„Już się żegnamy z rodzinną wioską i odjeżdżamy do polskiej ziemi, umierać razem między swoimi”, czyli wspomnienia gorzowianki
Józefa Góral z domu Radom, urodziła się w 1932 roku we wsi Trościaniec Wielki na Podolu. W maju 1945 roku z mamą, siostrą i bratem opuściła swój rodzinny dom na Kresach Wschodnich udając się w podróż w nieznane.
Przed wyjazdem...
Trościaniec Wielki był przed wojną dużą wioską w której mieszkali Polacy i Ukraińcy. Polskie rodziny stanowiły większość. Na 300 domów tylko 40 zamieszkałych było przez Ukraińców. Pięknie położona wioska nad rzeką Smolanką była dobrze rozwiniętą wioską. Była tu szkoła polska - z odrębnym planem zajęć nauki j. ukraińskiego dla mniejszości - ochronka dla dzieci prowadzona przez siostry zakonne, punkt opieki medycznej, kościół katolicki pw. Najświętszego Serca Jezusowego, a za wsią górowała cerkiew. W wiosce były stawy rybne, a także mleczarnia wyposażona w szwedzkie urządzenia. W czasie walk frontowych w roku 1944 wieś została zniszczona.
Rodzice Pani Józefy prowadzili 15 –to hektarowe gospodarstwo. Z sąsiadami żyło się im dobrze i zgodnie.
W roku 1943, ojciec Pani Józefy Michał Radom, został wcielony do wojska polskiego – swój szlak bojowy odbył od Lenino do Berlina – trzykrotnie odznaczony, ranny w Berlinie – odnalazł swoją rodzinę na „nowej ziemi",jesienią w 1945 roku.
Podróż...
Na majowej liście do repatriacji znalazły się wszystkie polskie rodziny, w tym rodzina państwa Radom. Na stacji kolejowej czekały na nich niezadaszone towarowe wagony. Każdy członek rodziny wziął ze sobą tobołek najpotrzebniejszych rzeczy. Pani Józefa pamięta, że w pakunku przygotowanym przez mamę miała sukienkę i poduszkę...
Podróż była bardzo męcząca. W wagonie było ok. 50 osób. „Spaliśmy na tobołkach na podłodze wagonu, brakowało jedzenia, deszcz padał nam na głowę.Oglądaliśmy przez szpary jadące transporty wojskowe, którym nasz pociąg ustępował miejsca".
Podróż ciągnęła się w nieskończoność. Na postojach podchodzili do wagonów żołnierze sowieccy roznosząc jedzenie i wodę, a do chorych przychodził lekarz. „Moja siostra chorowała na czerwonkę, dostała leki i wyzdrowiała" – wspomina Pani Józefa.
Gorzów...Ciecierzyce
Pod koniec maja 1945 roku ich droga z Kresów na Zachód - wydawało się – dobiegła końca.
Przed dworcem czekała na nich wojskowa ciężarówka, która przez spalone, wyludnione miasto dowiozła repatriantów do domu przy ob. ulicy Kosynierów Gdyńskich. Tu przez ponad tydzień oczekiwali na przydział „nowego miejsca do życia". Otrzymali dom i 15 hektarowe gospodarstwo we wsi Ciecierzyce.
Dom w Ciecierzycach zastali zamieszkany przez niemiecką rodzinę. Na polach rosło zboże, obory, stajnie i chlewnie były puste. Rodzina niemiecka przyjęła ich z dystansem, ale bez wrogości. „Oni podobnie jak my myśleli, że wyprowadzają się ze swojego domu na chwilę".
Dom był czteropokojowy z dwiema kuchniami. Umownie został między dwie rodziny podzielony. Przez dwa , może trzy tygodnie połowę domu zajmowali osiedleńcy, drugą Niemcy.
Pani Józefa wydobywa z pamięci historię niemieckiej rodziny. „Głową rodziny był starszy pan w wieku ok. 80 lat. Dwóch jego synów pilotów zginęło w czasie wojny. Mieszkał z córką i jej dwójką dzieci, Riną – lat ok. 17 i Albertem lat 9."
Pierwsze lata ...
