Kultura… czy puszczą ją z torbami?
Na debatę, poza urzędnikami wydziału kultury oraz szefami instytucji kulturalnych, zaproszono wszystkich, którym na sercu leży dobro kultury w Gorzowie.
Siedząc w sali teatru, jeszcze przed rozpoczęciem debaty, zauważyłem wiele osób. Większość z nich były to osoby starsze. 20-latków nie widziałem, a 30-latków mógłbym wymienić na palcach jednej ręki. Czy zatem dobro kultury nie jest im bliskie? A może kultura w mieście nie ma nic do zaoferowania ludziom w tym przedziale wiekowym? Brak tych właśnie osób powinien dać do myślenia osobom odpowiedzialnym za kulturę i jej animację.
Debata rozpoczęła się z jedynie 4-minutowym opóźnieniem. Uznać należy to za dobry omen, ponieważ obserwując standardy obowiązujące w wydarzeniach miejskich, to nad wyraz mały poślizg. Ni stąd, ni zowąd na scenę wkroczyła znana aktorka, Barbara Wrzesińska, która swoimi występami uświetniała piątkowe spotkanie. Po występie nadszedł czas na dyskusję.
Na scenę zaproszono dyrektor wydziału kultury Ewę Pawlak, wiceprezydent Alinę Nowak oraz szefów bądź przedstawicieli instytucji kulturalnych miasta. Każdy mógł się wypowiedzieć i wziąć udział w dyskusji: zarówno obecni na scenie, jak i zgromadzeni na widowni. A pytań wcale nie było mało. Były konkretne i na temat, były też takie, które miały na celu podniesienie rangi wybranych uczestników spotkania i w końcu były też pytania, które niczego nie wnosiły. Ba, nawet nie były zrozumiałe, dlatego, że nie zostały nawet sformułowane. Takie luźne dywagacje, do których trudno było się odnieść.
Idąc na to spotkanie, byłem dość sceptycznie nastawiony do pomysłów wydziału kultury. Miałem wizję chęci pogrzebania gorzowskiej kultury, nawet celowego jej skłócenia i zniszczenia. Jednak jak to mówią, „tylko krowa nie zmienia zdania". Mnie prawie całkowicie przekonała dyrektor Pawlak. Mówiła rzeczowo i na temat, używała argumentów, co dziś jest rzadko spotykane. Powiedziała, jaki jest cel i korzyści z łączenia instytucji kulturalnych. Dla mnie to zrozumiałe, no może poza chęcią połączenia Jazz Klubu „Pod Filarami" z CEA. Ta oszczędność administracyjna, o której mówiła pani dyrektor, przekonała mnie. Pomysł to całkiem dobry i racjonalny. Dzięki temu większa liczba etatów/osób będzie mogła zająć się stricte kulturą, a nie produkowaniem papierów.
Jednak z tego, co zauważyłem, mało to przemawiało do zgromadzonych na widowni. Bardzo emocjonalnie podchodzili do zaprezentowanej koncepcji. Do tego stopnia, że niektórzy nie potrafili powstrzymać nerwów na wodzy, przerywając wypowiedzi dyrektor Pawlak głośnymi okrzykami. I pomyśleć, że robili to ludzie kultury... bo jak inaczej nazwać aktora czy dziennikarkę - artystkę. Rozumiem poruszenie, ale czy przerywanie i krzyki to odpowiednia forma wyrażania opinii? Świadczy to o kulturze, ale osobistej, której w tym przypadku zabrakło. Zarówno dyrektor Pawlak, jak i wiceprezydent Nowak podkreślały, że proponowane zmiany to tylko założenie do strategii. Pani wiceprezydent zależy na dialogu z praktykami i jak mówiła, „nie jest wrogiem kultury". A prezentacja koncepcji ma na celu dyskusję i wypracowanie najlepszego rozwiązania.
Przekonały mnie również argumenty Bogusława Dziekańskiego (Jazz Club Pod Filarami) o specyfice jazzu, jak i zasad nim rządzących czy samych koncertów. Natomiast wizja kultury przedstawiana przez Zbigniewa Sejwę (Klub Myśli Twórczej Lamus) była nikła i niezwykle mdła. Ładnie opowiedziana, ale mało konkretna. Natomiast stwierdzenie Edwarda Jaworskiego (WiMBP), że z kulturą ,,nie jest tak źle", bo co z tego, że na wernisaż zamiast 100 osób, przyszło tylko 50, najważniejsze bowiem „że w ogóle przychodzą"... Ech, no drogi panie, to może zatem róbmy kulturę dla kilku stałych etatowych bywalców? Jeśli takie jest podejście do kultury, to ogarnia mnie rozpacz. Może zamiast cieszyć się z tego, że przyszło tylko 50 osób, trzeba pomyśleć o promocji. Jest wtedy szansa, że nie tylko 100, ale nawet 150 osób przyjdzie.
Nie wiem, jak pozostali zgromadzeni, ja zostałem przekonany. Przekonany do łączenia instytucji. Mało jednak przemawia do mnie pomysł połączenia Jazz Clubu Pod Filarami z Filharmonią Gorzowską. Jazz Club jak żadna inna instytucja miejska cieszy się dobrą renomą, jest marką rozpoznawalną w kraju i poza nim. I dla dobra właśnie zarówno samego Jazz Clubu, jak i miasta, któremu powinno zależeć na marce klubu, warto poważnie zastanowić się, czy nie wpłynie to negatywnie na jego działalność. A tak może stać się, kiedy zostanie połączony z CEA. Bo nie oszukujmy się, ale Filharmonia Gorzowska musi się jeszcze dużo nauczyć o jakości. Jakości, którą posiada Jazz Club, a Filharmonii niestety brakuje. Bo proszę sobie wyobrazić, że na debatę z ramienia CEA wysłano rzecznika Krzysztofa Pijarowskiego.
Pan rzecznik nie potrafił jednak odpowiedzieć na podstawowe pytania. Ograniczył się jedynie do przedstawienia swojego prywatnego zdania na poruszany temat. Nagrodzono go gromkimi oklaskami, bo stwierdził, że nie wyobraża sobie Jazz Clubu pod skrzydłami Filharmonii Gorzowskiej. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby rzecznik Pijarowski nie był obecny na scenie jako przedstawiciel filharmonii. Mógłby sobie wtedy pozwolić na prezentowanie prywatnych opinii, w tym jednak przypadku powinien prezentować stanowisko instytucji, która go zatrudnia. No, ale już nic nie jest mnie w stanie zdziwić, jeśli chodzi o filharmonię. Widać, że tworzy ona nową jakość.
Urzędnicy, a następnie radni, którzy ostatecznie podejmą decyzję w tej kwestii, powinni się poważnie zastanowić. Istnieje bowiem szansa, że ten nowy standard, rodem z filharmonii, puści gorzowską kulturę z torbami.






























Kontakt:
Wynika z tego, krzyśku
że przekonałeś się do połączenia MOS-u z Lamusem. A co z likwidacją Grodzkiego Domu Kultury, Klubu Nauczyciela, Domu Kultury Małyszyn?
Jeśli chodzi o likwidację to
@gonia:Jeśli chodzi o likwidację to mam mieszane odczucia. Wiesz jak to jest, zlikwidować jest łatwo. Odbudować, czy też otworzyć, już nie jest tak prosto.
Z drugiej jednak strony, jeśli niewiele się tam dzieje, to może lepiej żeby "siły przerobowe" skierować w inne miejsce. Tam gdzie będą bardziej potrzebne lub wydajne. Tylko z tą likwidacją wiążą się niestety zwolnienia. Bo o ile łączenie nie jest podstawą do zwolnień, o tyle likwidacja i owszem. Jakie będą decyzje pracodawców, czyli urzędu, w kwestii tych potencjalnie zwalnianych osób to już inna sprawa. Odpowiedź jasna nie padła, ale tylko dlatego, że nikt nie zadał takiego pytania.
Mnie zastanawia jeszcze jedno jeśli chodzi o likwidację. Co jest powodem, że akurat te instytucje są planowane do likwidacji. I porzućmy tutaj stwierdzenia, że to "jednoosobowa" czy typowo "urzędnicza" decyzja. Może wymienione wyżej mają mały, lub zbyt mały wkład w kulturę, a może nie spełniają oczekiwań. Nie wiem, nie będę gdybał. Ale tak na marginesie, jak patrzę na DK Małyszyn to się nie dziwię. Z tego co się orientuję, z informacji które widziałem (plakaty i inne) to są to zazwyczaj imprezy typu Andrzejki, Sylwester i inne podobne bale i wesela. Możliwe, że jest inaczej. Jednak info/promocja tego co tam się dzieje jest kiepska. Chyba, że się nic nie dzieje....więc i promować nie ma czego.
