drukuj

Gdy na scenę wszedł święty, zrobiło się nieświątecznie!

Gdy na scenę wszedł święty, zrobiło się nieświątecznie

Mikołaj przyjechał do Gorzowa w niedzielę. Można było się z nim spotkać na Starym Rynku

Impreza była fajna do czasu, gdy zaczęło się rozdawanie prezentów. Moje dziecko niemal zostało zadeptane - napisała Czytelniczka. Zdaniem organizatorów zagrożenia nie było. A że powstał ścisk, to wina „tych z tyłu, którzy napierali na tych z przodu".

Mikołaj przyjechał do Gorzowa w niedzielę. Można było się z nim spotkać na Starym Rynku. Występy artystyczne, konkursy i zabawy zorganizował Ośrodek Sportu i Rekreacji. Atmosfera była świąteczna do czasu, gdy na scenę wszedł oczekiwany przez setki dzieci Święty Mikołaj. Nasza Czytelniczka i jej pięcioletnia córka stały blisko sceny, kiedy „sytuacja zaczęła przybierać niebezpieczny obrót". W mailu wysłanym do redakcji czytamy „Ludzie zaczęli się ściskać, ja miałam odciętą drogę wyjścia z każdej strony. Z powodu tłoku nie mogłam wziąć dziecka na ręce, córka więc niemal dosłownie została zadeptana przez tłum. Nie byłam zresztą wyjątkiem, bo koło mnie były inne matki z jeszcze mniejszymi dziećmi, które zaczęły wpadać w histerię, a rodzice w panikę. Kiedy już byłyśmy blisko sceny, z powodu natłoku ludzi, córka została niemal zdeptana na schodach. Impreza byłaby świetna, gdyby nie kompletny brak przygotowania na taką sytuację i brak lepszej organizacji. A chyba nietrudno przewidzieć, że na hasło darmowe prezenty ludzie rzucą się nie patrząc na wszystko."

Na forum pod naszym artykułem z mikołajek na www.gazetalubuska.pl inni rodzice napisali „żeby dziecko mogło wejść na scenę, trzeba było stać w niemiłosiernym ścisku. A i tak nie wszystkim się to udało, bo kryzys światowy nie ominął Mikołaja i zabrakło mu prezentów. Przykry był widok smutnych dzieci, które wracały ze spotkania z Mikołajem bez niczego, a były przecież grzeczne..."

- Choć byśmy się niewiadomo jak starali, to zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony - mówi Włodzimierz Rój, dyrektor OSiR-u. Jego zdaniem impreza została dobrze przygotowana. - Scena była ogrodzona barierkami, było tam sześciu ochroniarzy. Dwóch stało przy schodach prowadzących na scenę. W sumie imprezę zabezpieczało kilkunastu. Był ścisk, bo niektórzy rodzice pchali swoje dzieci. Po trzy, cztery razy obracali w jedną i drugą stronę, by dostać upominek - zdradza Rój. I dodaje, że stał przy wejściu na scenę i zagrożenia nie widział. - Nie nasza wina, że ci z tyłu napierali na tych z przodu. Na to nie mamy przecież wpływu. Tłoku pod sceną by nie było, gdyby niektórzy inaczej się zachowywali - dodaje dyrektor.

Ojciec trzyletniego Franka mówi wprost: - Moje dziecko dostało się na scenę bocznym wejściem, bo do tego głównego była duża kolejka. Poza tym schody były strome, a dzieci miały wchodzić na scenę bez rodziców. Bałem się, że mi mały spadnie - podkreśla gorzowianin. I dodaje, że na przyszłość warto by było to inaczej rozwiązać. - Może Mikołaj powinien zejść ze sceny do dzieci. A może powinno być kilku Mikołajów - zastanawia się.

To była trzecia tego typu impreza zorganizowana przez OSiR. Co roku według tego samego schematu. - Największą frajdą dla dzieci jest właśnie spotkanie z Mikołajem. To, że mogą sobie na scenie zrobić z nim zdjęcie. Mamy ich tego pozbawić? - pyta Rój.

Tego nikt by nie chciał, bo jak piszą rodzice na naszym forum dobrze, że takie imprezy się odbywają. Jedno zastrzeżenie - mogłyby być lepiej zorganizowane.

A co z prezentami? Czy wszystkie dzieci dostały? - Mieliśmy ponad 500 upominków i szacujemy, że gdzieś około tyle osób było pod sceną - mówi Daniel Zieliński z OSiR-u.

Zdjęcia

  • Gdy na scenę wszedł święty, zrobiło się nieświątecznie

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Roman
Roman wt., 2011-12-06 10:51

Jego zdaniem impreza została dobrze przygotowana.

" I dodaje, że stał przy wejściu na scenę i zagrożenia nie widział." - to że go "nie widzial" nie swiadczy o tym ze go nie było! Z relacji z lat ubieglych wynika ze jest to coroczny problem.
I jestem skłonny uwierzyc rodzicom a nie organizatorom - sami siebie dobrze oceniają? A wystarczy popatrzec na reakcje dorosłych na hasło "Promocja z okazji..."    zadepcza na smierć.. a co dopiero przy wezwaniu "prezenty za darmo"!!!
Organizator popisal sie totalna ignorancja - a to ze nie doszło do zadeptania to przypadek a nie zasługa ochroniarzy i dyrektora.

redakcja
redakcja wt., 2011-12-06 11:26

...