Najtrudniej żyło się w roku 1945. Nie było jedzenia.Pozostawione przez byłych mieszkańców zapasy ziemniaków szybko się skończyły. Wojsko dowoziło mąkę, z której w piecu ustawionym na podwórku gospodyni piekła chleb. Żołnierze przywozili również mleko. Rodzinę ratowały także paczki z UNRY.
„ Potem przyszły żniwa. Zboże ścinaliśmy sierpem i kosą , a następnie cepami młóciliśmy".
We wrześniu 1945 roku wraca z frontu ojciec Pani Józefy. Zimą otrzymuje z UNRY konia oraz kupuje ( miał rentę wojenną ) drewniany wóz.
We wrześniu tego samego roku do Ciecierzyc przyjeżdża nauczycielka. W dwuklasowej szkole uczy za „kąt do spania i jedzenie".
W 1948 roku Pani Józefa wychodzi za mąż, rodzi trójkę dzieci. W 1956 roku przeprowadza się do Gorzowa - jej mąż , pracownik Zakładów Roszarniczych otrzymuje mieszkanie przyzakładowe przy ul. Kobylogórskiej – Od tej pory są gorzowianami.
Dwie sentymentalne podróże po latach...
We wczesnych latach 60-tych , Pani Józefa razem z mamą i dwójką swoich dzieci pojechała do Trościańca Wielkiego. Jej rodzinny dom był ruiną. Obok niego ktoś budował nowy. Kościół stał się cerkwią, stawy rybne zostały zasypane, na ich miejscu stały ciągniki i maszyny rolnicze. Nie było cmentarza, na którym pochowana została jej babcia i dziadek. „Znalazłam się w kołchozie,to nie była moja rodzinna wioska"
W latach 80 –tych do Ciecierzyc przyjechał Albert z żoną i dwoma synami. Od 1945 roku mieszkał w NRD i prowadził własną firmę – tu wrócił,żeby zobaczyć miejsce swojego urodzenia.
„Rozmawialiśmy z nim po rosyjsku.Opowiadał o sobie i swoim życiu. Mama przyrządziła obiad. Nie żałował, że opuścił Ciecierzyce"
( wspomnienia spisała M.J Kaczanowska)


























Kontakt:
Losy wojenno - powojenne.
Losy wojenno - powojenne. Uważam, że dopóki żyją świadkowie tamtych dni trzeba je spisywać, aby zachować je dla potomności.
Pozdrawiam
Dobrze że są jeszcze osoby
@Ben:Dobrze że są jeszcze osoby które chcą opowiadać i osoby jak pani Meg, które chcą słuchać i te wspomnienia spisywać i publikować.
Dobry temat i dobrze napisany. Aż chce się czytać
Pozdrawiam
Prawda. Pan Ben ma rację
Prawda. Pan Ben ma rację oprócz tego dowiedzieć można się jak było.
Więcej tego typu tekstów
Więcej tego typu tekstów powinno pojawiać się na stronie!
Bardzo ciekawe
Bardzo ciekawe wspomnienia--Pozdrawiam
Dobry materiał pani
Dobry materiał pani Meg
Pozdrawiam serdecznie Meg :),:),:)
Lubię czytać każde
Lubię czytać każde wspomnienia. Nie tylko z okresu wojny. Wydaje mi się że wtedy mogę oglądać życie ludzi ich oczami . Jeśli chodzi o wspomnenia wojny i powojenne to czas nagli.Dużo osób jest już wieku, który nakłada pewne ograniczenia jak słaba pamięć albo trudności w kojarzeniu i to ostatnie chwile, by zebrać ich wspomnienia. Chciałam spisać wspomnienia mojego śp. taty, ale nie zdążyłam.
A moja babcia nie chce
@Zojka:A moja babcia nie chce opowiadać w ogóle nie wspomina o latach wojny i latach po wojnie-:(
Ciekawy temat pani Meg .Przeczytałam z zainteresowaniem
Są osoby na MM gorzow ,
co zniechęciły wprost do wspomnień mnie i może innych co przeżyli to osobiście .
Dobrze ,że Pani Meg podjęła się tego zadania .
