Dzisiejsze sypialnie Gorzowa mają przemysłową przeszłość. Rzecz o Santocznie i Zdroisku.
Obok umieszczono informację: „Tablica upamiętniająca istnienie 1765-1945 kuźnicy żelaza. Tutaj w roku 1785 wykonano części do pierwszej niemieckiej maszyny parowej”
Aż trudno uwierzyć, że po niegdysiejszym zagłębiu hutniczym pozostało tak niewiele. Trochę może przesadziłam z tym „zagłębiem”, niemniej na przełomie wieków XVIII i XIX, w obu wioskach działały 3 całkiem spore kuźnice współpracujące z hutą w Witnicy. Były tu stalownie, wytwórnie blach, szlifiernie i cynkownie. Produkowano żelazo w sztabach, drut, gwoździe, igły, narzędzia gospodarskie (szufle, szpadle, łopaty, kosy, piły i taśmy, z których wytwarzano potem obręcze na beczki).
Za czasów Fryderyka II były to nawet „manufaktury zmilitaryzowane”, bo wytwarzano tu kartacze, czyli artyleryjskie pociski rozpryskowe. Raziły one do 300 m i potrafiły zawierać do 500 lotek. W XVIII w. były bronią iście śmiercionośną.
Zaprzęgnięta wówczas do pracy rzeczka Santoczna, dziś regeneruje się na zasłużonej emeryturze. Nie przypomina jednak wcale wiekowej, spracowanej damy, bo…nadal uwodzi swoim urokiem. Gibka, niczym młoda dziewczyna, wije się wśród lasów Puszczy Gorzowskiej. Zalotnie błyska między bukami w zdroiskim rezerwacie. Gdzieniegdzie na jej brzegach ostały się jeszcze relikty z czasów, gdy karnie zasilała młyńskie koła. Przyroda stara się jak może, by ślady te były jak najmniej widoczne. Jej zwycięstwo to tylko kwestia czasu.
Dawne osady fabryczne wyglądają dziś jak bombonierki, tylko zamiast równiutko ułożonych czekoladek, wypełnione są różnej wielkości domkami. Jeden z magazynów fabrycznych huty w Santocznie zaadaptowano na kościół już w roku 1767. Wieżę i empory dobudowano znacznie później. Całość tworzy nietypową - jak na kościół – bryłę, ale nikt nie odbierze świątyni swoistego uroku.
W obu wioskach zadbano o to, by przypadkowy turysta mógł poznać ich historię. Ustawiono w nich pamiątkowe kamienie, do których przymocowano tabliczki informacyjne. Ulubionym głazem mego Taty był ten ze Zdroiska. Można się z niego dowiedzieć, że produkowano tu (cytuję fragment oryginalnego napisu) „AMONICJĘ ALTYRELYJSKĄ”. Swego czasu nawet Ojciec namawiał, abym napisała o tym artykuł, ale ciągle jakoś „nie składało się”.
W obu wioskach można także obejrzeć nietypowe pomniki poświęcone ich mieszkańcom poległym w I wojnie i zadumać się na chwilę przy niewielkich lapidariach.
Jeżeli ktoś z Was zdecyduje się na wędrówkę po okolicznych lasach, może przy odrobinie szczęścia uda mu się odnaleźć dąb, który nazwaliśmy kiedyś „Patriarchą”. Dla mnie ten dąb, to jak wehikuł czasu – u jego stóp przenoszę się w lata dzieciństwa. Kiedy - po z górą 40 latach - postanowiliśmy sprawdzić, czy nadal tam stoi, na wyprawę zabraliśmy przyjaciół z UTW. Z niekłamaną ulgą stwierdziliśmy – jest, stoi i ma się dobrze. Majestatyczny, dumny, jak tylko dęby potrafią. Drzewo mojego dzieciństwa. Drzewo wspomnień. Życzę Wszystkim wielu takich drzew na turystycznym szlaku.
Opisałam dziś Państwu jedno z moich miejsc sentymentalnych i wyjątkowo pozwalam sobie też na dedykację. Poświęcam ten artykuł memu Tatcie – Alfredowi – ponieważ powstał z Jego inicjatywy. Nie da się również ukryć, że to właśnie On wpoił mi miłość do tych miejsc.












































Kontakt:
Interesujący artykuł, ciekaw
Interesujący artykuł, ciekawe fotki. Lubię czytać Pani teksty tego typu, bo odkrywają skarby, które mamy w zasięgu ręki. Na wakacje chyba przejrzę sobie teksty Pani i Pani Goni aby zaplanować sobie jakieś popołudniowe wyprawy w miejsca, którym się jeszcze dokładnie nie przyjrzałem a warto.
Bardzo ciekawa historia.
Zdroisko, Rybakowo, Santoczno - to rejon który przed laty dość często odwiedzałem. Ryby, grzyby, jagody byly celem moich wypraw. Nie wiedziałem, że te miescowości mają taką ciekawą historię. Dziękuję, Pani Mario, za oświecenie mnie w tym temacie.
Już wpisuję ten rejon, do kalendarium naszych letnich wypraw za miasto. Muszę nadrobić zaległości z historii tych miejsc. Pozdrawiam serdecznie.
Mario..
Mario kiedyś tam często jeżdżiłam miałam koleżankę która tam mieszkała. Nie myślałam że rejony mają tak ciekawą historię .Muszę tam pojechac i zobaczyc te dęby ,głazy kamieni jakie są na fotkach. Fotki piękne wyrażnie pokazują te miejsca. A do Zdroiska to jeżdżimy na ryby jeżioro piękne a zwłaszcza latem.
Santoczno i Zdroisko znam,
Santoczno i Zdroisko znam, ale nie aż tak dobrze...nie było nigdy czasu aby połazikować po okolicy :(
Magmag,
widzę, że nie tylko ja jestem zauroczona Santocznem:)
Przeczytałem już rano, ale
Przeczytałem już rano, ale teraz dopiero mogę skomentować. Jak zawsze ciekawy artykuł uzupełniony ciekawymi zdjęciami.
Magmag---Twój Tato na pewno
Magmag---Twój Tato na pewno się uśmiecha---pięknie opisujesz tę Ziemię a wszystko" podparte" własnymi obserwacjami--jest takie "wiarygodne"---bardzo ładne zdjęcia---wzruszające są te wielkie odsłonięte korzenie .....ciekawe , czy w tych okolicach były złoża rudy żelaza ?...pozdrawiam serdecznie i planuję ...planuję jakąś wyprawę do G. i okolic...a.podobno chcieć , to móc :)
Kuźnice pracowały w oparciu o
Kuźnice pracowały w oparciu o żelazo uzyskiwane z rudy darniowej zawierającej niewielkie ilości limonitu. W okresie wojen zbierano też na polach bitwy żelazne odpadki (np.odłamki kul armatnich) - można o tym poczytać w opracowaniu p.Czarnucha.
Piękne miejsce, pięknie
Piękne miejsce, pięknie napisane, piękne zdjęcia i piękny gest. Ja myślę, że Twój tata jest z Ciebie dumny Mario...
Tekst jak zwykle świetny,
Tekst jak zwykle świetny, zachęcający nawet leniwca (to o mnie, niech nikt nie bierze tych słów do siebie), by podniósł się z kanapy i ruszył w pobliskie wsie :)). A już fotki 16 i 18 są niesamowite :))
Czy pani tata nie
Czy pani tata nie wykładał w UTW?
Pozdrawiam