzylam, Pani
Oj się rozmarzylam, Pani Magmag--wróciły wspomnienia--rzewne teraz z perpektywy tylu już lat....na sankach spod domu w dół dawnej Nowotki=Orląt Lwowskich; wyczyn saneczkarski w Parku Słowiańskim ,zakończony powrotem do domu we łzach i z deseczkami z których zbudowano kiedyś moje sanki...narty były tzw poniemieckie i tajemniczo białe...a łyżwy na lodzie rozlewisk Warty po stronie Zawarcia...i ten śnieżny śnieg....Dzięki z ten art ,wróciłam do G. mojego dzieciństwa.....pozdrawiamserdecznie
Chociaż nie mam takich
Chociaż nie mam takich wspomnień, bo nie przypominam sobie tak ostrych i śnieżnych zim, przeczytałam z przyjemnością.
Kochana Mario kiedys to bylo
Kochana Mario kiedys to bylo snieznie. Bardzo ladne rodzinne zdjecia dolaczone do artykulu. Pani Meg wabila nas wspomnieniami pachnacego scniegu na wigilie a Maria pozwala wrocic do barzdiej przyziemnych wspomnien ale tak samo waznych i pieknych. Wesolych swiat !
Miłe wspomnienia, ciepły,
Miłe wspomnienia, ciepły, mimo, że zimowy tekst, Pani Magmag :). Z górek w Parku Słowiańskim zjeżdżałam, a do samego parku na saneczkach mnie i kuzynkę "wiozły moja mama i ciocia. Opatulone ciepłym kocykiem, byśmy przypadkiem nie zmarzły, na drewnianych saneczkach z oparciem... Ech, miłe wspomnienia dziecięcych lat. Narty (plastikowe jakieś ;)) nałożyłam w Karpaczu albo Szklarskiej, tu do końca nie pamiętam, ale pamiętam jak dziś, jak stanęłam na górze na sztywnych, wyprostowanych nogach, ruszyłam i ... zjechałam, cały czas wyprostowana. I zjechałam cała! :) Jedynie z hamowaniem miałam problem, i w tym przypadku i później, ale znalazłam sposób - siadałam na pupę :D. Bardzo lubiłam się ślizgać "na butach" - mieliśmy z boiska zrobione lodowisko i kilka takich porządnie wyślizganych miejsc. :) Łyżwy miałam okazję spróbować w okolicy teraźniejszego hotelu Gracja bodajże. Tam Kłodawka wylewała i zamarzała, i świetnie było dopóty, dopóki lód nie zaczął pękać. Odpuściłam więc łyżwy ze strachu przed wpadnięciem w wodę.
Przywołałaś wspomnienia
Przywołałaś wspomnienia Mario...
:)
Każdy chyba żałuje...Byliśmy piękni i młodzi - teraz tylko - i - zostało :) Dla mnie zimy to sanki na dolince - tak nazywaliśmy przejście między Kasprowicza a Żeromskiego, na Kossaka zjazdy na tornistrze, wciskanie żołnierzom, wracającym z poligonu ( dla młodzieży - kiedyś wojsko przemieszczało się na piechotę) sznurka od sanek - niech pan nas przewiezie -, później już to park Zacisze z resztkami dawnego toru saneczkowego, Słowiański, gdzie brat pięknie złamał nogę...
Mario...
Mario wspomnienia z dzieciństwa każdy ma, jeden pamięta drugi nie. Ja tez mam wspaniałe wspomnienia z zimowych wypraw. Tam gdzie jest szkoła 15 tam była bardzo wysoka góra ze skocznią .Pamiętam jak zjeżdżałam z tatą jak sanki rozsypały się. .Pamiętam jak płakałam na czym będę teraz jeżdżic , tata poszedł do sklepu i kupił mi nowe sanki bo tamte były po niemieckie drewniane. Kuliki też pamiętam najgorzej mieli ci co byli w kuliku na końcu było wesoło zimy były grożne .
Ja tez mam wspaniałe wspomnienia z zimowych wypraw
@AnnaM:... zwłaszcza na Sylwestra... Tylko teraz kubły na smieci juz plastikowe...
Wspomnienia....?
Z każdym rokiem dalsze,jakieś bledsze,lecz wciąż piękne.....
Oj było tych przygód z
Oj było tych przygód z sankami, one sobie, a my sobie. To prawda, jako dziecko lubiłam śnieg i mróz. Co to się z człowiekiem porobiło, bo teraz zimy nie lubię, chyba, że na obrazach lub fotografiach. Pewnie to przez te piece :))) Fajnie przypomnieć sobie dziecięcą zimę.
Żałoba narodowa?
http://wiadomosci.onet.pl/2099186,11,juz_40_ofiar_zimy__bedzie_kolejna_m... --- ile musi byc ofiar aby Prezydent taką zalobe oglosił?
Czytałem. Te statystyki są
@Roman:Czytałem. Te statystyki są przerażające a zapowiadają się kolejne mroźne noce. Mój termometr za oknem w tej chwili wskazuje -14 st.C no i zaczął padać śnieg.
...
@Roman:Ci ludzie umierali w ciszy, więc żałoby narodowej nie będzie. Może później, po odtańczeniu sylwestrowych tańców....albo już po karnawale....
Ach te wspomnienia...Moje
Ach te wspomnienia...Moje dzieciństwo na sankach to przede wszystkim "górki gazowe".Wiele tam się działo...
:)
Panie, Panowie www.youtube.com/watch?v=eKiujDWRBAM :)))
Alberto Tomba?
@gonia:To o nim piesń?
:)
@Roman:choć piękny był Tomba, to nie o nim ta pieśń :) I nie wierzę, że Pan Roman nie wie, że to o śniegu jest...Pozdrawiam...
Moje wspomnienia .......
Zimy po wojnie , lata 50 -te i 60-te , były całkowicie inne niż obecnie
Górki " gazowe " - o których wspomina edy , są mi znane , bo to mój rejon ,
mieszkaliśmy przy stadionie . Najlepiej się jeżdziło z góry od stadionu , pod wysokim napięciem , aż prawie do stacji transformatorowej . Tylko te powroty pod górkę
z sankami . Obecnie teren nie do poznania . Inny świat . Garaże , ulice , domki .
Tam były pola , zarośla z tarniny , z norami zajęcy , w zimie kuropatwy zmarznięte stadka na śniegu , nieraz po kolana było śniegu .A najbardziej pamiętam fakt
powrotu do domu z łyżew, łyżwy były przykręcane kluczykiem do butów . W obcasie
szewc montował taką specjalną kwadratowa blaszkę z otworem na zamocowanie
łyżwy . Przed domem jeden z starszych kolegów , powiedział ,że teraz łyżwy sa słodkie . Ja nie namyślając się długo , chciałem polizać . Mama musiała polewać
z czajnika ciepłą wodą żeby odkleić język od łyżwy . Słodko nie było .
Pozdrawiam Kaja 1305
Jak czytanie pamiętnika .
Jak czytanie pamiętnika . Ładnie . Pozdrawiam :)