Nie wielu jest na tych stronach mm-ki , co wogóle mają możliwość i dostęp do inter-
netu . Większość to młodzi i zniechęcają pisząc: Co ten stary tetryk tu pisze wypociny ? Szukaj okularów ! Czy skończyły sie CI tabsy ? ( domyślam się tylko ,że
chyba chodzi o tabletki !) Są też tacy co " przysrywają " nie tylko starszym ale na lewo i prawo wszystkim o braku ( ogonka , przecinka , ortografii itp.)
To swiadczy tylko o CHAMSTWIE tych osób , braku szacunku dla osób STARSZYCH I ICH NIEWIEDZY ! Może kiedyś dożyją naszychy lat i dotrze do ich swiadomości - "", a potem zapytał ile w ostatniej pracy byłem na L-4 sic!!!! chcą jak najbardziej CHOREGO i żeby w ogóle NIE CHOROWAŁ ani nie chodził po przychodniach, co chyba człowiek z I grupą co jakiś czas robić musi. Na koniec stwierdził jak zwykle: jak nie znajdziemy nikogo lepszego to oddzwonimy. Oczywiście nie oddzownił, po czym za miesiąc oferta ta znów pojawiła się w internecie na stronie "Platformy Integracji Osób Niepełnopsprawnych" - kolejnej firmy wydmuszki dla "funkcjonariuszy" PO i Mirów, Darów, Zbychów. """ - o , nawet macie przykład ,
dopiero niedawno wnuczka pokazała jak można "wklejać " i ten urywek przed chwilą się jakoś * ukazał* ( sam) ? W moim wieku , a są i starsi jak np .Pan Jacek - którego ostatnio nie widzimy na mm-ce . Młodzi np. Daro - sądzę ,że jest młodym człowiekiem
-zachowuje się czasami jak by miał być wiecznie młodym i dogryza każdemu jak by był pogryziony przez wściekłego psa ! Może coś * łyka * czy *wącha* , może tabsy
,albo czopki nie wiem jak TO się zwie!
Czemu młodzi ludzie , pracujący poza granicami naszego kraju , jak odwiedzają
rodziny w polsce , to aż się rzuca w oczy ,że po pobycie roku czy kilku lat za granicą
to są tacy bardziej NORMALNI , wyciszeni , uprzejmi , uśmiechają się i są bardziej
życzliwi do wszystkich . Ja myślę ,że to zasługa tego ,że otarli się o INNĄ CYWILIZACJĘ . Byli w NORMALNYM KRAJU !!!!!! Polska jest CHORA !!!!!
Muszę wziąźć " tabsy" i dać odpocząć oczom .
Co mnie pociesza , ŻE młodzi też będą starzy !!!!
Kaja 1305
Podpisuje sie pod tym! Mam 20
@kaja1305:Podpisuje sie pod tym! Mam 20 lat od 2,5 roku zyje w Anglii.I musze powiedziec ze wiecej sie o zyciu dowiedzialam niz przez 17 lat w Polsce.O normalnym zyciu.Przykro mi patrzec na rowiesnikow co im tylko dopalacze w glowie.Co do starszych osob-szacunek im sie nalezy nawet jezeli sa czasami zlosliwi i zgryzliwi.
Niestety duzo ludzi mieszkajacych za granica nie chce wracac do Polski wlasnie przez chamstwo i wieczne pretensje.A ja wroce i sie nie poddam tak latwo :D
życie w Polsce jest i frustrujące i toskyczne
@kaja1305:masz rację Kaja. Aby "znormalnieć" trzeba... wyjechać
co do brania czegoś
@kaja1305:polecam klej i rozpuszczalnik w jednej torbie.
Uprzejmie proszę o więcej
Uprzejmie proszę o więcej takich artykułów.
Wspomnienia inne
@Onaletlla:http://www.mmgorzow.pl/artykul/powojenna-kolej-w-gorzowie-80097.html
http://www.mmgorzow.pl/artykul/historia-zapisana-w-dokumentach-wspomnien...