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
ekhm każdy kulturalny na swój
ekhm każdy kulturalny na swój sposób i nie tobie to oceniać :) myślę tylko że komu nie jest obojętna kultura w tym mieście nie godzi się na pewne postanowienia odgórne :) ja nie zostałam przekonana a upewniłam się tylko że kultura KULEJE w Gorzowie...Pozdrawiam Kulturalnych :)
Nie mam zamiaru się
@halynka:Nie mam zamiaru się tłumaczyć, bo nie o to tu idzie. Napisałem jak wyglądała sprawa osoby stojącej obok. No dobra, siedzącej ;)
Postanowienia odgórne?!...przecież na debacie była mowa dlaczego i w jakim celu przedstawiono koncepcję. Zaznaczam, koncepcję. Nie jest to postanowienie, a jedynie propozycja. Urząd chce poznać opinię zainteresowanych i praktyków. Czy tylko jak to usłyszałem? Rozumiem zdenerwowanie, ale może lepiej rozmawiać rzeczowo. Tym bardziej, że tego co zauważyłem, przedstawiciele urzędu słuchali. Zatem otwarci byli na dyskusję. Szkoda tylko, że spotkali się z samymi zarzutami. Debata to rozmowa, dyskusja...
A to, że kultura kuleje wiadomo i to nie od dziś ;) Oby się to tylko na lepsze zmieniło.
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Trzeba przygotować rzeczową debatę!
Że zmiany w gorzowskiej kulturze są konieczne nie musisz, Krzyśku, nikogo przekonywać. Tutaj pełna zgoda. Winne one być jednak poprzedzone szeroką, starannie przygotowaną na tą okazję publiczną debatą: prezentacją stanowiska urzędu, środowisk mających coś w tej kwestii do powiedzenia, znawców przedmiotu. Bo inaczej jest jak było: emocje, gonitwa myśli, bełkotliwe, nie do końca zrozumiałe wypowiedzi z sali, albo słowotok etatownych, złotoustych mądrusiów. Sprawa jest poważna i wymaga odpowiedniego przygotowania. A u nas, od lat, kluczowe dla miasta decyzje podejmuje się jednoosobowo. I nic dziwnego, że nowa w środowisku, w sumie samotna w poczynaniach, pani dyrektor Wydziału Kultury uległa tej manierze. Ale nie tędy droga. Sprawa jest bardzo poważna, problem nabrzmiały i z pewnością nie da się go rozwiązać podjetą w ciszy gabinetu ( jednoosobowo ) decyzją administracyjną. Konieczne są opinie fachowców, konsultacje społeczne, przedstawianie programów niekoniecznie kompatybilnych z wcześniej przyjętymi ( jak chce dyr. Pawlak ), ogólnie zarysowanymi przecież i kontrowersyjnymi do dziś, strategiami marki, czy zrównoważonego rozwoju miasta. I tylko tyle chciałem powiedzieć.
A czy ta nie była rzeczowa?
@bytek:Dla mnie była. Było widać przygotowanie Urzędu i obecnych na scenie szefów instytucji kulturalnych. Pana rzecznika Filharmonii już nie będę komentował. Brak słów.
Natomiast widać było całkowity brak przygotowania zgromadzonych na widowni. No może poza radnymi. Ci akurat choć trochę się przygotowali. W sumie to i dobrze, bo faktycznie to oni ostatecznie podejmą decyzję. Pozostali, proszę wybaczyć, przyszli albo z ciekawości, albo mieli dużo pytań...ale nie zdążyli ich zadać, albo w końcu coś im się klarowało, niby chcieli o coś zapytać....ale sami nie wiedzieli o co. Jednym słowem byli nieprzygotowani.
Zatem o jaką debatę chodzi? Bo przecież ta która była nie została zaplanowana i ogłoszona za pięć dwunasta. Można było się do niej przygotować. Poza tym, dobrze, że Urząd chce rozmawiać. Tak naprawdę mógłby rozwiązać sprawę "podjętą w ciszy gabinetu ( jednoosobowo ) decyzją administracyjną". A radni za którymś razem by to przyklepali. I nie było by debaty, nie było rozmowy i dyskusji. I byłoby tak jak piszesz, że od lat decyzje podejmowane są w taki a nie inny sposób. Skoro jest "nowa" Pani dyrektor, to jest szansa, że to się zmieni. Ja mam taką nadzieję, zwłaszcza po debacie o której mowa. Zatem skoro jest chęć do dialogu z jednej strony, to dlaczego brak jej z drugiej strony? Moim zdaniem warto wykorzystać okazję i rozmawiać. Tylko w taki sposób można wypracować dobre i do zaakceptowanie przez obie strony rozwiązanie.
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Nie, Krzyśku, debata nie była rzeczowa...
@krzyśku:To trudno tak ad hoc wytłumaczyć. Ja jestem po starej, dobrej szkole animatorów kultury, pracowałem latami w wielu, różnych placówkach kultury, na różnych szczeblach i może dlatego mam w odniesieniu do naszych "strategów" większe oczekiwania. Ten zespół pracuje nad Strategią już prawie rok! Jakieś, szczątkowe chociaż efekty tej pracy, poziom zaawansowania prac i pierwsze konkluzje winni nam już, przy tej okazji, przedstawić. A tu nic! Podejrzewam, że ich prace ( posiedzenia zespołu ) ograniczają się do pogaduszek tylko - wytarte slogany i mądrusiowanie na poziomie wiedzy ogólnej, a nie fachowej.
Nie usłyszałem na debacie nic okrywczego: nie próbowano nawet przedstawić zwartej wizji zmian, prognoz, ciekawych projektów, nie było ścierania się poglądów, walki na argumenty.
Jestem po rozmowach z teoretykami i praktykami w zarządzaniu instytucjami kultury. Myślę, że dotrzymają wstępnych obietnic i przyjadą na kolejną debatę. Posłuchasz jak i co mówią zawodowcy, ludzie mający dogłębną fachową wiedzę i rozeznanie w temacie.
Od lat pracuję poza zawodem wyuczonym, brak mi treningu w prowadzeniu merytorycznej dyskusji, ale pustosłowie i zgrabnie opakowane, klepane przy każdej okazji, ubrane w naukawe nazewnictwo "nicdopowiedzienia", rozpoznaję na kilometr.
Pamiętaj, że Ci, których tak chwalisz za przygotowanie - to etatowi pracownicy miejskich instytucji kultury. Codziennie pracują "w kulturze" po ca. 8 godzin, winni więc mocno tkwić w temacie...
"To trudno tak ad hoc
@bytek:"To trudno tak ad hoc wytłumaczyć." - przynajmniej się postaraj. W przeciwnym wypadku, ta dyskusja nie będzie również rzeczowa.
"Ja jestem po starej, dobrej szkole animatorów kultury, pracowałem latami w wielu, różnych placówkach kultury, na różnych szczeblach i może dlatego mam w odniesieniu do naszych "strategów" większe oczekiwania." - super, że oczekiwania masz większe. Bo co to by było, gdyby wymagania zamiast wzrastać spadały. Ale dlaczego wymagamy tylko od innych? A sami od siebie nie. Pozwolisz, że nie skomentuje pytania, bo musiałbym odnieść się do pierwszej części cytowanego zdania. A nie o to chodzi. Poza tym, wiesz to nie jest tak, że dostaje się coś na tacy, że ktoś domyśli się jakie masz wątpliwości, o co chciałbyś zapytać. Trzeba pytać i rozmawiać. I po to między innymi była debata. Pozwól, że przypomnę, bo jak piszesz była to stara szkoła...Pytanie to takie zdanie które na końcu posiada znak zapytania ;)
Mówisz, że stratedzy niczego odkrywczego nie wnoszą. Pada zatem pytanie, czy mieli być odkrywczy, czy może ocenić stan faktyczny? Co zaś tyczy się strategów, to słyszałeś podczas debaty, że z koncepcja nie jest ich wymysłem. Nie mylmy koncepcji ze strategią. To powiązane ze sobą, ale jednak różne rzeczy.
"Jestem po rozmowach z teoretykami i praktykami w zarządzaniu instytucjami kultury. Myślę, że dotrzymają wstępnych obietnic i przyjadą na kolejną debatę." - a co się stało, że na tą która się odbyła nie przyszli? Wypieli się, nie mogli, czy co? Bo nie bardzo mogę zrozumieć. Czyżby im nie zależało, czy może debata była poza godzinami pracy, za które nikt nie zapłaci? Skoro im tak zależało, to stanęliby na rzęsach i byliby obecni. A tak, wygląda to tak jakby się najnormalniej w świecie wypieli, walnęli "focha" i po sprawie.
