drukuj

Jacy jesteśmy…?

Jacy jesteśmy...?

Jacy jesteśmy? Hmm… Sama już nie wiem.

Odsądzamy od czci i wiary współczesną młodzież. Potępiamy w czambuł ich wychowanie, zapominając, że to właśnie my jesteśmy wychowawcami.

Idę rano po zakupy. Ranek, to pora, kiedy młodzież śpi snem sprawiedliwego, a do sklepów chadzają ich rodzice lub dziadkowie. Wiadomo, że z wiekiem snu potrzeba coraz mniej, a zapotrzebowanie na chrupiące bułeczki do śniadania bynajmniej nie maleje. Podobnie rzecz ma się ze świeżą prasą.

Idę pomaleńku w kierunku najbliższego supermarketu. Kątem oka zauważam jakąś dziwną kolorystykę wieżowca. Oho! Ktoś przez noc zabazgrał sprayem kolejną świeżo odnowioną klatkę. Okoliczna młodzież pewnie się nudziła. Głośną dezaprobatę w tej sprawie wyraża pani w wieku późnośrednim. Nie przeszkadza jej jednak, że przywiązany do niej czworonóg (przywiązany dosłownie - przy pomocy kolorowego postronka) akurat w tym momencie załatwia się na chodniku. Dobrze wychowana pani w wieku późnośrednim odchodzi, jak gdyby nigdy nic... kupa zostaje.

Kilka metrów dalej elegancko ubrany pan (również niemłody) wypakowuje z wypasionej fury worek z posegregowanymi plastikami. Podchodzę do żółtego pojemnika, bo i ja mam ze sobą zebrane z całego tygodnia pudełka po jogurtach i kłąb jednorazowych reklamówek zwanych „zrywkami". Potykam się o worek, ale pana już nie ma. Za to w żółtym pojemniku miejsca mnóstwo. Czyżby elegancko ubrany pan bał się go dotknąć? Do poniedziałku cały ten wór będzie przecież rozwleczony po osiedlu...

Wchodzę do sklepu. Wybieram banany, a tuż obok mnie starszy dystyngowany pan zaczyna grzebać w koszu z orzechami arachidowymi. Przebiera, próbuje, w końcu... wybiera sobie dobrą garść... pojedynczo, po jednym i ... pakuje do własnej kieszeni. Nie przeszkadza mu, że ostentacyjnie patrzę na niego. Pewnie wydaję mu się bezczelna. Odchodzi niespiesznie mrucząc pod nosem coś o złym wychowaniu ... No...dla niego to pewnie ja jeszcze jestem ta niewychowana młodzież.

Wracam do domu. Na ścianie supermarketu zauważam tabliczkę „Uwaga. Karmnik deratyzacyjny". Nie ma to nic wspólnego z dobrym wychowaniem, ale... toż  to przecież szczyt obłudy! Dokarmianie, a deratyzacja to dwie sprzeczności. Czy nie możemy już nazywać rzeczy po imieniu?

Jacy jesteśmy? Prawdę mówiąc ... sama już nie wiem

Zdjęcia

  • Jacy jesteśmy...?
Programowa optymistka. Genealog amator hołdujący norwidowskiej zasadzie "Żeby mierzyć drogę przyszłą, trzeba wiedzieć, skąd się wyszło". Włóczykij z urodzenia.
Magmag
Autor:Magmag

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
mar-jola
mar-jola ndz., 2010-11-14 20:35

Odpowiedż zawarta jest w

Odpowiedż zawarta jest w Twoim Magmag, artykule..Tacy właśnie jesteśmy. Pozdrawiam

mar-jola
sylwia197225
sylwia197225 ndz., 2010-11-14 20:50

Właśnie,nic dodać nic ująć.Na

Właśnie,nic dodać nic ująć.Na moim osiedlu rodzice,którzy przywożą swoje pociechy do przedszkola,często przywożą też swoje śmieci.

Yeh lamhe judaai ke
ankabee
ankabee pon., 2010-11-15 13:51

Jacy jesteśmy?

Tacy jakie czasy. Nie liczy się nic i nikt tylko JA i własnie tacy jesteśmy.

anucha
Pitania
Pitania pon., 2010-11-22 05:57

Zycze Ci bys obudziala sie

Zycze Ci bys obudziala sie pewnego dnia w Gorzowie, w ktorym mieszkancy usmiechaja sie do siebie na ulicy i mowia "Dzien Dobry", gdzie wlasciciele psiakow zbieraja po nich kupy i sa z tego dumni, gdzie graffiti wyglada jak sztuka i jest w przeznaczonych do tego miejscach i gdzie mieszkancy serio podchodza do recyklingu... Ja akurat w takim miescie zyje i za kazdym razem gdy odwiedzam Gorzow uswiadamiam sobie jaka jestem szczesciara.

Pitania