Maja i jej znaczenie w rodzinie
Urodziła się ta nasza "przylepa" w lutym 1994 roku. Już na emigracji, na naszym dobrowolnym wygnaniu, którego za żadne skarby nie powtórzyłbym po raz drugi. A przynajmniej nie w taki sposób... niezorganizowany. Ale takie sposoby lubi moja żona. Od tamtej pory nie ma dnia bym nie tęsknił za Polską intelektualną, towarzyską, kawiarnianą. Taką swojską i swoją, bez niedomówień językowych i szoków kulturowych.
Maja rosła nam jak na drożdżach. Nawet się nie obejrzałem jak przyszła któregoś dnia z chłopakiem do domu. Później było załamanie z powodu zerwania z Markiem. Nie trwało długo, bo pojawił się Patryk. Dawny kolega ze szkoły katolickiej. Maja znowu jest szczęśliwa i radosna wśród kolegów, koleżanek i znajomych. Zbuntowana wśród rodziny. Nie akceptująca niczego, co jest objawem tzw. rodzinnej ingerencji w jej "dorosłe przecież" życie. Umie najlepiej, wie najlepiej i zna się na wszystkim najlepiej. Taka jest dzisiaj Maja. Nie toleruje uwag - oczywiście naszych, rodziny - w stosunku do tego jak się ubiera, jak postępuje i co zamierza.
Moim zdaniem, ten zbuntowany okres dojrzewania młodej dziewczyny jest najtrudniejszym czasem rodzica. A szczególnie rodzic który spotyka się z tym po raz PIERWSZY w swoim życiu. Zgodnie z wypowiedziami moich młodych koleżanek z pracy, jest to naturalny przebieg dojrzewania kobiety, który po... kilku latach przechodzi i wtedy stosunki miedzy córką i rodzicami staja się ponownie NORMALNE. Wierze w to, ale przetrwać ten czas, to w pewnych momentach jest bardzo trudno. Nie zagłębiam się w szczegóły.
Mam dużo czasu i miejsca na to. Błażek też nadał imię ptakowi-mężczyźnie, Bella. Może on i śliczny, ale jak mam cokolwiek mówić o NIM, to mówię o NIEJ. Cały świat na głowie stoi kiedy myślę o naszych dwóch psach, dwóch kotach, czterech akwariach z rybami, ptaku wygwizdującym melodie, trójce dzieci i żonie.

























Kontakt:
Super tekst. Pozdrawiam
Super tekst. Pozdrawiam ciepło
Witaj
Witaj Henryku! Doskonale Cie rozumiem,moja siostra ma córke w tym samym wieku co Twoja.I te same problemy.Wagary,popalanie papierosów itd.Syuacja była na tyle poważna,że szukała pomocy u psychologa.Przyznam,że niewiele to pomogło.Myśle,że trzeba przeczekać ten czas buntu.Życze dużej cierpliwości.
Wiek dojrzewania jest jak choroba trzeba ją przechorować
Moja jest malutka==nie wiem jaka będzie gdy przyjdzie jej wiek=="dojrzewania
Dla Baśki czyli Darii ważna informacja!
"Copyright by Henryk Chrzanowski":))
Fajnie napisane, Panie
Fajnie napisane, Panie Henryku, acz zazdrościć nie zazdroszczę, wszak wiem najlepiej, bo z autopsji, co znaczy wiek buntu (mimo, że dawno już mam go za sobą) ;). Zatem życzę dużo cierpliwości i spokoju, to przejdzie :)). Pozdrawiam serdecznie :))
Moja córka ... rocznik 1989
....to prawda, co mówią Pana koleżanki, moja córka okres buntu przeszła bez większych burz,ekstrawagancji czy problemów wychowawczych aczkolwiek nie obyło się bez słynnego "wiem lepiej"...na szczęście w okres dorosłości weszła bez tzw. skaz i tego Pan i Pana Rodzinie a przede wszystkim Mai życzę...będzie dobrze, najważniejsze dla Niej jest to że Jesteście...:)
Doskonale znam to z własnego
Doskonale znam to z własnego doświadczenia jestem ojcem dwóch dziewczynek hi hi hi dziewczynek! Przecież to już dorosłe kobiety. Dzięki ich intensywnym staraniom zostałem dziadkiem . Ale wiem jak to jest kiedy one chcą być mądrzejsze nie tylko od rodziny ale całego świata. Dobrze,że to już minęło.
Dziekuje...
Wam za slowa otuchy i zrozumienie.Oczywiscie , nie ma innego wyboru jak przeczekac ten niecodzienny okres.
O, chcialbym przy okazji bardzo podziekowac Panu Redaktorowi Naczelnemu za poprawki i uzycie polskich znakow w moim artykule, aczkolwiek uwazam, ze tytul jaki ja wybralem - byl to tylko "Maja" - byl ...bardziej tajemniczy i wg mnie lepiej pasowal do calosci:) Ale , to juz sprawa drugorzedna, bo o ile sie domyslam, to Redakcja ma prawo do zmian nadsylanych tekstow. Tylko czy bez uzgodnienia ... z autorem?
Każdy chyba przechodzi taki
Każdy chyba przechodzi taki "okres burzy i naporu", ale dość rzadko czyta się o ojcowskim punkcie widzenia...bardzo ciepło napisane...z troską. Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, że wspólnie przez to przebrniecie :)) Pozdrawiam