" Od lat pracuję poza zawodem wyuczonym, uczę się wielu innych rzeczy i trudno mi podjąć z marszu dyskusję na tematy już przyprószone śniegiem zapomnienia." - chwała Ci za to. Nie wiem czy mi by się chciało, ale to osobny temat. Zapytam jeszcze o coś. Co oznacza podjęcie z marszu dyskusji? Przecież dyskusja była zapowiedziana wcześniej, tak samo jak szumne zapowiedzi obecności kilku osób. A teraz piszesz, że z marszu. Kiepskie to tłumaczenie. Wybacz, ale mnie ono wcale nie przekonuje.
"Ale pustosłowie i zgrabnie opakowane, klepane przy każdej okazji, ubrane w naukawe nazewnictwo "nicdopowiedzienia" rozpoznaję na kilometr..." - pustosłowia nie będę komentował. Z tej racji, że nawet nie było zgrabnie opakowane. Owe "nicdopowiedzenie" jak piszesz faktycznie można rozpoznać. I nie tylko na kilometr, dobrze też to widać, czy może raczej słychać po kilku zdaniach niezrozumiałego bełkotu zwanego pytaniem.
"Pamiętaj, że Ci, których tak chwalisz za przygotowanie - to etatowi pracownicy instytucji kultury. Codziennie pracują "w kulturze" po ca. 8 godzin, winni więc mocno tkwić w temacie..." - Zacznijmy od tego, że nie chwalę. Mówię tylko, że argumenty Urzędu mnie przekonały. A ci jak to piszesz etatowi pracownicy instytucji kultury, to wybacz, ale przygotowany moim zdaniem był Pan Dziekański i częściowo Pan Jaworski. Pozostali potrafili tylko pięknie opowiadać zapominając o konkretach. A powinni mocno tkwić w temacie, sam tak piszesz. Zatem jeśli mocne tkwienie w temacie polega na perfekcyjnym nawijaniu makaronu na uszy, laniu wody i nie używaniu konkretnych danych, to wcale mnie nie dziwi, że z kulturą w naszym mieście jest tak jak jest. Zauważ, że Pan Dziekański potrafił mówić o kulturze, specyfice i jakie są, czy będą potencjalne niedogodności gdyby wprowadzono w życie pomysły zawarte w koncepcji. Czyli co jednak można się przygotować, prawda. Tylko dobrze wiesz, że łatwiej jest ugrać coś emocjami niż argumentami. Tylko zapominamy, że można ugrać nie koniecznie dobre i akceptowane przez wszystkich rozwiązanie. Profesjonalne był to było, prawda....Poza tym wprowadzanie jakiejkolwiek zmiany zawsze jest trudne. Między innymi dlatego, że pojawia się szereg argumentów "od zawsze tak jest", "po co ruszać coś co jest dobre". Tylko pytanie czy spełnia to oczekiwania, nowe standardy, jest zgodne z obowiązującymi procedurami? A już tak całkiem na marginesie. Każda zmiana to w jakimś stopniu ewolucja. Czy jej blokowani i hamowanie to dobry pomysł, mam wątpliwość. Co by było gdyby każdą zmianę, pomysł nawet czasami absurdalny, negować i nie pozwalać mu "rosnąć". Gdzie byśmy byli? Pewnie dalej w epoce kamienia łupanego. Przecież wtedy też był dobrze. Po co było to zmieniać....
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Hmmmmm
@krzyśku:"W przeciwnym wypadku, ta dyskusja nie będzie również rzeczowa. " a musi być?
Kim że ty jesteś aby uzyskiwac twoja akceptacje? Cierpisz na słowotok i pieniactwo!
W którym momencie wyczytałeś,
@Roman:W którym momencie wyczytałeś, że potrzebna jest gdzieś moja akceptacja?
Masz rację, nie musi. Tylko po co i w jakim celu lać wodę i nakręcać się wyłącznie emocjami. Co to wnosi? Czyżby to miała być próba zastraszenie przeciwnika (czytaj Urzędu). Jak sobie pokrzyczymy i wylejemy żale to coś zmieni? Szczerze wątpię. Ba, mam nawet nadzieję, że nic to nie da. Argumenty, dane...z tego trzeba korzystać. A już rewelacją byłoby zestawienie lub tabelka/wykres obrazujący to co się chce pokazać. Ale o czym ja mówię. Lepiej bajki opowiadać, i dalej nawijać makaron na uszy...stary makaron, bo przecież od lat taki jest. Taki dobry, wspaniały....więc po co go zmieniać.
"Cierpisz na słowotok i pieniactwo!" - dziękuję za szybką diagnozę o specjalisto w tym zakresie. Podpowiem Ci coś. Nauczyłem się od jednego emigranta. Ja przy nim to pikuś :)
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Krzyśku...
@krzyśku:Dotykamy bardzo ważnej sfery: zaspakajania duchowych potrzeb społeczeństw. Tym ( w odniesieniu do społeczeństwa lokalnego ) zajmowują się samorządy lokalne (gminy), spełniając tę powinność w ramach - narzuconych im ustawowo - tzw. zadań własnych. W tym celu są ( nie muszą być! ) ustanowione wydziały kultury, które cedują to zadanie i wnioskują o powołanie do życia samorządowych instytucji kultury, albo wspomagają istniejące już na tym terenie instytucje o zasięgu i znaczeniu ponadregionalnym. Słowem: jest ustawowy obowiązek. Potrzeby społeczeństw w tym są przez teoretyków już dawno sklasyfikowane - formy i metody ich zaspakajania są też fachowcom znane.
A, że przekrój społeczny w gminach: poziom wykształcenia, oczekiwania poszczególnych grup wiekowych, tradycje, obowiązujące aktualnie mody i trendy są różnorakie i ich wachlarz przebogaty, to i sprawa się komplikuje... I nie można wszystkiego podpisywać pod jeden model działań, bo nie wszędzie jest społeczne na wszystko zapotrzebowanie i akceptacja. To trzeba poprostu zbadać. Sposobów jest multum. Prawie nigdy tak się nie zdarza, że społeczeństwa same zdołają wyartykułować wszystkie swoje potrzeby i oczekiwania w tym zakresie. Od tego są "barometry" społeczne, wśród nich pracownicy instytucji kultury uzbrojeni w wiedzę nabytą na studiach, a później w praktycznym działaniu. Tak więc z jednej strony potrzeba społeczna, a z drugiej obowiązek ustawowy, aby wyjść jej naprzeciw, zaspokoić ją, a nawet rozwijać i stymulować.
I tutaj zaczyna się "zabawa"... Ale to temat na inne, obszerniejsze opowiadanie...
Nie wierz "fachowcom", którzy pytają o to w otwartej, publicznej debacie. Uzyskane tą drogą informacje są z reguły bezwartościowe - odzwierciedlają tylko nastroje społeczne, ogólnie sformułowane oczekiwania. W Gorzowie fachowców nie ma. Przepraszam: był i jest prof. Kunicki, dr ( czy doc. już?) Rossa, ale się od tych spraw - dobrze by poznać powody - dystansują... Fachowcy, znawcy zagadnienia, są w ośrodkach akademickich: np. w Poznaniu, Wrocławiu, w Zielonej Górze nawet ( Prof. Kargul ). A i w innych ośrodkach. U nas się tacy dotychczas nie objawili, albo skromnie nie zabierają głosu - też ciekawe dlaczego... Może więc są jednak i się , przy okazji tej debaty, objawią?
Zaiste ciekawy argument. Oby
@Roman:Zaiste ciekawy argument. Oby tak dalej. Nic, a nic nie dziwi mnie, że w tej naszej kulturze jest jak jest. Jak się używa taaaakich argumentów. No gratuluję.
Masz może jeszcze jakieś ciekawe argumenty (choć tak bym tego nie nazwał)? No i zasadnicze pytanie: jak długo nad tym myślałeś i kto w tym pomagał? To zbyt mądre, ktoś musiał pomagać :DDD
A przy okazji. Może Szanowna Redakcja przypomni jakie były ustalenia w związku z osobistymi wycieczkami czy jak im tam.
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Hmmmm
@krzyśku:"... długo nad tym myślałeś i kto w tym pomagał? To zbyt mądre, ktoś musiał pomagać "
"...jakie były ustalenia w związku z osobistymi wycieczkami czy jak im tam."
..... wlasnie...