Ciekawe te wspomnienia.Ludzie
Ciekawe te wspomnienia.Ludzie wtedy biedowali to wiem od dziadka..Dziadek ze strony mamy opowiadał że wracając do kraju na polach albo przy drogach w rowach walało się dużo sprzętu wojskowego i cywilnego i że można było brać co kto chciał Były samochody i motory bez paliwa i bez opon i dziadek nie wziął nic. Nie pamiętam wiele co dziadek opowiadał i nie dowiem się poneważ też już nie zyje. pamiętam też że mówił, ze w domu na wsi pod Słubicami gdzie przyjechał z kresów były meble, łóżka i talerze. Do domu rodzinnego na kresach nigdy nie pojechał. Ne wiemy czy stoi.
W takich wagonach, z
W takich wagonach, z Krzemieńca na Wołyniu do Gorzowa przybyła także moja rodzina. Babcia często wspominała rodzinne strony, rozboje Ukraińców a także samą podróż. Do końca swoich dni tęskniła za rodzinnymi stronami, górą królowej Bony...
Edy
@edy:– kilka lat temu odwiedziliśmy Krzemieniec, a na Górze Bony… jedliśmy obiad :) Nadal jest to piękna miejscowość. Wyprawy na Białoruś, Ukrainę, Litwę są wzruszające. Dla mnie – zwłaszcza na Białoruś, ale śmiało mogę powiedzieć, że w każdym miejscu dawnych Kresów moja dusza gra. Lubię tam wracać. Może dlatego, że tyle wspomnień stamtąd jest w mojej rodzinie?
Mario, byłaś w Kownie i
@Magmag:Mario, byłaś w Kownie i Lidzie? Tam są mojej Rodziny korzenie, a nie miałam jak dotąd okazji aby zobaczyć ukochaną rzekę Mojej Mamy ani kościoła w Minojtach pod Lidą, gdzie Mój Tato był chrzczony...We mnie również coś w sercu gra...im jestem starsza tym "dźwięk" jest głośniejszy...
Jakże mogłabym nie być
@Meg:Jakże mogłabym nie być Małgosiu :)) Jednego tylko żałuję - że wtedy mieliśmy tylko zwykły analogowy aparat i kilka klisz na zapas. Musieliśmy się mocno ograniczać.
Z Kowna zdjęć mam nieco więcej, ale z Lidy-tylko dwa lub trzy; Minolt niestety nie pamiętam. Byłam chyba za bardzo zakręcona. Planowaliśmy pojechać tam po raz kolejny w ubiegłym roku. Planowaliśmy... ale nic z tego :(
Może jeszcze się uda
Magmag
@Magmag:Moim marzeniem jest tam pojechać...Nigdy tam nie byłem ale znam każdy szczegół z opowieści mojej babci. Nie wiem dlaczego ale tęsknię za tym miejscem...ciągnie mnie tam jak wilka do lasu....
Chyba takich tęskniących jest
@edy:Chyba takich tęskniących jest wśród nas więcej.
Kiedy pierwszy raz pojechaliśmy na Białoruś moi Rodzice byli zdziwieni, że odbieram ten pobyt jakbym tam wróciła, a ja tam przecież nigdy wcześniej nie byłam.
Musisz zebrać się w sobie, zaplanować i... może uda Ci się pojechać. Na Ukrainę wizy nie są już potrzebne. Tylko trochę cierpliwości na granicy :)
Moich dziadków z Białorusi
Moich dziadków z Białorusi na siłę wyekspediowali w wagonach praktycznie z jedną walizką.
Żałowali i tęsknili ale nigdy na Białoruś nie pojechali.
Powtórzę za Olesem – dobry
Powtórzę za Olesem – dobry materiał, Meg. Moi też tak jechali – jedni w podobnych wagonach z Baranowicz, w 1945; drudzy (też moi) – trochę pieszo, trochę saniami, trochę pociągiem (z międzypobytem w Twierdzy Brzeskiej). Ci drudzy uciekali z Pińska jeszcze w styczniu 1940, ale do Gorzowa dotarli dopiero w 1945. Niesamowita to historia (jak wiele z tego okresu). Staram się notować jak najwięcej tych wspomnień.
