Łyżwiarze i wspomnienia minionych zim
Umówiłam się z kimś przy Torwarze. Mam jeszcze czas. Wchodzę do środka. Tam muzyka. Właśnie walce wiedeńskie. Wielka, lśniąca i idealnie gładka lodowa płyta. Roztańczone dzieciaki. Kolorowe, pięknie ubrane, białe buty wysoko i równo sznurowane. Spódniczki rozwiewane w tańcu.
Przefruwają przed oczami jak lekkie różnobarwne ptaki. Potem już widzę tylko ich cienie. Obraz za mgłą, bo właśnie wraca moje gorzowskie dzieciństwo....
Widzę Ojca, który starannie przykleja zdjęcie do zbrązowiałej szorstkiej karty starego albumu.
Oglądam to zdjęcie.
To było pół wieku temu.
Było.
Zima. Ta wytęskniona nagła biel za oknem, wielkie puchate śniegi, sanki, narty i łyżwy. Warta zniewalana nocnym mrozem. A potem już uległa, otwierająca zawarciański dziecięcy raj.
Wtedy zakładam stare, obwisłe i przetarte na kolanach dresy. Szczęśliwa i całkiem nieświadoma swojego dziwacznego wyglądu, zbiegam w dół swojej ulicy, obecnej ul. Orląt Lwowskich. Nadal mam w uszach ohydny metaliczny rytm wybijany przez moje buty podkute metalowymi blaszkami, które ochraniają podeszwy przed zniszczeniem. Na ramieniu dumnie się kołyszą łyżwy, zawieszone na postrzępionych rzemiennych paskach. Są stare, poniemieckie, z zębatymi łapkami. Wprawdzie srebrzyste ale z siecią bruzd, z rysunkiem który czas wyrysował.
Nie myślę o tym, że należały do jakiegoś niemieckiego dziecka, które może teraz za nimi tęskni. Teraz to moje łyżwy i moja radość.
Droga przez most na Warcie wydaje się bardzo długa. Ale już docieram na przeciwległy brzeg rzeki. Siadam na skarpie. Przykładam łyżwę do buta, z trudem wkładam w specjalne miejsce krótki, grubaśny i zagięty klucz z dziurką i zgrabiałymi palcami przekręcam go kilkakrotnie. Ząbki trzech łyżwowych łapek z lubością zagłębiają się w obcas maltretowanego buta. Zakładam drugą łyżwę.
Potem bardzo wolno wkraczam na lód.
Nieruchomieję, bo zawsze muszę obejrzeć to, co pod nogami. Tam jest niezwykły, bajkowy, lodowy świat mojej łąkowej Warty . Tam wielka przezroczystość i zatopione w niej sterczące pionowo trawy. Jeszcze zielone. Jakby nagle zaczarowane przez tajemną królową Zimę. To wszystko zadziwia, zachwyca i onieśmiela. Przecież jest takie delikatne. Boję się, że zniszczę ten zielony kryształ podlodowej łąki.
Po chwili jednak zapominam o tych zachwytach i niepokojach. Wyruszam przed siebie. Jestem wolna jak ptak i szczęśliwa, gdy gnam z wiatrem w zawody .
A obok cicho czuwa moje zziębnięte zimowe Miasto...
Teraz wracam do rzeczywistości. Walce wiedeńskie dookoła... i myślę, że te kolorowe dzieci zamknięte w puszce Torwaru, wirujące w tańcu na gładkiej lodowej tafli, nie wiedzą, że można inaczej. Tak jak na rozlanej gorzowskiej Warcie. Gdzie przestrzeń i prawdziwa wolność...






























Kontakt:
Piekne !
Piekne !
Bardzo cieszę się że pani
Bardzo cieszę się że pani wróciła ze swoim wrażliwym piórem. Dziękuję za wzruszający artykuł.
Pozdrawiam
Piękny wzruszający tekst.
Piękny wzruszający tekst. Wywołał moje wspomnienia. Co prawda nie ślizgałem się po Warcie ale tak jak Ty, często po lekcjach zbiegałem w dół najpierw ulicą Armii Czerwonej a później Buczka aby ślizgać się po stawie w Parku Róż. Były to lata 60te...Teraz gdy czasami odwiedzam Słowiankę wracam myślami do tamtych lat. Tęsknimy za naszą młodością. Świat był wtedy inny, wydaje mi się, że lepszy...
Wspomnienia to taka delikatna
Wspomnienia to taka delikatna struna, która zaczyna lekko drgać w momencie kiedy nagle i niespodziewanie poruszona Czymś wyda pierwszy nieśmiały dźwięk, by za chwil parę, gdy wsłuchamy się weń ożyć, zagrać najgłośniej jak potrafi...z takich oto dźwięków naszych wspomnieniowych strun tworzą się stare - nowe powroty, do miejsc, ludzi, czasu...do lat "niewinnych jak pierwsze kochanie" :)
Ładny komentarz pani Meg
@Meg:Ładny komentarz pani Meg
Zaczytałam się
… pod powiekami pojawił się obraz dziewczynki, która zazdrościła Starszemu Bratu takiego ślizgania, o którym piszesz, ale sama… sama nie odważyła się na to nigdy. Ta dziewczynka to oczywiście ja :). Moje zapamiętane z dzieciństwa łyżwy były dwuszynowe, a i tak wolałam w nich dreptać po chodniku.
:)))
:)))
Piękny i wzruszający tekst.
Piękny i wzruszający tekst. *Wszystkiego dobrego na Nowy Rok
:) ^-^
Prześlicznie napisane, Łuka :) Ja w dzieciństwie miałam takie podwójne łyżwy, na których nie za bardzo można się było rozpędzić i poczuć wiatr we włosach, zawsze chciałam mieć figurówki ale jakoś zawsze brakowało na nie pieniędzy :) A i jeździć nie za bardzo było gdzie. :p
A z tych małych łyżwiarzy może wyrosną medaliści olimpijscy :D Kto wie...
Tak, nickole , to ja:)...i te
Tak, nickole , to ja:)...i te super spodnie też moje:)....rok 1955- jak Tato napisał w albumie...oglądam to zdjęcie- i nie wiem co to za komin gorzowski w tle , po lewej stronie.....ja o łyżwach rozmyślam , a tutaj wczoraj widziałam tańczące najprawdziwsze komary:)...pozdrawiam
Zgaduję
Komin Roszarni?
A może komin tartaku
@Kadek:A może komin tartaku
Ja
nie miałam łyżew ale moja koleżanka miała i to figurówki . Chodziłyśmy do Parku Róż na stawek pojeżdzić . Pamiętam jaki problem był żeby dostać się na stawek ponieważ przy brzegu nie był aż tak mocno lud zamarznięty , kto przeskoczył dale nie wpadł do wody , mi raz się nie udało wpadłam do wody ,mieszkałam blisko i taka zmoknięta wróciłam do domu. Łuka wszystkiego najlepszego w Nowym Roku , Gorzowianko miałaś przyjechać do Gorzowa i co się stało , że nie przyjechałaś .
Wspaniały,wzruszający tekst
Wspaniały,wzruszający tekst Łuko:)Dzięki Twoim wspomnieniom,przeniosłam się na chwilę do swoich.Pamiętam,jak na gwiazdkę dostałam swoje pierwsze, wymarzone łyżwy.Jaka byłam szczęśliwa:).Chodziłam z tatą nad Wartę i tam próbowałam swoich sił na lodzie.Marzyłam wtedy,żeby zostać łyżwiarką.Tak było do czasu,kiedy zwichnęłam sobie nogę i na jakiś czas odechciało mi się łyżew.
:))) super
:))) super
Witaj.
Witaj Łuko. Jak miło Cię znów widzieć i czytać. Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo "wichrowe wzgórza" stęskniły się za Tobą. Brakowało mi tych wspomnień, opowiadań które zawsze emanują ciepłem, tęsknotą, romantyzmem. Nie zapominaj o nas, proszę. Pozdrawiam serdecznie.
Bardzo sentymenalny, dobry
Bardzo sentymenalny, dobry tekst
Pozdrawiam serdecznie Łuka :),:),:)
A pamietacie Lodostil? Ja jak
A pamietacie Lodostil? Ja jak siegne pamiecia to byly chyba 1969 rok . Poszedlem z tata na lyzwy. Oboje wrocilismy poobijani - ojciec z kontuzja kolana, a ja lokcia. A wczesniej jezdzilismy na naturalnym lodowisku, ktore bylo w Parku Slowianskim. Buty byly specjalne a lyzwy przykrecane do nich. Pamietam, ze chyba na lodowisku w parku byly rozgrywane takze mecze hokejowe. Nie wiem czy zachowaly sie jakies zdjecia, ale przeszukam pudla, byc moze cos sie zachowalo.
Specjalnych butów , takich z
Specjalnych butów , takich z dziurką w obcasie niestety nie miałam:)...rozmawiałam z Przyjaciółką gorzowską - ten komin, to prawdopodobnie nieistniejąca już cegielnia , która znajdowała się gdzieś w okolicy ul. Teatralnej, ponoć obok stylizowanego muru z bluszczem . A brat koleżanki ślizgając się na Warcie przy Wale Okrężnym , oberwał od chłopaków z Zawarcia, bo znalazł się na ich terenie.:)....czule pozdrawiam
Wichrowe Wzgórza :)
Na zdjeciu widoczny jest
Na zdjeciu widoczny jest komin nieistniejacego dzis tartaku, a zdjecie zrobione zostalo na ulicy Wal Okrezny. Tartak znajdowal sie przy nowym moscie na Warcie - zdaje mi sie ze ma nazwe Lubuski
Tartak przy Szpitalnej
Warto dodać (bo słabo komin widać), że chodzi o tartak po "tej" stronie miasta, nie przy Wale Okr.
Delphinenhaus,
@Delphinenhaus:No, chyba jednak nie przy Szpitalnej...
Szpitalna kończyła się skręcając w Teatralną, przed torami kolejowymi jeszcze.
A komin jest na terenie OTL, obok dawnej przystani kajakowej, przy kanale - już za torami.
A jeżeli byłby przy Szpitalnej jednak, to tylko na terenie poletek doświadczalnych dawego IUNG-u, tam gdzie teraz Lindl... .
Ale z tej perspektywy nie byłoby go widać. Pozostaje więc OTL...
Za OTL-em, idać wzdłuż torów, było oficjalne, albo i dzikie wysypisko śmieci. Szukaliśmy tam skarbów...
Jeżeli to wysypisko było oficjalne, to i komin miałby ( spalarnia?) uzasadnienie.
Pamiętam smród jaki zalatywał z tamtej strony kiedy żeśmy "plażowali" latem nad kanałem,
a i zimą, jak graliśmy w hokeja, na wylewach..
I to nie był smród palonych zrębków, resztek drewna z tartaku... :(
P.S. Biegałem tamtędy, "dzieckiem będąc", codziennie prawie - coś pomiętam.
Nie mądrusiuję, tak tylko... Pozdrawiam. :)
^^
^^
Łuka...
Łuka... Nie "katuj" więcej, proszę...
"Biedne serce już się nie lękaj.
Uspokój się - no, uspokój... "