Jak to mówią....ręce (i
@Roman:Jak to mówią....ręce (i balony - tym co mają) opadają ;)
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Rozumiem co z czego wynika i
@bytek:Rozumiem co z czego wynika i kto jakie ma obowiązki. Nie musisz mi tego tłumaczyć. Ale fajnie, że napisałeś, pewnie innych oświeci.
Wiesz co, bardzo fajnie to wszystko opisałeś...ale jest małe ale. Poza info o ustawie, brak konkretów. No, ok, coś tam o fachowcach jest. I o tym kto Twoim zdaniem takim fachowcem jest, a kto nie. Ale zbrakło mi info dlaczego, co powoduje, że jest lub nie tym fachowcem.
Konkrety, konkrety i jeszcze raz konkrety. O ile zrozumiałym jest, że odbiorca kultury może mówić o emocjach i doznaniach duchowych, o tyle osoba zarządzająca/prowadząca instytucję kulturalną już nie bardzo. W takiej instytucji też obowiązują pewne zasady ekonomii. W związku z tym, śmiesznym by było gdyby taki szef mówił, że wystawa się podobała. Bo co, bo ludzie mu tak powiedzieli, czy wyczytał to z wyrazu ich twarzy, a może w tak czuje. Konkret to info, że na wystawę przyszło tyle i tyle osób, w porównaniu z inną wystawą jest to mniej lub więcej, jest to taki to a taki procent wszystkich odwiedzających instytucję w przeciągi takiego to a takiego czasu. Wynika z tego, że cieszyła się zaintersowaniem itd. I wtedy można rozmawiać. A stwierdzić, że podobała się, to mogę ja do innego odwiedzającego. Podsumowując, w dalszym ciągu brakuje konkretów w kontr argumentach Urzędu. W dalszym ciągu jest bardzo ogólnie. A to, że trzeba dialogu, rozmowy powszechnie wiadomo. Tylko do tego trzeba się przygotować. Czyli argumenty, konkrety. Ogólne stwierdzenia i ładne opowiadanie nie jest argumentem, a już tym bardziej konkretnym.
Przy okazji, czekam z niecierpliwością na tak szumnie zapowiadaną kolejną debatę. Mam nadzieję, że info o takowej zostanie przekazane do wiadomości ogółu. No i ciekawi mnie jak się tym razem strony przygotują.
A i jeszcze jedno mnie zastanawia. "Nie wierz "fachowcom", którzy pytają o to w otwartej, publicznej debacie." - we wcześniejszym poście piszesz o podejmowaniu decyzji jednoosobowo w zaciszu gabinety, a teraz, że publiczna debata niczego nie daje. To jak to w końcu jest? A może to ci fachowcy mają dyskutować za zamkniętymi drzwiami, a po wszystkim przekazać prawdę jedynie im objawioną, jedyną słuszną. To po kiego w takim razie te konsultacje ze środowiskiem, rozmowy i debaty. Może lepiej odpuścić i zaprosić tych fachowców z Poznania, Szczecina, Wrocławia czy nawet Zielonej. Przecież oni nie są nowi w środowisku. Zapewne lepiej znają i są osadzenie w kulturze naszego miasta, że nie wspomnę iż nie będą osamotnieni w działaniach jak Pani dyrektor. Czyżby o to chodziło...
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Krzyśku...
@krzyśku:To co napisałem w poprzednim poście to zaledwie naszkicowane podłoże do dalszych rozważań i wierzchołek góry lodowej - gdybyśmy za taką chcieli rozumieć ogół wiedzy z dziedzin nauk społecznych, ekonomicznych, czy przyrodniczych nawet, jakiej kompendium musi posiadać ktoś kto ośmieli się zajmować tak delikatną materią jak ludzkie życie duchowe. Tutaj nie ma prostych recept i prostych przełożen: działanie - widoczny, zamierzony skutek.
Jedne społeczeństwa i jednostki podążają w kierunku "mieć" , a inne wolą "być". Jedni wolą iść pięknie ubrani na koncert w filharmonii, a drudzy wolą ( na golasa ) niewybredne harce na polanie...
Jak i po co przekonywać ludzi do uczestnictwa w kulturze, jak formułować ofertę żeby do nich trafiła?
Jak - w dobie najnowszych przemian politycznych, ekonomicznych i społecznych - dostosować ofertę do oczekiwań, jakie i w czyim interesie zamierzenia realizować wpływając na ludzką jaźń? Jak to robić, jakich instrumentów użyć, w jakim celu? A może nic nie robić, puścić toto na żywioł, niech się samo "wybuzuje", zweryfikuje?
Bo taki np. klub "Pod Filarami" to nie tylko lokal i 2 i 1/2 etatu, ale lider i ludzie o wspólnych zainteresowaniach, o podobnych potrzebach, które rozwijane i hołubione latami doprowadziły do sytuacji, w której ludzie pójdą na barykady w obronie "swego", zaspakajającego ich rozbudzone potrzeby lidera i klubu. W jaki sposób aż tak głęboko dotrzeć do uczestników działań, jak osiągnąć - jako lider środowiska - taki sukces? To są pytania na jakie musi próbować znaleźć odpowiedź każdy organizator i zarządzający kulturą - na każdym szczeblu.
Pytasz: " Ale zabrakło mi info dlaczego, co powoduje, że jest lub nie tym fachowcem."
Pewien zdolny trębacz jazzowy, młody, posiadający wspaniałą trąbkę,- po wysłuchaniu wspaniałego koncertu schorowanego już Amstronga, granego na starej, pokrzywionej, ulubionej jego trąbce - zapytał:
- Mistrzu jak to jest, że Ty na takim g.... dałeś tak wspaniały koncert? Jak Ty to robisz?
A Amstrong skromnie odpowiedział:
- Wiesz... Dmucham i gra... :)))
Do miłego. Cdn?
Hahahaha...świetna ta
@bytek:Hahahaha...świetna ta anegdota. Serio. Muszę ją zapamiętać. Dzięki za przytoczenie.
Wracając do tematu...
To co piszesz, co trzeba a czego nie, to jak pewne sprawy ugryźć, jak je ogarnąć, jak sprostać wymaganiom i w którym kierunku zmierzać....to wszystko prawda. Zgodzę się. Nie wymagajmy jednak tylko od innych. Wymagajmy też sami od siebie. Skoro Urząd wyraża chęć i zaprasza do dialogu, to przygotujmy się. Wiesz, to co piszesz nie jest złe. Tylko w dialogu średnio do wykorzystania. W dalszym ciągu poza ogólnymi stwierdzeniami, wybacz, ale również takimi wyuczonymi zgrabnymi regułkami mało w tym danych. No może poza ilością etatów w Jazz Klubie i względnie liderze. Zadajesz pytania: "Jak - w dobie najnowszych przemian politycznych, ekonomicznych i społecznych - dostosować ofertę do oczekiwań, jakie i w czyim interesie zamierzenia realizować wpływając na ludzką jaźń? Jak to robić, jakich instrumentów użyć, w jakim celu?", "Jak i po co przekonywać ludzi do uczestnictwa w kulturze, jak formułować ofertę żeby do nich trafiła"- i ok. Tylko przygotowując się do kolejnej debaty spróbuj sam na nie odpowiedzieć. Jakie są Twoje propozycje? Jak Ty to widzisz? Bo wiesz, zasypać kogoś pytaniami można i owszem. Ba, można nawet nie zgadzać się z odpowiedziami, można mieć inne zdanie. Ale trzeba to zdanie mieć. Poza zdaniem warto mieć pomysł jak inaczej zorganizować to o czym mowa. W przeciwnym wypadku jest to tylko dialog jednostronny. Z jednej strony będą argumenty i dane, a z drugiej strony piękne słowa co trzeba, a czego nie, lanie wody i mało rzeczowe opowieści. Przecież Pany dyrektor powiedziała jasno, że chciałaby poznać i oczekuje na opinię i zdanie praktyków. Zatem niech to zdanie pozna. A nie pozna go zadając jej tylko pytania i mówiąc o obowiązkach wynikających z aktów prawnych. Owszem, to Wydział Kultury organizuje kulturę. Ale przy współudziale i przy pomocy środowiska. A środowisko, zamiast współpracować dla dobra wszystkich staje okoniem i średnio chce rozmawiać, rozmawiać rzeczowo. Zatem rzeczowego przygotowania życzę, wielu przekonujących argumentów.
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Odwracasz sytuację...
