Gawędy o miejscach bliższych i dalszych - Podlasie mniej znane. Zaproszenie do Jałówki.
Pierwszy raz wybraliśmy się do Jałówki właśnie z racji jej krańcowego położenia i trochę zabawnej nazwy. Łaciate krówki (porcelanowe) znaleźliśmy tylko w sklepiku na tamtejszym rynku. Spotkany przypadkowo miejscowy pasjonat otworzył nam oczy na piękno i wspaniałe dzieje dzisiejszej cichej wioski.
Urocza i... nieco zapomniana. Kiedyś była miastem położonym u zbiegu dwóch ruchliwych traktów królewskich. Prawa miejskie nadał jej Zygmunt August. Podobno matka (królowa Bona) bardzo go o to prosiła. Po latach wdzięczni jałówczanie ustawili na rynku jego popiersie i stosowną tablicę. Miasteczko długo było siedzibą starostwa i dóbr królewskich. Przynajmniej dwukrotnie odwiedził je Stefan Batory.
Historia nie była jednak dla Jałówki łaskawa. Pustoszona na zmianę przez różne armie, utraciła prawa miejskie w ramach represji po powstaniu styczniowym. Kiedyś była najprawdziwszym wielokulturowym miasteczkiem kresowym. Żyli tu obok siebie Polacy, Rusini, Litwini, Żydzi, nawet Węgrzy. Była cerkiew, kościół i dwie synagogi. Żydów spacyfikowano podczas II wojny. Pozostał po nich trudny do odnalezienia kirkut na zalesionych wzgórzach. Błąkaliśmy się po nim podczas ulewnego deszczu. Robi niesamowite wrażenie.
Pięknie prezentuje się przykryta szklaną kopułą jałówiecka cerkiew i XIX wieczny kościół, który po powstaniu styczniowym przebudowano na cerkiew, a w 1922 przywrócono ponownie katolikom.
Przy samej niemal granicy warto odwiedzić malownicze ruiny jeszcze jednej świątyni - zbombardowanego przez Niemców kościoła św.Antoniego Padewskiego. Nigdy nie próbowano go odbudować, bo nie było takiej potrzeby. Na każdym kroku widać jednak dbałość o to miejsca. Po drugiej stronie drogi rozłożył się stary cmentarz. Można na nim odnaleźć dalekie echo twórczości Orzeszkowej – groby Bohatyrowiczów.
Byliśmy w Jałówce kilkakrotnie i pewnie powrócimy jeszcze nie raz. Miejsce ma w sobie jakąś magię. W starej, ponadstuletniej chałupie ugaszczał nas członek miejscowego chóru cerkiewnego. My zabraliśmy go na stopa w deszczowe, sylwestrowe przedpołudnie; on najpierw oprowadził po wszystkich jałówieckich zakamarkach, a później zaciągnął nas na poczęstunek. - Gości na Sylwestra ci prowadzę – beztrosko oznajmił żonie. Nie była nawet specjalnie zdziwiona. Nie zostaliśmy jednak. Mieliśmy już inne plany.




































Kontakt:
Miłe wspomnienia.
Bardzo ciekawa, jak zwykle, Pani opowieść o Jałówce, przywołała wspomnienia z naszych wędrówek po Podlasiu, latem 2005 r. Co prawda, na tą miejscowość nie trafiliśmy, ale inne też zapadły nam w pamięci, dzięki swemu urokowi. Na pierwszy ogień poszedł Białystok, z jego "perełką"-Pałacem Branickich, zwanym Wersalem Podlasia. Będąc w tamtych stronach, nie sposób było odmówić sobie wizyty w Białowieży i Puszczy Białowieskiej. Region ten obfituje w cerkwie, jak choćby pięknie odnowiona, jedyna w Polsce gotycko-bizantyjska cerkiew obronna w Supraślu, czy też Grabarka-prawosławna Jasna Góra. Ciekawy jest również "szlak tatarski", z meczetami w Kruszynianach i Bohonikach. Nie sposób też zapomnieć pięknych widoków meandrującego Bugu, z położonego na wysokiej skarpie Drohiczyna. W końcu nie mogliśmy też sobie odmówić spotkania z pięknymi, znanymi na całym świecie konikami w Janowie Podlaskim. Jednym słowem, dzięki Pani, odżyły w nas wspomnienia z tamtego, jakże udanego urlopu. Chciałbym tam jeszcze kiedyś wrócić. Pozdrawiam serdecznie.
Bardzo ciekawy materiał.
Bardzo ciekawy materiał. Zwłaszcza te ruiny kościoła i cerkiew robią wrażenie. Miejsce zapewne warte odwiedzenia.
Super wyglądają te ruiny
Super wyglądają te ruiny (choć szkoda, że ktoś doprowadził do takiego stanu), czuję, że bym tam nieźle utknął z aparatem.
Ciekawy artykuł....
pozostałaś jedna która potrafisz przekazać Swoje wiadomości innym. Bardzo lubię czytać Twoje artykuły są ciekawe .