Historia psa. Prawdziwa - ze smutnym początkiem i szczęśliwym zakończeniem.
Epizod pierwszy.
Jest zimno, w nocy prószył śnieg. Leśnym duktem biegnie pies. Jest najedzony, wypoczęty, szczęśliwy – pan zabrał go na spacer. Uwielbia takie dalekie wędrówki. Ileż tu patyków... wystarczy przynieść i upuścić panu pod nogi a ten rzuci daleeeko... Albo kopnie szyszkę, za którą będzie się biegło i łapało w powietrzu. To ci dopiero zabawa. Nagle... co to? Jakiś obcy... pies.
Epizod drugi.
Jest zimno, w nocy prószył śnieg. Przy leśnej drodze w małym zagłębieniu leży pies. Jest głodny, przemarznięty, samotny. Boi się. Ileż to już nocy i dni minęło gdy pan otworzył drzwi samochodu i kazał wysiąść. Pies cieszył się z czekającego spaceru. Ale będzie zabawa... Co to? Pan bardzo się spieszy ... odjeżdża. Zapomniał o psie. Wróci przecież ... nakarmi... pogłaszcze po łepku, podrapie za uchem. Trzeba tylko cierpliwie czekać. Nagle... co to? Jacyś obcy... człowiek i pies.
Spotkanie.
Psy patrzą na siebie, warczą. Człowiek uspokaja swojego i przywołuje drugiego.
To nie mój pan – to obcy. Niebezpieczeństwo – trzeba uciekać. A potem wrócić i czekać dalej. Odeszli... Następny głodny długi dzień i mroźna noc. Zaczyna brakować sił. Pies czuje, że jak pan szybko nie wróci, to... Coś słychać, to pan wraca?! Nie, to nie pan – to znowu ten obcy. Skrzywdzi... uciekać! Jeszcze jeden dzień i noc. Pies nie ma już siły na ucieczkę gdy obcy pojawia się znowu. Coś mówi łagodnie, podaje kawałek kiełbasy... ale smaczna. Głód okazuje się silniejszy niż strach.
Zakończenie.
I tak obcy przestał być obcym a stał się najlepszym panem pod psim słońcem. Nie tylko w wigilijną noc, ale każdego dnia, każdej godziny tego dnia pies, od wielu lat, spojrzeniem brązowych oczu, machnięciem krótkiego ogonka, liźnięciem czy dotknięciem mokrego czarnego noska mówi człowiekowi, jak bardzo go kocha i jak jest mu wdzięczny za uratowanie życia.
Historię ze smutnym początkiem i szczęśliwym zakończeniem zakończę mottem używanym przez panią Jamajkę. „ Ratując jednego psa, nie zmienimy świata... ale świat zmieni się dla tego jednego psa”.

























Kontakt:
Łza mi się w oku zakręciła,
Łza mi się w oku zakręciła, Pani Mikado. Oby było wśród nas więcej osób nieobojętnych na psi los.
Jest taka rosyjska bajka "Jak
Jest taka rosyjska bajka "Jak pies znalazł sobie przyjaciela"...Biedny, samotny pies szukał sobie przyjaciela ale takiego, któremu mógłby zaufać bez reszty. Szukał lata całe. Próbował zaprzyjaźnić się z kotem ale ten chadzał własnymi ścieżkami, próbował zaprzyjaźnić się z lisem ale ten go zdradził...wtedy na skraju lasu spotkał staruszka. Staruszek był chory, pies głodny. Obaj sobie stali się potrzebni. Pies codziennie przynosił swojemu przyjacielowi zioła z lasu a staruszek go karmił....Tak według tej bajki, pies i człowiek zostali przyjaciółmi...Piękne wzruszające wspomnienie MIKADO
Staruszek był chory, pies głodny. Obaj sobie stali się potrzebni
@Meg:... i pies zjadl stauszka? I sie rozchorował.... :)
Jest Pani bardzo dobrym
Jest Pani bardzo dobrym człowiekiem. Piękne wspomnienie, proszę pisać więcej artykułów na MM. Ma Pani talent.
Wzruszylem sie a to co
Wzruszylem sie a to co napisala Pani Meg z bajki bardzo madre.
Piękne
Piękne
Bardzo wzruszająca historia,
Bardzo wzruszająca historia, a przy tym pięknie napisana. Serdecznie gratuluję Pani debiutu na MM-ce. Wszystkiego dobrego.
Przerażająca ta historia,
Przerażająca ta historia, dobrze ,że z optymistycznym zakończeniem...Dla mnie Pani "pióro" jest nieomal doskonałe....pozdrawiam serdecznie
:) ^-^
Poryczałam się , u nas też...ale ja to później opiszę, zdarzają się ludzie dobrzy...
Artykuł posiada jakieś
Artykuł posiada jakieś przesłanie=duży ładunek emocjonalny=super
Wzruszająca a zarazem piękna
Wzruszająca a zarazem piękna opowieść.To tragiczne,że istnieją ludzie bez odruchów ...człowieczeństwa.