@krzyśku:To my mamy prawo oczekiwać od władz wizji, konkretów. Za to im - z naszych podatków - płacimy. Jeżeli ja się tym zajmę, to odbywać się to będzie kosztem świadczenia usług, za które mi, z kolei, płacą. I co ja z tego będę miał? Satysfakcję? A na co mi ona... Poświęciłem w życiu wystarczająco dużo czasu, zdrowia i pieniędzy dla tzw. dobra ogółu. I nigdy nie było nawet dziękuję... W Gorzowie przechodzą tylko te pomysły, które są autorstwa MNP, albo jego popleczników. Dlaczego ja, My mamy doradzać ( być bezpłatnymi konsultantami ) ludziom, którzy podjęli się określonych zadań i mają "ciepełko" oraz stworzone wszelkie warunki do wywiązania się z przyjętych - względem nas wszystkich - zobowiązań? Nie potrafią? Zadania ich przerosły? To trzeba powiedzieć szczerze: przepraszam, przeliczyłem ( - am ) się z siłami, nie dam sobie rady, to mnie przerasta - odchodzę.... Narazie jest wszystko w porządku: padają jakieś propozycje ze strony administracji - bzdurne i nie przemyślane do końca, ale padają. Stratedzy pracują. Są zainicjowane konsultacje społeczne. Nikt nie podaje się do dymisji. Czyli formalnie wszystko jest jak trzeba... No to czym się martwimy? Poczekajmy na konkrety - do nich się odniesiemy. A tymczasem... Niech każdy robi swoje...
I tym miłym akcentem... :)
Przykro mi, ale nie zgodzę
@bytek:Przykro mi, ale nie zgodzę się z Tobą. Jeśli miałoby tak być jak piszesz, to żadne debaty, rozmowy i konsultacje nie byłyby potrzebne. Najłatwiej dostać coś na tacy, a potem krytykować, że taca jest za mała, że jakaś pokrzywiona, że do komplety nie pasuje i na dodatek jeszcze brudna jakaś.
Wybacz, ale z takim podejściem trudno nawet dyskutować, bo nie ma o czym. Usiądźmy i czekajmy na propozycje, zróbmy swoisty casting. Bądźmy tylko jurorami, bo przecież my nie musimy nic robić, my tylko oceniamy. A to, że przeważnie negatywnie, bo to nie nasze pomysły...no cóż, taki standard. Wszak to tylko oni nam. My dla siebie nic, czekamy tylko co zaproponują, bo tak łatwiej. Po co podpowiedzieć, lepiej się nie zgadzać. Zatem po co dialog, po co rozmowa, po co konsultacje...do czego to prowadzi?
"Co ja z tego będę miał? Satysfakcję? A na co mi ona..." - czyli o kasę chodzi, czy o co? A może za nadgodziny zapłacić? Nie jesteś jedyną osobą która robi coś za free. Rozumiem, że oczekujesz opłaty za swoją pomoc, jeśli zostałbyś o takową poproszony? Co prawda nie bardzo wiem w jakim charakterze, ale nie to jest najważniejsze. Popatrz, a ja naiwny myślałem, że to wszystko za free. Bo skoro się nie godzę na coś, to proponuję moim zdaniem inne, może lepsze rozwiązanie. Tym bardziej, że mam prawo głosu, więc korzystam z niego. I nie oczekuję za to zapłaty...
"Poświęciłem w życiu wystarczająco dużo czasu, zdrowia i pieniędzy dla tzw. dobra ogółu. I nigdy nie było nawet dziękuję... " - Jeśli ta działalność nie zaspakajała Twoich potrzeb, czy to finansowych, czy duchowych, wystarczyło zrezygnować. Bo wybacz, teraz to trochę jak wypominki brzmi. Albo robisz to bo lubisz, bo chcesz, bo sprawia Ci to radość, bo zarabiasz....albo rezygnujesz jeśli jest inaczej i po temacie.
"Poczekajmy na konkrety - do nich się odniesiemy." - część konkretów już była. Ale jakoś odniesienia zabrakło. I obawiam się, że zabraknie. Bo przecież będziemy czekać...i oczywiście negować. Negować, bo tak łatwiej, bo od zawsze tak jest, bo to działa itd. Tylko czy taka postawa jest motorem ewolucji? Owszem, wprowadzanie jakichkolwiek zmian nie jest łatwe. To, że zmiany są potrzebne wiadomo. Zatem może zamiast czekać warto zaproponować owe zmiany. Im więcej pomysłów, tym łatwiej wybrać ten akceptowany przez wszystkich. Przy odrobinie chęci i zrozumienia jest to wykonalne.
"I tym miłym akcentem... :)" - spokojnie, wszak nie musimy dyskutować. Jakby to powiedzieć nie jestem stroną w tym "zamieszaniu". Wyrażam jedynie swoją opinię jako osoba obecna na debacie i mająca jakieś tam przemyślenia w związku z nią.
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Między nami,
@krzyśku:, jest różnica pokolenia. Ja już miałem Twoje lata, a Ty moich jeszcze nie. Wybacz, ale to jest kwestia perspektywy w spojrzeniu na poruszany przez nas obszar zagadnień. Tutaj zawsze będę widział szerzej, bo mam w głowie instrumentarium, punkty odniesień, wiedzę źródłową i zbiór konkretnych, popartych tą wiedzą doświadczeń. A i z wiekiem nabrałem dystansu do siebie, do ludzi, do świata, wyzbyłem się hurraoptymizmu i gotowości do skakania "w proste nogi, prosto w studnię". Ty jeszcze "gonisz wiatr", a mnie już "czas uczy pogody". Czasami tylko jeszcze warknę... Biologia, bracie...
Gdy byłem w Twoim wieku, żyliśmy w ustroju społecznym, w którym obowiązywały tzw. wytyczne polityki kulturalnej państwa, a pracownicy kultury byli pracownikami frontu ideologicznego. Te czasy bezpowrotnie minęły. Ale ludzie - wychowani w tamtym, nakazowo-rozdzielczym systemie - pozostali. I są u władzy, także w naszym mieście. I to z nimi trzeba walczyć o wartości, na straży których powinni przecież stać. Nie pamiętasz walki o zabytkowy kształt fontanny, o kształt Dni Gorzowa, całej afery z Rubikiem, marnotrawienia młodych inicjatyw ( Kreatury, Sztuka Miasta! ), bzdurnych motywów rozbijackiego odwołania poprzedniej dyrektorki MCK itd., itp.? Kto dawał wtedy głos, kto oponował, proponował? I co? Połowiczne sukcesy tylko. Bo beton trzyma się mocno. Dlatego nie mogę się wyzbyć podejrzeń, że ogłoszone teraz konsultcje społeczne w sprawach kultury, to kolejna zasłona dymna tylko, a w końcu i tak będzie jak MNP postanowi - bo jeszcze tak może.
Ale i tak wezmę w nich udział. Chcę wesprzeć nową dyrektorkę Wydziału Kultury. Wolę myśleć, że za pozorami, za Jej buńczucznością zaprezentowaną nam na debacie, kryje się konstruktywna myśl, którą ( sygnalizowaną już nam ) podzielam. Będzie lepiej - musi być.
Aby do wyborów! :)
Owszem jest miedzy nami
@bytek:Owszem jest miedzy nami różnica pokoleń. Tutaj nawet nie ma o czym dyskutować. To akurat fakt niepodważalny. Ba, konkret jakich mało we wcześniejszych wypowiedziach. Ale znowu jedyny konkret. Powiedz, co mi po opowieści jaki się, w Twoim mniemaniu, stałeś. Czy ja też mam opowiadać jaki i po czym stałem się taki jakim jestem, co mnie ukształtowało i co na mnie wpłynęło? O kulturze i proponowanych zmianach mieliśmy dyskutować, a nie słodzić samemu sobie i dowartościowywać się takimi wpisami. Na mnie to nie działa, to tak przy okazji. Ja oczekuję konkretów jeśli już dyskutujemy. Opowieści dziwnej treści bez danych i konkretów były już na debacie. Nie przekonują one. W dalszym ciągu, poza wychwalaniem czego to nie zrobiłeś i jaki to jesteś, niewiele usłyszałem na temat proponowanych zmian w kulturze. Nie ma ani słowa o tym jak Ty to widzisz, co i jak byś zmienił. Proponuję napisać biografię, tam będzie pole do popisu w tej kwestii. A ja obiecuję, że jak tylko się ukaże w księgarniach z pewnością nabędę taką ciekawą pozycję.