Chcę tylko dodać, że tytuł
Chcę tylko dodać, że tytuł pochodzi z piosenki , którą wysiedlani z Trościańca Wielkiego Polacy śpiewali na stacji przed odjazdem pociągu. Pani Góral pamięta ją do dziś. Oto fragment tej pożegnalnej piosenki :
" Już się żegnamy z rodziną wioską i odjeżdżamy
do polskiej ziemi umierać między swoimi
Umierać śmiercią kiedy Bóg każe
Kiedy nam kapłan grzechy zamaże"
Jestem pod wrażeniem:) Bardzo
Jestem pod wrażeniem:) Bardzo dobry materiał! W mojej rodzinie nie ma takich wspomnień, ale w pracy przez jakiś czas miałam częsty kontakt z tzw. „zabużanami”. Niektóre okoliczności repatriacji były wręcz wstrząsające, a tęsknota za ojcowizną – ogromna. Zdumienie budził fakt, że pomimo sędziwego już wieku, pamiętali każdy kamień, każde rozwidlenie drogi. Tęsknota chyba nigdy nie umiera do końca.
...Pani Góral również pamięta
@rodorek:...Pani Góral również pamięta najdrobniejsze szczegóły, a jej marzeniem, gdy o nie zapytałam jest jeszcze raz zobaczyć rodzinne strony , pojechać tam i tam cyt.: "wspomniać młode lata"...
Ps...Pani Góral nie jest z mojej Rodziny...to sąsiadka, po prostu zapytałam czy zechce podzielić się z czytelnikami MM swoimi wspomnieniami, nie wahała się ani minuty...Za to Jej dziękuję jeszcze raz, tu na "łamach" MM
Witam
moja rodzina podczas wojny wiele wycierpiala.Dziadka niestety nie dane mi bylo poznac, ale kiedy pytalem sie babci czy czuje nienawisc do Niemcow mowila "bylo minelo trzeba wybaczac"
W waszych komentarzach przejawia sie teksnota za miejscami z ktorych wasze rodziny pochodza - jak pisze edy -"ciagnie wilka do lasu" pomimo ze tam nie byl. Zastanawia mnie dlaczego wy mozecie tesknic, odwiedzac i drazyc dzieje rodziny i ich domow zostawionych na Kresach, a gdy byli mieszkancy Gorzowa ( Landsberga) robia to samo z takiego samego ja wy sentymentu do swojego Heimattu to jest opisywane w postach niektorych z was jako niewlasciwe.
Oni tez tu zostawili groby swoich bliskich, zostawili domy i wspomnienia.
Jak kiedys juz napisalem najwazniejsze jest ponadnarodowe i ponadreligijne zbratanie w duchu tolerancji i wzajemnego szacunku.
"...Oni tez tu zostawili groby swoich bliskich...
@Stern:... i moich bliskich rownież!
Artykuł jak informuje mnie
Artykuł jak informuje mnie maż jest na facebook.com
Polinkuję na lubuską online::))))) Tam też jest
@Zojka:http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100910/POWIAT04...
Historia mojej rodzny jest
Historia mojej rodzny jest taka jak wiele im podobnych. Rodzina moja przybyła spod Lwowa do Pełczyc tam osiedlili się. Ziemie Zachodnie nazywali - dzikim zachodem- ponieważ nikt nie znał tych ziem i nie wiedział dokąd zmierza. W pamięci zostało mi niewiele z opowadań dziadka i babci poza drobnymi szczegółami. Na stację kolejową jechali furmanką z sąsiadem z kilkoma walizkami przy sobie, potem pociągiem towarowym zmierzali na" dziki zachód". Wojsko radzieckie za spirytus i inne co cenniejsze fanty donosiło jedzenie ale również byli wśród nich tacy którzy nie prowadzili z wysiedleńcami handlu wymiennego, a darowali jedzenie.W Pełczycach zastali kilka rodzin niemieckich. Nie były nieprzyjazne. Dzieci razem się bawiły. Z opowiadań pamiętam, że babcia - osoba niezwykle bogobojna - miała żal do "ruskich", że w kościele w Pełczycach urządzono magazyn - spichlerz.
Nigdy nie spisałem wspomnień mojej babci i dziadka a czas je powoli zaciera. Myślę, że pomysł szukania chętnych do współpracy na tej niwie jest jak najbardziej trafiony. Zgadzam się z @Zojka , że czas nagli i że za parę lat ...