Prawdziwe czy wybujała
Prawdziwe czy wybujała fantazja ? Nie wierzę ani jednemu słowu z artykuliku. Podobne teksty krążą w pismach o psach "Mój pies" np
Magdo,
@Magda:to historia najprawdziwsza z prawdziwych. Pies okazał się być suczką, która wraz z nowym życiem dostała nowe imię - Pepsi.
Ciiiiiii....
@Magda:Nie za głosno - zbliza sie Wigilia i psy zaczną szczekac na swoich panów "ludzkim glosem" - wiec "te litościwe ludzie" nadrabiaja caloroczna obojetność kilkoma ckliwymi historyjkami... zawsze to jakis ekwiwalent wobec calorocznej znieczulicy... przynajmniej dla czytelników - miód na zestresowane bezdusznością - dusze czytelników. Bo psom i tak nic do tego... internetu jeszcze nie maja....
Przesadza Pan i to nie jest w
@Roman:Przesadza Pan i to nie jest w porządku!!!
Żona rozpłakała się, ja
Żona rozpłakała się, ja wzruszyłem. Taki nasz komentarz.
Ten psiak miał szczęście, a
Ten psiak miał szczęście, a inne? Bardzo się wzruszyłam.
Panie Romanie zepsuć i
Panie Romanie zepsuć i zbesztać każdy tekst to Pana specjalność jak widzę. Krzywdzi Pan świadomie ludzi, ma Pan negatywny stosunek do zwierząt nie pozostaje mi nic innego jak Pana ignorować. Czy może jest Pan na etacie redakcji która nakazała Panu wpisywać bzdury lub kontrowersje dzięki czemu nasza mm będzie ( już jest ) najbardziej rozkomentowana w Polsce? Gratuluję . Osiągnął Pan cel!
Milosnicy zwierząt?
"Leśnym duktem biegnie pies. Jest najedzony, wypoczęty, szczęśliwy – pan zabrał go na spacer. Uwielbia takie dalekie wędrówki. Ileż tu patyków... wystarczy przynieść i upuścić panu pod nogi a ten rzuci daleeeko... Albo kopnie szyszkę, za którą będzie się biegło i łapało w powietrzu. To ci dopiero zabawa..." ------ w lesie? bez kagańca i smyczy? Kochacie tylko te zwierzaki udomowione - a co np. z sarnami i zajacami? Jak wyczuja drapieznika jakim dla nich jest pies? Ile to stresów dla zajęczego serca? Jeżeli jesteście "przyjacółmi zwierząt" to dlaczego z wizyta do nich - do ich domu - przychodzicie z odbezpieczaona bronia? Bo tym jest "slodka psina" biegajaca beztrosko po lesie...
Pan Roman
@Roman:ma rację! Oto cytat z artykułu A. Stabryły "Mordercy spuszczeni ze smyczy" (rp.pl)
...– Psy w lesie to klęska – mówi Stanisław Czubernat, wicedyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego. – Płoszą zwierzynę i wtedy dorosłe osobniki np. nie wracają już na miejsce, gdzie porzuciły swoje młode. A najgorsze jest to, że właściciel takiego psa, który zagryzł małe zające, najbardziej zmartwiony wydaje się być tym, iż jego pies zmoczył sobie łapki...
...Trójmiejscy leśniczy uruchomili kilka tygodni temu specjalny blog (www.pieswlesie.blogspot.com). Prezentują w nim, jak okrutnie dla leśnych zwierząt kończy się kontakt nawet z najmniejszym kundelkiem. Jedno ze wstrząsających zdjęć przedstawia sarnę z brzuchem rozprutym zębami psa. Zwierzę zdychało w męczarniach przez kilkadziesiąt minut....
Więcej na www.rp.pl/artykul/366676_Mordercy_spuszczeni_ze_smyczy_.html
Więc właściwie co robić z
@gonia:Więc właściwie co robić z psami, żeby swoją energię na spacerze spaliły? W parku na smyczy i w kagańcu, na ulicy/skwerku/przydomowym trawniku - to samo. Do lasu na smyczy, albo wcale. Czyli co właściwie mogą robić? Bo skoro nigdzie nie mogą pobiegać? Ale tu się kłania brak wybiegów w miastach, wybiegów dla psów, gdzie mogłyby poszaleć. Jak na razie mamy tylko zakazy, żadnych przyjemności dla psa. :(( ---------------------------------------------- Mój pies nie oddala się ode mnie nawet w lesie, nie budzi się w nim żaden drapieżnik, a tym bardziej bestia. Zdarza się, że "namierzy" w pobliżu sarnę, czy zająca i co robi? Staje, podnosi przednią łapkę, czeka aż spojrzymy i wskazuje pyskiem, gdzie jest zwierz. Co robi w tym momencie sarna czy zając? Ano odbiegnie kawałek i stoi. Czeka co dalej. My idziemy dalej, zwierz sobie wraca. --------------------------------------------- Nie wiem, czy więcej szkód w lasach nie wyrządzają myśliwi, czy pseudomyśliwi, niż psy. Mordują nie tylko zwierzynę leśną, ale i psy. http://www.zabilimipsa.pl/
...