Co zaś tyczy się wieku jeszcze. Owszem, nie we wszystkich wydarzeniach brałem udział. Ale czy to odbiera mi prawo do posiadania własnego zdania na ten temat? Czy nie mogę mieć własnego spojrzenia i oceny tychże? Gdyby tak było, nie byłoby lekcji historii, nie wracałoby się do pewnych wydarzeń. Bo przecież ich uczestnicy już nie żyją, zatem nikt inny nie ma prawda wypowiadać się na ten temat. A chyba jest nieco inaczej, prawda? Idą dalej tym tokiem rozumowania, stanowisk kierowniczych/menadżerskich nie mogłyby piastować piastować osoby młodsze od któregokolwiek pracownika w danej jednostce. Bo przecież osoby starsze mają takie doświadczenie i taką wiedzę, że w sumie to stanowisko niemal z urzędu im się należy. Nic bardziej mylnego. Przyjrzyj się proszę różnego rodzaju firmom. Można tam zauważyć nie co odmienny stan rzeczy. Standardy kierowania i zarządzania się zmieniają, ewoluują, pojawiają się nowe. Do struktur wpuszcza się "nową krew", bo ona jest motorem napędowym. To ona popycha do zmian, do rozwoju. A jeśli potrafi skorzystać z doświadczenia "starszej krwi" to można naprawdę wiele zrobić. Bo ta nieco "starsza krew" z racji tego, że "czas uczy pogody" jest średnio zainteresowana nowościami, zmianami, rozwojem. Takie zasiedzenie, bo przecież jest tak od zawsze, bo tak jest dobrze. I tak jak już pisałem wcześniej. Dobrze, że jest dobrze, tylko czy to "dobrze" spełnia oczekiwania.
Użyłeś też słowa "walka". Wiesz, ja nie odbieram tego jako walkę. Może to ta różnica pokoleń o której mówisz. Poza tym przyglądając się tym co się działo w związku z zaprezentowaną koncepcją również nie widzę powodu do walki. Zaproponowano zmiany, zaproszono do dyskusji, rozmów i przedstawienia własnych propozycji. Obserwując jednak "środowisko" to faktycznie odbiera ono całą sytuację w kategorii walki. My kontr oni. Bo chcą nam zmienić, no jak mogą! Gorzej jest natomiast z wysłuchaniem argumentów. Co więcej, nawet nie ma ochoty na ich wysłuchanie. Bo jakie by one nie były, to zawsze są złe. Z drugiej strony oczekuje, bo przecież ma do tego prawo, żeby te propozycje przedstawiano. Samo za to żadnych propozycji nie przedstawi. Skupia się tylko na krytyce. Bo co, bo osoba która je zaproponowała jest młodsza, bo nowa środowisku? I co z tego. Pokuszę się o więcej. Taka nowa osoba widzi pewne sprawy inaczej, na nowo, świeżo. Sprawy których tkwiący w obecnym stanie rzeczy nie widzą, nie zwracają na nie uwagi. Co więcej, osoba taka nie ma naleciałości o których wspominasz. Naleciałości związanych z poprzednią dyrektorką i jej sposobem działania, betonem, czy choćby MNP jak go określasz ;) Może lepiej skorzystać z tej nowości i świeżości. A jeśli będzie umiała skorzystać z rad i doświadczenia innych, to już nic tylko się cieszyć. Razem można naprawdę coś zdziałać. Ale razem a nie walcząc. I na bok odstawić podejrzenia wynikające z poprzedniego stanu rzeczy. Inaczej będzie to w dalszym ciągu walka i nic dobrego dla kultury z tego nie wyniknie. A szkoda.
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
No tak,
@krzyśku:. Nikt siebie, niestety, nie przeskoczy...
Ty podchodzisz do debaty jak kobieta do zakupów: idziesz kupować, a ja idę, bo chcę kupić.
Obdarzam sprzedającego umiarkowanym zaufaniem do czasu, aż mi nie wciśnie bubla.
A Ty chcesz mu doradzać w prowadzeniu sklepu. Można i tak...
Ja jestem spokojniejszy - nie tylko z racji wieku, ale i dlatego, że zawsze przecież mogę zacząć robić zakupy w innym sklepie...
To też za osobiste wynurzenia? Sorry...
Pozdrawiam.
Dyskutuj, pisz, przesyłaj projekty. Ucieszę się szczerze, gdy zostaną wzięte pod uwagę i przyczynią się do konstruktywnych zmian.
Powodzenia.
Typowa postawa roszczeniowa.
@bytek:Typowa postawa roszczeniowa. Można i tak.
Zapytam jeszcze o coś: tak w ogóle wiesz co chcesz kupić?
Tak obserwując nie jestem przekonany. Idziesz na te zakupy i przeglądasz oferty, owszem, Wiesz jak kupować, tylko nie jesteś tak naprawdę pewien co chcesz kupić. Bo kiedy sprzedawca zapyta o przedmiot zakupu nie uzyska odpowiedzi. I wcale się nie dziwię, przecież jest sprzedawcą, to jemu płacą za zadowolenie klienta. Powinien wiedzieć, ba, domyślić się, co ten klient chce kupić. A klient będzie tylko wybrzydzał, że źle zapakowany ten towar, że sprzedawca nie taki, że w końcu cena nie odpowiednia, a to , że gwarancja za krótka...ale o samym towarze, ani słowa. Przecież nie o towar tu chodzi....prawda?!
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
I to by było na tyle.
@krzyśku:Amen. Dzięki za dyskusję.
@bytek:Amen.
Dzięki za dyskusję.
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Nie rozumiem.
Dlaczego nie połączyć Jazz Klubu z Filharmonią przecież koncerty jazzmenów ze świata odbywają się w filharmonii. Czy ja się w tej kwestii mylę?
"Dlaczego nie połączyć Jazz Klubu z Filharmonią"
@Olenka:Pani Olenka, idąc pani torem myślenia, można by założyć, że słusznym by było połączyć tak jazz kluby, jak i filharmonie - z pubami/ domami kultury/nocnymi klubami i ect. Bo przecież zdarza się i to nie tak rzadko, że w w/w lokalach występują, czy raczej chałturzą wybitni muzycy tak jazzowi jak i grający na co dzień w orkiestrach symfonicznych/kwartetach symf. ect
Chacha w tym co piszesz
@tomekrush:Chacha w tym co piszesz Tomku jest logika. Pozdrawiam.
Przeczytałam ,,dyskusję'' forumową
w całości pomiędzy Panami i cóż... Bardzo mi przykro, ale niczego ta przepychanka nie wnosi. Jałowizna. Brak konkretów, brak pomysłów oprócz pokazania ,,co to nie ja" i ,,ja to bym naprawił kulturę w minut pięć".. Jaki cel przynosi tryskanie jadem?
Jałowizna, piszesz...
@Aes:"Brak konkretów, brak pomysłów oprócz pokazania ,,co to nie ja" i ,,ja to bym naprawił kulturę w minut pięć"..
Chcesz konkretów? OK. Odnieś się do konkretu, do mojej propozycji:
1. Natychmiast zrezygnować z utrzymywania budynku przy ulicy 9 Muz w formule instytucji artystycznej CEA FG i traktować go jako siedzibę zespołu filharmonicznego tylko,
jako Dom 9 Muz - otwarty na rożnorakie zdarzenia artystyczne.
W nim umiejscowić Wydział Kultury UM ( w likwidacji ) i Miejskie Centum Kultury ( tutaj Gorzowskie Centrum Kultury ), które po likwidacji WK UM przejmie zarządzanie całą gorzowską kulturą oraz działalność kreatywną oraz impresaryjną w mieście tj. całoroczny cykl działań, zdarzeń i imprez kulturalnych skoordynowanych w ramach Gorzowskiego Roku Artystycznego nad Wartą ( w skrócie GRA nad Wartą ).
2. Pozostawić pod pieczą GCK - jako wydzielone jednostki - dotować " z miasta" w całości tylko:
KTM Lamus ( jako klub środowisk twórczych tylko ),
MOS, z wydzielonym BWA i Kinem 60 Krzeseł,
Jazz Club "Pod Filarami".
Inne, istniejące już placówki kultury ( GDK, Zawarcie i dotychczasową siedzibę MCK)
"zadaniować" w dziedzinie prowadzenia zajęć grup, kół zainteresowań i amatorskich
zespołów artystycznych.
Resztę istniejących już placówek postawić do dyspozycji stowarzyszeniom i osobom
prywatnym, które zechcą je prowadzić i wygrają rozpisane konkursy - dotując celowo
tylko te propozycje imprez, działań i zdarzeń, które wpisują się w cały program/zamysł
corocznej GRA(-y) nad Wartą, ze względu na ich wysokie walory i oddziaływanie społeczne.