@ Meg dobry temat i świetny tekst
...dziękuję za głos
@Koson:...dziękuję za głos wspomnień
Ps...w Pełczycach byłam niedawno :)
@ Meg
@Meg:Ostatni raz byłem w Pełczycach w 1990 roku. Ściągaliśmy babcię i dziadka do Gorzowa.
Panie Koson i drodzy państwo
Panie Koson i drodzy państwo robimy jeden podstawowy błąd - kiedy jesteśmy młodzi nie chcemy słuchać wspomnień - kiedy jesteśmy starsi - nie ma komu wspominać.
Zdajemy sobie sprawę z ważności wspomnień po czasie.
Apeluję do wszystkich - słuchajcie i spisujcie. Historia wspomnień będzie wiecznie"żyjącym pamiętnikiem"
Pozdrawiam serdecznie wszystkich:),:),:)
Słusznie ja także gdy miałem
@Oles:Słusznie ja także gdy miałem lat 17 a babcie i dziadowe żyli nie miałem ochoty słuchać, teraz jest za późno. Coś tam pamiętam, rodzice też ale nie poznam już całych wspomnień.
.... moi Rodzice i dalsza
@Czed:.... moi Rodzice i dalsza Rodzina z pokolenia przedwojennego już nic mi nie powie...mam podobny żal do siebie, że kiedy był czas na słuchanie, ja nie słuchałam...a dziś mogę jedynie słuchać innych, a to co zapamiętałam z opowieści Moich Dziadków już zapisałam, to co opowiadał Tata, gdzieś głęboko mam schowane, jest jakieś takie poplątane, niepełne, wciąż nie udaje mi się ułożyć Jego historii...w przypadku Mamy jest łatwiej, pozostały po niej dwie teczki dokumentów i pudełko zdjęć...może kiedyś, gdy najdzie mnie wena ....może kiedyś opiszę ...
Posłuchać mogę ale pisać nie
@Oles:Posłuchać mogę ale pisać nie umiem.To niech robią ci którzy umieją:)))))))) Oprócz tego nie mam czasu żeby szukać ludzi którzy by chcieli opowiadać. Nie mam nikogo z rodziny kto przeżył wojnę. Wszyscy żyjący urodzili się po wojnie. Najstarszy wujek urodził się w 1948 roku.
Jestem ciekaw ile wspomnień
Jestem ciekaw ile wspomnień kryje się w domowych szufladach gorzowian i w głowach sąsiadów, cioć, babć a może jeszcze rodziców, rodzeństwa, dalszych krewnych itd.
Pan edy pisze, że pamięta opowiadania swojej babci - czy próbował je pan uporządkować i utrwalić?
Korzystając z okazji i tego tematu polecam książkę śp.Heleny Kuźmickiej ( zmarła w sierpniu 2010 w wieku 102 lat) "Wiosna na rumowisku" .
W podanym przez panią Danutę32 linku zauważyłem, że pani Meg pisząc artykuł o kolejarzach korzystała także ze zbiorów Klubu Pioniera. Nasz gorzowski klub dysponuje wieloma wspomnieniami pionierów . Podpowiadam ciekawym i szukającym wspomnień z lat przed , w czasie i po wojnie.
Pozdrawiam
Bardzo dobrze , gładko i
Bardzo dobrze , gładko i sprawnie napisane. Przeczytałem z przyjemnością losy pani bohaterki .
Pozdrawiam
Dobry wieczor
Mija i odchodzi wielu z mojego rocznika i starszych co pamietają jak było gdy przyjechali do Gorzowa. Mama i tata byłi rodzoni w powiecie stanislawowskim. Do Gorzowa przyjechali w czerwcu 1945 na sam przód byli skierowani do Krzeszyc potem przeniesli się w czerwcu do Gorzowa. Bieda była straszliwa. Rodzice chwytali się czego mogli . Urodził się brat z siostrą potem ja. Lza mi staje w oczach wspominając rodzicow i rodzenstwo. Ostałam się sama ze swoim dorosłym synem. Jeden Bóg naszą rodzine trzymał w nadziei. Było moje życie spokojne. Biedy uświadczyłam. Ludzkiego języka uswiadczyłam. Boga miałam przy sobie i on nie opuścił mnie. Opowiadać nie ma komu . Nie ma wnuków .
Maria rocznik 1949