Foto Night – lot za friko
Start zaplanowano na godzinę 22:45. Ale nie, nie ma szans, żeby zacząć o czasie. To już taka tradycja tej imprezy. Wśród oczekujących uczestników było można usłyszeć, ba, nawet dokonać zakładu, ile teraz będzie wynosił obsuw. Tym razem było w wersji light, organizatorzy zmieścili się w tradycyjnym kwadransie studenckim. Nie wiem, czy to z powodu praktyki, która jak wiadomo czyni mistrza, czy może późna pora i odczuwalnie niska temperatura powietrza. Przyznać trzeba, że postępy widać, a to akurat się chwali, co niniejszym pozwalam sobie uczynić.
Tyle tytułem wstępu. Kiedy wybiła godzina ZERO, nastał czas na przemówienie. A przemawiał nie lada kto, sam rzecznik MZK. Zaczął od tego, że MZK do najbogatszych firm nie należy, paliwo drogie, kierowcy trzeba zapłacić... w związku z czym każdy będzie musiał wykupić symboliczną cegiełkę. I tutaj pomyślałem sobie, że w końcu ktoś mądry się znalazł. Przekalkulował, wyliczył i niestety nic za darmo nie ma. Już chciałem ową cegiełkę nabyć, a to okazuje się, że to żart. Spalony zresztą przez Konesera Pszczół i Wielbiciela Sandałów. W sumie, żart żartem, ale wychodzi na to, że przez te trzy godziny (tyle trwała impreza) pojazd napędzany był wodą. A jeśli nie wodą, to zrozumiałym jest, dlaczego w nowym roku zaplanowane są podwyżki cen biletów na przejazdy komunikacja miejską. Przecież ktoś za paliwo do „przegubowca", którym jeździliśmy, musi zapłacić. Tym samym chciałem podziękować tym wszystkim, którzy wykupują bilety miesięczne... i te jednorazowe też.
Po przemówieniu nastał czas zajęcia miejsc w pojeździe. I tutaj nastąpiła naturalna selekcja - o której na koniec. Kierowca autobusu niczym kapitan samolotu poinformował o warunkach atmosferycznych, szybkości i wysokości podróżowania. Jakież to było na czasie. Nieważne, czy prowadzi się autobus, samolot, hulajnogę, czy może jedzie się na wrotkach... każdy chce być tym Czarnym Ptakiem z Poznania, który latać jak latać, ale z całą pewnością lądować umie, jak mało kto. I poczułem się niemal jak w tanich liniach lotniczych. Brakowało tylko stewardessy. Ale nie, w sumie na upartego to pomiędzy fotelami przemieszczał się osobnik w firmowym uniformie, rozdając gadżety linii lotniczych. Nic tylko czekać było, kiedy ze schowka wyciągnie wózek, otworzy barek i tych, którzy boją się latać, będzie częstował trunkami wszelakimi. Tutaj jednak rozczarowanie, nic takiego nie miało miejsca. Ale bez obaw, przezorni mieli ze sobą małe co nieco. Dzięki temu dzielnie znieśli niedogodności startu i lądowania. A tych, którzy przesadzili ze wspomaganiem siebie, na jednym z międzylądowań zatrzymały służby porządkowe lotniska. Jak doliczyć jeszcze kilkakrotne kołowania na niemal każdym z rondzie, to nie tylko głowa, ale i żołądek mocy by się przydał. Woreczków papierowych nigdzie nie widziałem, więc mógłby być problem, gdyby tych kołowań było nieco więcej.
Lądowań było tyle, ile startów, zatem w jednym kawałku, z masą zdjęć i wrażeń osiągnięto lotnisko docelowe.
Dziękuję wszystkim za miłe towarzystwo. A właśnie, skoro o towarzystwie mowa, to wrócę do naturalnej selekcji. Jak to się sami z siebie dzielą pasażerowie. Na tych, co jadą po to, żeby porozmawiać ze współpasażerem i ewentualnie coś tam zobaczyć na międzylądowaniu, czasem zrobić zdjęcie. I na tych, którzy w ciszy i skupieniu, w wielkim napięciu oczekują kolejnego międzylądowania po to, żeby zrobić zdjęcie dnia lub raczej nocy. Współpasażerowie gdzieś tam są... a jakże.
Wesoły autobus z piosenki i owszem był, ale mam wrażenie, że tylko na odcinku od kierowcy do przegubu...


































Kontakt:
;)
To właściwie jesteś zadowolony z wyprawy, czy raczej rozczarowany, bo nie kumam?
I czy to, że połowa autobusu nie śpiewała to jakaś ujma na honorze, czy jak?
;)
@Jamajka:1 - tak się zastanawiam, co ma moje zadowolenie...przecież wyprawa nie była organizowana żeby mnie zadowolić ;)
2 - trudno mi odpowiedzieć na to pytanie ponieważ nie przypominam sobie żebym pisał o śpiewaniu....no chyba że relacje masz z pierwszej ręki, od naocznego świadka ;) który o tym śpiewaniu wspominał ;)
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
1 - niemniej jakieś odczucia
@krzyśku:1 - niemniej jakieś odczucia człowiek zawsze ma po takich spotkaniach, nieprawdaż? I jakieś one nawet w tekście są, nie wiem tylko, czy dobrze je odczytuję... :P
2 - widziałam filmik na lubuskiej :P
;)
@Jamajka:1 - oj ma, ma i to wiele...część z nich znalazła się w tekście, nie chcę jednak nikomu narzucać mojego sposobu widzenia pewnych spraw....polecam zatem wnikliwą analizę opisu wyprawy i wyrobienie sobie swojej opinii na podstawie kilku źródeł, wszak tekstów opisujących FD jest więcej ;P
2 - filmik nie pokazuje nawet połowy, co ja mówię, nawet skrawka tego co się działo podczas wyprawy o której mowa, szkoda tylko że operator nie zadał sobie trudu na chwilę obserwacji i pokazania dwóch światów....ale cóż, może to tylko ja widziałem, a może takie było założenie filmu...nie wiem ;p
krzyśku (+piuska:))
(,,,,,,,,,,) kg przecinków do wstawienie w odpowiednie miejsce :DDD
mail do krzyśku kliknij TU
Filmiku nie oglądałam, tekst
Filmiku nie oglądałam, tekst przeczytałam i korzystając także ze znakomitego opisu CavoKa - mogę sobie wszystko wyobrazić . Po prostu było "odlotowo" :).A zdjęcia - do tej pory czuję na sobie uporczywy błękitny wzrok jakiegoś kosmity ( zdj 7 ). I rozmyślam nad zdjęciem 1 - ma jakąś tajemnicę :)