3. Rozpisać konkursy na kierujących poszczególnymi instytucjami kultury,
które wyłonią liderów środowiskowych, kreatywnych animatorów zdarzeń,
ale i sprawnie zarządzających placówkami.
To tak na początek.. Jak Ci się TO podoba? Odnieś się do konkretu, proszę.
bytek ma wenę...
@bytek:@bytek: co się z tobą dzieje, już chcesz pozostawić Lamusa? na innych forach krytykujesz to miejsce - zdecyduj się chopie, o co tobie lota, wytrzeźwiej w końcu. Co to znaczy klub srodowisk tworczych? Ze niby co tam mają jakies mityczne "srodowiska tworcze" robic? I kto nim jest? Ze niby paru "artystow" ma wieczorami piwko strzelic i powspominac lata swietnosci Lamusa? Pamietaja je ci, co tablice maja pod katedra, ale oni juz nic nie powiedza... No i czemu klub maja miec srodowiska tworcze (coś ostatnio stworzono w GW w ogole - a moze chcesz, by tam siedzieli tworcy filharmonii i bulwaru???), a odtworcze juz nie? Nauczyciele wf, weterynarze i tancerki przy rurze też by chcieli miec woj klub - miasto ma im stworzyc? Jak sądzisz? Czym roznie się picie "artystow" od picia weterynarzy? Ideologię zawsze można dorobić - że parę zdjeć powiesimy, ktos powie trzy zdania i jest mysl tworcza?
Kolejna ewolucja w mysleniu bytka to punkt 3 - PRZEPROWADZIC KONKURSY NA DYREKTOROW. Zaraz, to Bogus Dziekanski jednak ma stanąc do konkursu? Jak to? Przeciez mial byc zwolniony od tego przykrego obowiazku decyzją krzykaczy w teatrze...
Dobrze - przekonałeś mnie!
@Kacza_Nioska:1. LAMUS likwidujemy - co tam sentymenty,
2. Boguś Dziekański jest poza konkursem - sie rozumie.
Co dalej, chopie? :)))
a jednak;-)
@bytek:udalo, się!!! Bytku, my tu taką reformę zrobimy, ze tym specom od kultury reformy z d... pospadają;-)
A dlaczego Boguś poza konkursem? Bo piwo ma tańsze niż Zbyszek, Franek lub Jacek?
No, tak.
@Kacza_Nioska:Widzisz jakie to proste? Dla fachowców wszystko jest proste. To tylko amatorzy nie wiedzą "jak podejść z kluczem"!
I ten odwieczny problem... Jak się ma różnica w cenie piwa do reform...
Tutaj nie pomogę, piwa nie piłem już doooobre parę lat. Ostatnio u Łapki, na Garbary :)))
Zapomniałem. :(
A tak poważnie: co myślisz o pkt. 1. "naszego" planu?
no nie wiem
@bytek:nie wiem nadal, dlaczego ma być wyróżniony Boguś? Bo go znasz i lubisz? A czemu nie może stanąć do konkursu jak inni? Wychodzi na to, że chcesz go skłocić z innymi - wiesz, wyjdzie na ulubieńca władzy, a takiego nie lubią. Prawdziwa cnota się obroni - a tak wychodzi, że jest cienki, bo paru krzykaczy, co mają chęc pisać po forach, musi wstawiać się za nim. On chyba tego nie potrzebuje, bo sam da sobie radę. A tak skłocasz go z tzw. srodowiskiem, no i z jego szefem. Zastanow się.
Co do pkt. 1 - to może być niemożliwe, bo jak unia daje kasę, to pewnie jakis czas nazwa i struktura musi zostac taka sama. Wydzialu kultury nie trzeba tam przenosic. On juz tam jest - przeciez "gwiazdy z tamtej epoki" uciekly przed praca z urzedu do czyszczenia puzonow - na czele z naczelniczką. I to ona rządzi w kulturze nadal, najwiecej kasy idzie na jej pałac. A serio to pokoje administracji w filharmonii na pokoje cwiczen przerobic i szkoly muzyczne tam przeniesc.
Coś w tym jest...
@Kacza_Nioska:Bogusia zostawmy - obroni się sam. Da se radę. Ma wszystkie atuty w ręku.
No, ale z CEA FG może być rzeczywiście problem...
Te unijne fundusze... Trzeba by się nad tym pochylić i poszukać jakiegoś "myku".
Pewnie by się znalazł...
Ale nie do końca mnie, chyba, rozumiesz. Ja nie chcę WK tam przenosić.
On jest wogóle niepotrzeny! Jego funkcję może przejąć GCK - pod kierownictwem
dobrego zawodowca, który się zgłosi na konkurs rozpisany na calą Polskę.
Bo sprawa jest arcypoważna. To ma być głównodowodzący gorzowską kulturą.
Ktoś z wizją, znajomością rzeczy, charyzmą nawet. Są tacy!!!
A b.naczelniczka? Na zasłużony odpoczynek. Koniec balu, niestety.
Ale to już nowy szef powinien zrobić...
Pomysł na zagospodarowanie pokoi administracji kupuję. Tutaj całkowita zgoda.
Niech młodzi nasiąkają atmosferą i na scenę mają blisko.
No, to mi się podoba. Jest konkretnie.
Ale tak na marginesie - do wszystkich - moja prośba i uwaga:
formę wypowiedzi i nick wybiera wypowiadający się - to zrozumiałe.
Wiem, rozumiem - pozorna anonimowość ( w sieci ) bardzo kusi.
Gorzów jest małym miastem - ludzie kształtujący " pejzaż kulturalny
miasta" i bywalcy różnych zdarzeń kulturalnych poznają się w różnych
okolicznościach i gremiach, spotykając się i w nieskrępowowany
sposób dyskutując na różne, arcyważne nieraz dla społeczności lokalnej tematy.
Na wszystko jest jednak miejsce i czas.
Ja - świadomy zagrożeń z tym związanych - opatrzyłem mój mm-kowy
nick zdjęciem, które mnie w mieście i tzw. środowisku identyfikuje.
Uważałem, że tak będzie uczciwie i z szacunkiem dla adwersarza.
Chętnie podejmuję dyskusję na temat z kimś ukrytym za najbzdurniejszym
nawet nickiem i w formie, która nie do końca mi odpowiada, obdarzając
adwersarza zawsze zaufaniem i mając nadzieję, że z tego coś
wartościowego i na temat da się w końcu wyłuskać. I często tak jest.
Jestem otwarty na ( prawie ) każdą formę polemiki, byle mieściła się
w ramach, naogólniej pojętej nawet, netykiety.
Bo inaczej szkodzimy sprawie, sobie przy okazji, a i cała dyskusja traci
sens. A czytających, a nie biorących jeszcze udziału w dyskusji na temat
w artykule poruszony, naprawdę nie interesuje, czy i czy aby napewno
ktoś, kto się na ten temat wypowiada wracał wczoraj do domu np. lewym,
czy prawym chodnikiem ulicy.
I to by było na tyle. Kto - mam nadzieję - zechciał, ten zrozumiał.
Hmmmmm
@bytek:Andrzej - dyskusja z trollem nie ma sensu....
Daj se luz!
Hmmmmm
"...Jałowizna. Brak konkretów..."
Zacznij...
Tak sądzisz?
Jaki ja się jednak ufny - jak dziecko - robię. Troll powiadasz... Może... Ale dobrze tro(aj)llował. Na temat.
Pozdrowionka.
Według mnie
w Gorzowie kuleje promocja wydarzeń kulturalnych. Mówiąc wprost nie ma jej wcale. Pomijając wartość przedsięwzięć sporadycznie organizowanych, to mieszkańcy naprawdę nie mają pojęcia gdzie, kiedy i kto. Kilka plakatów na słupach w centrum odnośnie spektaklu teatralnego dla dzieci i po jednym na Uczelni, gdzie kwota np. 80 złotych za wejście na koncert w Filharmonii od progu krzyczy: studencie idź do kina i na piwo. Mieszkańcy nie znają artystów i trudno ich zachęcić do wyjścia na koncert skrzypka, trąbkarza, lub kogo tam jeszcze w momencie, kiedy na plakacie zobaczą wyłącznie nazwisko i profesję. Już nie wspomnę, że o takich imprezach, jak mecz hokeja, wystawa zwierząt, pokaz filmu gdzieś w małym klubie, spotkanie z autorem ludzie dowiadują się dwa tygodnie po fakcie z notatki w internecie na stronach GL...
A Wy reformę chcecie zaczynać od wymiany ludzi. Przyjdą nowi, zieloni, bez znajomości budżetu, będą ,,rozglądać się,, przez kolejne lata i dalej będzie to samo.. Potrzebny jest porządny menadżer, a nie artysta z pomysłami na kolejne imprezy o których nikt się nie dowie...