@Jamajka:czyli przeczytała Pani artykuł..."W każdym kanapowcu drzemie drapieżnik, a najlepsza tresura może zawieść w konfrontacji z nagle ujawnionym instynktem łowieckim – tłumaczy Anna Malinowska, rzecznik Lasów Państwowych. – W lesie nawet w małym kundelku budzi się bestia, która jest groźna dla leśnych zwierząt." W Gorzowie, z tego co wiem psy luzem i bez kagańca puszczać można na błoniach Kanału Ulgi i w Lesie Wieprzyckim. I żeby nie było wątpliwości - mam psa i to szczęście, że nie w głowie jej bieganie...
Przyzna Pani, Pani Goniu, że
@gonia:Przyzna Pani, Pani Goniu, że dwa miejsca, zwłaszcza, że odległe od centrum i osiedli, to zdecydowanie za mało dla miasta wojewódzkiego, w którym zarejestrowanych jest 7 tysięcy piesków? Moim zdaniem za mało. Mój pies uwielbia biegać, ma z tego ogromną frajdę, a i my zaznajemy przy tym odrobinę ruchu, co nam wychodzi na zdrowie po pracy za biureczkiem ;).
------------------------------------- Będę puszczała psa w parku i będę woziła psa do lasu, czy na poligon. Nie naruszam miejsc takich jak ostoja, czy inne paśniki, staram się za bardzo nie zakłócać zwierzynie spokoju. Ale na litość boską, pies nie może żyć stale na uwięzi! ----------------------------------------- Przepraszam Panią Mikado za odbiegnięcie od tematu przewodniego.
...
@Jamajka:Przyznam... Ponoć można jeszcze w parku Słowiańskim i na terenach po poligonowych, ale tego nie jestem pewna. I też przepraszam Panią Mikado....
Ja ...
Ja też znalazłam przed kilku laty pieska wałęsał się więc go zabrałam do domu ,żył jeszcze 11lat był biały miał czarne łatki więc mu dałam na imię Łatek . Zadomowił się wszyscy go polubili .Kiedyś mi uciekł ale wrócił z dziewczyną przyprowadził ja do domu.Moje drzwi były zawsze otwarte dla każdego więc wyszłam z pokoju żeby zobaczyc co się dzieje patrze mam dwa psy. Dałam ogłoszenie i znalazł się właściciel był bardzo wdzięczny bo to była jamniczka. Znał warkot mojego samochodu jak gdzieś się oddalił od domu a ja jechałam samochodem siadał na krawężniku przy ulicy i czekał . Słyszał w oddali że jadę / psy mają bardzo dobry słuch / i zabierałam go do auta i jechał z nami. Zawsze wyczaił że są drzwi otwarte i czmychał .Był bardzo zabawny piesek i ładny .Pracowałam a Meblostylu mieszkałam na Kos Gdyńskich to o godz 15.oo przychodził po mnie do pracy wiedział w którym pokoju pracuję .
http://www.youtube.com/watch?
http://www.youtube.com/watch?v=9MaV1jaN6P8
:) ^-^
A ja tak sobie myślę , bo być może jestem nastawiona optymistycznie do wszystkich ludzi i zwierzaków i nawet do tej pchły z kabaretu Elita ;) , że Pan Roman nie jest taki diabeł jak go malują. On po prostu lubi być przeciw, a jak jest przeciw to potem wszyscy są też przeciw Romanowi oczywiście. I ja wiem, że pan Roman lubi psy i inne zwierzaki. Tak jakoś to wyczytałam między wierszami. a co do zwierzyny w lesie, tyle razy byłam w lesie ze swoją sunią i nigdy nie trafiłyśmy na żadnego zwierza, nawet małego. I Sonia biegła grzecznie po leśnym dukcie ( tak to się nazywa?) i nie skręcała na boki. A leśna zwierzyna raczej po duktach nie biega tylko w głębokim lesie.
Pozdrawiam wszystkich lubiących zwierzaki i tych, którzy udają , że ich nie lubią :)...........................................................
A co do ludzi, którzy zabijają psy bo biegają po lesie, tych nie pozdrawiam, dla takich moje serce uschło i optymizm odleciał w siną dal :/
nigdy nie trafiłyśmy na żadnego zwierza, nawet małego
... a co miały czekać az pies je zje?
:) ^-^
@Roman:Prędzej one zjadłyby psa, bo jest wielkości zająca ;)))
Gratuluję debiutu na MM-ce -
Gratuluję debiutu na MM-ce - jest naprawde świetny. Pięknie opisana historia i najważniejsze, że dobrze się kończy. Podobnie jak Tom, czekam na dalsze teksty.
Pięknie opowieść i smutna i
Pięknie opowieść i smutna i radosna. Jak widać, wśród komentujących też trafiają się prawdziwe perełki.