@Roman:

Jesteśmy tego samego zdania. Do tragedi nie doszło tylko przez przypadek.

tamarika
tamarika wt., 2011-12-06 17:02

oczywiscie, ze z pozycji pana

oczywiscie, ze z pozycji pana Roja (ktorego skadinad bardzo cenie i szanuje) nie bylo widac zagrozenia, bo tych maluchow stojacych pomiedzy starszymi dziecmi i doroslymi po prostu nie bylo widac! taki kilkulatek ma glowe na poziomie, za przeproszeniem, tylka doroslego, przy takim tloku zostaje nazwyczajniej scisniety tak, ze nie ma jak go nawet stamtad wydobyc. szesciu ochroniarzy stojacych pod scena sluzylo do ochrony znajdujacych sie na scenie, a nie do pilnowania porzadku pod nia.

Grzegorz Musiałowicz
Grzegorz Musiałowicz wt., 2011-12-06 19:14

...więc mój syn okazał się

...więc mój syn okazał się przewidujący, bo mądrze powiedział, że nie idzie na scenę, tylko zaciągnał tatę po zakupu do marketu obok...:-D Ale tak się nie postępuje wobec dzieci, kolejny przykład braku wizji, jak powinna wyglądać impreza dla dzieci, zaś to zmuszanie do podrygiwania na scenie wyglądało żałośnie - niczym trening dla posłusznych małpek... ŻENADA!

"Niepowtarzalna jest każda chwila, każdy oddech i gest"
Jamajka
Jamajka wt., 2011-12-06 20:34

Tak czytam i widzę oczami

Tak czytam i widzę oczami wyobraźni coraz wyraźniej to, co nas ominęło i nasuwają mi się pytania: skoro pod sceną było kilkaset dzieciaków, dlaczego Mikołajowa impreza trwała zaledwie 1,5 godziny? Może trzeba było zacząć nieco wcześniej i nie kończyć o 16:30, a pobyć trochę dłużej na placu?
Po drugie - sześciu ochroniarzy pod sceną? A coś robili tam, czy po prostu byli? I kogo chcieli oni chronić? Mikołaja przed szkrabami? Może powinni pomóc w rozładowaniu ścisku, zamiast sterczeć pod sceną?
Kolejne - skoro dyrektor twierdzi, że rodzice kilka razy puszczali swoje pociechy po prezenty (już pomijam sam ten fakt, bo jest tak żenujący, że mi wstyd za nich po prostu), to czy nie można było przewidzieć tego faktu i łącząc zabawę ze sprytną sztuczką np. przystawiać maluchom jakieś wesołe pieczątki na buźce po odebraniu paczki? Lub cokolwiek innego, co wykluczyłoby rodzinny wielokrotny atak ;)).
Dalej - może powinno się na scenę zapraszać dzieciaki od najmłodszych do najstarszych? Powiedzmy tak: od 13 do 13.30 na scenę wchodzą dwu-trzylatki, pół godziny później - czterolatki. Itp. itd. Pomysłów można mieć wiele, zwłaszcza jak się kolejny rok taką imprezę szykuje i zna słabe jej punkty, trzeba tylko chcieć ją robić, a nie odbębnić, bo tak wypada. A tak to wygląda.
O koszmarnie głośno ustawionym dźwięku już pisałam, więc powtarzać nie będę, licząc jednakże na to, że za rok będzie ciszej, by mi dziecko słuchu nie straciło. 

Powodzenia w przyszłym roku. Mam nadzieję, że mi dziecia nikt nie zgniecie, że zmieni się coś w organizacji imprezy. I że będzie kolorowo, nie tak jakoś szaro i smutno na tej scenie...

krzyśku
krzyśku czw., 2011-12-08 21:04

...

Byłem i widziałem....ale jakoś nie zauważyłem tego o czym mowa w artykule. Owszem, może nie było idealnie, może trzeba było łokciami się przepychać, żeby dostać się na scenę. Ale aż tak źle nie było.
Moje dziecko się załapało i było z tego powodu szczęśliwe. Mogło wziąć udział w zabawie i ok.
Co do długości trwania imprezy....uważam że 1,5 godziny to w sam raz. Z powodu temperatury i pisków wydobywających się z głośników, ledwo dałem radę wytrwać do końca. Pisków...ponieważ prowadzący mieli za głośno ustawione mikrofony, dodatkowo mieli zbyt "cieniutkie i piszczące" głosy.
Aha, a na scenę były zapraszane dzieci w rożnym wieku. Raz starsze, raz młodsze. Tak żeby chętne dzieciaki mogły wziąć udział w zabawie i oczekiwaniu na Mikołaja.
Co do słodyczy...to poza tymi na scenie, śnieżynki rozdawały łakocie dzieciakom zgromadzonym wokół sceny....nawet ja się załapałem, choć jakoś specjalnie grzeczny nie byłem, jak to ja ;)...więc chyba aż tak mało tych słodyczy nie było. No chyba, że przeze mnie jakieś dziecko nie dostało lizaka...to przepraszam, odkupię jeśli trzeba.

Pozdrawiam.
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD

mail do krzyśku kliknij TU