PS. Co do nicka... Proponowałabym nie zastanawiać się nad etymologią ;) Jasny umysł wpadnie na to, że nicki imienne są zajęte. Moje zdjęcie też Ci się nie przyda, bo mnie nie znasz. Dyskusja forumowa ma jednak tą zaletę, że niekoniecznie wiemy z kim piszemy, przez co myśl może być wyrażona wprost bez skrępowania i co najważniejsze głos może zabrać KAŻDY, a nie tylko osoby, które otoczeni klakierami i lizusami na spotkaniach roszczą sobie prawo do trwonienia czasu innych przez wygadywanie oklepanych frazesów w stylu: zwolnić i mnie zatrudnić ;)
"w Gorzowie kuleje promocja wydarzeń kulturalnych. Mówiąc wprost
@Aes:nie ma jej wcale"
>
Osobiście często przegladam portal redagowany przez Grodzki Dom Kultury
- GORZOWSKI INTERNETOWY MAGAZYN KULTURALNY.
http://giik.pl/
Są tam zapowiedzi imprez kulturalnych. sprawozdania z imprez oraz zdjęcia z imprez kulturalnych.
Pozdrawiam.
Hmmmmm
"w Gorzowie kuleje promocja wydarzeń kulturalnych"
Promocja należy do organizatora - Magistrat powinien jedynie ja ułatwiac. Na przykład w formie informatora - internetowego czy telefonicznego - o planowanych imprezach w Mieście. Aby nie pokrywały sie terminy. Albo nie dublowały imprezy interesujące te same grupy widzów.
Forma informacji dla organizatora - nie chodzi o narzucanie terminów - te wynikaja z umów z wykonawcami. Magistrat mógłby odpowiadac na pytanie (z wyprzedzeniem kilkutygodniowym) o imprezy planowane w danym terminie. Ale to wymagałoby stworzenia bazy danych o placowkach i zobligowanie ich do nadsyłania informacji. Przynajmniej placówki podległe Magistratowi...
Zapewniam Cię
że nie ma promocji w internecie ;) Informacja drobnym druczkiem, lub program teatru w holu budynku nie trafia do mieszkańców. Uwierz mi, bo wiem co piszę. Sama o imprezach dowiaduję się po fakcie, a chętnie wzięłabym udział w niektórych spotkaniach/wystawach/ pokazach... Jest taki gąszcz bełkotu w necie, że dwie linijki zwyczajnie się przegapia, a jeśli już jakoś oko dostrzeże informację, to jest to wzmianka tak nieciekawa i ogólna, że po prostu nie interesuje...
Organizator wszystkiego nie ogarnie. Gdzie plakaty, gdzie pre-spotkania, gdzie są artyści zachęcający na ulicach? Nie ma plenerów, nie ma folkloru artystycznego, nie ma rozmów z mieszkańcami, nie ma sondaży, nie ma nic... Mecz Stali za to jest wszędzie na dwa miesiące przed wydarzeniem ;) Są spotkania z zawodnikami, rozmowy, wywiady... A Wy mi tu będziecie trąbić, że adnotacja w necie jest, jak ja mówię i cała społeczność studencka z mojego roku mówi, że nie ma...
Hmmmmm
@Aes:"Organizator wszystkiego nie ogarnie" - wiec niech idzie sprzedawac pietruszkę! Jego biznes.
Magistrat moze jedynie informowac - na konkretnie zadane pytanie przez organizatora - o zgłoszonych terminach i rodzajach imprez. I nie chodzi tu o info. dla widza - tym juz powinien zajmować sie organizator - to kwestia kasy i operatywnosci. Chodzi o probę informowania i koordynacji ORGANIZATORÓW!
Magistrat moze narzucic podległym sobie placowkom obowiązek wprowadzania danych do systemu UM. Ale cala reszta organizatorow powinna wiedzieć o mozliwości i sensie organizowania danej imprezy w okreslonym terminie. I to z odpowiednim wyprzedzeniem - można wowczas przesuwac terminy imprez.
Roman...
z całym szacunkiem, ale Ty kompletnie nie rozumiesz co chcę przekazać... Wszyscy mamy świadomość,że kultura jest dziedziną. Nie dla każdego i nie przynosi zysków. Żeby ludzi zachęcić do wizyt na imprezach trzeba nauczyć ludzi percepcji sztuki. W Magistracie siedzą ludzie, którzy niekoniecznie muszą się na sztuce znać i to w interesie twórców powinna się znaleźć odpowiednia promocja. Dlatego,że się na tym znają. Sztuki się nie wypromuje na stronie urzędowej i przez urzędników (notabene widziałam wczoraj strony ,,artystów,, gorzowskich, gdzie chwalą się imprezami z 2006 roku ;) heh...).
Nie da się wypromować sztuki przesuwając terminy imprezy.. Ze sztuką trzeba wyjść, pokazać ją ludziom na ulicach, na osiedlach, w szkołach.. Rzecz nie polega na rozlepieniu plakatów pod UM i sprzedaży biletów po 80 złotych.. Bo przyjdzie 50 osób, które wejściówki mają za darmo, tak jak ostatnio się żalił jeden z Waszej dwójki ;)
Nie zwalaj odpowiedzialności na urzędników, bo od promocji, marketingu, szukania sponsorów i ogólnie od PR powinni być ludzie którzy są w stanie odpowiedzieć na pytania odnośnie sztuki.. A nie tylko o terminie imprezy..
Tak samo Muzeum w Gorzowie... Co może powiedzieć o Muzeum w Gorzowie mieszkaniec osiedla XX? Odp: ...nooooo...Muzeum....Jest! :P
Hmmmmm
@Aes:"kompletnie nie rozumiesz co chcę przekazać... " - widocznie źle przekazujesz! To Ty chcesz przekazac - ja - niekoniecznie chce sie dowiedzieć - jak zbyt zawiłe - to ignoruje.
Podobnie z promocją imprez - to organizator jest zainteresowany sprzedaniem "zainteresowania" tematem imprez. On z tego zyje.
"...ogólnie od PR powinni być ludzie którzy są w stanie odpowiedzieć na pytania odnośnie sztuki..." moja wersja nie wymaga aż takiej wiedzy - przez co jest realniejsza - PR magistratu ma jedynie informowac o terminie i miejscu imprezy! I tyle - bez jej oceny czy streszczenia!
A tobie chodzi o edukacje potrzeb kulturalnych Gorzowian? To inna bajka - tu mógłby stanowic przykład Bogus ze swoja Małą Akademia Jazzu - to on sobie wychowuje odbiorców! Nie tylko kolejne pokolenie dzieciaków - ale i ludzi z ich otoczenia... ale to temat na inna bajkę.
Dlaczego
odsyłasz mnie do jakiegoś Bogusia i do Jazzu, skoro ani Bogusia, ani Jazzu nie znam? Jestem obca, nowa, inna.. A Wy hermetyzujecie środowisko ,,starych wyjadaczy,, jak to ładnie napisał Krzyśku.. Zgadzam się z Nim. Nie chcecie słuchać nowych, świeżych z doświadczeniami z innych miast, bo wolicie siedzieć w ciepłym i narzekać na brak frekwencji. Bronicie kiepskiego poletka i oplatacie się szczelnie nieprzemakalną płachtą. Bronicie dostępu do czegoś co w idei ma być wspólne, bo zwyczajnie strach Was ogarnia przed staniem się zbytecznym.. Problem w zrozumieniu, że wcale tak nie musi być ;) Spór o kulturę przeradza się w konflikt pokoleń. Awanturę nie wywołują jednak młodsi, ale Ci wielce doświadczeni, których ,,czas uczy pogody,,...
Cóż... Trzeba się szykować na jakieś wyjazdy, bo jakoś mój smak odbiega od gustu tych od ,,pogody,, i nie zniosę znów czegoś w stylu Ewy Farny na promenadzie, albo lipnej wystawy fotek w bibliotece... ;) Pozdrawiam.
@Roman:krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Roman!
@Roman:Roman, że zacytuję...
"Po co czytasz komentarze sfrustrowanych miernot, niech się same karmią jadem"
Miłego!
...
@B_Sacharczuk:"Bogusław Sacharczuk Współpracownik "Gazety Lubuskiej"" - o, widzę, że w Mediach Regionalnych zapanował nowy standard. Współpracownicy poza robieniem zdjęć mają również w zakresie obowiązków obrażanie MMkowiczów i podsycanie do ataków? Zaiste ciekawe. Każda firma ewoluuje, ale żeby aż tak...
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU