I pięknie, i strasznie (zdjęcia)
Jak okiem sięgnąć, biała gładź się ciągnie i tylko gdzieniegdzie przecinają ją słupy energetyczne. Kiedy już się wie, że ta gładź to nie puchaty śnieg, a lód i woda - robi się jakoś nieswojo. Do widoku rozlewisk w rejonie Santoka już się przyzwyczailiśmy. Te zawarciańskie – oglądane ponad dachami dawnych koszarów na Chopina – aż tak wyraźnie dostrzegamy po raz pierwszy.
Skuszeni nagłym słońcem wyruszamy na niedzielną wycieczkę do Bledzewa. Drogę wybieramy nieco okrężną – przez Santok, Murzynowo, Skwierzynę. Przy okazji przyjrzymy się z bliska obserwowanej o poranku przestrzeni, która codziennie zda się powiększać i powiększać... Na wysokości Czechowa zauważamy na lodowej tafli jakąś kolorową plamę. Plama się porusza, rozczłonkowuje... jeden jej fragmencik znika, jakby zapadł się pod ziemię. Pod ziemię? Niemożliwe, przecież tam jest lód! Przystajemy zaciekawieni, robimy zdjęcia. Przyciągamy zoomem i okazuje się, że to grupa, wśród której z pewnością znajdują się płetwonurkowie. Dopiero po powrocie do domu dowiadujemy się, że to walczący z wodociągową awarią pracownicy PWiK i strażacy (nas na szczęście ominęły jej skutki).
Dojeżdżamy do Santoka. Podczas wielkiej wiosennej wody fotografowaliśmy tam podtopiony na podwórku samochód, właściwie wrak. Nad lodem nadal wystaje tylko dach. Ciekawe, czy woda opuściła go choć na jeden dzień. W końcu przez cały niemal rok utrzymywała się wysoko.
Jedziemy dalej. W Starym Polichnie szeroko rozlaną rzekę trzyma w ryzach tylko wał. Aż dziwne, że przy domach nie widać podsiąków. Za to Obra w Bledzewie zdumiewa nas całkowicie. Tak wysokiego jej poziomu dawno nie widzieliśmy. Koryto już jest dla niej za ciasne, chociaż na razie jeszcze trzyma rzeczkę w ryzach. Nie wiadomo jak długo – nie wszystko wokół zdążyło się już roztopić...
Wieczorem ponownie zahaczamy o Skwierzynę. Jest pięknie rozświetlona. Gorzowski zanikający sznur żółtych żarówek nie umywa się nawet do bajkowej fontanny przed skwierzyńskim ratuszem. Podziwialiśmy podobne w stolicy, a tu proszę, pod bokiem mamy wcale nie gorszą. Od razu przychodzi na myśl stare porzekadło – Cudze chwalicie, swego nie znacie. Sami nie wiecie, co posiadacie.
Codziennie (jak tylko aura pozwoli) obserwuję widoczne z mego okna morze. Warciańskie morze. I piękne jest, i straszne...






































Kontakt:
Mimo grozy ma pani piękne
Mimo grozy ma pani piękne widoki
:) ^-^
Piękne,mroczne i groźne :)
Zaczytałam się i wirtualnie
Zaczytałam się i wirtualnie ruszyłam z panią na wycieczkę. * Wszystkiego dobrego w Nowym Roku
Widoki zapierają
Widoki zapierają dech....gdyby nie groza sytuacji, pozostałby tylko zachwyt.... a tekst jak zwykle znakomity...pozdrawiam serdecznie
Widoki robią wrażenie.
Widoki robią wrażenie. Ciekawa wycieczka.
Widzę, że wędrujemy tymi
Widzę, że wędrujemy tymi samymi szlakami. Moje podróże służbowe także ostatnio wiodły w kierunku Międzychodu, Rokitna i Bledzewa przez Santok. :))) Po drodze piękne widoki...Świetny tekst i zdjątka. Pozdrawiam.
Byłam
niedawno w Santoku i widziałam na własne oczy te rozlewiska strach co będzie dalej. Jak się ma dobry aparat to i zdjęcia ładnie wychodzą .
Ładnie napisane.
Ładnie napisane.
:) ^-^
AnnaM napisała:
"Byłam
niedawno w Santoku i widziałam na własne oczy te rozlewiska strach co będzie dalej. Jak się ma dobry aparat to i zdjęcia ładnie wychodzą ."
Ja mam zwykłą cyfrówkę i moje zdjęcia też ładnie wychodzą :)
Ja z okna widzę ulicę.
Ja z okna widzę ulicę. Zazdroszczę pani widoku z balkonu jak również wycieczek poza Gorzów. Zawsze pani coś ładnego pokaże tutaj i ładnie opisze przy okazji.